#18 The Great Ecological Swindle?
Opublikowane: 31 March 2007 | Komentarze: 8
Kategoria: Honda Toyota [Rozważania]

Czy wiecie, że przy obecnej technologii stosowanie w autach napędu wodorowego, mimo jego 100% czystości, jest bardziej wyniszczające dla środowiska, niż standardowa jazda na bezynie / oleju napędowym? Pomimo tego, że auto napędzane wodorem (nie tyle auto, ile prototyp auta, bo chyba nikt jeszcze seryjnie czegoś takiego nie produkuje) wydala z siebie wyłącznie wodę (i to zdatną do picia), wyprodukowanie ilości wodoru potrzebnej do przejechania 100 km jest pierońsko drogie i szkodliwe dla środowiska. Tak bardzo szkodliwe, że mniej zanieczyszcza wyprodukowanie 10 litrów benzyny / oleju napędowego plus wszystkie syfy emitowane przez jadące na tej benzynie auto (łącznie z zostawionymi na drodze okruchami gumy, zużytym na dystansie 100 km olejem i wypalonymi podczas tej podróży papierosami – i to wcale nie light)!
Ale… mimo teraźniejszych trudności ciężko przypuszczać, że w przyszłości dominować będzie inny rodzaj napędu. Przecież wodór jest powszechnie obecny w atmosferze. A zużywające go auta są w stanie rozwiązać problem niedoboru wody w krajach trzeciego świata. Wystarczy tylko zorganizować transfer spalin (czyli właśnie wody) np. do Etiopii.
Przy napędzie wodorowym promowane teraz auta hybrydowe (silnik spalinowy + elektryczny) zdają się być tak zaawansowane, jak lokomotywa parowa z początku XX wieku vs. TGV. Z dostępnych na rynku aut hybrydowych tylko Toyota Prius jest w stanie pokonać jakiśtam (niewielki, to fakt, ale zawsze…) dystans bez zużycia choćby grama benzyny. Tylko ona, podczas delikatnego ruszania, jedzie wyłącznie na silniku elektrycznym. W korku można bezszelestnie sunąć niczym tramwaj. Ani Honda Civic IMA, ani żaden z Lexusów tego nie potrafi.
Ale… niedawno czytałem wnioski z raportu amerykańskich ekologów – ich zdaniem występujące obecnie ocieplenie Ziemi, potocznie zwane efektem cieplarnianym, nie jest niczym nowym w historii naszego globu. To cykliczne zjawisko – ostatnim razem wystąpiło 6000 lat temu i wydatnie wspomogło rozwój rolnictwa.
I człowiek nie jest tu niczemu winien – zdaniem tych ekologów, ludzkość odpowiada zaledwie za 3% (słownie: TRZY PROCENT!!!) gazów cieplarnianych emitowanych do atmosfery. 97% emitują wulkany, zwierzęta lub niektóre gleby! Shit!
Nasuwają się dwa pytania:
1) czemu raport ten nie został upowszechniony?
2) czy wobec tego, jakiekolwiek wysiłki związane z dbaniem o środowisko, mają jakikolwiek sens?
Mnie nasuwają się następujące odpowiedzi:
1) raport głosi niepopularne tezy, które stają w opozycji do polityki państw i koncernów. Polityka proekologiczna, corocznie ustalane normy EURO-ileśtam, udział w wyścigu ZLEV (Zero Level Emission Vehicle) itp. sprawy to żyła złota – każde Państwo i każdy koncern wyłoży na to pieniądze. Czemu raportem małej grupy ekologów zabijać tak dochodowy biznes? Poza tym, niełatwo jest kartką (lub nawet kilkunastoma kartkami) zabić kurę znoszącą złote jajka. Nie wierzycie – jedźcie na wieś i palnijcie kuraka z A4…
2) Oczywiście, że mają sens. Zarobione pieniądze trzeba jakoś spożytkować. Lepiej proekologicznie. Choć mnie osobiście to wisi – nie kupię sobie auta z silnikiem beznzynowym 1.0 lub dieselka 1.4 – choćby i miał palić 4l na 100km. Nie, bo nie. Bo życie to również frajda. Jakbym dbał o ekologię, tobym autem bez skarpet i majtek jeździł. Wszak każdy gram wpływa na ilość spalanej benzyny…
#17 Obyśmy mieli co wspominać
Opublikowane: 30 March 2007 | 1 komentarz
Kategoria: [Rozważania]

Tym razem trochę o sprawach niezwiązanych z motoryzacją i moimi przemyśleniami z podróży. Ot… chłopaki z forum Nissan Klub zwrócili moją uwagę na jedną z ciekawszych akcji, jakie w życiu widziałem: Bombay TV. Zobaczcie, jak przedstawia się historia mojego bloga w hinduskim anturażu…
Filmik nr1
Tak to się wszystko zaczęło. Czasami o genialnych posunięciach decyduje ślepy los.
Filmik nr2
Gdy pomysł dojrzał w mojej głowie, podzieliłem się nim ze znajomymi.
Filmik nr3
Początkowo tylko ja przejawiałem entuzjazm. Czytelników było jak na lekarstwo. Nawet najbliżsi we mnie wątpili.
Filmik nr4
Zdałem sobie sprawę z faktu, że bez promocji ani rusz. Początkowo nie było łatwo, ale dzięki wrodzonemu wdziękowi zdobywałem tłumy.
Filmik nr5
Blog stał się szybko bardzo poczytny i popularny. Stałem się ważny. Ludzie się liczyli z moim zdaniem. Nawet półświatek zaczął zabiegać o moje względy.
Filmik nr6
Popularność dodawała mi skrzydeł. Publikowałem posty jak szalony. Czytelnictwo rosło. Stałem się klasykiem za życia.
Filmik nr7
Mogłem wszystko. Znałem wszystkich. Byłem lubiany i ceniony. Stało się to, co stać się miało – żyłem w luksusie…
Wszystkim spoko-bloggerom, oraz sobie przede wszystkim, życzę takich właśnie wspomnień na starość.
#16 Motocykle są wszędzie
Opublikowane: 29 March 2007 | Komentarze: 14
Kategoria: [Motocykle]

Autostrada do Wrocławia to bardzo elegancka droga – można jechać, ile fabryka dała. Trzymałem się więc uporczywie lewego pasa nieczęsto zerkając we wsteczne lusterko, bo małe są szanse na to, że teraz / nagle / wtem znajdzie się ktoś, kto będzie chciał mnie wyprzedzić przy 210 km/h.
Nie wiem, jak długo migał, ale w końcu go zauważyłem. Gdzieś daleko za mną, na horyzoncie, widać było motocykl, który wręcz szaleńczo migał długimi światłami (światłem raczej, bo to jednoślad i jednoświatł). Szajbus – pomyślałem. Ma do mnie dobre pół kilometra. Zdążę jeszcze minąć ten konwój Tirów. Ja mijałem, a ten motocyklista nadal utrzymywał się daaaaleko za mną, natrętnie migając światłem. To się zaperzył, imbecyl – pomyślałem, wrzuciłem prawy kierunkowskaz i powoli (choć gwałtowny manewr przy ponad 200 km/h był nęcący, zdecydowałem się jednak wykonać to spokojnie i płynnie) zwalniałem lewy pas.
I wtedy świat się zatrzymał. Dwukropek w zegarku przestał migać. Chmury stanęły w miejscu. Motyl lecący obok szosy zastygł w bezruchu. Przestraszył się biedak nie na żarty – wszak motyle wiszą nieruchomo tylko w szklanych gablotach, przebite szpileczką…
Wtedy to właśnie, nim zmieniłem pas w pełni, z tyłu rozległ się niewiarygodny ryk i… jadący pół kilometra za mną motocykl zniknął przede mną za zakrętem. Wiem, że mnie minął, bo pęd powietrza przestawił lusterko.
Jak szybko jechał? Nie wiem.
Czy w ogóle jechał? Raczej tak, bo niby miał lecieć…?
Czemu tak szybko jechał? Bo się spieszył.
Gdzie się spieszył? Pewnie na obiad.
A co zjadł? Kluski. Leniwe kluski…
#15 Lubię mocno podpieczone
Opublikowane: 26 March 2007 | Skomentuj ten post
Kategoria: [Obyczaje]

- Pomożesz mi przewieźć grilla na działkę? Taki wiesz, solidny, żeliwny sukinkot – spytał D.
- Spoko. Podjadę przed południem.
Podjechałem i ledwośmy tego sukinkota wpakowali.
- Jedź tędy, bo tam będzie korek.
Pojechaliśmy tędy. Też był korek. Na domiar złego, tuż za nami ścigało się chyba 3 kierowców białych Citroenów Berlingo – wiecie – koledzy z pracy jadą służbowymi bryczkami. A że bryczki sportowe, to trzeba nawet w korku dociskać i trąbić.
- Robimy im lekcję pokory? – spytał D.
Skinąłem na tak. Wysiedliśmy i z bagażnika wyjęliśmy sukinkota. Wystawiliśmy go tuż za autem, D. wyjął z torby rozpałkę i kiełbaski. Mieliśmy też dwa krzesełka turystyczne, więc rozsiedliśmy się koło paleniska i spokojnie czekaliśmy, aż kiełbaski dojdą.
Dopiero wtedy zrobił się korek, bo… grillowaliśmy na prawym pasie. Nikt nie trąbił – niektórzy tylko pukali się w czoło. A gość z nauki jazdy poprosił… i dostał kawałek kiełbasy. Mistrzów w Berlingo nic to nie nauczyło. Z takimi nie wygrasz. A my, co z tego happeningu mieliśmy? Świadomość, ze kiełbaski były drugiej świeżosci…
#14 W nocy z drugiej na trzecią
Opublikowane: 25 March 2007 | Komentarze: 2
Kategoria: [Obyczaje]

- Kiedy wreszcie naprawisz te hamulce? Nie irytuje cię ta lampka?
- No, chyba w tym tygodniu.
- Zegarki przestaw. Nie dość, że każdy pokazuje co innego, to jeszcze nie są na czas letni przestawione. Długo zamierzasz tak jeździć?
- Rybciu, przestawię, spoko…
- A teraz nie możesz?
- Mogę. A która jest godzina?
Ryba sięgnęła po komórkę.
- Przed drugą.
- A dokładnie?
- 13:54
- Ale to jest letni czas? Kiedy przestawiłaś?
- No właśnie nie przestawiałam. Samo się tak jakoś… Ciekawe, skąd on wiedział?
- Kto, telefon?
- No, skąd wiedział, że dziś trzeba już być na letnim? Jakiś komputer ma, co nie?
- Komputer? Procesor – tak. Chyba…
- I co? Ma tam w pamięci zapisane, że to dziś? Przecież ta data jest ruchoma.
- To może ma zapisane wszystkie te daty do, na przykład, 2020.
- W 2020 to z tego telefonu będą już drzazgi. Po co mu te daty wtedy.
- Ryba, no na wyrost wpisali. Co im szkodzi.
- To na pewno nie jest tak. Nie może mieć ich wpisanych, bo są różne… ustalane różnie… nie dzień miesiąca się liczy, a to, żeby zmiana była w weekend.
- Rybciu, to może zadzwonił?
- Kiedy zadzwonił?
- No w nocy.
- A gdzie?
- Do zegarynki w nocy zadzwonił. Może dzwonić – przecież to telefon, co nie?
- No, mógł…
#13 Wszystko da się policzyć
Opublikowane: 24 March 2007 | 1 komentarz
Kategoria: Nissan [Rozważania]

Zastanawiałem się, ile razy już w moim aucie zmieniłem bieg. W sumie. Od listopada 2001. Tak orientacyjnie.
Od tygodnia podczas porannej podróży do pracy zapisuję wszystkie zmiany biegów (tak to było na przykład w piątek szesnastego: 0120# 1234320# 12120# 1230# 120# 1# 12340# 123430# 1230# 121234520# 1230# 1230# 1230# 12343234540# 123454345454450# 12345432320#, gdzie 0 to luz, 1-5 to biegi a # to postój).
W zeszłym tygodniu na odcinku 25 km zmieniałem biegi średnio 90 razy. Przez 65 miesięcy pokonałem 110 000 km. Jeśli podzielimy i pomnożymy te powyższe liczby odpowiednio jak trzeba, wyjedzie, że od początku użytkowania Almery zmieniłem biegi już prawie 400 000 razy!!! Daje to średnią miesięczną na poziomie 6150 zmian. Około 4 zmiany biegów na kilometr.
Jeżdżąc intensywniej, spokojnie można np. przez 8 lat użytkowania auta wykonać milionowy ruch skrzynią biegów. I prawdopodobnie nadal będzie ona działać.
Wyliczyłem to, bo ostatnio przeglądałem motoryzacyjne fora dyskusyjne, gdzie użytkownicy aut różnej maści wiecznie są niezadowoleni z działania jakiegoś mechanizmu. A to skrzynia haczy, a to kierownica drży, a to wnętrze skrzypi, itp. Co ma nie haczyć, co ma nie drgać, co ma nie skrzypieć – auta użytkowane są w ekstremalnych warunkach (dziury, sól, stłuczki) a użytkownicy nie zawsze wiedzą, jak o nie dbać. Dotknijcie milion razy wypielęgnowaną dłonią kamiennej kulki – nawet na niej będzie znać ślady zużycia.
Zastanawiam się nad rozpoczęciem kolejnych projektów badawczych:
(1) jaka jest suma wszystkich ograniczeń prędkości na trasie dom-praca-dom? Może się okazać, że w przeciągu roku człowiek obcuje z liczbą bliską nieskończoności;
(2) ile obrotów robi koło na kilometr? Można podejść do tego matematycznie (1000m podzielić przez obwód opony) ale ja wolę empirykę – wcisnę kamień w bieżnik i będę liczył stuki;
(3) czy interwały pomiędzy mrugnięciem kierunkowskazu, przejściem wycieraczki na najwolniejszym biegu a załączaniem się wentylatora chłodnicy w lecie dzielą się przez siebie bez reszty?
#12 Nigdy o tym nie myśl
Opublikowane: 22 March 2007 | Skomentuj ten post
Kategoria: [Wypadki]

Jedna z głupszych rzeczy, jakie można robić podczas jazdy samochodem, to rozmyślanie o wypadkach drogowych. Starałem się jak mogłem, ale bez rezultatu. Wypadki powracały…
Kiedyś za młodu (miałem chyba ze 4 lata) jechałem z rodzicami Trabantem. Na dużym skrzyżowaniu przywalił nam z boku, dokładnie w przednie koło Maluch. Dachowaliśmy kilkakrotnie, a ja nawet przebiłem głową tylną szybę i do połowy wisiałem podczas tych akrobacji za autem. Milicjant, który akurat był w pobliżu niedopuszczał do auta przechodniów mówiąc, że na pewno nikt nie przeżył. Okazało się, że mamie nic, ja wybiłem sobie zęba i skaleczyłem głowę a tata nadciągnął nadgarstki od kurczowego trzymania kierownicy.
Kilka lat temu w nocy (migały żółte) z podporządkowanej wyskoczyła mi biała Corsa. Prawie zdążyła – strzeliłem ją w lewe przednie koło. Zarzuciło ją i na jej nieszczęście z naprzeciwka jadący samochód wpadł jej w drzwi kierowcy. Na moje z kolei nieszczęście w moje drzwi (po tym jak obróciło mnie o 90 stopni) wczesał się taksówkarz. Pamiętam, jak zaraz po obrocie auta spojrzałem w boczną szybę i z przerażeniem obserwowałem, jak rozpędzony do 60 km/h biały Peugeot 405 na zblokowanych Dębicach z szumem jedzie mi prosto w miednicę. Na szczęście (wiem, to wykroczenie) jechałem bez pasów, więc rzuciłem się na siedzącą obok Rybę. Taksówkarz zrobił, co miał do zrobienia, mnie odrzuciło z powrotem na miejsce i strzeliłem głową w boczną szybę… to znaczy strzeliłbym, gdyby jeszcze była. Nikomu nic się nie stało (8 osób brało udział w wypadku) – tylko Rybę zabrali na 30 minut do szpitala i wróciła w kołnierzu, który zaraz zdjęła, bo ja drapał. A Ford Escort rodziców też był podrapany. Podrapany w sam raz do kasacji…
#11 Japonia nie z Japonii, a jednak Japońska
Opublikowane: 19 March 2007 | Komentarze: 9
Kategoria: Nissan

Rozmyślam w tej właśnie Almerze (114KM, 1800ccm, 11/2001) już pięć i pół roku i ani razu mnie nie zawiodła. Mijam rozkraczone na poboczach francuskie fury. Omijam niemieckie trójkąty wystawione 10 metrów za bryką. Wymijam włoskich rycerzy małej pojemności. Zazdrościcie?
#10 Zegary ci się przewróciły
Opublikowane: 18 March 2007 | Skomentuj ten post
Kategoria: Renault

Zastanawia mnie upór francuskich projektantów w kwestii ustawienia zegarów na deskach rozdzielczych Renault względem oczu i pozycji kierowcy. Ilekroć siedział bądź jechałem czy to Clio, czy to Megane, miałem wrażenie jakbym miał zaraz wypaść z auta przez przednią szybę. Fotel ustawiony w miarę nisko, pozycja w miarę OK, ale leżące na plecach zegary przy każdym na nie spojrzeniu powodowały, że czułem się jakbym siedział na krześle i nachylał się w przód, by sięgnąć stojący po drugiej stronie stołu półmisek z ziemniaczkami w sosie.
Leżące zegary są dobrym przykładem siedzącego w szczegółach diabła – niby w aucie jest wszystko OK: materiały dość dobre, spasowanie średnie, ale dramatu nie ma, kierownica ustawiana, choć zbytnio w pozycji ciężarówki/Ikarusa/vana, fotele wygodne i na ogół w welurku, przełączniki pod ręką i radio gra. A mimo wszystko, ilekroć spojrzysz na zegary to jakiś dyskomfort – kto do licha ciężkiego to zaprojektował?
Niezły pomysł miał ostatnio dziennikarz Motoru bodajże – żeby zniwelować efekt leżących zegarów podnosił fotel kierowcy maksymalnie do góry tak, by ustawiły się one prostopadle do linii wzroku. I udało mu się. Tylko wytarł sobie włosy na czubku głowy o podsufitkę. Coś za coś.
W 2001 roku przymierzałem się do zakupu Clio. Przesiedziałem w aucie dobrych kilka godzin, miałem jazdę próbną i… jakoś leżące zegary i pozioma kierownica rodem z Żuka skutecznie mnie zraziły.
Wiem, że można się do tego przyzwyczaić i po miesiącu jazdy Megane już tego nie dostrzegasz. Ale jednak na początku się z tym męczysz. Nie wiem, czemu francuscy designerzy uczynili z tej dziwnej rzeczy wyróżnik – zarówno nowe Clio jak i Megane mają tak samo. Tyle, że kierownica lepiej leży – to znaczy mniej leży, bardziej stoi… Brawo.
#9 A teraz koperta tyłem
Opublikowane: 15 March 2007 | Komentarze: 2
Kategoria: [Wypadki]

W dżdżyste i wilgotne jesienne pogody strasznie parują szyby w aucie. Mimo dość długiej wczorajszej jazdy powrotnej do domu, tylne boczne były ledwo przejrzyste, a tylna kompletnie zaparowana. Zauważyłem to już na domowym parkingu, więc ogrzewanie nic by na szybko nie pomogło. Spoko, każdy gupi umie parkować na lusterka.
Koperta na wąskiej podblokowej to banał. Powoli, złamać się, przód o centymetry minął Pasata, a do stojącego z tyłu Tico to jeszcze z 40cm… chyba, bo w bocznych lusterkach to już nic nie widać… 30cm… 20cm… grzmot!
Wysiądę i sprawdzę. Ale mam wrażenie, że cały 4-piętrowy blok stoi w oknach i filuje. Zaciągnę czapkę na oczy a szalik na nos. Nikt mnie nie pozna. Mieszkam tu dopiero 5 lat – kto by mnie skojarzył. Wysiadam.
Nie wysiadam. Jeszcze się podmaskuję. Ach, gdybym miał sztuczne wąsy. Oni na pewno patrzą, a właściciel Tico już pewnie w kapciochach zaiwania po schodach…
Wysiadam jednak. Eee… śladu nie ma. Mój tylny zderzak nawet niedrapnięty, a na przednim u Tico również nic nie widać. Idealne samochody do Paryża – parkowanie na spychacz? Proszę bardzo!
Dziś rano już z daleka widać, że pod moje tylne koła ktoś podłożył chyba jakiś wielki kloc. Im bliżej podchodzę, tym ten kloc wydaje się większy. Po jaką cholerę ktoś miałby blokować moje tylne koła?
Zielonkawy przedni zderzak Tico majestatycznie wtoczył się nocą pod moją tylną oś i rurę wydechową. Wczoraj było OK, ale pewnie jak sprawdzałem, to się jeszcze nie zdecydował, czy się oderwać, czy może przetrwać stłuczkę bez szwanku.
Widzę, że nikt nie patrzy. Wystarczy cichutko odjechać. Zapaliłem. Lekko gaz, delikatnie odpuszczam sprzęgło i… byłem na wstecznym. Coś z tyłu chrupnęło…
