#19 Beginner’s luck

Kupiłem kiedyś samochód – używana Honda Civic Si (3d 1600ccm 125KM). Kupiłem z rana. Wieczorem umówiony byłem z jego poprzednim właścicielem na mały kurs po opony zimowe – miałem je sobie zabrać z jego działki.
Najpierw pojechałem na myjnię. Automatyczną, a co! Wjechałem, wyszedłem na moment by ją uruchomić i szybko wbiegłem z powrotem do auta. Gdy wielka szczota była na dachu, radio załczęło charczeć. Teleskopowa antena, zaginana przez tę szczotę, majestatycznie kreśliła rysę po dachu i drzwiach. Urwałem ją w końcu przez uchylone okno, ale nie wyrobiłem się przed natryskiem, który rozpylał chyba jakiś wosk – nie znam się, ale wnioskowałem tak po trudnej do usunięcia, tłustej naleciałości na twarzy, kierownicy i podsufitce. Spoko. Pierwsze koty za płoty.
Pojechałem do miasta. Słabo w centrum z parkingiem, ciasno – dla bezpieczeństwa złożyłem lusterka. Delikatnie – wszak samochód nie jest nowy. Jak wróciłem, to o lusterkach zapomniałem. Nie chciało mi się już wysiadać, więc rozłożyłem je od środka. Ciężko do lusterka pasażera sięgnąć ręką, ale od czego nogi. Lekki kopniak przez uchyloną szybę i lusterko z chrupnięciem otwiera się, ale jakby za bardzo. Potem odbija się od przedniej szyby i wraca. Spoko. Taśma klejąca utrzyma je w ryzach.
Potem przyszpanowałem autem Juniorowi. Podwiozłem go do metra. Czekał na przejściu na zielone, więc mogłem przed jego nosem strzelić ze sprzęgła i poczernić zebrę z piskiem. Poza czarnymi śladami zostawiłem na przejściu połowę wydechu. Spoko. Civic zyskał bardziej rasowy gang.
Potem jeszcze został mi w ręku malutki suwak od regulacji temperatury (a najgorsze, że wystający metalowy uchwyt nie dał się ręcznie przesunąć i uporczywie trwał po czerwonej, gorącej stronie), nie wiedzieć czemu zapaliła się kontrolka ładowania, a z tylnych łożysk zaczął dobiegać specyficzny szum. Spoko. To używany samochód – czego można oczekiwać…?
Poprzedni właściciel czekał wieczorem w umówionym miejscu. Wsiadł i od razu przeszedł do rzeczy:
- Uuu… strasznie Pan tu grzeje.
Spojrzał na regulację temperatury, a raczej jej brak i znacząco chrząknął.
- Niezły wydech. A ta rysa na dachu i drzwiach również niczego sobie – powiedział. – A opony to przebije pan od razu tam na miejscu, czy rozpruje nożem dopiero w domu? Aha, nie ma Pan przedniego…
- Wiem – przerwałem mu – żarówka się chyba przepaliła.
- Tak, widziałem, ale chciałem powiedzieć, że zgubił Pan gdzieś przedni prawy kierunkowskaz…
Spoko.
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

Moje gratulacje! Widzę tu prawdziwy talent…:)
[...] kiedyś Hondę Civic. Niefartowną, ale prześliczną. I jak tu mieć sentyment do tych [...]
[...] mi się, jak dawno temu pucowałem na działce swój pierwszy samochód – Civica Si z 1991 roku. Najpierw ogólne mycie jakimś zwykłym płynem pieniącym się. Potem felgi czymś napsikiwanym. [...]