#30 To była piękna porażka


Opublikowane: 23 April 2007 | Komentarze: 13
Kategoria: [Obyczaje] [Porady]

Nikt ci tak nie doradzi, jak kolega-internauta…
Urodziny Ryby były w sobotę. Akwarium zamówiłem w czwartek, odbiór był na piątek. Sprzedawca powiedział, że akwariów się nie kupuje – je się zakłada. Ale ja nie chciałem Rybie założyć akwarium w prezencie – ja chciałem jej je kupić już gotowe – z rybkami, roślinami filtrem, bąbelkownikiem i wodą. Sprzedawca uznał mnie za debila (choć przy mnie twierdził, że jestem tylko dziwny) i zaprosił w piątkowe popołudnie po odbiór.

Przyjechałem w piątek około 19:00 z Margolotem. Brzdąc z nóżki na nóżkę przestępował. Najpierw myślałem, że z powodu przepełnionego pęcherza, i mimo sprzeciwów dwukrotnie próbowałem córkę “wysadzić” na pobliskiej trawce. Potem się okazało, że przestępowała z podjarania – bo w domu będą jipki!

Przyszliśmy. Akwarium było, wody tak na 2/3, trochę roślinek, piasku, żwirku, 4 kamyki i 9 rybek. Niezbyt było eleganckie, ale za późno na wybrzydzanie. Sprzedawca tak był zaaferowany swoją pracą, że poprosił mnie o podjechanie autem bliżej wejścia, to on mi to dzielo, kurde, sztuki własnoręcznie włoży do bagażnika. Ja podjechałem – on wyniósł. Oblał się po drodze nawet bardzo. Jeden gubik wyskoczył na podłogę. Ale się pomylił i bardzo szybko zaczął tego żałować. Schwyciłem go i wrzuciłem z powrotem do wody. Ale schwyciłem go nazbyt mocno, więc wielkiej radości z powrotu do wody nie przejawił – jakoś tak niemrawo się ucieszył i powoli opadł na dno. Nie, nie umarł – po prostu tak przygasł troszkę…

Akwarium w bagażniku uczy pokory
Każdemu mistrzowi kierownicy polecam wożenie wypełnionego wodą akwarium w bagażniku – to uczy pokory. 2 minutowa droga ze sklepu do domu rozciąga się do niewyobrażalnych i nieskończonych 30 minut. Wskazówka prędkościomierza nie przekracza 20 km/h. Trąbią na ciebie wszyscy: kierowcy, skuterowcy z pizzerii, inwalidzi na elektrycznych wózkach oraz “elki”. Dostrzegasz w nawierzchni dziury i wyrwy, których wcześniej nie widziałeś. W zakręty wchodzisz wolniej od sąsiadki spod 32-ki, tej co porusza się już tylko z „balkonikiem”. Progi zwalniające na osiedlowych dróżkach urastają do ranki ścianki wspinaczkowej – przed przejazdem nacierasz dłonie magnezją, poprawiasz chwyt kierownicy i asekuracyjnie zamykasz oczy. 2 minuty stresu i „leżący policjant” pokonany. Jeszcze 3 razy to samo i jesteś pod domem. Hamowanie zaczynasz na 30 metrów wcześniej. Dojechałeś. Rozpiera cię duma…

…do czasu otwarcia bagażnika. W akwarium pozostało raptem trochę wody na dnie. Kilka gubików wyleguje się na białym piasku jak na plaży – no do cholery, ja się tu pocę za kółkiem i pedałuję, a ci się luzują! Reszta rybek chlapie się jak dzieci w zwolna wsiąkających w wykładzinę bagażnika kałużach. Zbierasz je, upychasz w resztkach wody i dumnie niesiesz akwarium do domu.

Radości było co niemiara
Ileż było radości – to wprost nie do opisania. Poza typowymi przejawami szczęścia w postaci krótkich i treściwych podziękowań: “Po coś to przyniósł”, “Wiesz, jak nie lubię ryb” oraz “I co jutro powiesz Marysi, jak je w nocy w klopie spuszczę?!”, otrzymujesz w nagrodę zadanie – “Lepiej wymyśl, jak się tego pozbyć jeszcze w ten weekend!”

W ten piątkowy wieczór byłem jeszcze przeciwny wyrzucaniu z domu tych wspaniałych rybek. Ale w sobotę rano zmieniłem zdanie. Akwarium (nie wiem, czy to wina wody, roślin czy może rybki były niebywałymi flejami) zaczęło tak niemożebnie śmierdzieć, że przebywanie z nim w jednym pokoju powodowało ból gardła, a kota sąsiadów budziły koszmary.

Najpierw obwiesiłem je choinkami zapachowymi. Nic nie pomogło – waliło nadal. Potem wrzuciłem do wody kilkanaście tic-taców. Połowę zżarł ten zbyt mocno ściśnięty gubik, druga połowa nawet się nie rozpuściła. Później powiesiłem na ściance kiblowy pojemnik z Bref WC-Żel. Żel rozlał się po całym akwarium ale zaraz potem został elegancko wciągnięty przez elektryczny filtr do wody. Filtr nieśmiale pryknął kłębkiem dymu…

Sobotę zatem spędziliśmy poza domem, ale zostawiliśmy w pokoju otwarte na oścież okna. Jak wróciliśmy wieczorem, w całym domu waliło bez zmian – niczym w wiejskim wychodku. A stojące obok otwartych okien kaktusy wymarzły. Jeden się skurczył, drugi pomarszczył a trzeci nawet pękł w pół…

Śmierdziało wszystko: woda, piasek i żwir. Rybki też…
W niedzielne przedpołudnie wyłapaliśmy rybki do niespecjalnie umytego słoika po kawie, wodę wylaliśmy do kibla, piasek, żwir i kamienie wyrzuciliśmy do śmietnika a akwarium i filtr niebawem wystawimy na allegro.

Bezsenne gubiki w roztworze kawy
Acha… rybki zwróciliśmy do sklepu. Przez kilka dni będzie je łatwo odróżnić od innych – po kawie są nienaturalnie pobudzone. A w mocnym tylnym oświetleniu w brzuchu tego zbyt mocno ściśniętego śmierdziela widać kilka kuleczek tic-taców…

Tekst opublikowałem dnia 23 April 2007 r., umieściłem w kategorii: [Obyczaje] [Porady] oraz oznaczyłem tagami:

Jeśli masz ochotę przeczytać coś podobnego, kliknij w wybrany link kategorii lub tagu,
albo po prostu przejrzyj archiwum wszystkich tekstów.


Liczba komentarzy: 13

  1. Syberian ( April 23rd, 2007 07:20 )

    Świetny tekst, dziekuję!
    Po tej lekturze już wiem jak należy zakładać akwarium i ile płynie z tego radości ;)

  2. Szymeq ( April 23rd, 2007 09:23 )

    Ja na Twoim miejscu już bym oczekiwał wizyty tych “zielonych” – za meczenie zwierzątek :P… Swoją drogą rybcie sa fajne, na NKP możesz zobaczyć mój baniaczek. Od kilkunastu lat mam akwa … widac pan w sklepie był mało kompetentny ;) ZA szybko się poddaliście. Zawsze można było włożyć zółwia do sprzątania a późnej go na spacer na trawkę …:D
    Pozdrawiam

  3. Tomek ( April 23rd, 2007 09:48 )

    Tekst śmieszny, ale nie na tyle, aby dotrzec do końca, poza tym troche odchodzisz od głównego tematu bloga, to nie jest jazzy…

  4. mlecznyadasko ( April 23rd, 2007 10:17 )

    Leżący policjant wysokiej ranKi, to chyba tylko po służbie (i kilku głębszych) ;) . A może po prostu zraniony? BTW, pisz o motoryzacji, obyczajowiec się zrobił.

  5. Blogomotive.pl ( April 23rd, 2007 13:20 )

    Dobra, kończę z obyczajową beletrystyką. Będę pisał tylko o motoryzacji, bo chcę być jazzy, chucky i cool!

  6. Sivy ( April 23rd, 2007 21:25 )

    Zeby ryby w bagazniku wozic ? Z drugiej strony ja tez tak jezdze i to bez zmiennocieplnych kregowcow. Przez dziury…

  7. thm ( April 23rd, 2007 21:52 )

    Jeśli, z jakiegoś powodu, kiedyś mocowania amortyzatora tylnego zaczną puszczać, każdy kilometr będzie jak pełne akwarium… w dodatku hałasujące…

  8. Bombel ( April 24th, 2007 14:56 )

    Już nie przesadzajmy :D Było coś o motoryzacji w kontekscie przewozenia duzych gabarytowo przedmiotów z woda :P

  9. Pan Piotr ( April 24th, 2007 15:28 )

    Rafale, Zakładam że meble z Ikea wiózłbyś już złożone…

  10. Blogomotive.pl ( April 24th, 2007 16:15 )

    Meble tylko złożone. Nie wyobrażam sobie paprania auta tymi zafajdanymi, szarymi kartonami. Z resztą zwyczaj ten, Piotrze, przejąłem po Tobie. Pamietam, jak próbowałeś do swego sedana wtrynić złożoną Anebodę, krzesełko Mammut i komódke Svirtag…

  11. phelippe ( April 25th, 2007 21:11 )

    chyba polubilem tego “zbyt mocno ściśniętego śmierdziela” z nierozpuszczonymi tic tac’ami :)
    chcialem tez kiedys sobie kupic “jipki” ale jak tak wala to sobie odpuszcze :)
    pozdro!

  12. Blogomotive.pl ( April 29th, 2007 23:31 )

    Walą, oj walą. Sprzątałem dziś balkon, i stojące tam od kilku dni, puste już i wymyte mydłem akwarium nadal jedzie…

  13. mpg ( April 30th, 2007 22:17 )

    Uuuu… dawno się tak nie uśmiałem… ostatni raz pewnie przy lekturze magicznych przygód kubusia puchatka… zdrowie!



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!