#33 Śmierdząca sprawa

Z tym samym D., z którym nie tak dawno temu grilowaliśmy na prawym pasie Wisłostrady, wybraliśmy się dzisiaj, proszę ja was, na relaksującą sobotnią przejażdżkę po centrum – potrzebowałem się wyluzować po serii niezbyt łatwych spotkań w Szwecji (acha – wrażenia zza morza opiszę po długim weekendzie).
D. na codzień jeździ sprowadzonym z Holandii Mitsubishi Galantem (dwa zero na fabrycznym gazie), ale na koleżeńskie wożenie bierze nieśmiertelną Tavrię. To leciwy już samochód, którego wszelkie elementy stalowe (od konstrukcji nośnej, przez blachy nadwozia po bagnet kontroli oleju) są pokryte grubą warstwą rdzy, bądź wręcz przerdzewiałe. By zatuszować ten fakt, D. “spimpował” auto wedle własnego pomysłu: białe spray’owe zaprawki karoserii, różowy misiek na kierownicy, gałka zmiany biegów z trupią czaszką a w schowku przed pasażerem plastykowy colt, co to wygląda jak prawdziwa spluwa Charlesa Bronsona.
Ku naszemu zaskoczeniu złapał nas korek na Świętokrzyskiej. Posuwaliśmy się leniwie prawym skrajnym pasem – powoli zbliżaliśmy się do przystanku autobusowego. Środkowym pasem, lekko przed nami, toczył się Chrysler Voyager: nowiutki i totalnie zaciemniony – nawet szyba pasażera czarna była niczym węgiel. Gdyby w środku jechał Jaś Fasola i pokazywał nam “faka”, nic byśmy o tym nie wiedzieli.
Voyager nagle włączył prawy kierunkowskaz i powoli zaczął wciskać się przed nas. Miejsca nie było wystarczająco dużo – od naszego prawego przedniego błotnika dzieliło go raptem kilka centymetrów. D. przezornie zatrąbił. Voyager stanął, majestatycznie się kolebiąc.
Jako, że nasz pas trochę się przeludnił, zrównaliśmy się z nim.
- Patrz, jak ich teraz załatwię – rzekł D., sięgając do schowka przede mną po wspomnianego już colta – zobaczysz, jak się spietrają.
I nie myśląc ani chwili, zaczął dziarsko wymachiwać atrapą – kręcił ją na palcu, pukał nią w szybę i dmuchał jej w lufę. A wszystko to w połączeniu z groźnymi minami kierowanymi w stronę czarnych szyb vana.
- Ty, a jak tam siedzi jakiś schab? – zapytałem. Niestety, zapytałem w złą godzinę…
Czarna szyba pasażera uchyliła się, i z czeluści w światło sobotniego popołudnia wychynął pełen krost, niedogolony i niewiarygodnie wielki ryj encyklopedycznego kafara. Spojrzał pustym wzrokiem na nas – odgadł, żeśmy frajerzy. Spojrzał pustym wzrokiem na colta – odgadł, że to zabawka. Spojrzał pustym wzrokiem na Tavrię – odgadł, że wóz nie jest w stanie wytrzymać nawet trzech jego kopniaków. Potem odwrócił ryja w kierunku niewidocznego dla nas kierowcy i ewidentnie przyjmował jakieś instrukcje.
A to, co stało się potem, trwało zaledwie 25 sekund. Dla lepszego zrozumienia przebiegu zdarzeń, przedstawię to wszystko w treściwych punktach:
1. “Dobra, szefie” – kafar chrapliwym głosem przyjął polecenie kierowcy.
2. Kafar zwrócił ryj w naszym kierunku i przesłał nam obleśnego całusa.
3. Kafar wsunął dłoń pod połę marynarki i coś schwycił.
4. Kafar wyjął spod marynarki coś, co wyglądało na pistolet.
5. D. ujrzał pistolet w dłoni kafara i się zesrał.
6. Ja pociągnąłem kierownicę w swoją stronę i krzyknąłem “Spieprzamy!”
7. D. wcisnął gaz w podłogę i Tavria skoczyła w przód jak dzika.
8. Wybiliśmy się na dość wysokim krawężniku i chwilę lecieliśmy jak ptak.
9. Z donośnym hukiem wylądowaliśmy na kamiennym, przystankowym śmietniku.
10. Jako że śmietnik częściowo wpadł pod nas, przednie koła nie dotykały ziemi i D. mógł przestać już dodawać gazu, bo nie miało to najmniejszego sensu.
11. Voyger zajął nasze miejsce na prawym pasie, a ryj kafara zniknął za czarną szybą.
12. Ze względy na kupę, którą D. zrobił 5 sekund wcześniej, nikt z ludzi oczekujących na przystanku nie kwapił się nam z pomocą.
Wszystko na szczęście dobrze się skończyło – zepchnęliśmy Tavrię ze śmietnika, a ona w podzięce pojechała dalej. Większych szkód, poza niewielką dziurą w podłodze pod moimi stopami oraz nieprzewidywalnym zachowaniem się auta w zakrętach, nie odnotowaliśmy. D. odwiózł mnie do domu i ze skwaszoną miną pojechał do siebie. Ja odetchnąłem głęboko – po raz pierwszy od feralnego zdarzenia – wcześniej oddychać głęboko nie mogłem, ze względu na kupę…
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

Musisz dodać kategorię: “Marka: ZAZ”. :)
Szczerze – smiałem się na głos. Aż trudno umierzyć, że to miało miejsce na prawdę.
Ach te warszawskie kafary – który to już raz nań trafiłeś? ;)
ze tak powiem… LOL!!!!
Autor tego bloga ma bogatą wyobraźnię, a może nie do końca. Kiedyś bardzo podobny tekst czytałem na jakiejś zagranicznej stronce…
I co ja mam teraz zrobić z powyższym komentarzem Lexa? Mam go usunąć i mieć nadzieję, że nikt go nie przeczytał? Mam udowadniać, że post jej mój? Mam zamieścić mój oryginalny plik worda z pełnym błędów draftem spisanym na kolanie? Mam się zarzekać i przysięgać, że to moje, moje i moje?
A może lepiej, metodą Lexa (i większości posłów PIS), rzucę równie trafne i kompletnie bez pokrycia oskarżenie w stylu: Lex prowadzi fajnego bloga, ale większość zamieszczonych tam tekstów czytałem już kiedyś na zagranicznych stronach. Oczywiście nie pamiętam, na jakich konkretnie…
@przemek (i inni): jesli wierzysz w autentycznosc tej historii to jestes strasznie naiwny… :) Juz w pierwszym dniu czytania blogomotive zorientowalem sie, ze to blog ciekawych, choc zmyslonych historii. Czyta sie jak “Nie” czy kiedys jak “Skandale”. Rozrywka ale nic poza tym
konradk – ale chyba o to chodzi … pol zartem pol serio … :) mnie sie tam podoba!!
Wszystko co czytacie na moim blogu jest prawdziwe. Wydarzyło się. Stało się. Było. Uważajcie, bo mam świadków! Mogę pozwać niedowiarków!
A że czasami nie mogę się pohamować od koloryzowania.. coż… jak już kiedyś pisałem, na imię mam Rafał, na drugie Kolorofon… :)
Czytajcie i bawcie się. Jak komuś nie pasuje i koniecznie do życia potrzebuje 100% prawdy – polecam widomości na onecie czy gdzieś tam indziej… :)
Kiedyś był taki program o leśnikach, którzy czasami w lesie spotykają zaparkowane na ściółce auta z czarnymi szybami. I mimo że to w lecie zabronione, nie podchodzą, bo nie wiadomo, kto wewnątrz siedzi… Wieżę w posta. Szkoda Tavrii. A czy Daro się podmył? :-)
Czesc!! dobre!! Wniosek prosty – zero straszenia i pampersy. Pozdrawiam z Vancouver!
Dobra nauczka swoją drogą….
Jakby nie patrzeć potwierdza się stare ludowe przysłowie…. “kto mieczem wojuje ten od miecza ginie”.
Tylko ciekawe czy D! wyciągnął z tej historii jakiekolwiek wnioski…. oczywiście oprócz tego, że powinien nosić Pampersy ;)
Hehehehe.
Dobrze ze Tavria jechaliście a nie Cinquecento, bo by wam betonowy kosz kolana podrapał :D
Swoją drogą to zadziwiające samochody, tyle lat już je widuje i nadal mnie ciekawią…
Fajny komplet: Tavria i plastikowy samochód – Jakie auto taka broń buahahahaha, pozdro dla D.
Edit:
Nie plastikowy samochód, tylko plastikowy pistolet…
“Jakie auto taka broń”.
Potwierdzam, że D. zakupił pieluchomajtki Tena Super Flex i je używa. Niby wszystko jest w porządku, ale jak zbyt szybko chodzi, to szeleści.
serevent warning dc korean memorial war washington application passport print 4 atv polaris wheeler blood cell counting white fishing tackle grab bag new london restaurant 1080p 50 panasonic plasma very hairy pussy woman plumpers teen xxx
celtic design pattern spiral atv blue book value batista undertaker vs wrestlemania home motor new used cheap car engine 400px as calculated earth from from orbits pluto plutonian png seen svg system system prudential real estate chicago giuseppe armani collectible engine lyric music search fantasy game playing role
tom bush autoplex free mr skin trial ribavirin side effects cup saucer shelley flower girl tiara love hina sim myspace christian music code 1 hc hdr sony investing newsletter pet liability insurance
cod hydrocodone order com.usa job overseas herceptin cost marketing essential car new price scottsdale aig annuity co insurance cheap mortgage loan online inh property blue history technology tooth wireless avoidance drinking driving dui secret surviving uncovering
pci graphic video card chess free game online yahoo c hepatitis interferon business form template flame laminated retardant tarp vinyl snoop dog sign lyric g1 part transformer weapon bay bumper dock rubber microsoft spyware download chinese pregnancy calendar
client vista vpn plate tupperware cycle life rock alefacept artist site template web exelon nuclear power plant chito ryu hamilton beach true air humidifier filter weasel ripped my flesh chapel tarp
drop ear neomycin buick crosse duke la lacrosse wisconsin leonardo dicaprio picture gallery k h bank.hu mig welding gas michael jackson thriller dvd 100 mg toprol xl thrombin inhibitor cheap dvd sex mojo in the morning 955