#23 Bitte, nicht kic-kicken

M. prosiła, bym ją zabrał do pracy. Czekam więc na Ochocie. Czekam. Czekam… Idzie.
- Szefie, sorkens, takie jazdy mieliśmy w nocy z autem, że jeju!
- Spoko, wsiadaj. Co się stało?
- Normalnie ktoś nam próbował je ukraść! Jakaś pierdoła, bo staranował kilka aut zaparkowanych obok naszego!
- Ukraść? Przecież ten wasz Escort to ma chyba 10 lat…
- No własnie! Wsiadł i chciał wycofać, i tego z tyłu obtarł, a potem wszystkie auta zaparkowane po przeciwnej stronie tej uliczki przytarł i zatrzymał się tam na końcu, na tej latarni.
- Pijany chyba, nie? Przecież to ponad 100 metrów. I wszystko na wstecznym jechał?
- Na wstecznym. I cały czas szorował bokiem po tych autach. Patrz, jeszcze widać.
- A policja?
- Właśnie niedawno wróciliśmy. Gość się mnie pyta, czy na pewno to nie my zrobiliśmy, bo auto było zupełnie zamknięte, zabezpieczone, szyby całe a zamek ponoć (tak na oko zerknęli), nietknięty. Ja mu mówię, że kurcze jak niby ja?! To on, czy mam alibi. To ja pytam, czy to już czas, bym wezwała adwokata?
- Masz adwokata?
- Tak tylko powiedziałam – wiesz, amerykański film. No i spisali moje zeznania i tyle. Teraz T. pojechał z autem do mechanika. Ale wiesz, jak się to nie wyjaśni, to nam z naszego OC wezmą na blacharkę dla tych 12 aut!
- Wiesz, to jeden i ten sam diabeł – czy jedno czy 12 to chyba bez różnicy.
- A to ja mam płacić za jakiegoś pijaka, co się włamał do auta i poorał inne?!
- Jaki pijak by się do auta wczesał nie pozostawiając śladów?
(…)
To było w zeszłym tygodniu. Wczoraj się okazało, że ten Ford Escort sam przejechał cały parking trąc po autach sąsiadów. Zwarcie jakieś było w rozruszniku, a że zaparkowany był na wstecznym i koła miał lekko skręcone, to tak kicał skok po skoku. Najpierw wyjechał (prawie bez muśnięcia) z miejsca parkingowego, potem przylepił się do auta po przeciwnej stronie uliczki i tak kicał w tył. Z auta na auto. Zamiast trzynastego auta była latarnia. Przyparkował bagażnikiem i kicał w miejscu. Gdyby akumulator był nowy, kicałby do rana. Albo, co gorsza, kicałby dalej z latarnią na dachu…
#22 Świąteczna symbolika

Jeśli nie umyję i nie odkurzę Nissana choć trochę w środku przed świętami, to będą one pod znakiem gderliwej Ryby.
#21 Liść na szkle

Z racji rozpoczęcia sezonu motocyklowego, M. wyjechał na Warszawskie drogi swoim Junakiem. Powiedzieć, że motor jego jest dziś na chodzie, to mocna przesada. Grunt, że jakoś jechał… z naciskiem na jakoś…
Dojeżdżał do świateł, przeciskał się między autami… aż stanął przed zebrą jako pierwszy. Światło się zmieniło, a on stał. Kierowcy trąbili, a on stał. M. chciał jechać, ale Junak nie bardzo. Taki kapryśny “motór”…
Najmocniej hałasował stojący w korku tuż za M. kierowca Wartburga. Trąbił jak opętany, jakby mu się klakson zaciął. M. zostawił nieruchawy motor na podnóżku i spokojnie podszedł do awanturnika.
- Co?! Ślepy jesteś?! Zapalić mi nie chce!! – wydarł się w boczną szybę. Wydarłby się w twarz kierowcy, ale ten w ostatniej chwili zaryglował drzwi. I mimo bliskości M. po swojej lewicy, nadal twardo trąbił gapiąc się tępo przed siebie.
M. puściły nerwy i z otwartej dłoni przywalił w przednią szybę Wartburga. Nie pękła, ale ciepły odcisk dłoni widoczny był na niej przed dobrych kilkadziesiąt sekund. Kierowca przestał oddychać. Przestał też trąbić. Zarówno on, jak i wszyscy za nim…
- Rozwal dziada! – krzyknął szeroki pasażer przejeżdżającego obok Golfa II. M. odprowadził go wzrokiem i ponownie spojrzał w oczy kierowcy Wartburga:
- Jeszcze raz trąbnij tylko! – wycedził przez zęby.
Wsiadł na Junaka, który o dziwo zapalił. Po raz ostatni obejrzał się na awanturnika:
- Zostań!!!
M. odjechał. Wartburg został. Było mu wstyd za kierowcę. Gdy ten wreszcie doszedł do siebie i chciał ruszyć, samochód zgasł. Długo nie odpalał…
#20 A ty, ile kolorów potrafisz nazwać?

Czy wiecie, że obecnie sprzedawany Ford Mustang daje kierowcy możliwość wyboru koloru podświetlenia zegarów? W dowolnej chwili możesz kliknąć i kolor się zmienia! A czy wiecie, że kierowca może wybierać ten jeden, wymarzony kolor podświetlanie zegarów spośród 125 dostępnych kolorów podświetlenia zegarów? Ha!
Gdybym miał Forda Mustanga (a nie ukrywam, bardzo chciałbym go mieć), zawsze zastanawiałbym się podczas jazdy lub postoju w korku, na jaki kolor podświetlania zegarów zmienić obecny kolor podświetlania zegarów?
Czy zegary podświetlane właśnie tym kolorem nie wyglądałyby lepiej, gdyby były podświetlane troszkę innym kolorem?
Klik.
- Ryba, jak nazwałabyś ten kolor podświetlania zegarów?
- Ten kolor podświetlania zegarów nazwałabym lawendowo-wapiennym.
Klik.
- A ten kolor podświetlania zegarów?
- Ten… chmmm… burgundowo-łososiowy.
Klik.
- A ten kolor podświetlania?
- To jest bakłażanowo-lniany.
Klik
- A ten kolor?
- Oliwkowo-seledynowy, bez wątpienia.
Klik.
- A ten?
- Miodowo-rzodkiewkowym.
Klik.
- A…
- Przestań!!!
Dzięki Fordowi Mustangowi wiem już, że mężczyzna potrafi nazwać maksymalnie 10 barw. Kobieta potrafi rozpoznać i nazwać 108 barw. *)
*) Badanie przeprowadzone zostało na próbie: jeden mężczyzna i jedna kobieta. Mężczyzna żyje i czuje się dobrze. Kobietę tradycyjnie boli głowa.
#19 Beginner’s luck

Kupiłem kiedyś samochód – używana Honda Civic Si (3d 1600ccm 125KM). Kupiłem z rana. Wieczorem umówiony byłem z jego poprzednim właścicielem na mały kurs po opony zimowe – miałem je sobie zabrać z jego działki.
Najpierw pojechałem na myjnię. Automatyczną, a co! Wjechałem, wyszedłem na moment by ją uruchomić i szybko wbiegłem z powrotem do auta. Gdy wielka szczota była na dachu, radio załczęło charczeć. Teleskopowa antena, zaginana przez tę szczotę, majestatycznie kreśliła rysę po dachu i drzwiach. Urwałem ją w końcu przez uchylone okno, ale nie wyrobiłem się przed natryskiem, który rozpylał chyba jakiś wosk – nie znam się, ale wnioskowałem tak po trudnej do usunięcia, tłustej naleciałości na twarzy, kierownicy i podsufitce. Spoko. Pierwsze koty za płoty.
Pojechałem do miasta. Słabo w centrum z parkingiem, ciasno – dla bezpieczeństwa złożyłem lusterka. Delikatnie – wszak samochód nie jest nowy. Jak wróciłem, to o lusterkach zapomniałem. Nie chciało mi się już wysiadać, więc rozłożyłem je od środka. Ciężko do lusterka pasażera sięgnąć ręką, ale od czego nogi. Lekki kopniak przez uchyloną szybę i lusterko z chrupnięciem otwiera się, ale jakby za bardzo. Potem odbija się od przedniej szyby i wraca. Spoko. Taśma klejąca utrzyma je w ryzach.
Potem przyszpanowałem autem Juniorowi. Podwiozłem go do metra. Czekał na przejściu na zielone, więc mogłem przed jego nosem strzelić ze sprzęgła i poczernić zebrę z piskiem. Poza czarnymi śladami zostawiłem na przejściu połowę wydechu. Spoko. Civic zyskał bardziej rasowy gang.
Potem jeszcze został mi w ręku malutki suwak od regulacji temperatury (a najgorsze, że wystający metalowy uchwyt nie dał się ręcznie przesunąć i uporczywie trwał po czerwonej, gorącej stronie), nie wiedzieć czemu zapaliła się kontrolka ładowania, a z tylnych łożysk zaczął dobiegać specyficzny szum. Spoko. To używany samochód – czego można oczekiwać…?
Poprzedni właściciel czekał wieczorem w umówionym miejscu. Wsiadł i od razu przeszedł do rzeczy:
- Uuu… strasznie Pan tu grzeje.
Spojrzał na regulację temperatury, a raczej jej brak i znacząco chrząknął.
- Niezły wydech. A ta rysa na dachu i drzwiach również niczego sobie – powiedział. – A opony to przebije pan od razu tam na miejscu, czy rozpruje nożem dopiero w domu? Aha, nie ma Pan przedniego…
- Wiem – przerwałem mu – żarówka się chyba przepaliła.
- Tak, widziałem, ale chciałem powiedzieć, że zgubił Pan gdzieś przedni prawy kierunkowskaz…
Spoko.













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

