#39 Road rage, czyli post pełen żółci


Przykozaczył i teraz posiedzi
Wieczorem mój kolega trochę się spieszył na kosza i został mu tylko jeden niewinny skręt w prawo. Ale utknął na światłach właśnie na tym prawym pasie – nie było zielonej strzałki (ani podwieszanej, ani zapalanej), więc stojący przed nim kierowca w służbowej Skodzie Octavii miał pełne prawo ignorować jego chęć skrętu. Kolega się spieszył, więc ominął go po lewej – ale miał pecha, bo jak wyjechał przed tę Skodę i rozpoczął dość powolny manewr skrętu w prawo (przez tory tramwajowe), zmieniły się światła i kierowca tej służbówki ruszył zaperzony i dość poważnie obtrąbił kolegę. Mało tego – skręcił za nim, i śledząc go niejako, pojechał aż na parking pod salą. Tam wysiadł i dość agresywnie wyłuszczył swoje racje – że k***a naucz się jeździć ch**ju, że ci zaraz pie****nę, i że k***a, k***a i w dupę…

Kolega nie gra w kosza sam, bo to niepopularne, więc parking zapchany był zawodnikami – między innymi i mną. Była nas siła, więc “tafgaj” z Octavii mocno przestraszony uciekł, rzucając przez otwarte okno jeszcze kilka wyzwisk typu: kokota, pupa i siurek.

Nie da się ukryć, że gość ze Skody miał rację. Miał rację… i co z tego?! Zachował się jak dureń, który myśli, że agresją naprawi świat.

Zachował się niczym mistrz, który stanie na środku jednokierunkowej pod blokiem, by nie puścić jadącego z naprzeciwka (pod prąd, to fakt) przyjezdnego na lubelskich tablicach, którego idiotycznie wytyczone dróżki i losowo rozstawione zapory przeciwko straży pożarnej, karetkom i śmieciarkom zmusiły do tego “przestępstwa”.

Zachował się niczym jedyna sprawiedliwa, która po wykonanym przed nią manewrze zmiany pasa bez mrugnięcia kierunkiem dogania cię, ryzykownie wyprzedzając przed przejściem, i jedzie obok nieszczędząc epitetów i wymownie pukając się w czoło. Jedzie tak i jedzie, i puka się i puka… ale na drogę niespecjalnie patrzy.

Zachował się niczym gwiazdor NASCAR, który tak skutecznie i z premedytacja nie daje ci zmienić pasa ruchu (“k***a przecież wcześniej mogłeś ten pie****ony manewr wykonać, z daleka było widać roboty i był znak o zwężeniu, ty durniu”), że nawet o pobocze i krawężnik wysoki na 40cm zahaczy, byś tylko nie wjechał w korku przed niego.

Zachował się niczym król mazurskich szutrów, który gdy tylko mu delikatnie zajedziesz (zdarza się przecież) musi cię wyprzedzić i zahamować przed tobą. Acha – ten manewr nie występuję na ogół samodzielnie – jest dostarczany w McZestawie – wyprzedzenie, przyhamowanie, zajeżdżanie i strojenie groźnych min we wstecznym lusterku.

I po co to wszystko?! Agresją zmienisz świat?! Wal się na ryj! Chcesz sparing? Wysiądź – ważę 96 kilo – i uwierz mi, że jak ci usiądę na brzuchu, to ci się furia wyprzęgli na dłużej.

PS. Opisane w poście wydarzenia wydarzyły się naprawdę. Gdybym zapamiętał numery rejestracyjne tych “bohaterów”, byłyby one tu opublikowane.

PS2. Zauważyłem, że wylewanie żółci jest coraz bardziej popularne w blogosferze. Niniejszym dołączam do tego pochodu tym debiutanckim żółcio-postem. Bądźcie wyrozumiali – wszak to debiut…

PS3. A jeśli przypadkowo mieliście podobne momenty – dajcie znać. Możemy się namówić i znaleźć tych cwaniaków. Podeślemy im zdjęcie dziecka wychodzącego ze szkoły. Napiszemy kredą na drzwiach K+M+B 2005. Zabrudzimy szminką kołnierz płaszcza. A gdy to nie poskutkuje, naślemy zawodowca – sprzedawcę odkurzaczy Rainbow – taki nie odpuszcza, idzie za ciosem jak Rocky, jest prawdziwym pistoletem – zorganizuje im w domu prezentację dla najbliższych przyjaciół i gość będzie towarzysko spalony. Opuści go żona. Dzieci zrzekną się alimentów. Bankomat połknie mu kartę a nocą zakoszą mu chromowane kołpaki. I pomyśleć, że wszystko to dzięki jednemu głupiemu manewrowi. Inne życie zaczyna się w aucie…




Wpis opublikowany dnia 21.05.2007
Kategoria: Skoda, [Obyczaje], [Rozważania] | Tagi:
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 28

  1. Machiey ( May 21st, 2007 09:17 )

    Ale z tym sprzedawcą Rainbow to już przesada – nawet największemu wrogowi tego nie życzę.

  2. jacenty ( May 21st, 2007 10:34 )

    no to ja pozdrawiam pania kolo 50 w czarnej lagunie kombi co mnie po trawniku wymineła po prawej stronie na bitwy warszawskiej przy skrecie w szczesliwicka kol 17 w sobote.:)

  3. Oleńka ( May 21st, 2007 12:55 )

    To mi baaaardzo wstyd. Co prawda ja nie gonię przewiniuchów, ale bluzgam nieziemsko na cwaniaczków, którym-wszystko-wolno-bo-mają-lepsze-bryki. Strasznie rzucam mięsem i smutno mi z tego powodu. Obiecuję poprawę. Obiecuję, że odtąd będę jeździć z uśmiechem po krawężnikach, kiedy jakiś palant nie przesunie się 20 cm do srodka jezdni, żeby można było osobnym pasem z zielona strzałką zrobić legalny skręt.

  4. siara ( May 21st, 2007 13:43 )

    a to jest jakiś limit kilogramów od którego można nie przestrzegać przepisów? bo ja waże tylko 85 i nie wiem, czy sie moge wpier..alać przed każdego i wymijać korki, czy jeszcze waże za mało i musze w nich stać i przepuszczać cięższych zawodników, którzy sie spieszą?

  5. Blogomotive.pl ( May 21st, 2007 13:57 )

    Siara, tu nie chodzi o limit masy, ale o znany powszechnie Road Rage Index. RRI to masa kierowcy (kg) pomnozona przez moc auta (KM) i podzielona przez pojemnosc skokowa silnika (cm3). Jesli twoj RRI jest wyzszy od 6-ciu, wolno ci wiecej. A i policja jest bardziej poblazliwa…

  6. Rudolf ( May 21st, 2007 16:19 )

    Kurde, mnie wyszło 2.2 czyli mam przesrane… Ale nic to. I tak jeżdżę poboczem a właściwie rowem. Na pobocze wyjeżdżam żeby przepuścić przepust czy inny mostek. I zawsze z uśmiechem na tylnej szybie.

  7. Gal A. ( May 21st, 2007 17:20 )

    He, tak nie wiele mi brakuje… Wyszło mi 5,57…. Życzy ktoś Paska TDi, ’98, kombi, awtamat, ale tylko 90 koników? Sprzedam, bo mi RRI zaniża

  8. spagat ( May 21st, 2007 17:23 )

    Witka!
    Wstyd sie przyznać, ale mnie czasami też ponosi tak, że niejednemu nawtykałem przez okno samochodowe wyzwisk…
    Może dlatego, że w Łodzi mieszkam i dziwnie się tu jeździ…
    Tu są dwa rodzaje kierowców: Ci co znają przepisy i je ignorują, i Ci co ich nie znają i jeżdżą jakby je ignorowali.
    Przepraszam i obiecuję poprawę :)

    PS. Nie jestem chamem drogowym, mam dużo wyrozumiałości dla rejestracji z poza Łodzi. Niestety tylko tubylcy mnie wyprowadzają z równowagi swoim chamstwem za kółkiem, co gorsza , próba wychowania ich stawia mnie w tym samym szeregu…

    Pozdrawiam

  9. Zagadkowy Robert ( May 22nd, 2007 09:06 )

    Fajny wpis. Tak trzymać.

  10. jacenty ( May 22nd, 2007 11:30 )

    6,46 a ja taki spokojny jestem nono:) cos tu sie nie zgadza.

  11. Blogomotive.pl ( May 22nd, 2007 15:40 )

    Jacenty, respekcik! Ja mam 6,12 i też jestem spokojny. Wiesz, my dwaj powyżej szóstki, nic nikomu nie musimy udowadniać, stąd ten spokój.

  12. Wojtek ( May 22nd, 2007 17:42 )

    9.06 – ale to dlatego ze u nas jest tania benzyna :-) Znam ten bol o ktorym piszesz – to jest kompleks “szeryfa” – polecam sie na momencik zatrzymac: poodychac kapke spokojniej, poczytac chocby ksiazke serwisowa swojego auta, moze zajac sie krzyzowka. Wiem ze czas to pieniadz ale te 5 minut moze sie okazac absolutnym zbawieniem, dla umyslu, ciala i duszy. Pozdro z Van!!

  13. jacenty ( May 23rd, 2007 10:42 )

    im więcej, tym więcej spokoju. zawsze masz świadomość że możesz więcej ale po co ?
    ps. nawet zerwałem oznaczenia jaki mam silnik. niech myślą ze to muł.

  14. btd ( May 24th, 2007 21:22 )

    RRI = 7,88 :-> Volvo 740 kombi.
    I tak, jak ktos mi zaczyna chamsko wisiec na zderzaku mrugam stopami. Nie puszczam cwaniakow ktorzy musza cisnac do konca przed zwezeniem i potem sie wpychac. I bede to robic dalej bo nienawidze cwaniactwa.
    Tak samo jak bede pomagac komus kto sobie wyraznie nie radzi, albo jest nietutejszy, albo kierowcy tira ktoremu ciezko manewrowac.

  15. jacenty ( May 25th, 2007 10:14 )

    btd – zgadzam sie. w takich przypadkach przydaje sie mocniejszy silnik. z tymi cwaniakami na zwężających się pasach to juz jakaś mania jest.

  16. btd ( May 25th, 2007 14:10 )

    Skad jest ten ‘wzor’ na RRI? google chyba mnie nie lubia bo nic nie znalazlem.

  17. Blogomotive.pl ( May 25th, 2007 14:53 )

    @btd: to prastary wzór przekazywany z dziada pradziada w mocno zmotoryzowanych rodzinach. Kiedy wzór powstał, google nie istniało. Internet również też…

  18. Robek ( May 31st, 2007 16:35 )

    Do btd i jacentego:
    Zakładam, że jest Wam obca zasada “zamka błyskawicznego”, stosowana właśnie przy zwężeniu jezdni wynikającym z kończącego się pasa ruchu. W cywilizowanym świecie “zamek błyskawiczny” jest szeroko stosowany (istnieją nawet odpowiednie znaki drogowe “przypominające” o tej zasadzie). W krajach o nieco wyższej kulturze motoryzacyjnej pokonywanie zwężeń jezdni wygląda +/- tak: pojazdy jadą równomiernie po obu pasach do samego zwężenia, a następnie wjeżdżają naprzemiennie w zwężony odcinek drogi: jeden z pasa “głównego”, drugi z pasa kończącego się, trzeci z pasa “głównego”, kolejny z pasa kończącego się, itd. Zmiana pasa odbywa się nie 50, 100, czy 500 m przed jego końcem, ale bezpośrednio przy zwężeniu jezdni. Taki system powoduje maksymalne wykorzystanie dostępnego pasa drogi, ale przede wszystkim najwyższą płynność ruchu z możliwych w danej sytuacji drogowej.
    Niestety w naszym krajowym buszu powstają jakieś nienormalne sytuacje, gdzie jeden pas ruchu “stoi” kilometr przed zwężeniem, a drugi jest zupełne pusty, zaś jadący tym pustym pasem traktowani są jak cfaniaki. Chore. Jeszcze dużo nauki przed nami…

    Co innego wciskanie się przed stojących w korku z pasa przeznaczonego do jazdy w innym kierunku ruchu, np (najczęściej spotykany obrazek, choć nie jedyny): na pasie do skrętu w lewo stoi długi sznur aut oczekujących na swoją kolej, a “ci lepsi” wciskają się na lewy pas przed samym skrętem omijając kolejkę pasem do jazdy prosto – to jest cfaniakowanie pełną gębą i takich “lepszych” również nie wpuszczam.

  19. btd ( May 31st, 2007 23:13 )

    Cóż za ąę. W krajach o ‘wyższej kulturze’ to faktycznie wygląda jak zamek błyskawiczny a nie jak u nas ‘dopierdalam do końca a potem won bo ja jade’. Na kulturę odpowiadam kulturę a chama i buca zlewam i nie ma bata żeby wjechał i tyle.

  20. Robek ( June 1st, 2007 08:41 )

    Łomatko…
    Nie jest winą “chama i buca”, że większość kierowców nie rozumie tej prostej zasady zamka błyskawicznego i ustawia się na jednym pasie dużo wcześniej przed zwężeniem, pozostawiając zupełnie wolny drugi pas, tworząc tym samym miejsce na “dopierdalanie do końca”.
    Gdyby oba pasy były równomiernie zajęte do samego zwężenia, nie byłoby “dopierdalania do końca” oraz poczucia bycia dymanym przez “chamów i buców”.

  21. Marcin ( June 1st, 2007 09:57 )

    Dokladnie Robert. Ja to przerabiam codziennie na Marynarskiej w Warszawie. Jak jade z Ursynowa i skrecam w lewo na wiadukt w marynarska, to na wiadukcie sa dwa pasy, z ktorych potem prosto idzie lewy, a z prawego mozna teoretycznie skrecac w prawo tylko.

    Sytuacja wyglada tak, ze lewy jest zatkany od polowy wiaduktu a prawym dopierdalaja na maxa, a potem zamiast skrecac w prawo laduja sie na lewy i robia korki.

    Ja poniewaz umywam rece od bycia dymanym i dymania na ulicy stwierdzilem, ze bede skrecal w prawo i jechal skrotami :)

  22. Robek ( June 1st, 2007 13:15 )

    Marcinie, sytuacja na Marynarskiej, jest nieco inna od naszych poprzednich rozważań – nie ma tam zwężenia spowodowanego kończącym się pasem ruchu, tylko jak sam zauważyłeś, są dwa pasy z których jeden prowadzi prosto, a drugi skręca w prawo. W takiej sytuacji buractwem w najczystszej postaci jest jazda prawym pasem do końca i wpychanie się do kolejki przy samym skrzyżowaniu (że o jednoczesnym blokowaniu skręcających w prawo nawet nie wspomnę).

  23. jacenty ( June 1st, 2007 13:21 )

    Robek, ja sie zgadzam, i znam tą zasadę, ale znam też inną, “kto 1 ten lepszy”, a potem czesto zaoszczędzone 20 sekund zamienia sie w rozwalony samochód i zdrowie. Co do jazdy po Wawie to słyszałem juz wiele razy taka opinie “bo tu się tak jezdzi”, szkoda ze jak jestem w innym rejonie naszego kraju to jak widze jakiegoś wariata na drodze to okazuje się blachy ma na literkę W.
    Wielu chyba sie wydaje ze tak na trasie jak i w miescie jeździ się tak samo.

  24. Robek ( June 1st, 2007 14:03 )

    No tak, ale w ten sposób wchodzimy już na zbyt szerokie wody wszechobecnego buractwa drogowego, a ja chciałem tylko sprzeciwić się poglądowi, że jazda do samego zwężenia jezdni kończącym się pasem ruchu jest be.

    Druga sprawa – wyrabianie sobie opinii na podstawie tablic rejestracyjnych jest IMHO nieporozumieniem. Jest cała masa pojazdów “w lizingu”, którymi powożą kierowcy z różnych rejonów kraju. To samo dotyczy aut służbowych. No i należy pamiętać jeszcze o rzeszy nowo-warszawiaków stanowiących imigrację zarobkową, którzy już dorobili się mieszkania na Kabatach i stołecznych tablic rejestracyjnych.

  25. jaccenty ( June 1st, 2007 16:04 )

    WIem, ze za szeroko. Ale TU się uczą dziwnych zachowan na drogach i potem jest jak jest i opinia idzie w świat. SAM jestem spadochroniarzem . ale nie mam blach Warszawskich, i wiem jak tutaj ludzie na to reagują. A z kabatmi to racja ciagną tam ludzie jak stonka do ziemniaków.

  26. aktus ( June 9th, 2007 00:20 )

    jacenty – co do tablic rejestracyjnych zaczynajacych sie na litere “w” – poza okolicamy warszawy – widzisz “w”, czytasz leasing.
    zastanawiacie sie dlaczego w polsce przy zwezeniu drogi przewaznie jeden pas jest pusty? odpowiedz jest bardzo prosta. jadac pustym pasem w 80% przypadkow bedziecie stali dluzej, niz jak byscie staneli sobie na koncu ogonku 300m dalej.
    pewnego dnia jechalem sobie z tychow do katowic. z autostrady wjechalem sobie “w miasto” kolo praktikera. potrzebowalem sie dostac na krasinskiego ( okolice polibudy ). na dzien dobry przywital mnie korek od praktikera. perypetii i nerwow trwajacych POLTOREJ godziny nie bede opisywal, bo chodzi mi o tylko jedna rzecz. przez GODZINE probowalem przebic sie z prawego pasa na lewy. czy my jestesmy w panstwie cywilizowanym? jak to jest, ze ja jak widze ze ktos chce w korku zmienic pas ruchu na moj to prawie w 100% przypadkow wpuszczam takiego kogos? jak to jest, ze jak stoje w korku i widze, ze ktos chce sie wlaczyc do ruchu z ulicy podporzadkowanej to go wpuszczam? kiedys jechalem z ojcem po moja mame do pracy. ruch jak w rzymie. koles chce sie wlaczyc do ruchu. wpuszczam go. ojciec psioczy nad uchem czemu go wpuscilem. odpowiedzialem krotko: “co mi sie stanie ze troche przyhamuje i go wpuszcze?” riposta ojca byla rowniez niezbyt dluga: “jak stoi to niech sobie dalej stoi”. odebralismy mame z pracy ( szpital wojewodzki ), chce wlaczyc sie do ruchu, ale ni tak troszeczke sie nie da. nikt nie chce wpuscic. samochod za samochodem. ojciec zaczol cos mowic o meskim organie mieszczacym sie pomiedzy pasem a kolanami i wtedy przypomnialem mu krotka rozmowe w drodze do szpitala. nic wiecej nie mowil na ten temat. po dlugim czekaniu wpuscil mnie kierowca tira z drugiego konca polski

  27. Cytryna ( August 14th, 2009 00:29 )

    Ja ostatnio widziałem szczyt cwaniactwa będąc na urlopie nad morzem. Otóż pewnego piątkowego popołudnia utknałem w korku pomiędzy Chałupami a Wladysławowem (w kierunku Władysławowa właśnie). Momentami stałem po kilka minut z wyłączonym silnikiem, no, generalnie, 6 km pokonałem w półtorej godziny. Ale dwóch lanserów w BMW E36, kabriolecie, postanowiło… jechać pod prąd. Przekakiwali po kilka aut, korzystając z luk pomiędzy jadącymi z naprzeciwka autami, nawet nie siląc się na wciskanie pomiędzy stojące w korku samochody, po prostu, jak widzieli nadjeżdżający z przeciwka pojazd, “przytulali” się do samochodów w korku, stojąc na środku jezdni tak, że te auta jadące w kierunku Helu musiały ich mijac po poboczu. A oni… muzyczka umc-umc, gołe torsy, okularki ciemne, i banany na ryjach… Ach, jacyż my jesteśmy cool i super… Rejestracja, no sory bardzo, ale oczywiście na literę W. I nie trzyliterowy wyróżnik powiatu w Mazowieckiem, ale dwuliterowy którejś z gmin “stolycy”.

    No ale i mnie raz zdażyło się zagrać “szeryfa”. Odwoziłem do domu koleżankę z pracy i stałem na pasie do lewoskrętu z osobną sygnalizacją. Stałem jako pierwszy, zaraz przed przejściem dla pieszych. I nagle wpier…la mi się jakiś koleś Vectrą A, taką na sznurek i szpachlę, czterośladową. Przejechał aż za sygnalizator, więc nie widział, kiedy zmieni się światło. I postanowiłem gościa podpuścić. Zapaliło się zielone dla ruchu poprzecznego, widziałem po sygnalizatorze dla pieszych. No to jedynka, gaz i do przodu. Gościu patrzył w lusterko, bo nie widział sygnalizatora, więc jak zobaczył, że ja ruszam, też ruszył… prosto pod jadące już wartko samochody mające zielone światło. Na jego szczęście zdążył się cofnąć. Może na drugi raz pomyśli, zanim wbije się “przed kolejkę”.

  28. Chakier ( August 16th, 2009 00:24 )

    A pomyślałeś o tych którzy mogli się w niego wbić? Oni mogli być Bogu ducha winni.



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!









Polecam: Części do aut amerykańskich