#49 Możesz stanąć bliżej
Opublikowane: 29 June 2007 | Komentarze: 12
Kategoria: Peugeot

Pomysł z odsuwanymi na bok drzwiami w miejskim (i damskim raczej) Peugeocie 1007 jest bez wątpienia mistrzowski. Teraz na ciasnym parkingu pod Tesco możesz wcisnąć się w wąziutkie miejsce i spokojnie wysiąść z auta. Co cię wszak obchodzi kierowca tego samochodu obok, który by dostać się do wnętrza przez normalne drzwi będzie musiał wybić nimi dziurę w tych twoich fikuśnych drzwiczkach… Ech, jak łatwo krytykować, nieprawdaż?
#48 Pierwszy spod świateł, pierwszy w kołnierzu
Opublikowane: 27 June 2007 | Komentarze: 7
Kategoria: Audi BMW Mercedes

Właśnie wyprzedziło mnie nowe Audi TT. Koleś docisnął na jedynce maksymalnie pod odcięcie – z tłumika ryknęło rasowo. Potem na sekundę zapadła kompletna cisza. Kierowca nerwowo rzucił głową w przód, a jego pasażerka poleciała na deskę, czołem przekrzywiając przyssany do szyby zestaw TomToma. I znów z tłumika ryknęło, więc siła ciągu oboje rzuciła z powrotem w fotele. Kierowca przytrzymał się kierownicy, ale pasażerka przygrzała potylicą w zagłówek. Potem znów cisza a wraz z nią wystrzał z dwóch karków do przodu (kierowca zgubił okulary, pasażerka sztuczną rzęsę), potem znów ryk i strzał z karków w zagłówek.
I tym sposobem Audi TT z automatyczną skrzynią sekwencyjną dynamicznie rozpędziło się na jedynce, przez dwójkę do trójki. Potem zatrzymało się na światłach – a ja 5 sekund później stanąłem obok. Pasażerka dochodziła do siebie. Kierowca szukał wstecznego lusterka – ogromne przeciążenia urwały je przy wysprzęglaniu dwójki…

Powyższe ma się nijak do moich sympatii – lubię Audi i każdy ich model chciałbym mieć. Choć Audi TT najmniej – wstydziłbym się nim jechać w niemodnej koszuli. Wstydziłbym się nim jechać, gdyby opony nie były nabłyszczone. Wstydziłbym się nim jechać bez wielkich okularów Diesla.
Z wielkiej niemieckiej trójcy Audi dumnie pręży się na drugim miejscu. BMW pozostaje niezagrożone. Choć Mercedes modelem CLS bliski był awansu na sam szczyt. Niestety, ciężka kotwica rzucona przez klasę A oraz dziwnie barokową S-kę skutecznie awans powstrzymała…
#47 Wnętrza jak zapalniczki
Opublikowane: 25 June 2007 | Komentarze: 18
Kategoria: [Rozważania]

Jest kilka (kilkanaście) samochodów, których wnętrza wykonano głównie z jakościowo tych samych plastyków, z których w Chinach masowo produkuje się kolorowe zapalniczki jednorazowe w cenie 1,50zł. Toyota Yaris, Fiat Seicento i Panda, Renault Thalia, poprzedni Opel Corsa, większość Hyundai, Seat Ibiza, Cordoba i pewnie wiele innych.
Dziwi mnie tylko fakt, że Chińczyk potrafi zrobić zapalniczkę w 487 kolorach, a producenci w/w aut technologicznie opanowali wyłącznie produkcję plastyku czarnego, ciemno szarego, prawie ciemno szarego i szaro-czarnego. Skąd ten strach przed kolorami?
Czy naprawdę w szarościach i czerniach czujesz się najlepiej? Ja chciałbym mieć we wnętrzu Almery trochę brązu, ciemnej zieleni, jasnych beżów plus odrobinę aluminium. Byłoby elegancko i dystyngowanie. Choć z praktycznego punktu widzenia, fotele najlepiej mieć w brązowo-żółte plamy a zagłówki w cienkie kreski i białe płatki a’la małe chipsy…
#46 Księżyc ziewnął i za chwilę zaśnie
Opublikowane: 21 June 2007 | Komentarze: 9
Kategoria: [Bezpieczeństwo] [Porady]

Eswu wsiadł do Intercity w Warszawie, a za niecałe 3 godziny bodajże miał wysiąść w Krakowie. Przyfarciło mu się, bo jedynym kompanem w podróży był równie przystojny, młody i elegancki businessman. Na potrzeby tego postu, nazywajmy go Hubertem. Po krótkiej acz treściwej wymianie uprzejmości…
- W czym robisz?
- FMCG.
- Ja logistyka.
- Okno otworzę?
- Spoko.
…każdy z nich przyszpanował garniturem (wszak można tak powiesić marynarkę, by widać było metkę: Intermoda vs. Vistula), komórką (bo lepiej jak leży na stoliku niż w kieszeni: Nokia E60 vs. Motorola V3) i notebookiem (dziękujmy Bogu, że mają tak widoczne loga: IBM vs. Asus). Potem zapadła cisza – zanurzyli się w tabelkach i slajdach.
Pierwszy ciszę przerwał Eswu – z charakterystycznym pluśnięciem otworzył Fantę. Hubert spojrzał na to spode łba, ale sam nic nie otworzył. Potem znów Eswu zmącił spokój – zmienił ułożenie nóg, delikatnie trącając nogawkę Huberta. Ten chrząknął. “Ci chrząknę, pistolecie!” – pomyślał Eswu.
Potem przez dłuższy czas był spokój – dopóki Eswu nie postanowił odwiedzić toalety. Wyszedł, spytawszy uprzednio, czy Hubert rzuci okiem na jego rzeczy.
Wrócił po 8 minutach i…
…zastał wszystko dokładnie w takim samym stanie, w jakim pozostawił: Hubert milczał i klikał, jego komputer cichutko szumiał wiatrakiem a niedopita Fanta nadal stała na półeczce pod oknem. “A spróbowałbyś coś ruszyć, fircyku” – zalotnie pogroził Hubertowi w myślach Eswu. Zadowolony usiadł, wziął na kolana notebooka i sięgnął po Fantę. Łyknął raz (“Sie wygazowała”), i drugi raz (“Gówno nie Fanta”) i…
…i obudził go konduktor.
Policjanci później mówili, że to typowa akcja – taki Hubert usypia najpierw czujność, by potem uśpić definitywnie – wystarczy parę gramów czegośtam dosypać, i człowiek odpada. Eswu pożegnał się z komputerem (firmowym), portfelem (od konkubiny), telefonem (firmowym), teczką (gadżecik po-konferencyjny), butami (Eswu mówi, że były nowe, ale ten, kto je widział, nie potwierdza), i marynarką (niby markowa, a jakby komunijna). Nawet Fanta zniknęła, ale raczej dla zatarcia śladów.
Wciąż pamiętam te śmichy-chichy i pytania kolegów w robocie, czy Eswu jest pewien, że jego rozporek był zapięty a bielizna czasem nie była w nieładzie. I czy tęskni do Huberta. No do dziś się brechtam.
A przypomniało mi się to wszystko, jak zobaczyłem wiszącą przy drodze reklamę Intercity…
#45 Kubek w kubek
Opublikowane: 19 June 2007 | Komentarze: 8
Kategoria: Seat

Walter de Silva chyba się zmęczył. Opadł z sił. Skapcaniał. Po prostu przyzipował. Bo… wspawał ten sam przód do Seata Toledo, Altea i Altea XL. Siłą rozpędu wspawał go również do Leona, choć tu jest jakby niższy i szerszy.
Kierowco, jeśli mieszkasz w domku i masz garaż oraz wywaliłeś kupę szmalu na pełne przydrogich gadżetów Toledo lub usportowioną wersję Leona z opcjonalnym pługiem zamiast przedniego zderzaka, pamiętaj – zawsze wjeżdżaj do garażu przodem – tak, by sąsiedzi widzieli tył twojego auta. Przodem szyku nie zadasz… Łatwiej mają mieszkańcy bloków – tam na osiedlowych parkingach można parknąć byle jak i szpanować profilem.
Ej, a może tak powinno być? Może auta tej samej marki powinny mieć prawie identyczny wygląd? Może musi je coś łączyć? Może na tym polega właśnie tożsamość markowa?
#44 Mercedes prawie bez usterek
Opublikowane: 14 June 2007 | Komentarze: 15
Kategoria: Mercedes

Jeśli nie jesteś duszą towarzystwa a praca nie stanowi sensu Twojego życia – imprezy branżowe nie mają Ci zapewne nic ciekawego do zaoferowania. Ja na jednej z wielu Gal Logistycznych nudziłem się ostatnio jak mops.
Nudziłem się do czasu… aż uległ moim namowom pewien Pan, odpowiedzialny za pilnowanie, pucowanie i opieranie się o nowego Mercedesa S 500 (“No nie mogę. Pan mi wierzy, że nie mogę”), który wystawiony był promocyjnie koło Sali bankietowej. Pan uległ i mnie wpuścił do merca (“No dobra, pan wsiada”). Wsiadłem i zamknąłem drzwi – chciałem w skupieniu i ciszy poczuć się jak lepsi tego świata. Bardzo chciałem się tak poczuć, ale… jakoś nie szło.

Wnętrze bez polotu. Pokrętełka ściemniające podświetlenie zegarów rodem z japońskich budzików. Fotele wygodne, acz siedzi się na nich zbyt wysoko. Kierownica wielkości hula-hop. Mydelniczka do sterowania systemem Comand jakaś nieporęczna. Zegary, pomimo umiejscowienia wśród nich bardzo czytelnego ekranu (który normalnie wyświetla obraz prędkościomierza, ale może również wyświetlać obraz drogi przed tobą z kamer na podczerwień – ponoć, bo Pan mi nie chciał tego uruchomić), jakieś banalne. Ogólnie ciężko w tym wnętrzu odczuć luksus – za mało jest tu drogich gadżetów, pokręteł i guzików. Jeśli czytając to siedzisz właśnie w swoim Mercedesie S, powiedz mi proszę, za co zabuliłeś tyle chajsu? Na co tyle sałaty poszło? Gdzie ta góra wydanej floty?
Jedno mi się udało – udowodniłem ogólnie znaną już od jakiegoś czasu tezę, że nowoczesne Mercedesy niezawodności nie odziedziczyły po swoich przodkach. Popsułem podświetlenie zegarów – za którymś otwarciem drzwi nie chciało się włączyć. Pan musiał oryginalnym kluczykiem (“Ten kluczyk, pre pana, to unikat, jeden na świecie, wart więcej od tego auta”) resetować immobiliser. Zepsułem automatycznie zamykanie klapy bagażnika, bo zniecierpliwiony na brak reakcji trzykrotnie chyba nacisnąłem przycisk jej zamykania. I włączył się alarm. Pan oryginalnym kluczykiem (tym w cenie dużego diamentu) alarm wyłączył, ale nawet reset komputera klapy nie naprawił. Automatycznie się już tego wieczoru nie zamknęła. “Naprawdę, nie rozumiem…”. A fotel kierowcy po kilkuminutowej zabawie zastygł w dość niewygodnej pozycji pionowej. Nawet dwa unikalne i jedyne na świecie kluczyki w cenie diamentów nic by nie zdziałały. “Coś Pan zrobił? Jak go teraz ktoś będzie prowadził?”
Potrzebowałem na to raptem 20 minut. Zastanawiam się, czy częstotliwość występowania usterek jest stała w całym okresie użytkowania tego Mercedesa? Jeśli tak, to wyobraźcie sobie że w drodze do Kołobrzegu, która trwa około 7 godzin, doświadczycie 63 usterek. Po powrocie z Kołobrzegu do domu będziecie mieć już 126 usterek. Jeśli codziennie jeździć będziecie tym Mercedesem do pracy (godzina w jedną stronę, 5 dni w tygodniu, 4 tygodnie w miesiącu), to po tygodniu macie 90 usterek, a po miesiącu 360. Rocznie, wraz z wyjazdem do Kołobrzegu liczba usterek zbliży się do 4,500.
Czy sprzedając S-klasę po 3 latach przyznacie się jej nowemu właścicielowi, że właśnie podpisał umowę na zakup auta obarczonego trzynastoma tysiącami usterek?
- O jakich usterkach Pan mówi?
- O drobnych. Naprawdę, to detale.
- Ale o co konkretnie chodzi.
- Wie Pan, nie pamiętam już. To wszystko było serwisowane. Oni tam w serwisie wiele nie chcieli powiedzieć, mają swoje procedury. Takimi specjalnymi kluczami jakoś to naprawiali.
- Ale co konkretnie się psuło?
- Wie Pan, nie mamy chyba czasu na wymieniane.
- Aż tyle tego było.
- No nie, tak tylko powiedziałem…
- To ile tych usterek?
- 13.
- Trzynaście?! W Mercedesie?! Czy on jest powypadkowy?
- Nie, z salonu. Nawet nie draśnięty.
- To skąd tych 13 usterek.
- Tysięcy, proszę Pana. Trzynaście tysięcy.
- …
#43 And the Dyblog goes to…
Opublikowane: 13 June 2007 | Komentarze: 4
Kategoria: [Rozważania]
Witamy w studiu komisję kontroli gier i konkursów w składzie: przewodniczący komisji (ja), asystent przewodniczącego komisji (Ryba) i członek komisji (Margolcia). Przystępujemy do wybierania…
Normalnie pat. Szach i mat. Pobite gary. Nie mogę się z Rybą dogadać. Któż mógł się tego spodziewać…?! Ale na szczęście okazało się, że…

…mój faworyt (LED – Light Emitting Dynia) – zapodany został przez naszego dobrego znajomego, więc po jaką cholerę mielibyśmy dawać mu nagrodę. To znajomy – i tak będzie bloga odwiedzał. A nie jest przecież dzieckiem, które za drobiazgi się obraża – prawda enporo?
Faworytem Ryby była Pepesza (Piękna Pani Szofer) od niejakiego Konesera. I niby to właśnie ten wykwit kreacji mógłby zdobyć dyblog, ale pomyślałem sobie, że takie zniewieścienie i żeńska delikatność może się na wizerunku bloga (i przez to również moim) dość niekorzystnie odbić. Więc jako szef noszący spodnie i mający przewagę prawie 40 kilogramów, zaproponowałem chwilowe zajęcia w podgrupach. Ryba ucieszona chyżo pobiegała do…
Tak więc, zostałem sam i już miałem ogłosić, że LED wygrywa – gdy nagle, również zasiadająca w Jury Margolcia ale to tej pory bardziej zajęta rodziną plastykowych kucyków, podeszła do komputera i delikatnie, acz stanowczo i precyzyjnie wskazała na…

…na propozycję BoNŻóR (Bo Nam się Żółwie Rozbiegną). A dziecku wszak się nie odmawia. Charyzjuszu Chakierze – gratulacje zatem. Twój dyblog, który pręży się poniżej budząc zazdrość twych rywali, możesz sobie ściągnąć tutaj w lepszej wersji. Jeśli masz wystarczająco szybkie łącze i podinstalowany najnowszy ActiveX, dyblog załaduje ci się wraz z elegancką antyramą ze szkłem antyrefleksyjnym – ot, w sam raz w wersji gotowej do zawieszenia w gabinecie.

Chakierowi jeszcze raz gratuluję! A pozostałym uczestnikom tego konkursu życzę szybkiego powrotu do formy. Ja wycieńczony jadę do Chorzowa na Pearl Jam. A wy co? Pewnie kapcie, pilot i “Na Wspólnej”? Nie zapomnijcie o Biovitalu i Bilobilu przed snem…
#42bis Odzew stulecia
Opublikowane: 11 June 2007 | 1 komentarz
Kategoria: [Obyczaje] [Porady]
Wiecie – nachalność i narzucanie się to nie ja. Ale jedno trza faktom oddać – konkurs popularny jest. Oj jest! 4 wybitne propozycje. Cztery! No nie ma szans. Leży i kwiczy. Jury się poddaje. To nokaut. Zamiast kilku minut, obradować będzie dobę. Litości!
To musi być wina siostry. I jej biżuterii na zębach. Tamto zdjęcie działa jak lep. Bez dwóch zdań. Poniżej inna fotka – zamiast brylantów w siekaczach, widać przypasowany do nich rubin na serdecznym lewej dłoni. Popatrzcie i wyluzujcie, bo mi serwej padniej. Koniec będzie. Odłoży łyżkę!

Jury zaczyna wybierać we wtorek koło 22:00. Wyniki w środę z rana – w gazetach, porannym paśmie TVN24 i na wszelkiej maści portalach. Reuters i PAP też doniesie. Jak dam radę, to też postaram się coś tu na blogu przypostować. Ale obiecać nie mogę. Rodzina, praca, świece muszę wymienić…
A temu, kto czegoś w tym konkursie nie wymyśli, życzę takich przygód nie tylko w Wielkanoc. Jest się czego bać, bo lekarze strajkują!
