#44 Mercedes prawie bez usterek

Jeśli nie jesteś duszą towarzystwa a praca nie stanowi sensu Twojego życia – imprezy branżowe nie mają Ci zapewne nic ciekawego do zaoferowania. Ja na jednej z wielu Gal Logistycznych nudziłem się ostatnio jak mops.
Nudziłem się do czasu… aż uległ moim namowom pewien Pan, odpowiedzialny za pilnowanie, pucowanie i opieranie się o nowego Mercedesa S 500 (“No nie mogę. Pan mi wierzy, że nie mogę”), który wystawiony był promocyjnie koło Sali bankietowej. Pan uległ i mnie wpuścił do merca (“No dobra, pan wsiada”). Wsiadłem i zamknąłem drzwi – chciałem w skupieniu i ciszy poczuć się jak lepsi tego świata. Bardzo chciałem się tak poczuć, ale… jakoś nie szło.

Wnętrze bez polotu. Pokrętełka ściemniające podświetlenie zegarów rodem z japońskich budzików. Fotele wygodne, acz siedzi się na nich zbyt wysoko. Kierownica wielkości hula-hop. Mydelniczka do sterowania systemem Comand jakaś nieporęczna. Zegary, pomimo umiejscowienia wśród nich bardzo czytelnego ekranu (który normalnie wyświetla obraz prędkościomierza, ale może również wyświetlać obraz drogi przed tobą z kamer na podczerwień – ponoć, bo Pan mi nie chciał tego uruchomić), jakieś banalne. Ogólnie ciężko w tym wnętrzu odczuć luksus – za mało jest tu drogich gadżetów, pokręteł i guzików. Jeśli czytając to siedzisz właśnie w swoim Mercedesie S, powiedz mi proszę, za co zabuliłeś tyle chajsu? Na co tyle sałaty poszło? Gdzie ta góra wydanej floty?
Jedno mi się udało – udowodniłem ogólnie znaną już od jakiegoś czasu tezę, że nowoczesne Mercedesy niezawodności nie odziedziczyły po swoich przodkach. Popsułem podświetlenie zegarów – za którymś otwarciem drzwi nie chciało się włączyć. Pan musiał oryginalnym kluczykiem (“Ten kluczyk, pre pana, to unikat, jeden na świecie, wart więcej od tego auta”) resetować immobiliser. Zepsułem automatycznie zamykanie klapy bagażnika, bo zniecierpliwiony na brak reakcji trzykrotnie chyba nacisnąłem przycisk jej zamykania. I włączył się alarm. Pan oryginalnym kluczykiem (tym w cenie dużego diamentu) alarm wyłączył, ale nawet reset komputera klapy nie naprawił. Automatycznie się już tego wieczoru nie zamknęła. “Naprawdę, nie rozumiem…”. A fotel kierowcy po kilkuminutowej zabawie zastygł w dość niewygodnej pozycji pionowej. Nawet dwa unikalne i jedyne na świecie kluczyki w cenie diamentów nic by nie zdziałały. “Coś Pan zrobił? Jak go teraz ktoś będzie prowadził?”
Potrzebowałem na to raptem 20 minut. Zastanawiam się, czy częstotliwość występowania usterek jest stała w całym okresie użytkowania tego Mercedesa? Jeśli tak, to wyobraźcie sobie że w drodze do Kołobrzegu, która trwa około 7 godzin, doświadczycie 63 usterek. Po powrocie z Kołobrzegu do domu będziecie mieć już 126 usterek. Jeśli codziennie jeździć będziecie tym Mercedesem do pracy (godzina w jedną stronę, 5 dni w tygodniu, 4 tygodnie w miesiącu), to po tygodniu macie 90 usterek, a po miesiącu 360. Rocznie, wraz z wyjazdem do Kołobrzegu liczba usterek zbliży się do 4,500.
Czy sprzedając S-klasę po 3 latach przyznacie się jej nowemu właścicielowi, że właśnie podpisał umowę na zakup auta obarczonego trzynastoma tysiącami usterek?
- O jakich usterkach Pan mówi?
- O drobnych. Naprawdę, to detale.
- Ale o co konkretnie chodzi.
- Wie Pan, nie pamiętam już. To wszystko było serwisowane. Oni tam w serwisie wiele nie chcieli powiedzieć, mają swoje procedury. Takimi specjalnymi kluczami jakoś to naprawiali.
- Ale co konkretnie się psuło?
- Wie Pan, nie mamy chyba czasu na wymieniane.
- Aż tyle tego było.
- No nie, tak tylko powiedziałem…
- To ile tych usterek?
- 13.
- Trzynaście?! W Mercedesie?! Czy on jest powypadkowy?
- Nie, z salonu. Nawet nie draśnięty.
- To skąd tych 13 usterek.
- Tysięcy, proszę Pana. Trzynaście tysięcy.
- …
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

Coś w tym musi być, czemu oni do cholery tak robią, że kupujesz auto za kilkaset tysięcy a ono okazuje się syfem :/ To za co oni płacą? Za pieprzony znaczek merola bo w modzie jest?
Gdzieś w internecie (jeszcze niedawno) widziałem stronę bardzo niezadowolonego użytkownika BMW, dał za nie ponad 500tyś. Na stronie opisywał wszystkie usterki, koszty naprawy i czasy serwisowania. Pewnie wydatki mu wysiały, ale najbardziej wkurzony był tym, że żeby naprawić jakąś pierdołę musiał oddać auto do serwisu i pozbywał się go na parę dni/tygodni.
Szczerze gratuluje talentu. Chyba mnie przebiles. Ja wsrod znajomych mam opinie niezlego psuja (tzn testera), swego czasu dostalem pieczatke do przybijania na rzeczy ktore przetrwaly kontakt ze mna. Z tym ze po 15 min pieczatka sie popsula :)
heh…
to się teraz nazywa “zarządzanie jakością”…
i pomyśleć, że 30- i 40-letnie mercedesy jeżdżą i nic im nie jest… (o 14-letnich hondach civic przez skromność nie wspomnę)
Dopiero duży obrót daje niezawodność. Takiego golfa czy korolki natłuką milion i co może wyjść, to wyjdzie.
Ale rzeczywiście od merca można wymagać więcej.
” za mało jest tu drogich gadżetów, pokręteł i guzików. Jeśli czytając to siedzisz właśnie w swoim Mercedesie S, powiedz mi proszę, za co zabuliłeś tyle chajsu?”
Właśnie za to, że nie ma tam niepotrzebnych przycisków, lampek i innych gówien. “Gadżedy” o których piszesz, to są dla użytkowników Skód i Fiatów.
Co do usterek, to z jednej strony prawda, że obecnie Mercedesy są dość awaryjne. Jednak, mimo wyraźnej chęci, nie udało Ci się nic popsuć. Wszystkie omawiane “usterki” zostały spowodowane rozładowaniem akumulatora i podciśnienia. Po prostu, auto jako wystawowe jest bardzo rzadko odpalane i stąd efekt. Mimo niechęci “opiekuna”, zapewne jakiś łepek 5 razy dziennie usiłuje się bawić elektryką – bez uruchomienia silnika i podładowania akumulatora.
Wydaje mi sie ze okres 92-93 to byly ostatnie lata naprawde niezawodnych aut MB i VW (nie dotyczy BMW lub/ Audi). Potem zaczely sie problemy, od momentu fuzji MB i Chr. zaczely sie powazne klopoty z koncowa jakoscia produktu. Co smieszniejsze to moja dziewczyna ma znajomego pracujacego w VW w Niemczech – tegoroczne raporty usterkowosci (wewn. raporty VW) wykazaly ze jakosc aut (Golf/Jetta) produkowanych w Meksyku przewyzsza jakosc aut produkowanych w Bundes Landzie. Co wy na to?
Pozdrawiam z Vancouver
soon: kiedyś przez Interię przewinął się temat kobiety, która chyba pół miliona dała za Mercedesa SL600 i przez 3 miesiące użytkowania miała go chyba przez 2 tygodnie, bo albo stał w warsztacie, albo gdzieś na drodze.
btd: nie, to ty jesteś lepszy. Ja nadal mam swoją pieczątkę :)
peter: akurat z hondą to mam wspomnienia ciut inne (patrz post #19) :)
leniuch102: ja niespecjalnie wymagam więcej – dla mnie może się psuć tak samo często jak Golf. Byle nie częściej, a ostatnio chyba własnie ta częstsza tendencja dominuje…
S: co do gadżetów to zgoda, też uważam, że najdroższym samochodem powinna być Dacia Logan – tam są tylko 3 pokrętła i 2 guziki. Klasa Royce Rollsa :) Nie znam się na akumulatorze i podciśnieniu, ale jedno pamiętam – jak wysiadł bagażnik (który jest sterowany elektrycznie, a nie ciśnieniowo jak drzwi w autobusach) to wszystko inne działało, świeciło i grało. Jak wysiadły zegary, to również reszta była jak trzeba. A jak poszedł fotel, to tylko ten kierowcy – pasażer nadal mógł jeździć w tył, przód, na boki i lekko w górę. Nie broń tak merców – są śliczne (przynajmniej niektóre) ale z jakością to chyba na mordę lecą…
Wojtek: chyba nie… mam wrażenie, że z “wielkiej trójki” Mercedes leci w dół najbardziej, BMW trochę słabuje lecz Audi stoi mocno i chyba się specjalnie często nie wysypuje. Chyba… żadnego z tych aut jeszcze nie mam, choć nie ukrywam, że właśnie staram się o kredyt na budowę garażu na 10 aut i zakup każdego z 3 powyższych po sztuce. Pozostałe 7 aut to niespodzianka. Jak kupię, dam znać. Jak będziesz akurat na naszym kontynencie – przejażdżka gratis :)
az dziw ze jeszcze nikt tego nie napisal … wiec moze ja sobie pozwole … przytocze pewne zdanie z pewnej reklamy … “Prawie robi roznice” ;) … jak dla mnie… im w aucie mniej elektryki i elektronik tym lepiej … nie ma sie co popsuc ..
btw. szczegolnie wnerwiajace sa elektryczne szyby :P
eee, bo miałeś nie taką hondę.
jeżdżę rocznikiem ’94, hatchback, żadnej zbędnej elektryki (wtrysk jedynie) – co mnie czasami niemiłosiernie wkunia (następna będzie prelude z tego samego rocznika, ale już z klimą i centralnym zamkiem). leję paliwo, płyn do spryskiwaczy i raz wymieniłem termostat. wszystkie inne usterki związane były z tym, że np. jakiś pajac/(ka?) manewrując na parkingu urwał mi pół zderzaka i ulotnił się jak kamfora…
Wszystko jak się chce to można zepsuć! Wsiadłbyś do audi albo bmw i tak samo byś je rozwalił! Mercedes jest najlepszy, niezależnie co sobie takie kiepasy jak wy o tym myślą.
heh… najlepszy w czym? bo design mu się skończył na 300 SL ’53 – potem już konsekwentnie w dół…
Zgadzam się z Pgelippe – mam 14 Astrę, wyprodukowaną jeszcze w BundesLandzie. Brak w niej jakichkolwiek elektrycznych udziwnień (światła na chomika ;-p) i jest nie do zajeżdżenia! Poza okresowymi wymianami jakiś detali samochód śmiga wesoło, potrzaskując wiekowymi uszczelkami ;-)
No dobra, moim najmilej wspominanym autem, poza maluszkiem byl vw golf gti mk1 – i w tym i w tym mozna bylo samemu duzo zrobic bez obaw o kabelki wtyczki itd. Ale to nie wroci (chyba ze kupie muscle cara na gaznikach :) ) i tyle.
wszystko może się zdarzyć, ja kupiłem w lipcu, więc niespełna rok temu S420 cdi i nic mi się jeszcze nie zdążyło zepsuć ale to jest właśnie ta zaleta kupna nowego samochodu, że nawet jak mi się zepsuje to otrzymuje w programie MB samochód zastępczy nie gorszej klasy (hehe ciekawe bo nie sprawdziłem jeszcze na szczęście) i nie płacę za naprawę a niestety moje doświadczenie z 2 letnim BMW 730d są okropne miesiąc po zakupie padła turbina (koszt wymiany z katalizatorem 9200 netto) i później co 3-4 miesiące były kilkutysięczne naprawy… sprzedałem go po roku i zdecydowałem na nowe auto i mercedes był strzałem w 10, fantastyczny nie dający się porównać do niczego innego komfort podróżowania i właśnie ta niezawodność… moja żona jeździ 3 lata c klasą poprzednim modelem z najtańszym silnikiem 180k i również nie miała najmniejszej usterki. Niestety niektórzy trafiają pechowo na jakiś egzemplarz tak jak ja na BMW, które psychicznie mnie męczyło wręcz a o wcześniejszym audi allroad i skrzynią biegów i silnikiem 2,7 nie wspominam przez dbałość o swoje nerwy.
Jeśli nie spodobał ci się model w221 to zwyczajnie nie jest samochód dla Ciebie, na całe szczęście nie jest tak że wszystkim podobają się te same modele i kolory samochodów..
Jeździłem paroma mercami, wygodnie się siedzi w tych pancerwagenach, tylko ten stary klasyczny napęd jest do bani. Potwornie ciężki silnik z przodu kręcący koła tylne, jest dobry na suchą autostradę, ale po śniegu i gołoledzi jeździ się tym jak pustym Żukiem albo Fiatem 125p. ASR-y i inne bajery to tylko mydło na oczy dla snobów! Znam rodzinkę zakochaną w mercach, mają ich trzy sztuki, ale mają też Jetkę, bo na mrozie merole jakoś nie chcą odpalać, a w każdym razie wychodzi im to zdecydowanie trudniej niż Jetce.
Krótko mówiąc MB to świetny samochodzik rekreacyjny na letnie przejażdżki w ładną pogodę. A jeśli ktoś potrzebuje jeździć również w trudnych warunkach, musi mieć coś lepszego!