#58 Czujesz bounce, baby?
Opublikowane: 31 July 2007 | Komentarze: 7
Kategoria: [Obyczaje]

Wakacje w pełni. Nic się nie chce. Nie chce się pracować, nie chce się blogować… W weekend robiliśmy z Darem wioskę na mieście. Na kierownicę założyłem białego futrzaka, na lusterku zawisły pluszowe kostki wielkości kilogramowych toreb mąki a podsufitkę wylepiliśmy różowym futrem, które w tylnej części auta stylowo zwisało zasłaniając wsteczny widok, bo nam kleju zabrakło. Obowiązkowo na tylne boczne szyby wrzuciliśmy czarną folię z odpowiednią ilością bąbli i niezbędnym cięciem przez środek. Na oponach białą farbą pociągnęliśmy nazwę modelu gumy, a na antenkę naciągnęliśmy skarpetkę.
Daro kierował, więc ograniczył się do niebieskiego afro, ja zaś w góralskim futerku z zielonymi błyszczącymi włosami buńczucznie wymachiwałem plastikowym coltem na wodę (tym samym, który jakiś czas temu wmanewrował nas na przystankowy śmietnik). Z sidika przygrywał Iwan i Delfin. Czasami padało, czasami grzało. Wyjeździliśmy pół baku. Trochę kasy szkoda. Ale ogólnie luz, żałować nie mamy czego – ot, kolejne marzenia z dzieciństwa zrealizowane…
#57 MS Pandavista Aero
Opublikowane: 24 July 2007 | Komentarze: 18
Kategoria: Fiat

Fiat Panda to naprawdę miły maluch – przestronny, kolorowy i wygodny. Siedzisz jak przy stole w kawiarni, fotelik gumowaty idealny na krótkie trasy a opcja „city” we wspomaganiu kierownicy to naprawdę (i tu ani krztyny żartu i ironii! – kto testował, ten wie) niezły pomysł.
Kreta, 38 st.C., rodzina zapakowana, benzyna nalana. Wyjechaliśmy rano powolutku tocząc się po autostradzie. Widoczność idealna, klimatyzacja elegancko chłodzi, oponki szumią, aż tu nagle… zapala się kontrolka oleju. No to gwałtowny zjazd na pobocze i stop. Silnik wyłączony. Zadzwonić po pomoc czy olać kontrolkę i jechać dalej? Łatwy wybór – samochód z wypożyczalni a my mamy wakacje. Jedziemy dalej. Uruchamiam, a kontrolka już się nie świeci. Restart pomógł.
Chwilę potem zapala się kontrolka silnika. Znów szybki restart na poboczu i wszystko gra. Potem kontrolka wspomagania. Potem ładowanie akumulatora. Potem wskaźnik temperatury zwariował. A na koniec otworzył się bagażnik i na zakręcie zgubiliśmy parasol plażowy. Na szczęście zakręt braliśmy w mieście, więc daleko nie poleciał. Wsunął się pod stragan z napojami. Czy po niego wróciliśmy? No co wy? Przecież był hotelowy…
W drodze powrotnej mieliśmy jeszcze kilka restartów. Generalnie luz – od lat pracuję na Microsoft Windows i żadna to dla mnie nowość. Ale zaskoczony jestem, że to właśnie Fiat Panda jest pierwszym samochodem na świecie zbudowanym na płycie Windowsów. Po liftingu Panda powinna mieć małą dziurkę w desce koło radia – taki szybki restart szpilką lub spinaczem…
#56 Oby się tylko nie załamać…
Opublikowane: 21 July 2007 | Komentarze: 2
Kategoria: [Rozważania] [Tuning]
Jest dokładnie tak, jak napisałem – ptasie gówno wytrawiło mi dach. Może i centki są modne, ale czy aby na dachu? Och, jak strasznie irytują mnie ci kierowcy wysokich SUVów – i te ich wymowne spojrzenia na mój dach. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że ten dalmatyńczyk to tak na środku jest – jak puszczę przez maskę i dach dwa białe pasy w stylu Vipera, wszystko się ładnie zatuszuje.
Poniższe 3 filmy to tak na poprawę nastroju. Nie musicie oglądać – wystarczy, że ja się polałem. Plamy na dachu i mokre nachy. Para jak z samowara…
Mistrz
Pierwszy vice mistrz
Drugi vice mistrz
Macie inne – podrzućcie. Musze się tym dokarmiać, nim białe pasy przez auto puszczę…
#55 I jak tu mew nie kochać?
Opublikowane: 20 July 2007 | Komentarze: 13
Kategoria: [Porady] [Rozważania]

Wróciliśmy właśnie z Kołobrzegu. Co to ja się napatrzyłem na zadbane autka, to moje. Co to ja się nasłuchałem porad ich właścicieli, to nikt mi nie zabierze. Co to ja zacząłem kombinować, jak Almerę spimpować, to się nikt nie dowie. A i tak zaparkowałem pod tym właśnie drzewem, które stado obżartych ponad wszelkie miary mew sobie nad życie ukochało. I jak zaczęły pierdzieć! I jak zaczęły srać! To tak mi w dach tym szambem waliły, że kuracjusze pobliskiego pensjonatu “Zorza” wychodzili na balkony, by zdjęcia nadciągającej burzy robić.
I jak mi na dachu usypały biało-brązowy kopiec odchodów, i jak się ten kopiec przez następne 3 słoneczne dni utwardzał, i jak on się podczas powrotnej drogi w pędzie wiatru elegancko zeszklił, i jak on się podczas zeszłej warszawskiej wilgotnej nocy zahartował – to ani Statoil, ani ręczny Karcher nie dały mu rady. Fakt – co ostrzejsze krawędzie się skruszyły. No i czubek jakoś tak się zaoblił. Ale nic ponad to. Piramida z ptasiego gówna niczym kopiec kreta, niczym kilimandżaro – stoi niewzruszona już piąty dzień. Ale już robi w porty ze strachu – widziała dziś, jak przytaszczyłem do domu wiertarę udarową. Odłupię gówno, choćby i z lakierem. Jako znany i ceniony blogger nie mogę z takim odchodem się po stolicy wozić…
A liczne dyskusje z kuracjuszami o tym, jak najlepiej dbać o rozrząd Opli, jak doginać świece w zagazowanych Mercedesach i jaki preparat czyszczący najlepiej wlać do baku Seata, oświeciły mnie pewnym spostrzeżeniem. No bo zauważcie pewien trend: preparaty do dbania o silnik (te z Telezakupów lub z motoryzacyjnego działu w Auchan) powoli przypominają te, które służą do dbania o zdrowie. Zastanawiam się, czy poniższe propozycje za 5 lat nie staną się realne…
(1) Wyciąg z miski olejowej Dodge’a Vipera wzbogacony mikroglobulkami skrywającymi atomy legendarnych silników HEMI – idealny do smarowania alternatora w samochodach zasilanych LPG. Gwarantowany wzrost osiągów o 17-21% (oczywiście potwierdzą to badania amerykańskich naukowców).
(2) Głęboko wnikający żel na rozstępy z olejkami smoły i probiotyną PB98 dogłębnie uszczelniający blok silnika – redukcja do 80 wycieków (badanie na grupie 32 silników typu Fire od Fiata Uno rocznik 1996).
(3) Anti-Zgrzyt Protect od Vichy – unikalna mieszanka oleistego kremu i maści vazelinowej przeznaczona do wysilonych silników turbodoładowanych. Nawet do 4% mniej awarii turbin! W przypadku dostania się preparatu w okolice paska klinowego – niezwłocznie udać się do ASO.
(4) I na koniec nowość! Witalizujący tonic napryskowy to użytku zewnętrznego zwiększający przebiegi międzyprzeglądowe w samochodach grupy PSA z 30,000 km nawet do 65,000 km. Wystarczy raz w tygodniu spryskać delikatną mgiełką fajki świecowe i sondę lambda. Skuteczność gwarantowana przez Laboratuagarniedepari.
#54 Czy silnik się już nagrzał?
Opublikowane: 10 July 2007 | Komentarze: 17
Kategoria: Opel

Opel Astra III ma w zasadzie prawie wszystko, co pozwala o nim powiedzieć “sportowy kompakt”. Dobrze się prowadzi, wygodnie i nisko się w nim siedzi, ma świetny układ jezdny i może mieć dynamiczny silnik oraz (a może przede wszystkim) wygląda niczego sobie. Ale brak mu wskaźnika temperatury cieczy chłodzącej. Dziwne? Głupie? Niezrozumiałe? E tam…
Policzmy zatem: taki wskaźnik w wielkoseryjnej produkcji kosztuje pewnie około 3 EUR. Jeśli Astra III sprzeda się ogólnie w liczbie 700,000 egzemplarzy, firma jest do przodu o 2,100,000 EUR. Przy średniej płacy w fabryce w okolicach 1,500 EUR, niezamontowanie tego wskaźnika daje przez 4 lata pracę 30 monterom.
Ciekawe, ile oszczędności przyniosło grupie VW mniejsze prawe lusterko? A ile oszczędności może przynieść innym firmom np. rezygnacja z jednej kratki nawiewu? Pewnie ktoś niebawem na to wpadnie…
#53 Czyżby Kaszkaj?
Opublikowane: 6 July 2007 | Komentarze: 17
Kategoria: Nissan

Skusiłem się na jazdę próbną Nissanem Qashqai. Niespecjalnie mi się tego typu auta podobają, bo ewidentnie widać w nich zamysł marketingowy stawiany ponad jakąkolwiek użytecznością i logiką.
…bo po cholerę komu do miasta auto z dużym prześwitem – normalny prześwit spokojnie wystarczy. Argument, ze mamy dziurawe drogi to absurd – owszem, są dziurawe, ale zwykłe auta sobie na nich radzą. A to, ze masz prześwit 20 cm zamiast 15 nie uratuje ci zawieszenia, jak wjedziesz w otwarta studzienkę.
…bo po cholerę komu auto tak wysokie, skoro miejsca w nim nie ma wcale więcej niż w zwykłym kombi tej samej klasy.
…bo przecież auta typu SUV są na ogół i wysoko zawieszone, i dość miękko resorowane (chyba tylko BMW X-ileśtam stanowi jakiś wyjątek, ale to inna liga cenowa) wiec bezpieczeństwo dynamicznej jazdy jest porównywalne z próbą jazdy na deskorolce z doczepionymi do stóp poduszkami – wcześniej czy później się wyrypiesz. Trza się tylko modlic, by SUV przy delikatnym bocznym poślizgu nie dachował.
…ale (!!!) posiedziałem w nim trochę i muszę przyznać, ze jest udany. Fajny fotel, bardzo poręczna kierownica i naprawdę ładne zegary. Konsola środkowa jest bardzo stylowa i niespodziewanie dobrze wykonana. Wszystko jest miękkie i przyjemnie pachnie gumą. Jedyna wada to wysoka pozycja za kółkiem – choć czuć to dopiero, jak spojrzysz w boczna szybę – ramię strasznie wystaje ponad linię okien. Patrząc do przodu jest fajnie, bo jest się nawet przytłoczonym przez kierownice, zegary i deskę.
Czy chciałbym go kupić? Tak – przez sentyment do Nissanów. Nie – za związek z Renault. Tak – za naprawdę ładne wnętrze. Nie – za niewyraźny przód. Tak – za rasowy profil. Nie – za kolebiące zawieszenie. Tak – za jedne z najlepszych reklam motoryzacyjnych ostatnich lat… Sami zresztą zobaczcie…
Loop
Half Pipe
Illegal
Freestyle Event
Psycho
A tak w ogóle, to kupujecie idee aut typu SUV?
#52 Małe, żółte Diablo
Opublikowane: 5 July 2007 | Komentarze: 14
Kategoria: Hyundai

- Cześć, wiesz po co dzwonię?
- No…?
- Bo już za 28,900 zł możemy mieć całoroczną – ba! nawet i pięcioletnią! – namiastkę naszych ostatnich hiszpańskich wakacji?
- To znaczy…?
- Hyunday’a Atosa można za niecałe 30 tysięcy kupić! Człowieku, jak o tym przeczytałem, to od razu mi się przypomniały te majorkańskie serpentyny. Wiesz, że on tam pod górkę to nawet pięćdziesiątką szedł?
- Wiem, ledwo cię wtedy Micrą doganiałem. To pewnie zasługa tych rasowych kapciochów…
- No masz – kółeczka dwunastki na rowerowych oponkach wirowały jak małe śmigiełka.
- Tylko wiesz, wydaje mi się, że za żółty kolor to będą chcieli ekstra kasę.
- Dziwi cię to? Przecież żółte są tylko Lamborghini. No i Atosy.
- Właśnie się zacząłem zastanawiać, czy zamiast remontu nie kupić za ten kredyt właśnie Atosa.
- Zrób jak chcesz, ja kupuję i na ciebie nie czekam! Jak go teraz nie kupię, to do końca życia będę sobie w brodę pluł. Ty wiesz, ile wspomnień ożyło, jak w gazecie reklamę zobaczyłem?
- Domyślam się. Poza tym, będzie wam wygodniej. Ta Honda FR-V to klamot.
- No dokładnie. Wsiadam do Hondy i nie wiem, gdzie usiąść – 3 fotele z przodu, 3 z tyłu. A w Atosa wsiadam, i się cieszę, że drzwi się domknęły. Poza tym wiesz, to nie auto, to mobilna przygoda – wyobraź sobie, że stoisz ma światłach tuż koło przystanku tramwajowego, takiego na wysepce. I nagle chcesz sobie fotel podregulować.
- No i co?
- Normalnie to sobie możesz w innym aucie ten fotel podregulować. A w Atosie elegancko otwierasz drzwi (bo przy zamkniętych to nawet kartka papieru się pomiędzy drzwi a fotel nie wsunie) i ruchem węża sięgasz do pokrętła. Co słabsi psychicznie mdleją. Kobiety krzyczą: “Uwaga na rękę! Będzie złamanie otwarte! Nie ma Pan szans sięgnąć do pokrętła!” Kilku mężczyzn rzuca się z pomocą. Jeden wywraca się i ląduje czołem na masce.
- Tia…
- A ty spokojnym i wyćwiczonym ruchem pochylasz delikatnie oparcie i prostujesz rękę. Nikt na przystanku nie może uwierzyć w to, że ręka jest cała.
- Ale dasz się jezdnąć?
- No jacha!
- Git.
Żółty Hyundai Atos. Był z nami na hiszpańskich plażach. Był w hiszpańskich górach. Był jednym kołem w przepaści na hiszpańskich serpentynach. Jak go oddawaliśmy, płakaliśmy jak bobry. No bo czyż znacie inne samochód, w którym kierowca może łokcie z dwóch stron przez okna wystawić?
#51 Monsieur Zwis Nawis
Opublikowane: 4 July 2007 | Komentarze: 14
Kategoria: Peugeot

Czy jest w światowej motoryzacji auto, które miałoby dłuższy przedni zwis (nosem lub maską zwany) niźli Peugeot 407? A przecież 407 Coupe ma chyba jeszcze o 2 czy 3 cm dłuższy (na fotce zawody na nosy: 407 Coupe vs. BMW 3 Coupe)!
Może wiecie, po co tym autom tak bardzo wystający poza przednie koła nawis? Moim zdaniem ma to coś wspólnego z ich środkiem ciężkości: gdyby przedni zwis był krótszy (a tym samym lżejszy), przy gwałtownym przyspieszaniu te Peugeoty stawałyby na tylnych kółkach. Chyba…
#50 Cuore Serviso
Opublikowane: 3 July 2007 | Komentarze: 11
Kategoria: Alfa Romeo

- Ej, Kuba – czy wiesz, czemu klubowicze Alfa Romeo nie pozdrawiają się na drogach?
- Ale ja się z innymi pozdrawiam.
- No, ale to taki żarcik. No wiesz czemu, czy nie wiesz?
- Nie wiem czemu inni nie, ale ja i moi znajomi z klubu Alfy Romeo zawsze się pozdrawiamy.
- Czyli nie wiesz. Powiedzieć ci?
- Ale ja się pozdrawiam!
- Ty tak, ale inni nie. A wiesz, czemu?
- No nie wiem.
- Bo się rano widzieli w warsztacie.
- No i co?
- No, w warsztacie się widzieli. Rozumiesz? Alfa się zepsuła, widzieli się z rana i potem już do siebie nie migają.
- Wiem, ale co z tego. Ja się wczoraj z rana widziałem z kilkoma w serwisie i potem jakeśmy się na trasie mijali, to każdy każdemu mrugnął.
- I co, fajnie było?
- Trasa jak trasa – na Toruń.
- Ale czy w warsztacie było fajnie.
- Wiesz, bywamy tam często. Każdy ma swoja półeczkę, krzesełko, wieszaczek…
- A, to spoko jest.
- No, fajnie…
PS1. Jak zapewnie większość z was wie, powyższe jest luźnym nawiązaniem do tego, tego i tego postu znalezionego na blogu Dawida Gatti.
PS2. Jak zapewne większość z was zauważyła, z okazji 50 jubileuszowego postu zmieniłem trochę grafikę. Tę górną. O, tam, na górze.
PS3. Jak zapewne większość z was wie, kolejna nowa grafika pojawi się przy setnym poście. O ile statystyki będą mi tu nadal rosnąć. Przecież nie piszę do szuflady. Umieściłem swoje zdjęcie (w okularach, bo staram się być taki trendy i na czasie), by wreszcie być rozpoznawany i poklepywany na ulicach. Każdy przecież chce odrobiny splendoru…
