#69(logo) Śmigłowóz

Opublikowane: 30 August 2007 | Komentarze: 10
Kategoria: BMW [Logotypy]

BMW: Śmigło na masce

Niebieski kolor to niebo. Biały – nie wiadomo co, może chmurka, taki cumulus aka bałwanek? Razem udają obracające się śmigło samolotu. Bo właśnie od tego BMW zaczynało – od produkcji silników lotniczych.

To martyrologiczna interpretacja logotypu. Ale założę się, że gdyby spytać dziś marketingowców z Bawarii, oni patrząc ten znaczek roztoczyliby przed nami wizję siły, kultury, jakość i prestiżu. Mało tego – udowodniliby, że wszystko to zaszyte jest wewnątrz tego dość prostego logotypu. Bo mimo tego – mówiliby dalej – że logo to jest nieskomplikowane – każdy, nawet najmniejszy detal mówi o sile, szybkości i mocy.

Spojrzyjmy zatem na ten logotyp oczyma speców od promocji:
Biel to czystość, ekologia i przytulna pościel. Błękit to żywioł, bezmiar i kolor władzy. Niczym Jing i Jang dopełniają się, tworząc magiczny krąg przymierza. Rozmieszczone na jego obwodzie litery, niezależnie od ustawienia auta wskazują azteckie miejsca kultu, kierunek na Mekkę oraz magnetyczny biegun Ziemi. Energia wszystkich tych elementów logotypu kumuluje się, by wznieść auto wraz z kierowcą pod niebiosa. A Być Może Wyżej…

#68 Tuning powoduje drgania

Opublikowane: 28 August 2007 | Komentarze: 9
Kategoria: Honda [Rozważania] [Tuning]

Honda CRX: bardziej gokard niż samochód

Wielki Szym (“wielki”, bo jak zainwestował w siłkę i wiadra odżywek białkowych, to przez 4 miesiące z 72 kilo skoczył na 114) ledwo gramolił się do swojej 12-leniej Hondy CRX. Ci, którzy jeszcze siedzieli w pracy, delikatnie zerkali przez okna. Zaprawdę powiadam wam – nie ma nic weselszego niż naprawdę spory schab pasujący się do samochodu wielkości szafki na buty.

Żal mi się go trochę zrobiło, więc zagadnąłem:
- Miałem ten sam silnik w swoim Civicu. 1,6, DOHC, 125 koni i odcięcie powyżej 8000 obrotów.
- Tyle że wiesz, ja do tego CRX’a włożyłem turbo. Teraz ma 186 koni. A jak odelżyłem koło i zdjąłem ogranicznik, to odcina mi przy 9200. Na dwójce do 110 pójdze.
- I fajnie tak?
- Generalnie strach jeździć – szybki i twardy. I cholernie lekki – na koleinach to czasami podskakuje. Znasz tą muldę na tej wąskiej drodze tu na Marysin? Normalnie Corsą to tam wziuuu! – stówką jadę i lekko mnie bujnie. A ten przy 60 się odrywa, a na lądowaniu to raz mi dolna szóstka pękła. Górna w nią przygrzała tak, że plomba mi ząb rozsadziła.
- Co ty, zawieszenia żałujesz? Chciałbyś przy tej mocy na seryjnym jeździć?
- Stary, seryjny zawias CRX jest wystarczający dla 300 koni. Ja chciałem mieć go niżej, wiec najpierw włożyłem H&R’y minus 25mm, ale mi amorki padły po miesiącu. To wtedy kupiłem jakieś gazowe Bilsteiny. I wtedy się zaczęło. Tak trzęsie, że się hemoroidów nabawiłem!
- Tia?!
- Serio. A poza tym, to na byle koleinach tłumikiem trę. A jak mam przez „gdańską” przejechać i Tiry wyrobiły dołki, to się 30 na godzinę wlokę. Szczęście, że w McDrive’ie to jeszcze do mikrofonu daję radę łbem sięgnąć i coś zamówić. Gorzej jest potem w okienku, tam gdzie żarcie dają – tak nisko siedzę, że mi panienki McZestawy na dachu stawiają…
- Ale szyber masz…
- No i dzięki Bogu. Zawsze McDrive’a przez szyber odbieram.
- Trochę chała, co nie?
- Ano chała. Ale przynajmniej mam 6 sekund do setki i nawet STI się mi ledwo na zderzak łapie…

Ja też kiedyś miałem takie ciągoty. By lepiej się auto prowadziło (tak to sobie właśnie tłumaczyłem, a naprawdę to chodziło o to, by lepiej wyglądało) chciałem zamontować krótsze sprężyny. Komplet H&R’ów był wtedy po 540 zł. Ale Margolcia zaczęła na świat się pchać, więc cała ta flota poszła na pieluchy. Może i dobrze…

Junior w swoim Seicento miał krótsze sprężyny. Rok wytrzymał. Jak zmienił na chybotliwe seryjne, to mu lekarz powiedział, że to był ostatni moment. Jeszcze kwartał takich drgań i miałby to samo, co zawodowy operator młota pneumatycznego albo tej dziwnej, skaczącej ubijarki do piachu:
- Proszę Pani, proszę się uspokoić i powiedzieć, co się w tej łazience stało?
- Mąż powiedział, że idzie się ogolić…
- I co potem?
- I potem się golił…
- To skąd tu tyle krwi?! I gdzie jest jego twarz?!
- Mąż miał problem z drganiami…
- Jaki problem?
- Po prostu drgał… Głównie ręce… A mówiłam mu, by nie zmieniał nożyków na nowe…

A wy, czy jesteście w stanie zrezygnować z komfortu, by w osiedlowy zakręt wejść o 3 km/h szybciej? Czy dzisiejsza szybsza jazda warta jest jutrzejszych problemów z doniesieniem naleweczki do ust? Są przecież inne metody, by na starość ograniczyć picie – wystarczy za młodu żreć masło na potęgę – bankowo na stare lata zapomnicie, gdzie jest kluczyk do barku. Ba, mało tego – zapomnicie nawet, gdzie tak w ogóle jest ten barek…

#67 Służbowego diabeł nie tknie

Opublikowane: 24 August 2007 | Komentarze: 3
Kategoria: [Obyczaje] [Porady]

Osiedlowa ławka - uroczysko pełne żuli

Grzechu, mimo że już u nas nie pracuje, wpada od czasu do czasu pogadać z ludźmi, bo interesy nadal nas łączą. Odchodząc na swoje, odkupił od firmy służbowego Forda Focusa, którego od nowości użytkował.
- Ej, ty nadal z firmowymi naklejkami na drzwiach?
- A wiesz, gdzie teraz mam biuro?
- A co to ma do rzeczy?
- Ale wiesz gdzie?
- Gdzie?
- Na Pradze. Tuż obok miejscowej mety i osiedlowej palarni na ławce pod śliwą. Z nalepkami to mi auta nie zniszczą. Każdy wie, że jak firmowe – to katowane na bieżąco. Nawet sobie felgi nie naprostowałem po tej dziurze na Krakowskiej, co przed odejściem z firmy wpadłem. Niech widzą, że normalnie służbówka jest jeżdżona, że na półmetrowe krawężniki na dwójce z rozpędu nacieram.

- Ale klienci ci na auto patrzą…
- No i co? I dobrze, że naklejka wasza jest. Co ja mam za firmę? Jednoosobową. Zwykłe nic. A tak mam prestiż – mówię, że już jestem na swoim, ale że nadal z wami współpracuję. I wtedy cmokają.
- Trochę nie fair.
- Przestań. Wiesz przecież, co sprzedaję. Wy już tego nie macie. A ja wam w drogę nie wejdę. Jak się uprzesz, to sobie na drzwiach nakleję Plus GSM albo Zbyszko Company i tę panienkę “Ja pragnę, ty pragniesz”, byleby na firmowy wyglądał.
- Skorpiona albo jakiegoś dzika sobie naklej, że niby “Ochrona” i “Patrol interwencyjny”.
- No co ty, dziecko jesteś?! Jak bym podjechał jako “Ochrona”, to te podwórkowe zipy japonię by mi obiły i dzwonem bym w trzepak wjechał.

- Może i ja powinienem sobie coś na drzwi walnąć. Ursynów powoli na psy schodzi. Gównarzeria wychowana na budowie metra dorosła i wieczorami albo śpi w krzakach pijana, albo się snuje i za kwarcami do aut zagląda.
- “Rutkowski Patrol” sobie naklej.
- Ech, chyba będzie trzeba…

#66 BMW Pit Lane Park

Opublikowane: 22 August 2007 | Komentarze: 8
Kategoria: BMW [Wydarzenia]

BMW Sauber F1 Team Pit Lane Park. Ufff… niezła nazwa…

W sobotę wieczorem przed wejściem na BMW Sauber F1 Team Pit-Lane Park nie było specjalnie tłoku – jakieś 3000 osób. Ja mogę czekać – kiedyś jak byłem mały, mama wysłała mnie do mięsnego po smalec i stałem w kolejce 5 godzin. Jak przyszła moja kolej i poprosiłem o ten smalec, wszystkie baby z kolejki naskoczyły na mnie, że przecież mogłem im powiedzieć, że stoję tylko po smalec, to by mnie przepuściły. I tak bardzo na mnie naskoczyły, razem ze sprzedawczynią, że od tej pory mam “kolejkową traumę” i jak już stanę w kolejce, to tak mnie ta trauma zmraża, że sam nawet nie zauważam, że już jestem przy kasie. W otępieniu godziny mijają mi jak sekundy. Dlatego te 3000 osób przede mną niespecjalnie mnie przerażało.

Ale Ryba… Ryba to co innego. Ona za młodu po smalec nie chodziła.
- Skoro jesteś taki mega popularny blogowiec…
- Blogger, kochanie.
- … to załatw nam wejście VIPowskie.

W sumie, czemu nie. Te tysiące moich czytelników nie mogą przecież aż tak bardzo się mylić…
- Słucham? – odezwał się do nas ogromny automat na napoje ubrany w czarną koszulkę z napisem “Ochrona”.
- Blogomotive.
- Słucham?
- Blogomotive.
- A! Proszę. Oczywiście – i dostaliśmy smycze, identyfikatory, zatyczki do uszu oraz srebrną opaskę na nadgarstek. Z nią mogliśmy pić, jeść i nawet przyciąć komara w VIPowskim namiocie na tyłach garażu z bolidami.

- I jak, Rybciu? Kopareczka opadła?
- No, misiu…!

- Zapraszam, zapraszam – dopadł nas jakiś PR-owiec – Około 21 będzie kolejny, ostatni już przejazd. Tu w namiocie są do Państwa dyspozycji drinki, kanapki (polecam te z łososiem) oraz jedyna w swoim rodzaju Cola. Niedawno skończył się poprzedni przejazd i kręcenie bączków, więc teraz ochrona będzie chodzić z taką taśmą i wypraszać ludzi. Proszę się wtedy schować tu w namiocie. Jak zacznie się wpuszczanie kolejnej partii widzów, wtedy można wyjść i zając lepsze miejsca. Polecam tę trybunę – jest tylko dla VIPów – doskonale stąd widać ten nawrót. A tak przy okazji – jakie medium Państwo reprezentujecie?
- Blogomotive.
- Słucham?
- Blogomotive.
- Świetnie! Liczyliśmy na Państwa. Proszę się rozejrzeć. Jakby co, jestem do dyspozycji.

- Spoko, nie?
- No, misiu…!

BMW Pit Lane: Rolex za zamianę opon w 4 sekundy

Mistrzowska organizacja! Bez kitu! Świetne zawody w zmienianiu kół! Tym, którzy zmienią komplet w mniej niż 4 sekundy, prowadzący imprezę Andrzej Borowczyk obiecał oddać swojego Rolexa. Sęk w tym, że na lewym nadgarstku miał Casio. Ale spoko – może na prawym go miał, ale nie widziałem, bo mankiet zasłaniał. Współprowadząca imprezę, córka sławnego Zientarskiego, też chciała od siebie coś podarować, ale po piątkowych zapowiedziać Kubicy straciła głos i tylko cichutko coś sapnęła i zasyczała. Tłum spojrzał na nią w oczekiwaniu, ale ona odsuwając mikrofon od ust wyszeptała tylko nieśmiałe “Przepraszam”. Oklaskom nie było końca! Ale szkoda – bo nadal mnie ciekawi, czy podobnie jak jej brat Maciek Zientarki, i ona ma głos identyczny jak ojciec.

BMW Pit Lane: A ty? Czy tankowałeś kiedyś bolida?

Niezły pomysł z plexiglasowym bolidem do tankowania – wchodzisz, zakładasz na ramię wąż i lejesz do pełna. Niby nic, a fajnie. Ty lejesz, żona robi zdjęcia a potem rodzina podziwia. Spoko.

BMW Pit Lane: Tak. Domyślałem się tego. Mam refleks szachisty…

Rewelacyjne testy wiedzy o F1 i dające do myślenia testy na reflex. Wyszło mi z nich, że spokojnie mogę prowadzić wózek dziecięcy oraz pustą taczkę, a przy sprzyjających warunkach biometeorologicznych również rower. Ale tylko obok siebie, przez przejście dla pieszych…

BMW Pit Lane: Pełen szyk i lans. I tylko za stówkę!

Przy tych wszystkich atrakcjach nawet 100 zł za bejsbolówkę BMW Sauber F1 Team wydawało się okazją, gdy spojrzało się na leżący w gablotce obok niej 10-centymetrowy breloczek do kluczy. Za 8 dych raptem.

BWM Pit Lane: Ten skrawek asfaltu będzie po wsze czasu o tym wydarzeniu przypominał...

Nie wiem czy wiecie, ale ludzie z BMW na potrzeby tej akcji wylali na Bemowie kawał wysokogatunkowego i dobrze przyczepnego asfaltu – dokładnie pod kształt toru. Jak się z lotniska zabiorą, zostanie nam wielka asfaltowa kość. Oni jakoś mogli. A Stowarzyszenie Sprintu Samochodowego od dawna chyba walczy o pozwolenie na wylanie ćwiartki mili gumowego asfaltu. Oto, co znaczy marka BMW!

Żałuję, że nie przyszliśmy w piątek – poza Kubicą, którego pomimo tego, że niespecjalnie umie kręcić bączki bolidem, świetny humor nie opuszczał, pokazy miał jakiś mistrz jednośladu. Ponoć ustawił jakąś kobietę z widowni na torze i rozpędzając się, dojeżdżał do niej na przednim kole. Dojeżdżał tak bardzo, że ją całował. I dopiero potem motor opadał na tył. Wiem, że to cyrkowy trick – ale żałuję, że nie widziałem. Ja po prostu też tak umiem na Piaggio kolegi i chciałem porównać technikę. Ciekawiło mnie, czy przednim hamulcem operuje tak jak ja dwoma palcami i czy balansuje z bioder czy tak jak ja, bardziej przeponowo.

BMW Pit Lane: Z garażu najpierw zabuczało. Ale potem, jak ryknęło, to dzieciaki w Radomiu i Łodzi pobudziło!

Przed godziną 21 w bolidzie F1 uruchomiono silnik. Na razie bez większych emocji – dźwięk mocarny, ale nie bardzo odbiegający od jakże popularnych WRC-ków. Ale jak już ten bolid wyjechał z garażu, jak docisnął i dokręcił do tych 12,000 obrotów… brak mi słów. Nawet Ryba, generalnie zlewająca motoryzację, była w szoku.

- No, misiu…!

BMW Pit Lane: Wierzcie lub nie, ale moc i dźwięk silnika F1 potrafią zaszokować!

Do tej pory jakoś F1 mnie nie pasjonowało. I nadal niewiele się zmieniło poza tym, że gdybym miał okazję, to rzuciłbym wszystko, by jeden wyścig obejrzeć. Olewałbym klasyfikacje, wyprzedzania i pit-stopy. Chłonąłbym moc tych maszyn. Jak niesamowite one muszą być, że nawet tak krótki i mocno gadżeciarski kontakt z nimi wywarł na mnie tak ogromne wrażenie!

Oglądanie w telewizji wyścigów F1 niczego nie oddaje – równie dobrze można by śledzić w Internecie tabelkę z aktualnymi pozycjami kierowców. By F1 doświadczyć, trzeba poczuć ten dźwięk. Trzeba się przestraszyć. Trzeba się skrzywić. Trzeba poczuć ból w uszach i ogromny niepokój wywołany rykiem, którego w większości i tak nie słychać, bo jest poza rejestrem ludzkiego ucha. Ale ten niesłyszalny ryk czujesz wątrobą, płucami – flakami generalnie. I to chyba właśnie jest F1. Ponoć ten, kto raz widział wyścig na żywo, olewa relacje telewizyjne.

- I jak? – zagadnąłem Rybę, czerwoną i rozedrganą.
- No, misiu…!

Powoli zbliżaliśmy się do wyjścia. Jak on to zrobił, tego nie wiem, ale w ogólnym zamieszaniu i tłoku znalazł nas ten PR-owiec. Chwycił mnie mocno za nadgarstek i odciągnął na bok.
- Szkoda, że wczoraj Pan nie przyszedł.
- No niestety. A coś się stało.
- Robert o Pana pytał.
- Kto?
- R.O.B.E.R.T.

- Słyszałaś to?!
- No, misiu…!

A na zakończenie pewne wyznanie. To, co teraz napiszę, sporo mnie kosztuje, bo wiem, jak łatwo przychodzi wam krytyka i obśmiewka. Ale co tam – taka rola celebrity – czasami trzeba coś wyznać, by się publicznie oczyścić. Po poprzednim wyznaniu, to może dla niektórych być szokujące… Ale co mi tam, przyjmę wszystko z otwartą przyłbicą.

BMW 330i Touring: trzeba mieć marzenia!

Otóż… nim weszliśmy jako VIPy na teren Pit Lane’u, doznałem objawienia. Tak z boku, zupełnie niepozornie, wystawione były wszystkie samochody z oferty BMW. Do tej pory nie wiedziałem, że tak bardzo pragnę jednego z nich. Teraz już wiem. Wiem, że gdybym miał wystarczająco dużo floty, nie zastanawiałbym się ani chwili. BMW 330i Touring. Z iDrive’em na desce. Koniecznie czarne na siedemnastkach, ale srebrne też daje radę. Śmiejcie się, ale nic na to nie poradzę. Zabujałem się. Miętę poczułem i cholewki smalę…

#65 Middle-life crisis

Opublikowane: 20 August 2007 | Komentarze: 24
Kategoria: Rover [Rozważania] [Tuning]

Rover: silnik Poloneza idealny jest to ostrego tuningu

- Chcesz obejrzeć mój nowy samochód?
- No co ty, kupiłeś sobie auto? Przecież masz służbowe!
- Ale nie takie!
- Rover 200? Z silnikiem Poloneza?
- No!
- Ale po co ci?
- Siakto po co? Dla frajdy! Byłem na hamowni u Grabowskiego i ma dokłanie 99,7 KM i 125Nm. W przyszłym tygodniu wstawiam turbo.
- Uuu… Coś jeszcze robisz? Stożek? Wydech? Twardy zawias?
- Intercooler mi wstawią zamiast tej chłodnicy do klimy i w cenie wydech jakiś głośniejszy będzie.
- Ile cię kosztował?
- 9,000 na Allegro dałem. A turbo ze strojeniem będzie za około 7,000.
- To ile potem pociągnie?
- Moc mu powinna gdzieś do 150 skoczyć, bo od razu wkładam duży wirnik, a nie jakieś małe turbo wolnossące. Moment też o 50% powinien pójść w górę. Wiesz – na razie te 150 koni i około 200 momentu mi styknie. Jak się znudzę, pomyślę nad fazą drugą.
- Ale na tych kółkach to ruszysz dopiero, jak je zedrzesz do felgi. A z tyłu zimówki?! To rozumiem! Miękka guma do chodzenia bokiem!
- Koła nie są złe – piętnastki i opony jeszcze dają radę. Chcę na przód większe tarcze włożyć a tylne bębny na przednie tarcze wymienić, jak się uda.
- I co? Koniec?
- Patrz ile tu miejsca pod maską – stożek mi wejdzie, rozpórka amorków, instalacja do NITRO – ale to już faza druga, a może i trzecia. Na razie go na tydzień oddaję a potem kolejne kilka dni strojenie. 150 koni w takim małym, lekkim i starym wozie (1997) powinno mi do wiosny wystarczyć. A potem się zobaczy. Jak się wóz znudzi, to zamiast fazy drugiej go opchnę za 10,000 i poszukam już na starcie mocniejszego.
- Kryzys wieku średniego, co?
- Ano…

Mój samochód musi jeździć. Musi zawsze jeździć. Bezpiecznie. Ma być godzien zaufania. Drugorzędne jest to jak szybko jeździ i jak twardo skręca. Ale…

Ale gdybym miał wolną gotówkę i czas, kupiłbym sobie drugie auto. Może i nawet takiego Rovera. I nie po to, by wozić w nim rodzinę i zakupy. Nie po to nawet, by wozić w nim wygodnie swój tyłek. Kupiłbym go po to, by zapakować do niego turbo, twardy zawias, niskie kapciochy, stożek, rozpórki i drutem stalowym oplecione przewody hamulcowe. I trząsłbym się nim po koleinach, gubiłbym zęby na osiedlowych spowalniaczach i urywał miski olejowe na tarce przed światłami. Ale co tam – to byłby wóz od takich właśnie atrakcji. On mógłby stanąć w nocy i nie chcieć zapalić. On mógłby zgubić wydech. Mógłby nawet zostawiać 4 ślady. On mógłby wszystko – bo byłby kaprysem…

Może kiedyś…

#64(logo) Trójząb czy widelec?

Opublikowane: 17 August 2007 | Komentarze: 2
Kategoria: Maserati [Logotypy]

Maserati: trójząb, widelec czy widły?

Trójząb Maserati to tradycyjny symbol Bolonii – miasta, w którym auta te były pierwotnie produkowane. Gdyby wszystkie logotypy tworzyć w ten sposób, żaden producent nie chciałby produkować aut ani w Warszawie, ani w Toruniu. Bo kto chciałby ma masce wozić półnagą syrenę w głupiej pozie lub stary i skruszony piernik. Co innego Kraków – auta ze smokiem na masce schodziłyby jak ciepłe bułeczki.

Maserati: jedne z ładniejszych aut na świecie!

A jeśli to nie jest trójząb? Może to jest widelec – ten, którym założyciel Maserati (nazwiska nie pomnę) zwijał sobie codziennie spaghetti? A może to są widły – te, którymi lokalny mafiozo straszył założyciela Maserati (nazwiska nie pomnę)? Albo wskaźnik używany przez włoskiego odpowiednika Adama Słodowego, który programem o kartonowych resorakach zainspirował założyciela Maserati (nazwiska nie pomnę) do założenia Maserati?

No nie zgadniesz. Nie dojdziesz. Nie utrafisz. Pas. Finito. Odpadam.

#63(logo) Po przekątnej stal się toczy

Opublikowane: 16 August 2007 | Komentarze: 8
Kategoria: Volvo [Logotypy]

Volvo: nieciekawe, ale przynajmniej konsekwentnie niezmienne

“Volvo” to po łacinie coś jakby “toczyć się” czy jakoś tak. A to kółko ze strzałką, w które nazwa Volvo jest wpisana, to kartograficzne oznaczenie żelaza. Bo kiedyś to Szwecja właśnie stalą stała. Niestety teraz, w erze IKEI, stoi już tylko MDF’em.

Czyż nie podobnie jest z marką Volvo? Czyż to nie Renault produkuje teraz najbezpieczniejsze auta? Czyż to nie Ford jest teraz właścicielem Volvo i dawcą większości podzespołów (platforma Focusa dla C30, S40 i V50 i kto wie, co jeszcze)? Pokój, dajmy temu pokój. O logotypie miało być…

A zatem… cenię to logo za niezmienność. Nie wygląda wcale dobrze, ta przekątna kreska na atrapie chłodnicy również nie jest najszczęśliwsza a już logo na bagażniku w postaci zwykłego napisu VOLVO jest wręcz nudne. Ale trwa. Od lat. Na osobówkach i ciężarówkach. Na Tirach i dźwigach. A na wczorajszym odpuście niedaleko Chynowa sprzedawali breloczki z tym logiem.

I nic więcej, choćbym nie wiem, jak się wytężał, na temat tego logotypu nie potrafię napisać. Przepraszam… :(

#62 Życie traci na wartości

Opublikowane: 13 August 2007 | Komentarze: 7
Kategoria: Volvo [Bezpieczeństwo]

Pracownicy Volvo lubowali się w niszczeniu aut

Dawno temu, w erze przedfordowej, jeśli w samochodzie marki Volvo w wyniku kolizji drogowej zginął człowiek, specjaliści z samej Szwedzkiej centrali przyjeżdżali i własnoręcznie badali takie auto, celem ustalenia przyczyny tej tragedii. Jeśli zawiniła konstrukcja – nowy model wolny był od tej wady. Jeśli zawinił kierowca – zastanawiali się, w jaki sposób można go kontrolować.

A teraz? Teraz Volvem rządzi Ford. Po co badać przyczyny zgonu – nieboszczykowi to nie pomoże. Poza tym, denat to marny klient – nie ma co liczyć na jego lojalność względem marki… Ech, życie ludzkie straciło na wartości…

#61(logo) O kocie, co jeździł na masce

Opublikowane: 10 August 2007 | Komentarze: 7
Kategoria: Jaguar [Logotypy]

Zainspirowany Waszymi komentarzami pod ostatnim postem i wstrząśnięty wiedzą, ignorancją i tumiwisizmem co poniektórych, postanowiłem rozpocząć niekrótki i dogłębny kurs historyczno-interpretacyjny. Będę po kolei opisywał genezę i dzisiejszy odbiór motoryzacyjnych logotypów.

Mimo obiecanek (jak widać: cacanek) ujawnienia najbrzydszego logotypu samochodowego świata – nie zrobię tego teraz. O tym, że najbrzydsze jest logo (…) dowiecie się w swoim czasie – jak zbiorę się, by je Wam przybliżyć.

Cykl rozpoczynam od Jaguara. Dlaczego od Jaguara? Bo lubię koty i miałem ich w życiu kilka (Pipek, drugi i trzeci Pipek, Zulek, Fiszka i Laki). A pofałdowanych i zachodzących na siebie obłych owali (Toyota?) na razie się nie dorobiłem. Miłej lektury!

Jaguar: piękne logo, choć oczywiste

Logo marki Jaguar dla niektórych może być totalnym zaskoczeniem. Mianowicie, te angielskie auta wożą (a w zasadzie woziły, lecz o tym za chwilę) na masce stalową rzeźbę… jaguara. Tak! Właśnie jaguara! Cóż za zbieg okoliczności. Marka Jaguar wozi jaguara! Kumacie?! Niezłe, prawda?

Zamysł designerski jest taki, że ten metalowy jaguar skacze nad nazwą marki, czyli nad Jaguarem. Niby wszystko OK, ale fachowcy z Animal Planet kilka lat temu złożyli na ręce założycieli firmy, dwóch Williamów: Lyonsa i Walmsley’a – zapalonych motocyklistów nota bene – oficjalny protest – ponoć dotąd nikt nie widział, ani tym bardziej nie zarejestrował na jakimś wiarygodnym nośniku, by dorosły jaguar zwykł skakać nad innym jaguarem. Każdy przecież wie, a dzikie zwierzęta wiedzą to w sposób podskórny, że skakanie lub przechodzenie nad kimś może spowodować, że ten ktoś nie urośnie. Wierzcie lub nie, ale jaguarom nie zależy, by ich ziomki nie rosły. Natura nie pozwoli na to, by gatunek sam się wyniszczył przez zmniejszanie z pokolenia na pokolenie.

Skaczący jaguar symbolizuje szybkość i siłę. Pełna zgoda. Skacząca bezładnie po stole piłeczka ping-pongowa w potocznym pojmowaniu świata symbolizuje dokładnie to samo. Tu twórcy loga utrafili w przysłowiową dyszkę.

Jaguar: dzisiaj to już nie to samo co kiedyś Dzisiejsze Jaguary – a w zasadzie ekskluzywne wersje Forda występujące w odmianie Touring i z francuskimi dieslami 2,7l V6 – na masce wożą nędzną namiastkę pierwotnego logotypu – płaskorzeźbę łba kociaka. Ale co się dziwić – odkąd rozpędzony Jaguar nie wyhamował na parkingu przy polu golfowym w nadmorskim Bournemouth i delikatnie „puknął od tyłu” (sic!) schylającego się akurat po piłeczkę Sir Conrada Wittenbourougha, wpływowego lorda lobbystę, parlament Angielski przez wzgląd na bezpieczeństwo przechodniów zakazał montażu tego typu akcesoriów.

Pikanterii temu wydarzeniu dodaje fakt, że poszkodowany w tym wypadku Sir Conrad do końca życia miał problemy z lataniem samolotami – tkwiąca głęboko w jego odbycie figurka skaczącego jaguara za każdym razem stawiała lotniskową ochronę na równe nogi. A wkrótce po tragicznych wydarzeniach 11 września, Sir Conrad zaprzestał latania w ogóle. Dziś nazwisko Wittenbourough figuruje w Księdze Rekordów Guinessa – Sir Conrad dzierży laur pasażera, który był najczęściej poddawany kontroli osobistej na brytyjskim lotnisku Heathrow.

#60 Najładniejszy znaczek świata

Opublikowane: 6 August 2007 | Komentarze: 34
Kategoria: [Rozważania]

Mitsubishi: 3 diamentyWedług niektórych speców, najładniejsze motoryzacyjne logo dumnie wożą na masce auta Mitsubishi. Zgoda – jest proste, ładne a ostatnio nawet lepiej na autach eksponowane. Poza tym, to są trzy diamenty – proszę, jakie ekskluzywne pochodzenie. To ja, Diament. Mistrz świata. Najwyższe miejsce w łańcuchu pokarmowym Amway’a!

Citroen: koło zębateNiebrzydko prezentuje się logotyp Citroena, ale najnowsze modele robią wszystko, by jego urok schrzanić. Wkomponowanie loga w poziomie chromy maskownicy to świetny pomysł. Może również w chromy wkomponujmy halogeny. Ej, czemu w chromowaną listwę tylnej klapy nie wpasować świateł stopu? Albo nie, idźmy dalej. Oczyma wyobraźni widzę już następcę C5 – cały ten mastodont wkomponowany będzie w jedną chromowaną listwę. BTW: czy wiecie, że logotyp Citroean przedstawia stylizowane zęby koła zębatego? Ile wina trzeba wypić, by na to wpaść…?

Ford: coś jakby Coca-ColaDobry jest znaczek Forda – bo widać w nim historię marki. Wygląda old-schoolowo i w tym jego siła. Jest ikoną. Koniec i kropka. Choć niepokojąco podobną do Coca-Coli…

Fiat: zbyt nowocześnieNiegłupio wygląda ten nowy, czerwony znaczek Fiata, ale widać w nim zbytnią świeżość i nazbyt zrywa z historią. Ale to marketingowy zabieg: patrzcie, mamy nowy krój liter! Firma z taką czcionką nie mogła przecież popełnić w historii takich aut jak 125p i Uno Fire!

BMW: szwabskie oznaczenie myśliwców bojowychBMW wygląda OK, choć… Jednak nie, logo BMW nie jest OK. Po prostu się przyzwyczailiśmy. Jest chałowe, ale opatrzone. Kojarzy się z prestiżem, ale nie dlatego, że tak wygląda, tylko dlatego, że na auta z szachownicą niewielu stać. Poza tym, wywodzi się od oznaczeń na skrzydłach szwabskich samolotów bojowych. A stąd już tylko krok do swastyki…

Mercedes: Jestem celebrityGwiazda Mercedesa? Wiadomo – klasyka. Ale za razem nuda i zachłystywanie się własną wielkością: Patrzcie jestem gwiazdą! To ja, celebrity wśród aut! Gwiazda gwiazd! Nagi cycek Lindsey Lohan to przy mnie pikuś! Wyjście Paris Hilton z pierdla to przy mnie betka. Maserak i Dr Zosia? Doda bez Majdana? Powrót Spice’etek? Phi… tylko ja i moja gwiazda się liczymy! Chyba zaraz zwrócę kawę…

Audi: enerdowska siła i potęgaZ czterema pierścieniami Audi mam problem. Są ładne, proste i jakiś ładunek mocy w sobie niosą. Ale jakoś bardziej kojarzą mi się z mocą enerdowskich dyskobolek z zalążkami męskich organów płciowych i owłosieniem na twarzy, niż z czystą potęgą MJ-a, który w młodości zdejmował monety z górnej krawędzi tablicy do kosza. Mało tego – nie tylko zdejmował monety, ale również (jak go publiczność brawami zachęciła) w jednym podskoku wstukiwał PIN swojej karty kredytowej. A enerdowska dyskobolka, symbolizująca w tym jakże uroczym porównaniu auta spod znaku czterech pierścieni, nie dość, że tablicę by przewróciła, to jeszcze hamując złamałaby miednicę trzem siedzącym tam za deską fotoreporterom.

Honda: może i ładnie, ale jakoś nudnoTe wszystkie loga literowe (Toyota, Honda, Lexus) to banał: stworzyć logotyp przez stylizację pierwszej litery nazwy – na ten pomysł wpada każdy nastolatek, szkicując podczas zajęć poldona lub fizy swoje inicjały z zakrętasami lub kątami prostymi. Ponad połowa mojego zeszytu od chemii to były albo partyjki w kropki, albo stylizowane RD.

Peugeot: najładniejsze logo motoryzacyjne świata

Palmę pierwszeństwa moim zdaniem dzierży logotyp Peugeota – bo nie dość, że lew jest stylowy i fajnie agresywny, to jeszcze w najnowszych modelach bardzo ładnie eksponowany na masce. Podjedź bliżej, to cię pożrę. Agrchhhhh…! Wrrrr…! Zjem cię, owieczko! O ile wcześniej nie spłonę…

Renault: ładne, ale czy cokolwiek znaczy?A tuż za nim Renault – bo proste, ładne i dobrze pokazywane. Za cholerę nie wiem, co przedstawia, ale jakoś mi się podoba. Gdyby niezbyt dobra opinia tych aut, kto wie… może bym je sobie wytatuował na prawym ramieniu. Tuż pod groźnym lwem Peugeota. Bo jestem macho. No i wiadomo: Francja-elegancja!

PS. Niebawem post o najbrzydszych logotypach. Możecie zgłaszać propozycje. Choć wątpię, by coś było brzydsze od loga ……. Ale nie uprzedzajmy faktów. Do zobaczenia za kilka dni!

Pages: 1 2 >>