#65 Middle-life crisis


Rover: silnik Poloneza idealny jest to ostrego tuningu

- Chcesz obejrzeć mój nowy samochód?
- No co ty, kupiłeś sobie auto? Przecież masz służbowe!
- Ale nie takie!
- Rover 200? Z silnikiem Poloneza?
- No!
- Ale po co ci?
- Siakto po co? Dla frajdy! Byłem na hamowni u Grabowskiego i ma dokłanie 99,7 KM i 125Nm. W przyszłym tygodniu wstawiam turbo.
- Uuu… Coś jeszcze robisz? Stożek? Wydech? Twardy zawias?
- Intercooler mi wstawią zamiast tej chłodnicy do klimy i w cenie wydech jakiś głośniejszy będzie.
- Ile cię kosztował?
- 9,000 na Allegro dałem. A turbo ze strojeniem będzie za około 7,000.
- To ile potem pociągnie?
- Moc mu powinna gdzieś do 150 skoczyć, bo od razu wkładam duży wirnik, a nie jakieś małe turbo wolnossące. Moment też o 50% powinien pójść w górę. Wiesz – na razie te 150 koni i około 200 momentu mi styknie. Jak się znudzę, pomyślę nad fazą drugą.
- Ale na tych kółkach to ruszysz dopiero, jak je zedrzesz do felgi. A z tyłu zimówki?! To rozumiem! Miękka guma do chodzenia bokiem!
- Koła nie są złe – piętnastki i opony jeszcze dają radę. Chcę na przód większe tarcze włożyć a tylne bębny na przednie tarcze wymienić, jak się uda.
- I co? Koniec?
- Patrz ile tu miejsca pod maską – stożek mi wejdzie, rozpórka amorków, instalacja do NITRO – ale to już faza druga, a może i trzecia. Na razie go na tydzień oddaję a potem kolejne kilka dni strojenie. 150 koni w takim małym, lekkim i starym wozie (1997) powinno mi do wiosny wystarczyć. A potem się zobaczy. Jak się wóz znudzi, to zamiast fazy drugiej go opchnę za 10,000 i poszukam już na starcie mocniejszego.
- Kryzys wieku średniego, co?
- Ano…

Mój samochód musi jeździć. Musi zawsze jeździć. Bezpiecznie. Ma być godzien zaufania. Drugorzędne jest to jak szybko jeździ i jak twardo skręca. Ale…

Ale gdybym miał wolną gotówkę i czas, kupiłbym sobie drugie auto. Może i nawet takiego Rovera. I nie po to, by wozić w nim rodzinę i zakupy. Nie po to nawet, by wozić w nim wygodnie swój tyłek. Kupiłbym go po to, by zapakować do niego turbo, twardy zawias, niskie kapciochy, stożek, rozpórki i drutem stalowym oplecione przewody hamulcowe. I trząsłbym się nim po koleinach, gubiłbym zęby na osiedlowych spowalniaczach i urywał miski olejowe na tarce przed światłami. Ale co tam – to byłby wóz od takich właśnie atrakcji. On mógłby stanąć w nocy i nie chcieć zapalić. On mógłby zgubić wydech. Mógłby nawet zostawiać 4 ślady. On mógłby wszystko – bo byłby kaprysem…

Może kiedyś…




Wpis opublikowany dnia 20.08.2007
Kategoria: Rover, [Rozważania], [Tuning] | Tagi:
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 24

  1. Czopek ( August 20th, 2007 16:55 )

    A ja nie. Nabywanie gruchota pod wieś-tuning to jedna z głupszych metod na marnowanie sałaty a przy tym niezły obciach. Poza tym funu nie ma z tego za grosz. Chcesz zabawy? Przesiądź się na motocykl. Chcesz wywalić kapuchę w błoto? Wejdź w terenówkę. Chcesz kaprysów? Dorób sobie dzieci ;)

  2. btd ( August 20th, 2007 22:58 )

    Moj kaprys bylby z usa z lat 70 i mialby 8 garnkow w ukladzie V. Wiecej nie trzeba :)

  3. aktus ( August 21st, 2007 01:53 )

    Moj kaprys to mustang z 68… No moze byc z 73 :]Poza tym calkowicie nie rozumie wkladania niewiadomo jakiej kasy do samochodu tylko po to, zeby byl szybszy, robil wiekszy halas i mial o 2s mniej do setki… zamiast wkladac kase do takiego samochodu lepiej go sprzedac, kase dolozyc i kupic cos fabrycznego, szybszego, mniej awaryjnego i mniej obciachowego…

  4. Sivy ( August 21st, 2007 07:12 )

    Nic nie rozumiecie…

  5. btd ( August 21st, 2007 13:55 )

    A czemu nie wkladac kasy w to? Lepiej niz w chlanie, cpanie czy palenie. No i co za podnieta kupic fabryczne. Pogrzeb w aucie, wysil sie. Tylko zeby to faktycznie bylo grzebanie a nie gostek odda do warsztatu a potem zgrywa twardziela: to zrobilem, tamto zrobilem a jego robota to wyciaganie portfela.

  6. Czopek ( August 21st, 2007 15:30 )

    Btd, przecież mowa jest o motaniu jakiegoś truchła, który “mógłby nawet zostawiać 4 ślady”. “Tuningowanie” zwłok to popularny sport w krajach niedorozwiniętych. U nas “tuninguje” się Golfy, Calibry i chyba stare Rovery a na wschodzie Łady i Zaporożce. Tylko że te modyfikacje, to wiocha zarezerwowana dla dresiarzy ze słomą w adidasach i każdy wie czemu służą. Tuning przez duże “T” zaczyna się od doprowadzenia fury do stanu fabrycznego i jeśli ktoś tak tę zabawę pojmuje, może iść się rozmnażać.

    Na pełnoletnim MB warzywnioku doprowadzonym do stanu “prosto z taśmy” aż chce się zawiesić oko a zdezelowany ruski Rover obwieszony tym co w rowie leżało, wzmaga chęć przyspawania pierwszego napotkanego krzaka do trawnika. I jest wsjo rawno czy ma turbo i 200 Nm momentu.

    Wniosek z tego: jeśli szastać sałatą, to z klasą.

  7. Blogomotive ( August 21st, 2007 16:00 )

    Piszcie co chcecie, zdania nie zmienię. Większą frajdę daje podrasowanie używki (zwróćcie uwagę, że nie ma w poście ani słowa o spojlerach, wlotach i sportowych owiewkach wycieraczek) niż nowości z salonu…

    Przyro mi, że tak wielu tak źle ten post odebrało. Ale cóż, młodzi jesteście. Dorośniecie – zrozumiecie.

    Sivy, aktus i btd – trzymam z wami sztamę! :)

  8. omlet ( August 21st, 2007 16:14 )

    Nie zgodze sie z Czopkiem. Chłopaki w adidaskach stać jak narazie na fury które z tuningiem nie mają nic wspólnego – LPG, Alipne na szybie, spoiler albo 2 z tyłu, fajne radio + 12 głośników to nie tuning. Za to taki Roverek mistrz sprawa. Bierzesz takiego w sobotę na szuterek za miastem, od czasu do czasu do Słomczyna na tor, jak masz fan to na 1/4 mili sie ustawiasz – adrenalina gwarantowana. Marzenie w garażu taka fura.

  9. Czopek ( August 21st, 2007 17:44 )

    Wybaczta chłopy ale Blogomotive wyraźnie napisał, że jego śmietnik mógłby gubić części i zostawiać cztery ślady, czyli olewa stan techniczny, byle miał turbo i twardy zawias. Tak czy nie? Ślepy jestem czy tak napisał?

    No sorry Blogo, masz zadatki na cód-miód-dresika a starszy nie jesteś jakby co :) Chcesz na 1/4 tym rozsypującym się Roverem? Drobiazg, że ćwiara nudna jak diabli przy zwykłej jeździe po krzakach Simsonkiem a jest za to lanserska i blachary na to lecą.

    Wiecie co, chłopcy sportowcy? Ja tam jestem za zostawieniem przydrożnych drzew w spokoju bo korzysta z nich głównie wyzwolona młodzież w powiązanych drutem furach. A to dla nas – zwykłych zjadaczy oktanów w sprawnych technicznie gablotach – dobra wiadomość bo nie zubażają puli genetycznej potrzebnej do przetrwania gatunku.

  10. alfaromek ( August 21st, 2007 22:47 )

    :) dobra to ja teraz tez jestem przeciw wycince. a nowe fury drogie ale chba latwiej tuningowac elektronike nie

  11. Czopek ( August 21st, 2007 23:20 )

    Alfaromek, nie chodzi o nowe tylko o sprawne. Zamiast inwestować w turbinę, należy zainwestować w stan, bo potem będą takie jaja jak dzisiaj widziałem w Kadecie, gdzie Niewyjściowy Wiesiek wstawił rozpórkę pod maskę “coby w winklach sztywniejszy był” a buda przeżarta na wylot tak się wygina, że szyby z ramek wyskakują.

    Nie wiem czy nowe łatwiej bo ja wolę stare “prawdziwe”, Euro0 – Euro1 i tuning mechaniczny zamiast wiadra czipów. Z nowego chyba trzeba wypruć wadliwe elementy typu katalizatory, czujniki, EGRy a wtedy będzie problem na przeglądzie i dowód się może zdezintegrować. Zresztą nie znam się na komputerach. Starszy będzie OK, byle nie po dziadku Niemcu co tylko do sklepu jeździł, bo w Rzeszy każdy dziadek ma na zakupy przez kamieniołom a tankuje w Lizbonie.

  12. bols ( August 22nd, 2007 02:15 )

    Czopek: lepiej bym tego sam nie ujal :)

    Rasowac owszem, sam bym chcial miec w garazu drugie wozidelko, przy ktorym moglbym sobie dla mojej wlasnej perwersyjnej radochy dlubac w nieskonczonosc i walczac o kazdego nawet zrebaczka mechanicznego :) Ale z glowa panowie, z glowa, gdzie radocha w sprawdzeniu wynikow swojej pracy jak na pierwszym zakrecie odpadnie wam kolo?
    W kwestii wieku obiektu, ktoremu mialbym natomiast poswiecac czas w pelni solidaryzuje sie z btd i aktusem :) Choc troszke wspolczesniejszym, rowniez amerykanskim, ale V10 tez bym nie pogardzil :)

    Pzdr.

  13. btd ( August 22nd, 2007 08:51 )

    Komus tu sie wylaczylo czytanie ze zrozumieniem.
    Tam jest:
    “On mógłby stanąć w nocy i nie chcieć zapalić. On mógłby zgubić wydech. Mógłby nawet zostawiać 4 ślady. On mógłby wszystko – bo byłby kaprysem…”
    czyli auto do maksymalnego ciorania bez zwazania na skutki i koszty – bo tylko do tego, a nie ze zlom ledwo jezdzacy. Kojarzy mi się to z grą ‘Flatout 2′ – wlasnie tam jest takie maksymalne upalanie bez zwracania uwagi jak bardzo sie popsuje. Tylko gra, ale daje kupe radochy. (i ma duzo V8 :-D )

    Nie cierpie dochodzenia ‘co autor mial na mysli’ no ale trzeba sie odezwac.

  14. bols ( August 22nd, 2007 10:42 )

    Moze nie tyle wylaczylo nam sie czytanie ze zrozumieniem, tylko Blogomotive uzyl odrobine niefortunnego sformulowania, ze “moglby nawet 4 slady zostawiac”. W moim osobistym rankingu znalazlbym pare mniej istotnych cech samochodu, ktore kwalifikuja go tylko na szrot. Urywanie tlumikow i innych czesci samochodu zachodzic moze po prostu w niesprzyjajacych warunkach drogowych :) co jest w pelni zrozumiale. Ale komentarze, ktore sie pojawily swiadcza o zdrowym i profesjonalnym podejsciu do tematu tuningu. Nie chcialbym jechac za samochodem ktory nagle, od tak, bez przyczyny, prosto pod moj samochod wyrzuca z siebie wydech albo atakuje mnie urwanym kolem.
    Niestety, wiekszosc super-wypasionych fur juz na pierwszy rzut oka sprawia wrazenie jakby jedynym, co trzyma jeszcze w kupie ten kawal rdzy, byly kilometry spojlerow, owiewek i naklejek dookola.

    Ot, po prostu, przewrazliwienie na pewne zjawiska drogowe :)

    Pzdr.

  15. Blogomotive ( August 22nd, 2007 12:13 )

    Kurdelek-serdelek, ale emocji – jakby Małysz leciał. Myślcie co chcecie, ale nadal chcę mieć drugie auto. Nie tak zadbane i sprawne jak Almera. Nie tak wychuchane i dopieszczane. Ot, po prostu samochód, w którym bym grzebał. Który bym ulepszył sam (w mierę możliwości) oraz z pomocą fachowców. Dzięki temu autu obcowałbym z motoryzacją w jej prawdziwej postaci – bo cóż z motoryzacji i emocji jest w fabrycznie nowym, niewysilonym i w 100% sprawnym aucie! Ono po prostu wozi z A do B. Jedyne emocje, to jak się płyn do spryskiwaczy skończy…

    A taki lekko przechodzony Roverek, dłubniety, odprężony, zaturbiony i lekko głośny – to żywioł. I nie chodzi o to, by robić ronda osiedlowe w prawą stronę na pisku. I nie chodzi również o to, by wyprzedzać na lakier lub gubić osprzęt w trasie. Chodzi o to, żeby mieć auto, które się zna, które się zbudowało, które się dopieszcza i które (co cholernie ważne) nie jest typowe.

    A kwestia jego awaryjności? Chodzi mi o to, że taki samochód może się psuć. Może zostawiać 4 ślady. Może zgubić tłumik. Może, ale nie musi. Taki auto-kaprys. Nawet fajnie, jak będzie zostawiał 4 ślady – będzie zadanie do wykonania – będzie robota do zrobienia – trzeba go będzie naprostować.

    A podstawowy samochód (np. Almera) nie może się psuć. Nie może nic gubić. Musi zawsze mnie i rodzinę dowieść. Podstawa w Almerze to zaufanie. Podstawa w Roverze to emocje – nie wynikające z szybkiej i niebezpiecznej jazdy, a tylko i wyłacznie z rękodzieła…

  16. peter ( August 22nd, 2007 12:40 )

    aaa, to nie mogłeś tak napisać od razu?
    przyznam, że też się zastanawiałem, skąd mądremu skądinnąt człowiekowi strzeliło do łba zajeżdżanie szrota na osiedlowym parkingu. a tu proszę – przemyślenia zupełnie rozsądne, tylko dobór słów lewy jakiś…

    ale jeśli tak podchodzimy do sprawy…
    to ja poproszę hondę prelude czwartej serii. albo trzeciej – też fajne były. ewentualnie wchodzi w grę VW sirocco albo stare audi 100 :-))))

    marzenia jak ptaki…

  17. Czopek ( August 22nd, 2007 18:24 )

    Ooo, szybko ewoluujesz Blogomotive. Od złomiarza do mechanika w dwa dni ;) Teraz to kumam i popieram bo sam przekładam dłubanie w żelazie nad wyprawę do serwisu. Tylko coś się tak uparł przy tych czterech śladach? Taka fura nadaje się do zdetonowania pod bramą skupu złomu. Naciąganie budy to już spore kozactwo. To jak trzymać w domu naładowany łuk – broń raz do roku strzela sama.

  18. aktus ( August 28th, 2007 16:21 )

    jesli preferujesz samodzielne dlubanie w samochodzie to polecam “usmiech honekera” zwanego potocznie trabantem. jesli srednio lubisz samemu grzebac w aucie to kup alfe. moze byc nowa… w serwisie bedziesz rownie czesto jak bys kupil stara :)

  19. Czopek ( August 28th, 2007 19:50 )

    Dla hardcorowców tylko ruskie auta. Można dłubać ile wlezie a nie bawić się w poszukiwanie części zamiennych po piwnicach więc lepsza Łada od Trampka. Ruskie mechanizmy można reanimować w nieskończoność a jakby co, to są nówki w sklepach. Kiedy coś zdechnie, wystarczy wyczyścić, skasować luzy i działa. Kiedy skończy się regulacja, przekłada się śrubę na drugą stronę i od początku.

    Wbrew pozorom są to bardzo dobre wozy tylko nieco archaiczne. I zawsze można se Ładę pimpnąć w warsztacie Lotusa ;)

    http://uncutvideo.aol.com/videos/db467315ca60ddfabf285e3ad645511

  20. alfaromek ( August 28th, 2007 22:23 )

    nie przesadasz z tym dobrym autem? chyba juz duzy fiat jest lepszy

  21. Czopek ( August 28th, 2007 23:09 )

    Łoj nawet nie wiesz Alfaromek w jak mylnym błędzie tkwisz. Łady do kanciaka absolutnie nie można porównać. Jeśli już, to do Poldka ale i tu Łada wygrywa bo konstrukcja znacznie lepsza, silniki nowocześniejsze z realną mocą, która zostawia Poldki hen w oddali, przewidywalne prowadzenie i… równie kiepskie hamulce. Łady ciągle są produkowane (również te kanciaste modele) i dostępne w wielu rejonach świata więc części jest masę. Wskaż jeden równie dobry samochód dla garażowego dłubacza, który jest: tani w zakupie, graty leżą w sklepach w fajnych cenach (zaokrąglając w górę: amor 100, sprężyna 100, klocki 40, łożysko koła 20 itd.), znane są wszelkie cechy konstrukcji a internet jest pełny dokumentacji na ten temat, dostępne są części tuningowe, np. przełożenia dyfrów, hamulce EBC, sprzęgła Sachs, zawiasy Bilstein, Koni, Delphi, są końcówki przewodów w oplocie, rozpórki, magnetyzery, ceramizery, spojlery, neony, pługi, piaskarki itd. Wszystko nowe ze sklepu więc nie trzeba latać po szrotach czy giełdach staroci. Poza tym Łada to konstrukcja fiatoidalna co ma potężną zaletę, bo pod maskę wchodzą fiatowskie motory, Lancie i pewnie nawet diesel od VMa ;)

    Łatwo to utrzymać w dobrym stanie, nie trzeba specjalistycznych narzędzi, trudno coś spieprzyć bo proste, nie czekasz miesiącami na klamoty tylko idziesz i kupujesz, może być w ciągłym ruchu przy niewielkim nakładzie pracy i sałaty i nie masz wyrzutów, że tniesz antyka.

    Wpominałeś coś o kanciaku? ;)

  22. alfaromek ( August 28th, 2007 23:25 )

    dobra zmiazdzyles minie ide kupic lade:)

  23. Blogomotive ( August 29th, 2007 00:59 )

    Ty mi tu Czopek nie sciemniaj, oczu mi nie mydlij. Wez juz, jak musisz, ten swoj rodzinny, z dziada pradzida salon Lady zareklamuj, adres i www podaj, a ja to plazem puszcze i komentarza nie usune. Badz mezczyzna i sie krygowac przestan :
    ;-)

  24. Czopek ( August 29th, 2007 11:14 )

    Nie mam Łady ;( Ale ślinię się do Nivy i jak se zanabyję, to se salon zrobię w środku, o!



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!









Polecam: Części do aut amerykańskich