#73 Tak się tylko TOBIE wydaje


Szybko jeździć bokiem każdy facet potrafi. Spytajcie sami siebie!

Napięcie rośnie. Od tygodnia nic nie pisałem. Wzburzona rzesza wiernych czytelników szturmuje serwer. A ja spokojny – mam dla nich perełkę w trzech aktach. Tydzień słowa składałem. Pięć razy poprawiałem. Trzy razy uśmieszniałem. Raz Rybie przeczytałem. Majstersztyk.

Wreszcie opublikowałem… I co? Jajco! Zero komentarzy, żadna dyskusja, trzy dni milczenia. To tak, jakbyście nie wiedzieli, że komentarz jest dla blogera powietrzem! W statystykach widzę, że tłumy się przewijają, ale jakoś nikt nieskłonny do wynurzeń. W końcu jest – komentarz – pierwsza jaskółka – super! “Tyle czasu czekałem, a tu tak mizerny post”. Co?! Toż ten post to perełka. Mistrzostwo świata… przynajmniej tak mi się wydawało…

Duży jestem, sporo ważę i byle luj się mnie nie czepia. Ale dla pewności na kick-boxing się zapisałem. Pochodzę rok-dwa, podstawy złapię i pewniej się na mieście poczuję. Wszystkie te wychudzone fleje spod warzywniaków będę z góry traktował. Jak mi taki malec w dresach podejdzie – raz uderzę. Potem zapytam, o co mu chodziło lub w bezpiecznej pozycji z podwiniętą ręką ułożę. Niech czeka na przyjazd pogotowia.

Zapisałem się… I co? Jajco! Ja begginer a na advansie pełno chłopaczków 65 kilowych o aparycji piwnego hard-usera. I każdy może w pół sekundy jednym… yyy… uderzeniem?… nie, kopnięciem w szczękę odciąć mnie od komputera na długie tygodnie. Zapisałem się, by czuć się pewnie. Teraz jak widzę takich wychudzonych zipów to mimo 20-kilogramowej przewagi mijam ich obwodnicą. Zapisałem się na kick-boxing, by znając podstawy pewności siebie nabrać… przynajmniej tak mi się wydawało…

1,8 litra i 114 koni pod maską to niby niewiele, ale generalnie wystarczająco dużo, by dokręcając pod czerwone w niemrawym miejskim ruchu robić za bolid F1. Gaz w podłodze, odpuszczam, redukcja na trójkę, obroty pod odcięcie – zakręt osiedlowy w kąt prosty i przy 110 km/h opony nieźle piszczą. Jestem prosem – czuję auto, jestem nim, kontrować umiem od urodzenia, potrafię zatrzymać się w miejscu. Bo jestem prosem.

Kiedyś na jakiejś trasie szybkiego ruchu chciałem się środkowym pasem zmieścić się pomiędzy autobusem a jakimś Żukiem lub Roburem. Już miełem być między nimi, gdy ten Zuko-Robur zaczął zmieniać pas. Zmieniał pas na mój! Ledwo się przecisnąłem… potem mnie rzuciło i prawie pełnym bokiem grzałem środkiem szosy. Obok mnie grzał biały, śmierdzący dym z opon. Zamiast ciągnąć auto gazem, by przód wyprowadził zadek z poślizgu… zacząłem hamować i udało się. Stanąłem na przystanku i wyszedłem z auta. Było mi słabo. A przecież zaledwie wczoraj, tasując innych leszczów w korku miałem się za Kuliga… miałem się za prosa… przynajmniej tak mi się wydawało… a mogłem skończyć jak on…

Wszak wiecie, jakie jest prawdopodobieństwo, że jutro zginiecie w wypadku zgnieceni przez rozpędzoną, służbową Octavie? Wiecie? Powiem wam. Prawdopodobieństwo to wynosi 50%. Albo zginiecie, albo nie zginiecie!

Wiele o tym napisano a jeszcze więcej powiedziano – każdy facet jest mistrzem świata. Ja również, mimo tych 3 powyższych lekcji. Nadal mi się wydaje, że złe rzeczy przytrafiają się innym. Wydaje mi się, że skoro ukończyłem 2-dniowy kurs szybkiej jazdy, gdzie uczono mnie jak wychodzić z poślizgu, to sobie z takiego poślizgu na luzach wyjdę na co dzień. I co? Jajco! Jak się nie daj Boże zdarzy, to znów zacznę hamować, zamiast gazem auto z niego wyciągać…

Nadal czasami jeżdżę za szybko, ale przecież jakby co, to sobie poradzę – w zeszłym roku w zimę dwa wieczory ślizgałem się po parkingach i te niespodziewane ucieczki tyłu auta mam opanowane. Przecież dużo o motoryzacji czytam. Przecież sporo o niej piszę. Przecież jestem prosem! Jakby co, to sobie poradzę… przynajmniej tak mi się wydaje…




Wpis opublikowany dnia 25.09.2007
Kategoria: [Rozważania] | Tagi:
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 9

  1. Renek ( September 25th, 2007 09:13 )

    Mam to samo. Też się sobie dziwię. Generalnie na brak wyobraźni (ty pewnie również) nie narzekam, a jednak czasami mnie ponosi i przeginam za kółkiem. Sam nie wiem, o co wtedy mi chodzi… co chcę udowodnić… ech, czas przemyśleć swoje życie :)

  2. peter ( September 25th, 2007 11:17 )

    eeej, już nie dramatyzuj.
    tak źle z tym przed-poprzednim wpisem nie było.
    jak bardzo chcesz, mogę nawet napisać, że było zupenie nieźle. momentami.
    a w kwestii wydawania się…
    chyba jestem cynikiem. przestało mi się wydawać cokolwiek. a może to tylko kwestia dystansu…

  3. mad ( September 26th, 2007 00:09 )

    Przychylę się do tego, co napisał Renek. Ten brak wyobraźni… Co prawda jeszcze nie przegiąłem tak, żeby się nie wyratować… JESZCZE…

  4. Renek ( September 26th, 2007 00:27 )

    Powodzenia, mad! Dasz radę! Kto nie przegnie, ty?! Ty nie dasz rady przegiąć?! :)

  5. Pre ( September 26th, 2007 07:31 )

    a ja mam 19 punkcików i w sumie zacząłem jeździć z włączonym ustrojstwem pokazującym spalanie paliwa. W tym momencie staram się zejść poniżej 6,5l/100km :) prawdziwy gosu jeździ wolno! (bez mobilka :D )

  6. chakier ( September 26th, 2007 17:36 )

    Widzisz, blogomotive.pl, łaska czytelnicza na pstrym koniu jeździ. Kiedyś na podstawie Twojej trzyaktowej perełki powstanie pełnometrażowy film fabularny i wtedy będziesz się z tego wpisu śmiał ;)

    BTW. nie pisze się ‘prosem’ tylko ‘proszę’ albo ‘prosię’, w zależności od kontekstu.

  7. Phelippe ( September 26th, 2007 20:45 )

    kolejny koment do kolekcji:) … mysle ze jezeli chcesz miec wiecej fanow/czytelnikow [jak zwal tak zwal] to chyba powinienes sie zabrac za komentowanie modnej ostatnio polityki… ponoc te blogi ciesza sie najwiekszym powodzeniem :P

  8. Lukasz ( September 30th, 2007 01:40 )

    Czytam od jakiegos czasu Twoj blog, blogomotive i musze przyznac, ze zgadzam sie z wiekszascia zawartych w nim opinii. Jednak nie tym razem, wybrales sie na kurs szybkiej jazdy, plus dla Ciebie, jestes na pewno lepszy od 95% polskich kierowcow – moim zdaniem nie rozumiesz do czego potrzebny jest taki kurs, nikt w ciagu 2 dni nie nauczy Cie panowac nad autem w kazdej sytuacji, taki kurs ma glownie pokazac Twoje bledy, niedociagniecia, zle nawyki oraz pewne sposoby aby sie ich pozbyc, reszta nalezy do Ciebie. Musisz poprostu trenowac, na kursie pokazali Ci na pewno jak masz prawidlowo zachowywac sie w pewnych sytuacjach, buduj refleks, walcz z bledami, przy czym nigdy nie stan sie zbyt pewny swych umiejetnosci. Wierz mi ja tez lubie czasami mocniej nacisnac na gaz, ale szczerze mowiac wolalbym to robic gdzies z dala od drog publicznych, niestety zyjemy w Polsce, gdzie raczej trudno w weekend wyskoczyc swoim samochodem na tor i sie porzadnie wyszalec :(

    Ogolnie gratuluje swietnego bloga.

  9. Blogomotive ( September 30th, 2007 23:21 )

    @chakier: apropos pismowni “pros” – bardzo cię proszę, pisz sobie jak chcesz na swoim blogu, a na moim mnie nie poprawiaj – to moje miejsce, mój drugi dom i chcę się tu czuć komfortowo! :)

    @Phelippe: dzięki za kolejny komentarz do kolekcji. Powoli zbiór moich komentarzy zrównuje się z moją kolekcją numizmatyczną. Niestety, daleko im do mojej kolekcji filatelistycznej. Ale na pocieszenie powiem, że dawno już liczba komentarzy przebiła liczbę puszek 0,33l, które od podstawówki gromadzę na wszystkich domowych meblach.

    @Lukasz: wiem, wiem, wiem… te dwa dni na kursie to chyba więcej szkody mi wyrządziły niż pożytku z nich – dobrze się tam bawiłem i łyknąłem trochę teorii, ale praktykę jak miałem kiepską, tak mam. A mimo to poczułem się po kursie mistrzem kierownicy i Steve’em McQuinem – tylko tych wzniesień mi brakowało, by bokiem z zakrętów wypadać.

    A co do jakości bloga – cóż, to nie blog jest świetny tylko jego autor :)



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!









Polecam: Części do aut amerykańskich