#79 Pierdziuchy-śmierdziuchy

Żeby złej prasy sobie nie robić i tych licznych czytelniczek do siebie nie zrażać, załóżmy, że wszystko poniższe tyczy się mojego kolegi… yyy… Edka, dajmy na to. Rzeczony Edek ma zwykłe auto – 3-drzwiowe, dwa fotele z przodu i kanapa na tyle. Edek nie pali i jest schludny. O auto dba – regularnie je serwisuje, dość często na karczerek jeździ i o wnętrze się troszczy, systematycznie je odkurzając, nabłyszczając i perfumując.
Wspaniały właściciel! Tylko od takich auta kupować! – chciałoby się zawołać. Ale… chmmm, zawsze jest jakieś „ale”. Ale tym razem to „ale” jest rzeczywiście niepokojącę. Otóż… czasami lubię sobie… ekhm, ekhm… to znaczy Edek lubi sobie w aucie puścić bąka. Nie znam statystyk i uśrednionych danych, więc nie wiem, czy robi to dużo częściej niż inni, czy cholernie bardzo dużo częściej. Jedno wiem na pewno – pierdzi w samotności, więc rodziny na szwank nie naraża. Plus dla niego.
Ale panowie, kto z nas nie pierdzi w aucie?! Sęk w tym, że robimy to od wielkiego dzwonu. A ja… yyy, to znaczy Edek!… on robi to niemalże ciągle. I od niedawna ma pewien problem. A mianowicie teraz, gdy wilgotne dni się zaczynają, w aucie pojawił się niewywabialny, niewytrzymywalny i dowyrzygalny smród. Jest wszędzie – w podsufitce, na boczkach drzwiowych, na tylnej kanapie i fotelu pasażera. Najbardziej intensywny jest oczywiście na fotelu kierowcy. Ale co się dziwić – przecież bezpośrednio w fotel kierowcy celuje jelitowa artyleria Edka.
Jaki z tego morał? Żaden. Po prostu uważajcie, gdy używane auta będziecie kupować. Najlepiej kupować wiosną i jesienią – wtedy wilgoć z powietrza ujawni wszelkie niesmaczne przyzwyczajenia właściciela. I pamiętajcie – jeśli umówiliście się na jesieni z właścicielem, pod jego domem na przykład, by auto oglądać, i zauważycie, że on już na was przy tym aucie czeka, i auto ma otwarte drzwi i ewidentnie się wietrzy – odstąpcie od zamiaru kupna. Na 99% właściciel ten ma złą dietę: za dużo sałaty i roślin strączkowych. Udajcie, że wy to nie wy i mińcie go jak gdyby nigdy nic. Niech czeka nadal. Was nie nabierze. Wy wiecie, że auta po pierdziuchu lepiej nie kupować.
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

Smród w kabinie nie musi jeszcze oznaczać, że właściciel namiętnie wali w taboret. Chyba najczęstsze przyczyny to śmieci w kanałach wentylacyjnych, bajoro pod dywanikami, myszy w podsufitce, gniazdo szerszeni w bagażniku i takie tam bonusy. Oni wietrzą bo co mają robić? Przecież 99% kierowców nic nie wie o swoich samochodach więc samodzielne zlokalizowanie źródła smrodu jest równie prawdopodobne jak trafienie Pałacem Kultury w Pas Kuipera ;)
w poprzednim samochodzie pewnego pieknego letniego dnia wiozlem miesko ( dokladniej wedlinke ) w samochodzie ( dokladniej w bagazniku ). rzecz sama w sobie niezbyt rewelacyjna, jednak troche nieprzyjemnie sie skonczyla. nie. nie zapomnialem wyjac tego miesa z bagaznika. nie wozilem go przez tydzien. wiozlem je przez jakies 10 moze 15 minutek. problemy zaczely sie po kilku dniach, kiedy to w samochodzie zaczelo potwornie smierdziec trupem i to tak bardzo, ze nie mozna bylo wysiedziec w samochodzie przy zamknietych oknach. winna okazala sie reklamowka, na ktorej lezalo to ( zapakowane zreszta ) mieso. kilka kropli ciemno czerwonej substancji przylepilo sie na ladzie a potem do tej reklamowki. no i sila rzeczy zaczelo smierdziec. po usunieciu “usterki” samochod po kilku godzinach wietrzenia nadawal sie do uzytku po “swiezym” zapachu pozostaly tylko wspomnienia. no i tutaj moja mala dygresja. slyszalem o samochodach okazyjnych “po dziadku/babci” sprzedawanych za bezcen. problem polegal na tym, ze w tych samochodach przebywali w/w osobnicy w stanie wskazujacym na… zgon. samochody takie podobno nie nadawaly sie do uzytku nawet po calkowitym pozbyciu sie tapicerki. jezeli w tych samochodach smierdzialo bardziej niz od kilku kropli krwi, to ja serdecznie wspolczuje :)
Dlatego ja jak wożę trupy to zawsze szczelnie zawinięte w dwa foliowe worki.
jak widzisz, krew moze sie przyczepic do tej calkiem zewnetrznej reklamowki :]
No ale przecież nie strzelasz gościa wpierw każąc mu ubrać się w foliowe ubranie!
Primo: zatruwasz ołowiem lub kroisz na krajalnicy (jak w sklepach spożywczych)
Secundo: pakujesz towar w wór foliowy. Opakowanie wiążesz lub zgrzewasz.
Tertio: pakujesz opakowanie węzłem/zgrzewem do środka w inny wór foliowy. Opakowanie wiążesz lub zgrzewasz.
Nawej jeżeli pierwotne mięso ‘popuści’, i to przedostanie się przez wór nr 1, to poza worek nr 2 się nie wydostanie. Z moich obliczeń wynika że raczej zderzycie się czołowo z Kubicą
lepszym rozwiazaniem by bylo zastosowanie worka na cialo :) one sa szczelne i bardzo grube
Historia autentyczna: znajomy wiózł dzieci na wakacje. Dzieci wzięły ze sobą swoje zwierzątka, w tym też chomika w klatce. Podczas podróży chomik wybrał wolność, wyszedł z klatki i gdzieś się schował. Schował się tak skutecznie, że mimo gruntownego przetrząśnięcia całego samochodu nie mogli go znaleźć. Ale za to po jakimś czasie zaczęli go czuć… Całe wakacje znajomy jeździł z otwartymi szybami, potem to wywietrzało. Samochód już dawno jest sprzedany i nabywca nic nie wie o tym, że gdzieś tam wozi zmumifikowane zwłoki chomika…
Każde dziecko wie, że najlepszy do transportu zwłok jest dywan. Nie wzbudza podejrzeń, gdyby trup przemakał to nie pobrudzi samochodu, po zrzuceniu z mostu do rzeki natychmiast idzie na dno. Uwaga: upewnić się, że nie jest to dywan magiczny. W przeciwnym razie przed użyciem sprawdzić w terminarzu lotów czy się nigdzie nie wybiera ;)
Stasio, sprawdź tego chomika:
http://englishrussia.com/?p=1138
Obstawiam, że miał złote zęby albo zachomikował właścicielowi klucz do sejfu/kibla/lodówki*
* coś skreślić.
Do transportu zwłok najlepsza jest anakonda. Kiedyś widziałem fotkę, jak zjadła jakiegoś gościa i przez miesiąc w brzuchu nosiła. A wąż sam w sobie jest czysty – bagażnika nie wypaćka, a jak dojedzie się w las, wystarczy pokrywę uchylić i w las pójdzie.
Krokodyle też są niezłe, ale mniej gibkie, wieć w kufer zwykłego kompakciora taki gad nijak nie wlizie :(
Widziałem tę fotkę. Obrońcy zwierząt twierdzą, że fotomontaż. To gość zjadł tego węża a potem ktoś przerobił na odwrotnie. Ale to dobrze bo wąż mógłby mieć gazy po takim jadle.
Za to do transportu krokodyla transportującego trupa są takie fajne boksy dachowe. Problemem może być nienormatywny wzrost krokodyla. One te gady się żadnych standardów nie trzymają i czasem trzeba skrócić z jednej strony żeby się do pudła zmieścił. Niestety powoduje to, że skubany cieknie i wtedy najlepiej zawinąć w dywan.
takie “boksy dachowe” maja inna nazwe – trumny :)
Taaak, to mi przypomina zeszłoroczny powrót z wypoczynu nad morzem i transport “świerzych” rybek “prosto z kutra” dla teściowej w turystycznej lodówce, ale nie plastikowej, ale takiej z materiału.
Cóż, wspomnienia znad morza dolatujące z okolic bagażnika towarzyszyły mi jeszcze zimą…