#82 Mobilna kuchnia i garderoba


Chevy Van - moje jesienno-zimowe marzenie

Zawsze jak przychodzi jesienna słota i te pierwsze, mega irytujące mroźne poranki, zachciewa mi się vana. Nie jakiegoś tam nowoczesnego, rozdmuchanego w górę kompakta w stylu Renault Scenica, Corolli Verso, Forda C-Maxa czy Opla Zafiry. Zachciewa mi się prawdziwego amerykańskiego vana. Chevroleta Chevy Van – tak wielkiego, by móc w środku niemalże stać. Tak długiego, by pomieścił poza kilkoma rzędami siedzeń również kanapę, barek, stolik, mini szafę i lodówkę.

Gdybym miał taki samochód, nie musiałbym co rano marznąć w kuchni w oczekiwaniu na czajnik (ponoć jak się czeka, to ten supermarketowy skubaniec to wyczuwa i złośliwie przedłuża podgrzewanie wody!). Nie musiałbym zgrabiałymi z zimna paluchami smarować masła i nieporadnie podnosić z podłogi wysmarowanej w serku drewnianej szpatułki, która co i rusz wypada mi rąk. Nie musiałbym pozbywać się nagrzanej pod szlafrokiem pidżamki i ubierać się w lodowato zimne majty i skarpy, o koszuli i garniturowych portkach nie wspominając…

Mając takiego Chevy Vana mógłbym do niego szybciutko przebiec (choćby w szlafroczku i mięciutkich klapko-zajączkach), a tam w środku od 20 minut pracowałoby już ogrzewanie postojowe (poprzedniego dnia czujnie ustawione na odpowiednią godzinę), a fotel kierowcy w oka mgnieniu podgrzałby się zaraz po uruchomieniu silnika. Do pracy mam daleko, więc po drodze, jak tylko wyjechałbym z korków, zatrzymałbym się na bezpiecznym poboczu na lekkie śniadanie. Kilka kanapeczek z zimnym masełkiem i schłodzonym serkiem „Twój smak” spożyte w cieplutkim wnętrzu Chevy Vana dałoby mi energię na połowę dnia. Potem ruszyłbym w dalszą drogę. A już na firmowym parkingu, ukryty za czarnymi szybami przedziału pasażerskiego, ubrałbym się w wygrzany podczas podróży garnitur. Potem tylko czapka, szalik i myk… 18 metrów i jestem w biurze.

Droga powrotna tak samo – najpierw w uprzednio nagrzanym aucie (postojowe ogrzewano rusza o 16:30, na parę minut przed moim odbiciem karty przy wyjściu z biura i wkroczeniem do auta) zrzut garniaka i przebierka w luźne domowo-podróżne sztruksiki. Potem jazda do domu z krótką przerwą na drugi lunch (skoro lodówka się zmieści, to i mikrofala tym bardziej) i do domu dojeżdżam wypoczęty, przebrany i lekko najedzony. I mogę się z Margolcią pobawić, z Rybą pogadać i nawet lekką kolacyjkę na ciepło wciągnąć.

A tak w niemałej, acz stosunkowo za małej Almerce co rano spędzam prawię godzinę. Pierwsze 15 minut w aucie wychłodzonym, kolejne 45 w przegrzanym. Z powrotem to samo. I ugniatam marynarkę niewiarygodnie, bo przecież nie będę robił cyrku pod blokiem i z rańca, przy ujemnych temperaturach, rozbierał się do koszuli tylko po to, by wygodnie w korku na jedynce i dwójce się posuwać…




Wpis opublikowany dnia 23.10.2007
Kategoria: Chevrolet, [Rozważania] | Tagi:
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 14

  1. ufoq ( October 23rd, 2007 15:23 )

    A ja rozwiązałem problem marynarki. Nienawidzę w niej jeździć, więc wychodzę ubrany w kurtkę, marynarka w łapie, wieszamy na sprytny wieszaczek za zagłówkiem, i w drogę. Jak się autko nagrzeje (Primera, średni czas nagrzewania niestety…), to kurtkę zdejmuje magicznymi wygibasami jednocześnie stwarzając zagrożenie dla ruchu i gotowe ;)

  2. Dalej Lama ( October 23rd, 2007 15:57 )

    A ja opracowałem system zakładania marynary w locie – szybko, sprawnie, ekologicznie. Po prostu wychodząc z auta do domu przypinam spinaczem jeden rękaw do kierownicy a drugi przytrzaskuję od góry drzwiami. Kiedy rano otwieram drzwi, marynara wita mię z otwartymi ręcami. Teraz wystarczy normalnie wsiąść do auta celując rękami w rękawy i już! Dodatkową zaletą jest, że guziki i w ogóle całe wejście wypadają z tyłu więc plecy się nie mną o oparcie fotela. Żebyście widzieli miny ludzi jak mnie widzą w mojej marynarze! Normalnie szczęki do ziemi, oczy na szypuły i nie mogą się nadziwić, że sami nie wpadli na ten jakże prosty genialny pomysł!

  3. ufoq ( October 23rd, 2007 16:37 )

    hehe, Lama, mistrzostwo świata ;)

  4. aktus ( October 23rd, 2007 19:52 )

    1) do szybkiego gotowania polecam 2 zyletki i przewod. gotuje szybko i sprawnie :]
    2) za gotowanie ( rosolku ) podczas jazdy polski kierowca tira dostal po tylku od politzmeistrow za zachodnia granica.
    3)taki ciekawy podgrzewacz samochodu nazywa sie webasto i mozna go zamontowac w kazdym samochodzie.
    4) do “skrobania” szyb uzywam takiego specyfiku jak odmrazacz do szyb z shella ( super patent ).
    5) nie mial bym nic przeciwko, jak bym takiego vanika posiadal… no od biedy jakiegos kempingowoza :]

  5. chakier ( October 24th, 2007 08:02 )

    Też kiedyś o tym marzyłem… ale teraz otrząsam się z obrzydzeniem myśląc, że takie marzenie mogłoby się spełnić.
    Mnie codziennie rano budzi mój szofer. Ponieważ jeszcze jestem nieprzytomny sprowadza mnie do garażu i kładzie na leżance w limuzynie, gdzie mogę pospać jeszcze godzinę przebijania się przez korki. W międzyczasie ‘obsługa pokładowa’ robi mi śniadanie, myje, ubiera, czesze, masuje, a czasami [ he he he ] też się przydaje żeby być z rana w dobrym humorze i rozluźnionym.
    Drogę powrotną spędzam zaś na rowerze, dla zdrowia. Albo na orbitreku (oba są w przedziale fitness auta, zaraz za sauną)

  6. leniuch102 ( October 24th, 2007 10:02 )

    i pomyśleć, że kiedyś jeździłem do pracy rowerem. dość szybko. byłem przed wszystkimi, a jak przesadziłem z tempem, mogłem się nie tylko gruntownie przebrać, ale np. wziąć prysznic.

  7. jaccenty ( October 24th, 2007 13:17 )

    Polecam chodzenie na piechote, codziennie pokonuje dystans 4 i pol kilometra razy 2 i nie narzekam. Szybciej jestem na piechote niż autem zreszta.

  8. Dalej Lama ( October 24th, 2007 16:12 )

    Tyle to ja mam na parking bo trzymam auto pod fabryką. Przychodzę, wsiadam, myk przez bramę, dzień dobry, był korek? Nieee, skąd ten pomysł. Karta, pieczątka, buzi i do taśmy. Nigdy się nie spóźniam.

  9. btd ( October 24th, 2007 22:15 )

    O tak chevy van kopie tylek. Kiedys obslugiwalem takiego, goral mieszkajacy w holandii wracal do domu. Silnik oczywiscie v8 chevrolet. Jakies 10 litrow oleju weszlo. Najlepsze i tak byly zbiorniki lpg pod podloga – pareset litrow – na jednym tankowaniu (ktore chyba trwalo godzine) jechal z holandii do polski. I mial wszystko o czym piszesz.

    A ja w swoim starym volvo mam podgrzewane fotele i tak po dwoch minutach mam cieplutko pod tylkiem :)

  10. Malfeusz ( October 28th, 2007 01:16 )

    Blogomotive – proponuję kupić sporej wielkości vana, lub najlepiej naczepę od TIRa(bez ciągnika, poprosić znajomego żeby podciągnął) i zaparkować ją na stałe pod firmą. Doprowadzenie prądu z ogrzewaniem to już byłby pikuś, a jej wielkość wystarczyłaby zapewne do zrobienia kilku pokoi, małej kuchenki i może nawet jakiejś podwieszonej sypialni? Przemyśl to ;-). Pozdrawiam

  11. Blogomotive ( October 28th, 2007 01:22 )

    @Malfeusz: przemyślałem. Odpada. Takie auto (szczególnie bez ciągnika i zaparkowane na stałę) jest za mało zwrotne. Słabą dynamikę jeszcze bym jakoś przełknął, ale średnica skrętu powyżej 12 metrów… chmmm… sam pomyśl, to nieakceptowalne… :)

  12. Krzysztof Lis ( November 8th, 2007 23:47 )

    Też miałem takie marzenia, w końcu kupiłem VW T3 kempinga. ;)

  13. Dalej Lama ( November 9th, 2007 00:20 )

    Dolar spada więc niedługo wszyscy będziemy jeździć Chevroletami. Będą je rozdawać gratis-bonus-promocja. Kupisz 50 litrów benzyny, dostaniesz vana.

  14. Enemy ( November 9th, 2007 00:35 )

    A w środku lodówka pełna napojów. Ja pragnę, ty pragniesz…



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!









Polecam: Części do aut amerykańskich