#91 Motozabobony


Opublikowane: 19 November 2007 | Komentarze: 7
Kategoria: [Obyczaje] [Porady] [Wypadki]

Gdy ci czarny kot przebiegnie drogę, uwierz, że to pech!

Hołek ponoć nigdy nie wyjeżdża na OS bez malutkich skarpeteczek swojej córki w kieszeni. Ja z kolei już raz wracałem się z rodziną przeszło 100 km do domu (a na wakacje do Kołobrzegu jechaliśmy) po mój magiczny naszyjny amulet, który zawsze, ale to zawsze mam założony. A wtedy akurat zawieruszył się w łazience. Ale nie ma bata bym gdzieś się bez niego wypuścił. Nota bene jest dość unikatowy: w małej plastikowej fiolce, w specjalnym płynie pluska się ziarnko ryżu, a na nim… pewna zdolna pani napisała malutkim pędzelkiem zdanie… całe zdanie, które Ryba wymyśliła dla mnie. Słyszeliście kiedyś o takim dziwie?

A… no i oczywiście jak mi przed autem czarny kot przebiegnie, to natychmiast parkuję i czekam, aż inny samochód przetnie linię wyznaczoną przez tego kota. Na ogół kolejne auto pojawia się dosłownie za moment, ale raz jeden, wracając wieczorem z działki, na gminnej drodze 45 minut czekałem, aż w końcu pojawił się Polonez i odczarował mi szosę.


 

Motozabobon z amuletem jest niesprawdzony – psychika po prostu każe mi się z nim nie rozstawać. Ale z tym biegającym w poprzek kotem to inna sprawa. To sprawdziłęm! Przeszło rok temu przebiegł mi taki czarny kocur na bocznej uliczce Ursynowa. Jak obyczaj każe – przyparkowałem i czekałem na śmiałka, co ten kotoprzebieg odczaruje. I jest! Pojawił się! Wyskoczył zza winkla. Tak! Twardziel w niebieskiej Favoritce. Śmignął obok mnie i szus… przeciął linię kotobiegu. Odczarował. Ruszyłem niezwłocznie. Favoritka jechała przede mną jak gdyby nigdy nic… jakby przed chwilą nie przeciął jej drogi czarny kot… jakby ona przed chwilą nie przecięła przebiegniętej przez kota linii… dziwne… Aż tu nagle w łagodnym prawym łuku… Buch, zgrzyt, trzask… Buch, bo tylna lewa opona poszła jej jakby gromem rażona… w pył normalnie… Zgrzyt, bo auto opadło na felgę i… trzask eleganckim poślizgiem w krawężnik… Za kółkiem siedział szczawik, co pewnie Skodzinę od ojca pożyczył. Tak bardzo go ten trzask zestresował, że normalnie zaczął nawiewać. Ale jak tu wiać, gdy z tyłu śliska, metalowa obręcz sprawia, że auto głównie bokiem idzie? Skończył ucieczkę 20 metrów dalej – tym razem tyłem do kierunku jazdy. Trochę mu pomogłem, bo bidak nie wiedział, gdzie lewarek podłożyć…

Nie uwierzę, że nie macie swoich chorych, motozabobonowych jazd…


 

Tekst opublikowałem dnia 19 November 2007 r., umieściłem w kategorii: [Obyczaje] [Porady] [Wypadki] oraz oznaczyłem tagami:

Jeśli masz ochotę przeczytać coś podobnego, kliknij w wybrany link kategorii lub tagu,
albo po prostu przejrzyj archiwum wszystkich tekstów.


Liczba komentarzy: 7

  1. Malfeusz ( November 19th, 2007 02:45 )

    Wow! Z tą Favoritką niezły przypadek! Ja zawsze jak mi kot przebiegnie drogę to najczęściej zawracam i jadę inna trasą o ile jest taka możliwość, ale żeby czekać na śmiałka ‘który przetnie linię kota’ to nie myślałem o tym :P Pozdrawiam

  2. aktus ( November 19th, 2007 05:02 )

    Hehe ja mam od 10 lat czarnego kota ( persa ). Przechodze pod drabina, rozsypuje sol, rozbijam ( bardzo sporadycznie ) lustra i co? i nic…

  3. peter ( November 19th, 2007 10:27 )

    koty mam dwie. przecinają mi drogę regularnie, ale żadna nie jest czarna – więc nie wiem, czy to się liczy. ale jako kociarz straszliwy dość często rozmawiam z wszystkimi napotkanymi kotami (również czarnymi) i jeszcze ani razu nic się nie stało. gorzej – jak kiedyś nie miałem czasu i nie pogadałem z napotkanym czarnym kotem – jacyś sku…… wybili mi szybe w hondzie.
    wniosek?
    przesądy to przesąd.

  4. Ważny punkt ( November 19th, 2007 16:46 )

    Odkąd złożyłem Gumowitowi w ofierze koło zapasowe przebijając je srebrnym siedmiocalowym gwoździem, przestałem łapać kapcie! I o to chodzi bo nie mam zapasu. W chłodnicy mam wodę święconą, krew ze skrzyni biegów popuszczam regularnie na każdym postoju a demony z podsufitki wypędziłem ogniem w ubiegłym tygodniu. Jedni okadzają wnętrze dymem, inni odprawiają modły bezprzewodowo, płeć nie-zawsze-piękna często nakłada barwy wojenne na maskę a są i tacy, co potrafią cały samochód złożyć w ofierze na przydrożnym ołtarzu. Jak widać każdy ma swój sposób aby wybłagać przychylność bóstw. W końcu tańsze to niż Assistance.

  5. chakier ( November 21st, 2007 00:05 )

    @peter: Bo ludzie dzielą się na dwie kategorie: takich, których koty lubią, i takich, których koty nie lubią. Ci drudzy muszą swoje odstać na poboczu ;)

    A co do przesądów: ja tam przesądny nie jestem, ale przecież gdy się czegoś zapomni i wróci do domu to zaczekanie aż dobre skrzaty z człowieka pozłażą nic przecież nie kosztuje…

  6. omlet ( November 25th, 2007 20:48 )

    Zapomniałeś opisać naszą Babcię jak wsiada do samochodu (przynajmniej ze mną) różaniec w ręku i przeżeganie się jest obowiązkowe. Ostatnio się mnie spytała gdy zmieniłem samochód na nowy gdzie sobie przyczepie świętego Krzysztofa. Musze nad tym pomyśleć.

  7. Inka ( August 20th, 2009 13:44 )

    Mam małe pytanko dotyczące tego wisiorka…
    Skąd go skołowałeś szukałam tego już wszędzie, bo bardzo mi na takim zależało, ale bezskutecznie… niestety… Fajnie jeżeli zdradził byś mi swoje źródło ;P



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!