#98 Telefon od przyjaciela


Audi MMI. Nie najłatwiejszy, ale chyba o niebo lepszy od rozwiązań Mercedesa i BMW

Pan Stanisław ma nowe Audi A6. Ma też telefon komórkowy, ale że specjalnie obyty w nowych technologiach nie jest, to ani z systemu MMI w tym Audi, ani tym bardziej z zaawansowanych funkcji swojej komórki nie korzysta. Audi umie prowadzić. Ale już zmienić stacji radiowej nie potrafi. Na szczęście w salonie ustawili mu Eskę, więc ma wszystko – i dobrą muzę, i fajowych prezenterów, i mnóstwo ciekawych konkursów. W telefonie zaś nowe kontakty do książki adresowej dodaje mu nastoletni syn – typowy kwarc i geek, który jak większość jego rówieśników, pół dnia spędza konfigurując Linuxa, drugie pół na lol’aniu i rotfl’aniu z cytatów z basha.

I pewnego dnia pan Stanisław jechał sobie i gaworzył z kolegą przez komórkę. Kolega miał problem, więc pan Stanisław jechał zafrapowany – chciałby koledze doradzić, ale nie bardzo wiedział jak. Stanisław myślał, kolega mówił a… przyczajony pod filarem mostu policjant przez lornetkę wychwycił zbliżający się łup. Pewnym krokiem wyłonił się z cienia i lizakiem wskazał na Audi. Ale Audi nie zwolniło…

Policjanta przytkało. Gdy ochłonął, wsiadł do Vectry i razem z kolegą puścili się w pościg. Od tej chwili niemrawo tocząca się akcja przyspiesza. Nie ma już czasu na budowę wielokrotnie złożonych zdań. A zatem… ruszyli i szybko dopadli Audi pana Stanisława. Pan Stanisław nic nie widział – lewa ręka z telefonem zasłaniała mu widok na bok. Policjanci użyli sygnału dźwiękowego. Pan Stanisław mocniej docisnął telefon do ucha. Policjanci strzelili w powietrze. Trzykrotnie. Pan Stanisław spojrzał dyskretnie na telefon – czyżby kończyła się bateria? Policjanci strzelili do tylnej opony. Pan Stanisław niczego nie poczuł – o właściwy tor jazdy zadbał system ESP. Policjanci strzelili w drzwi kierowcy. Pan Stanisław nic nie poczuł. Już nigdy nic nie poczuje. Jego nowe Audi A6 majestatycznie opuściło drogę i przecinając żywopłot zaparkowało na topoli. A może to była lipa…?


 

Albo inaczej… Pan Stanisław nabył wczoraj modny (bo biały) zestaw słuchawkowy. I właśnie rozmawia przez niego z kolegą. Pod mostem mija policjantów, którzy z uśmiechem go pozdrawiają. Stojący nieopodal fotoradar miło się do niego uśmiecha. I nagle… pan Stanisław sięga po coś prawą ręką na tył auta. Po drodze ręka plącze się o biały kabel zestawu. Pan Stanisław nerwowo stara się wyplątać. Słuchawka wypada mu z ucha akurat w momencie, w którym kolega, po godzinnym wstępie, zbliżał się do wyłuszczenia swojego problemu. Pan Stanisław nerwowo stara się sobie pomóc drugą ręką… która również plącze się w biały kabel. Zniewolony i bezbronny pan Stanisław w milczeniu obserwuje, jak jego Audi majestatycznie opuszcza drogę, przecina żywopłot i zbliża się do topoli. „A może to lipa?” – myśli pan Stanisław tuż przez zderzeniem…

Albo inaczej… Pan Stanisław ma super słuchawkę Bluetooth. Tycią, tyciusieńką. Słuchawkę w ucho włożył mu sprzedawca. Sprzęt działa idealnie – już półtorej godziny pan Stanisław rozmawia ze swoim kolegą, który właśnie ma mu wyłuszczyć swój problem, gdy nagle… telefon pana Stanisława gaśnie. To bateria. „Dlaczego właśnie teraz!!!” – krzyczy w myślach i nerwowo szuka ładowarki. Jest! Teraz PIN i OK. Ale, ale… telefon nie widzi słuchawki! I gdzie ona właściwie jest? W które ucho włożył ją ten przemiły sprzedawca? Pan Stanisław dłubie paluchem. Nic – słuchawka jest za mała, by ją wyczuć. Aż tu nagle… „…i wtedy on mi powiedział, żebym zaprosiła też Bańkowskich…” Khrhhkzghhhr! „…nie mogę stary, dziś mam trening, naprawdę…” Khghhhrgggrrrhh! „…jak stryjenka doda to tego trochę wody, to smak będzie lepszy…”. I w ten oto sposób ultranowoczesna słuchawka Bluetooth pana Stanisława zaczęła się samodzielnie łączyć z każdym znajdującym się nieopodal telefonem. Pan Stanisław wytrzymał tak 2 dni. Trzeciego dnia, jadąc do pracy najzwyczajniej w świecie zwariował. Odłączył umysł i puścił kierownicę. Jego Audi zjechało z drogi, przecięło żywopłot i pomknęło na spotkanie z topolą…

Albo inaczej… Pan Stanisław ma firmowy zestaw głośnomówiący. Rozmówcę słyszy przez głośniki a sam mówi w kierunku kierownicy. I od dłuższego czasu już tak z kolegą rozmawia. Czerwone światło. Obok staje zglebiony Golf. W środku 4 kibiców rugby. Patrzą się na pana Stanisława. On spoglądając na nich, mówi do kolegi: „… wyrąbali las, ten obok mojej działki…”. Kibic z Golfa mówi do kolegów: „Ej, ten dziadyga przed chwilą powiedział, że nam przypie…li!”. I się zaczęło. Pan Stanisław niczego nieświadom ruszył dynamicznie. Nie na tyle jednak, by ten 12-letni zagazowany golf 1,4 go nie dogonił. Chłopaki dopadły go kawałek za mostem. Kibice rugby się nie patyczkują – jedno czyste pchnięcie bokiem i już Audi opuszcza drogę. Potem przecięło żywopłot i…


 

Albo inaczej… Pan Stanisław, który nie ma komórki, wrócił sobie spokojnie do domu. Wszedł, odwiesił kapelusz i udał się do kuchni. Przywitała go tam żona – minorową miną, bo jego najbliższy kolega popełnił dziś samobójstwo. Miał problem, z którym nie mógł sobie sam poradzić. Ponoć cały dzień wydzwaniał do pana Stanisława – bezskutecznie. Wszak pan Stanisław nie ma komórki, o czym kolega w malignie zapomniał. I się zabił.

Usłyszawszy te wieści pan Stanisław wybiegł z domu i wsiadł do auta. „Muszę tam pojechać. To nieprawda! On żyje” – wykrzyczał w myślach i dynamicznie ruszył. Po drodze zadawał sobie pytania, czy mógł jakoś koledze pomóc. Czy gdyby miał telefon, kolega teraz by żył. Czy gdyby… Jego serce się zatrzymało. Stres i początki wieńcówki wykończyły je. Pan Stanisław, przytrzymywany pasami, wisiał bezładnie na fotelu. Jego Audi A6 zjechało z drogi…

Audi A6. Niespecjalnie ładny, ale chyba super solidny…

4 scenariusze, zawsze taki sam finał. Telefon zabija. Ale jego brak, zabija podwójnie… Patowa sytuacja. Ślepa uliczka. A ty, co zrobisz, jak zadzwoni kolega z problemem? Będziesz gotów na śmierć?


 




Wpis opublikowany dnia 11.12.2007
Kategoria: Audi, [Bezpieczeństwo], [Porady], [Rozważania], [Wypadki] | Tagi:
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 13

  1. Krzysztof Lis ( December 11th, 2007 08:26 )

    Najczęściej odbieram, o konsekwencjach nie myślę…

  2. Marcin ( December 11th, 2007 10:26 )

    za długie czasem piszesz

  3. Ufoq ( December 11th, 2007 10:33 )

    Odbiorę. I zatrzymam się :D

  4. Blogomotive ( December 11th, 2007 11:06 )

    Wiesz, Marcin, dzięki mnie przynajmniej czytasz coś więcej, niż tylko krótkie newsy na Pudelku… :)

  5. amster ( December 11th, 2007 14:58 )

    “typowy kwarc i geek, który jak większość jego rówieśników, pół dnia spędza konfigurując Linuxa, drugie pół na lol’aniu i rotfl’aniu z cytatów z basha.”
    :-)

  6. leniuch102 ( December 11th, 2007 15:21 )

    he he he. życie, życie samo zabija. na koniec. fajny wpis, choć lepiej wyglądałby w druku.
    pozdro

  7. Dawid Gatti ( December 11th, 2007 17:50 )

    Po prostu nie odbieram telefonu w samochodzie. jak ktos ma problm to zadzwoni drugi raz

  8. Keroth ( December 11th, 2007 18:32 )

    Jeśli będę stał w wielgachnym korku odbiorę i zaryzykuje.

    Jeśli nie, to zjadę na pierwszy parking/pobocze/w zatoczkę i odbiorę.

    Jeśli się nie da, to zjadę na bok jak się da i oddzwonię. Życie jednak ważniejsze.

  9. chakier ( December 11th, 2007 22:57 )

    Bo trzeba ze sobą wozić zestaw głośnomówiący typu żona:
    1. Nie narusza przepisów
    2. Nie zaplącze nas w kable
    3. Nie utkwi w uchu
    4. Nie powie do kibiców w Golfie, że im przypie…li.
    oraz:
    5. Ma komórkę. Co miesiąc nówkę sztukę ;)

  10. nyssan ( December 12th, 2007 22:11 )

    Pan Stanisław w swoim A6 gadający przez wypasiony telefon to tylko jakieś półtorej tony potencjalnego zagrożenia. A wyobraźcie sobie Marka w ciągniku siodłowym z lawetą na siedem wozów(ciekawe ile to waży)gadającego prze CB na mazurskim szlaku , albo Mietka z cysterną wypełnioną propanem pytającego o ulicę Deotymy. Sam nie wiem co gorsze. Bo CB niby nie rozprasza? Bzdura.

  11. Numerator ( December 15th, 2007 11:43 )

    Do samochodu zabieram wyłącznie stacjonarny. Zaletą jego jest to, że on w czasie jazdy nie dzwoni, gdyż mam dobrze wychowanych znajomych, którzy nie dzwonią do mnie kiedy jadę, bo wiadomo – topola. A może lipa? W związku z tym nie zaplączę się w kabelek bo go nie zabieram. Po co mi on skoro telefon nie dzwoni?

    1 scenariusz, zawsze taki sam finał. Stacjonarny nie zabija. Wożę go chętnie więc stale jestem pod. A nawet obok. Numer mój jest stary jak sam telefon czego dowód zamieszczam:

    http://www.flickr.com/photo_zoom.gne?id=415863071&size=o

  12. Blogomotive ( December 16th, 2007 00:16 )

    @Numerator: Dobre! I jeszcze jedna zaleta – żona z domu nie zadzwoni, bo nie ma z czego…

  13. Tom ( October 1st, 2009 10:16 )

    Telefon dzwoni. Zatrzymuję się na przystanku. Droga: 2 pasy w obie strony. Włączam awaryjne i zmieniam światła mijania na postojowe, żeby nikogo nie razić. Za mną staje autobus. Kończę rozmowę, znów światła mijania. Wyłączam awaryjne i włączam lewy kierunek. Autobus powoli rusza, więc ja też ruszam (uznając że droga jest wolna).
    I w tym momencie jakiś typ próbuje zmienić pas na prawy przy okazji niemal wbijając się w moje lewe drzwi…
    to było “o włos”.

    Inna sytuacja. 1 km do domu. Trzeba z głównej skręcić w lewo. Nie śpieszę się – 50 km/h. Masa skrzyżowań w tych okolicach i wszyscy to wiedzą. Dużo wcześniej włączam lewy kierunek, by ten za mną wiedział że skręcam.
    I już mam skręcać, gdy typa za mną zaczyna wyprzedzać inne auto.. a ja w ostatniej chwili zauważam to w lusterku.
    Gość z piskiem hamuje, ja nie skręcam aż się zatrzyma. Po czym pokazuję mu, by puknął się w głowę… myślenie nie boli.



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!









Polecam: Części do aut amerykańskich