#99(logo) Nieskończony żarłok

Jako, że ostatnio dość poważnie obciążałem Was długimi tekstami, dlatego nadszedł czas na wzięcie szmatki, Pronto Super Połysk i odkurzenie zapomnianej już niemalże kategorii. Tak, znów wraca edukacyjny cykl o logotypach motoryzacyjnych. Znów będę się mądrzył! A zatem… dziś Infiniti – taki amerykański Nissan…
Jak łatwo się domyślić, logotyp w prostej linii odzwierciedla nazwę firmy – ot, taka droga w nieskończoność, czyli w polskich warunkach będzie to autostrada z Warszawy do Poznania. Jest tak cholernie długa, że jadąc nią czujecie się jak słonecznik w lecie. Kwiat ten przez cały dzień wodzi uradowanym pyskiem za snującym się po niebie słońcem, a wy na tej A2 podobnie – jedziecie równo i monotonnie a wzrok czasami możecie zawiesić na jakichś mijanych mostach i kładkach. No nuda… żeby chociaż jakiś remont, żeby chociaż jakieś wyboje, żeby chociaż więcej bramek opłat powstawiali. Nic, jak na złość! Nuda. Nie wyobrażam sobie, jak można żyć w Niemczech – tyle autostrad! Tragedia… O Belgii nie wspominając – nie dość, że wszędzie drogi równe jak stół, to jeszcze oświetlone w nocy. Dramat!
Niektórzy mogą w tym znaczku również dopatrzyć się zarysu góry Fuji. Ja nigdy góry Fuji na oczy nie widziałem, więc jeśli już geologicznie na to spojrzeć, to bardziej jakiś Giewoncik czy inne Trzy Stawy…
Ale prawda leży zupełnie gdzie indziej. Wystarczy wiedzieć, że marka Infiniti została założona przez Nissana dokładnie w 1989 roku. 1989! Kumacie?! Dokładnie w 10-tą rocznicę wydania pierwszej, automatowej wersji gry Pac-Man. Teraz to widzicie? Przecież ten logotyp przedstawia leżącego na boku Pac-Mana. Leży sobie, bo właśnie pożarł całą amerykańską konkurencję. Sadło mu się wiąże…
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

no!
w końcu wróciłeś do typowo motoryzacyjnych tekstów. już się doczekać nie mogłem :-)
AAAAA :D faktycznie :D Pac-Man ruuulez ^_^
Mi to tam najbardziej ten logotyp przypomina krąg sera żółtego z wyciętym kawałkiem… No ale ja koniec końców jestem nienormalny ;)
To jest kawałek tortu, jaki marzy się koncernowy zawłaszczyć. Ten brakujący – to ochłap rzucony konkurencji na otarcie łez. Przecież to jasne… ;-)
Mnie to wcięcie pachnie miejscem na korbę do rozruchu silnika w trudnych warunkach atmosferycznych.
A że jedyne trudne warunki jakie spotykają to auto to awaria klimatyzacji w podziemnym garażu apartamentowca to… korbę można spokojnie zostawić u portiera przy windach.
Składam na gramofon. Kto chętny do dołożenia to zapraszam. link do sklepu http://www.fsaudio.net/shop_view.asp?id=629
To nie pacman tylko wyszczerbiona pokrywka od studzienki, w którą przyrżnął ten twór z obrazka. Oni tam w USA w ten sposób zbierają gwiazdki do Euro NCAP. Pięć pokrywek daje komplet gwiazdek i można furę pokazać w Europie.
NIemcy to przesada. Polecam drogę Szczecin – Holandia. Gdyby nie toalety na stacjach benzynowych z saodezynsekującą sie deska klozetowa, to można by umrzec z nudów :D
blogomotive, gdzieś bryle zgubił?
@chakier: wtedy dość dużo piłem i wyglądałem nie-halo. Teraz, jak Ryba mnie złuszczyła, wyiskała, wory zredukowała, sińce zaleczyła a pryszcze pocisnęła – mogę pokazać się w prawie pełnej krasie. I jak? Żigolo, co nie?
Ja tam nie chce się czepiać, ale autostradą z Warszawy do Poznania to mi jeszcze nie było dane jechać… ;)