#103 Plamy na portkach


Brudne auto nie zawsze oznacza niechlujstwo właściciela. Czasami to przemyślana strategia!

Przez całe święta mój przyblokowy parking świeci pustkami. Normalnie się to nie zdarza, bo przecież te ursynowskie osiedla projektowane były lata świetlne temu przez ludzi, którzy wyobraźnią sięgali co najwyżej do czasów, gdy Maluchy i Kwadraty 125p sprzedawane będą bez przydziałów i niezbędnych znajomości w magistratach – czyli do początku lat 80-tych. Teraz jest tak, że gdy w normalny dzień wrócę z pracy godzinę później niż zwykle, to pierwsze wolne miejsce znajduję tak daleko, że z auta do domu szybciej dostanę się autobusem (nawet odczekując swoje na przystanku) niż idąc w wieczornym mrozie na piechotę. Rankiem jest łatwiej – staję pod blokiem z tekturową tabliczką „Obcy parking” i nie ma takiej siły, by nie znalazł się jakiś uczynny sąsiad, co mnie podrzuci do samochodu, bo akurat w tamtą stronę jedzie. Ale nie o tym ja tu dziś chciałem…

Ciekawe zwyczaje zauważam w okresie przedświątecznym. Z okien mam widok na Statoila. I jak w okolicach 15 grudnia ustawi się tam kolejka do myjni, to nie odpuszcza do samego Sylwestra. Dzień i noc. Auta małe i duże. Mocno ufajdane i lekko zakurzone. Cała Polska chce świętować z czystymi samochodami. Czemu tak jest, do diaska?


 

Przez całe swoje niekrótkie już, bo 6-letnie życie moja Almera użytkowana była wyłącznie w mieście. Dorobiła się przez ten czas licznych mniej lub bardziej widocznych otarć, zarysowań i zmatowień. To sąsiad przytarł, to na działeczce szafka się oparła, to w centrum miasta ktoś drzwiami przedzwonił – takie tam. Poza tym przy szybkiej jeździe nocą, gdy muchy i komary walą w przednią szybę, nie ma siły, by Almera oczy nie mrużyła. A w zimowe poranki – przecież ona cała się wtedy trzęsie. A ta słona pośniegowa breja – to przecież siedlisko bakterii – brak alergicznej wysypki w nadkolach to rzadkość. To wszystko musi jakiś ślad na karoserii zostawić. Zmarszczki mimiczne w okolicach świateł. Luźna blacha na błotnikach. Drugi lub trzeci pod-zderzak. Nie ma siły. 6 lat w słońcu, deszczu, śniegu i soli – musi coś się złuszczyć, zpilingować, oddrenażować i odliftingować.

I dlatego jakoś ostatnio auta w ogóle z zewnątrz nie myję. Szyby i światła przecieram czasami myjką na Statoilu, ale karoserię brudną mam jak cholera. Ma to dwie strony – jak medal. I dwa końce – jak kij. Zaleta: rys nie widać, nic a nic. Wada – nawet najmniejsze dotknięcie zostawia ślad na portkach. Coś za coś. Nie mam doła, bo zadrapań nie widzę. Mam doła, bo brudny chodzę. Ale wiadomo – lepiej być fleją, niż mieć doła po każdym umyciu samochodu, gdy w oczy kłują dawno już zapomniane skazy blacharki. Zdrową psychikę przedkładam nad wymuskany wygląd.

Na święta również auta nie umyłem. Ryba się wścieka, ale ja nie pękam. Ja tu noszę spodnie (brudne, to fakt!) i moja decyzja w kwestiach strategicznych (a czystość samochodu to właśnie taka kwesta!) jest wiążąca. Nie ma zmiłuj.


 

Ale zgoła inną, i muszę przyznać, że nawet ciekawą filozofię ma mój sąsiad. Trochę ponad rok temu kupił nowiutkie BMW 323i Touring. Ślicznie ciemno szare. Full opcja. Wchodził nowy model i ten stał jakiś czas u dealera. Nie było chętnych, więc poszedł po zniżce. Ponoć okazyjnie…

I sąsiad myje je jeszcze rzadziej niż ja swojego Nissana. Chyba nawet nigdy. Ponoć pewnego razu, gdy mu je w ASO umyli po przeglądzie, to taką aferę zrobił, że przy następnej wizycie właściciel salonu na parkingu go już witał w japońskich ukłonach a mechanik specjalnie karoserię towotem jakimś wybrudził, by się klientowi przypodobać. Klient nasz pan, się wie.

- Dlaczego go nie myję? Bo go za swoje kupiłem. Jest mój. Wymarzony. Prywatny. Własny.
- I…?
- I jakoś muszę odróżnić się w nim od tych wszystkich wymuskanych, acz służbowych beemek architektów, prawników i dyrektorów handlowych, prawda?

Ale nie wiem, czy jest sens brać z mojego sąsiada przykład. Na pytanie, co robi w Sylwestra, odparł, że klatę i biceps…


 




Wpis opublikowany dnia 30.12.2007
Kategoria: BMW, Nissan, [Obyczaje], [Rozważania] | Tagi:
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 17

  1. Arni ( December 30th, 2007 03:50 )

    Ja też najwiecej wysiłku wkładam w czyszczenie wnętrza. Karoseria mniej mnie obchodzi – mogę jeździć autem trochę brudnym, byleby szybki i środek były na cacy. Blacha jak to blacha – to ptak nasra, to liść spadnie, to błoto pacnie… syzyfowa praca.

  2. bartzov ( December 30th, 2007 13:35 )

    Witam:)
    Ja jestem młodym kierowcą, jak nrazie poruszam się tylko samochodem starszych [307 w kombi], ale własnie denerwuje mnie ich podejście do auta, traktują go jak świątynię. ja rozumiem że nie chodzi o to, aby jeżdząc nie zważać na nic, walić we wszystko, parkowac byle gdzie itd, ale to normalne ze czasem trafi się jakaś rysa czy coś w ten deseń…:)

    Pozdrawiam:)

  3. piwo ( December 30th, 2007 16:36 )

    Ha. Z przymrużeniem oka czy tak na serio ;) ? Niedawno stałem się szczęśliwym posiadaczem Hondy Accord (VI) Coupe i… no właśnie:

    @bartzov – to taka moja mała świątynia. Podobnie jak Ty do niedawna jeździłem jedynie samochodem rodziców. W końcu jednak dociułałem się tego czego chciałem. Jest to moje pierwsze autko. Wcześniej postanowiłem, że nie ulegne kompromisom (oraz namowom ojca), które sugerowały kupno auta tańszego i tym bardziej ekonomicznego… kupiłem to auto, bo już od 3 lat chodziło mi po głowie. Okazało się, że jest as fuc*ing cool as I expected;) I teraz dbam o nie, myje gdy tylko kurz pokryje mu progi a w środku staram się wolno oddychać, żeby prądy powietrzne nie odkształcały delikatnej tapicerki ;)) Niektórzy uznają to z pewnością za objawy choroby psychiczna, być może nawet nazwą mnie dewiantem i wyrzucą kilka faktów na temat tego, że auto de facto służy to użytkowania. Ale mnie właśnie to bawi. Nie dbam o nie, żeby było na pokaz, albo dlatego, że było relatywnie drogie. Po prostu to moja mała świątynia, o którą dbam z należytym szacunkiem i której sens istnienia rozumie tylko niewielka garstka ludzi :)

    @all ja tam jestem za tym by wszystkie auta na świecie były czyste, śliczne i pachnące :D Nawet te offroadowe powinny doczekać się kapieli po wypadzie za miasto ;). Idiotyzmem i szczytem hipokryzji natomiast jest fakt, jak autor słusznie zauważył, że kolejki do myjni zbierają się tylko na święta. Ludzi ogarnia jakaś gorączka (widocznie bardzo zaraźliwa) i wszyscy tłumnie ruszają pod natrysk by ulżyć swojemu sumieniu. To taka paranoja, która nachodzi wszystkich 3 razy w roku (w porywach do czterech). Ale przecież nie o to chodzi! Konkludując swój nudny wywód – auta powinny być czyste codziennie, by cieszyć oko każdego z nas, niezależnie od dnia ani godziny :] A dla ptaków i liści powinny być rezerwaty.

    Pozdrawiam , świetny blog :D

  4. wicherek ( December 30th, 2007 21:33 )

    Heh, jak czytalem ten tekst to zastanawialem sie czy statoil na Rosoła/Jastrzębowskiego czy na Poleczki :)
    na tym pierwszym dawniej regularnie psuła się myjnia.

  5. Blogomotive ( December 30th, 2007 21:42 )

    @wicherek: Statoil na Rosoła. Sam 3 miesiące temu tam czekałem (3-ci w kolejce), gdy babce w Punto suszarka wjechała na przednią szybę i ją normalnie roztłukła. I koniec nadzieji na umycie auta. Punto musiało zostać w środku do czasu spisania protokołu (chyba przez Policję), bo się obsługa chciała jakoś wymigać, że niby to auto stało za daleko czy jakoś tak… Nie ma to jednak jak normalny ręczny Karcherek.

  6. chakier ( December 31st, 2007 00:05 )

    1. Brud konserwuje. Jak błocko na blasze, to sól się już nie dostanie.
    2. Brud chroni. Jak auto niemożebnie uślumpane, to złodziej prędzej weźmie to błyszczące obok.
    3. Brud poprawia komfort jazdy. Twojej i współużytkowników szosy. Nie wykonujesz wtedy dzikich nieprzewidywalnych uników, by nie wjechać w kałużę.
    4. Brud nobilituje. Nie myję auta, bo stać mnie na to!
    5. Brud jest ekologiczny. Po pierwsze – nie myjąc auta zmniejszasz ilość przedostających się do wód gruntowych detergentów. Po drugie – zalepiając wszystkie designerskie dziwolągi karoserii – brud zwiększa aerodynamikę, a co za tym idzie – zmniejsza zużycia paliwa.
    6. Brud pomaga w zmianie pasa. Każdy bubek w lśniącym, wymuskanym aucie Cię wpuści, bojąc się kontaktu swojego czyściutkiego cacusia z twoją brudoopancerzoną bryką.
    7. Brud amortyzuje. W razie ,,bliskiego kontaktu” istnieje prawdopodobieństwo, że jedynie skruszyłeś ze swoich zderzaków dziesieciocentymetrową warstwę błota.

    QED

  7. nyssan ( December 31st, 2007 00:21 )

    To jest choroba, która mija. Pierwsze auto, no może i drugie, w sumie trzecie też, jest głaskane, woskowane, wypachnione. Potem przychodzi era utrzymania jako takiego porządku i czystości. Czyli: żeby klamki były czyste i żeby pod pedałem sprzęgła nie udało się wyhodować kępy traw. Później jeszcze przestaje sie liczyć kolejne dziary po wizytach pod supermarketem.
    Na końcu cieszy nas się już tylko, że zapalił.
    Świąteczny zaś zwyczaj mycia auta ma swoje “drugie dno” Bo tak:
    Kolejeczka zazwyczaj starcza na przeczytanie całego miesięcznika motoryzacyjnego, a czasem nawet dwóch.
    Muzykę dobieramy sami i nikt nam nie wciska do wrzucenia nowego albumu “Pleeeeee”
    W domu nie trzeba wykonywać zbędnych czynności.
    Jak znudzi się siedzenie w aucie, zawsze można
    podejść do auta stojącego przed, z wielkim znaczkiem V8 na klapie i zadać typowi pytanie: Ile pali?
    Widzieliście kiedyś kobietę w takiej kolejce?
    Bierze się dwa kwity na mycie i normalnie chce się żyć…

  8. Dawid Gatti ( December 31st, 2007 00:22 )

    Co do mycia w sylwestra, to tez o tym chcialem wlasnie napisac :D

    ostatnio mam mi pomarudzial ze zasyfione auto, wiec stwierdzilem ,ze looz raz na 6 miesiecy moge go umyc. podjezdzam 3 dni temu na stacje, a tam kolejka az do skrzyzowania.

    dwa dni temu nadal ta sama kolejka

    wczoraj. idem kolejka kolejka kolejka.

    no i o co chodzi? co po glowie ludziom chodzi? mysla ze jak umyja przed nowym rokiem to przez reszte noweg oroku samochod bedzie czysty i nigdy sie nie pobrudzi? czary mary?

    no i od 3 dni nie moge umyc bryki bo jakies przesadne swiry mi nie pozwalaja dojechac do stacji benzynowej :/

  9. btd ( December 31st, 2007 08:28 )

    Ja tam myje jak warunki na to pozwalają. A jak ktoś nie myje i się tym chwali to dla mnie jakby chodził z obsranymi spodniami i też się tym chwalił. Śmierdząca flyja i syfiarz i tyle.

  10. McMiko ( December 31st, 2007 16:52 )

    ja tez nie myję bo nie mam na to czasu i nie widzę potrzeby, ważne żeby silnik działał bez zarzutu i zawieszenie resztę mam gdzieś.

  11. Wojtek ( December 31st, 2007 18:15 )

    piwo – dobry komentarz, masz jak najbardziej prawo do swojej opini. Jest takie stare powiedzenie: “pozyjemy… zobaczymy”. Wszyscy sie z czasem zmieniamy tak jak zmieniaja sie nasze priorytety. A skoro piszesz po angielsku to jest taki fajny angielski komentarz: …there is much to life than… w tym przypadku samochod. Pozdro i wszystkiego najlepszego. Rafal – wpis ok, zabierze auto na wiosne na porzadne woskowanie, pasta polerska potrafi cuda… Pozdro wiesz skad…

  12. Keroth ( January 1st, 2008 22:27 )

    To u mnie wręcz przeciwnie. Kocham czyściutkie, świecące autka. Jak tylko jest okazja, to uważam, że auto myć warto. Zdecydowanie. Oczywiście jak tam kilka(naście) dni pojeździ usyfiony i w błocie, to nic mu nie będzie, ale generalnie preferuje czyste autka.

  13. henio ( January 2nd, 2008 11:35 )

    Ja też jestem przeciwny brudasom ;] nie to żebym miał zawsze odpicowane auto, średnio raz na miesiąc myję auto, staram się też sprzątać w środku, jednak codzienne podjeżdżanie do MC-drive zupełnie niszczy efekty mojej pracy, zawsze jakaś frytka spadnie, czy kruszka z cziza… Irytują mnie ludzie, którzy tak usyfione auto mają że ktoś im na karoserii pisze “brudas” na co właściciel dopisuję się poniżej “i co z tego” albo kierowcy busów na mojej trasie z Katowic do Gliwic przez dtś spotykam takie stare busy, chyba to jakiś rodzaj przewozów kopalnianych, szyby mają autentycznie czarne, nie wiem jak ci ludzie wiedzą kiedy mają wysiąść?

    Co do myjni, preferuje ręczną za 10pln mam idealnie wyczyszczone…

  14. pre ( January 2nd, 2008 13:19 )

    Wszystko fajnie ale w Polsce na większości dróg leży w zimie syf piaskowo-solny więc jaki sens mycia auta jak za dosłownie 5 min po wyjeździe z myjnie prawie w ogóle nie widać efektu mycia… a myje swoją corolkę jak już nie ma jak do niej podejść bez ufajdania się ;) teraz fajny okres bo jak pada mokry śnieg to rano przed jazdą można wszystko szybko zmieść wraz z wierzchnią warstwą brudu! Zawsze to autko wydaje się po takim zabiegu czystsze.

  15. Blogomotive ( January 3rd, 2008 00:30 )

    Jak was poczytałem to mi się jakoś tak głupio zrobiło, że zapuszczonym autem się wożę. Pojechałem na karczerka i… automat do rozmiany połknął mi 10 złotych. I po budżecie. Do lata będę smoluchem jeździł.

  16. Jeży ( January 4th, 2008 09:57 )

    “- I jakoś muszę odróżnić się w nim od tych wszystkich wymuskanych, acz służbowych beemek architektów, prawników i dyrektorów handlowych, prawda?”

    Protestuję!!! Tylko jacyś podrabiani architekci kupują auta “prezesowskie”.

    Prawdziwy architekt jeździ leciwym, brudnym od budowlanych kałuż autem, ze zniszczonym zawieszeniem od telepania się na budowlanych dziurach i od tychże kałuż zardzewiałymą karoserią.

    Astra ’94 -> jeszcze 4 latka i mój Oploski będzie miał dowód, lecz za nic w świecie nie wymienie go na nic innego – tylko leję benzynę i płyn do spryskiwaczy a autko śmiga wdzięcznie – cycuś solidna prawdziwa niemiecka robota!

    HOUGH!

  17. Globy ( January 7th, 2008 17:02 )

    Heh, celne spostrzezenie i komentarze – ja akurat naleze do tych, ktorzy pieszcza sie z autem. W sezonie letnim wszkaze to jedyny sport, ktory uprawiam ;) Mozolne woskowanie, pranie foteli, czernidlo do opon… ale sa tygodnie, kiedy z braku czasu mam to kompletnie w dupie. Wiecej pod adresem => http://autofoto.pl/blogs/globy/archive/2007/04/05/eksploatacja-mycie-samochodu.aspx

    Brud jednak tez ma swoj urok… Bowiem zarabianie na inne zyciowe przyjemnosci ma pierwszenstwo przed blaskiem karoserii i juz powoli obserwuje u siebie “stępienie” na sytuacje, gdy po raz 3. zgubilem oryginalny dekielek alufelgi za jedyne 149 zl w ASO. Tyle, ze myte pozniej rdzewieje i na dluzej starczy – zapewniam.



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!









Polecam: Części do aut amerykańskich