#112 Dzienny test świateł (2/4)


Taki stres i emocje, że chciało mi się krzyczeć…

To był ciężki dzień w pracy – od rana przebierałem pod biurkiem nogami i co chwila niecierpliwie zerkałem na zegarek. No normalne nie mogłem wysiedzieć – przecież na 16:00 umówiony byłem w centrali BMW po odbiór serii 5 do weekendowych testów! Z takimi emocjami nie da się pracować, wiec zaraz po porannej kawie poszedłem do toalety… z której wyszedłem tuż po 15:00 od razu kierując się do wyjścia. Na miejsce przybyłem punktualnie.

Przed wejściem czekał już na mnie człowiek z kluczykami do auta. Ten sam, z którym parę dni temu rozmawiałem. Poznałem go łatwo – wyglądał dokładnie tak, jak brzmiał przez telefon. Toczka w toczkę.
- Zejdźmy od razu do garażu. Pokażę Panu, co i jak.
Zjechaliśmy na dół windą towarową. W delikatnie podświetlonym na pomarańczowo garażu stał rząd aut dla mediów. Były tam wszystkie modele BMW, i gdy mijaliśmy M6 zacząłem żałować, że poprosiłem o serię 5. Ale cóż… nie będę teraz nieznajomemu facetowi skomlał i się doń łasił. Dziś wezmę piątkę. M6 następnym razem.

To ja i BMW serii 5. Teraz mi wierzycie?

- Tu ma Pan guzik od pilota, tu jest dead-lock a to kluczyk od tej żółtej lagi na kierownicy. Proszę ją zawsze zakładać, nawet podczas postoju na światłach. Rozumie Pan – rynek rosyjski nie ma dna.
Przytaknąłem, wziąłem kluczyki i wsiadłem. Emocje podpowiadały mi, by z radości przytulić się do konsoli centralnej i czule popieścić odwróconą filiżankę systemu iDrive, ale gość z BMW lustrował mnie badawczo wzrokiem. Uruchomiłem zatem silnik i powoli potoczyłem się w stronę wyjazdu. Szlaban podniósł się bezgłośnie i wyjechałem na zewnątrz. Przejechałem tym autem zaledwie kilkadziesiąt metrów, ale już wiedziałem, że coś z nim jest nie w porządku – układ kierowniczy reagował jakoś tak ospale. Może do tego sportowego, zmiennego wspomagania trzeba się po prostu przyzwyczaić?

Tuż za wyjazdem z garażu był delikatny skręt w lewo. Mimo wysiłków, które wkładałem w próby skręcenia kierownicy, auto majestatycznie jechało prosto, powoli zbliżając się do krawężnika. Co robić?! Dali mi wadliwy samochód?! Czy to zamach?!

W boczną szybę zapukał facet z BMW. Zatrzymałem toczący się samochód i uchyliłem okno. Dobrze, że jest, to mu trochę wygarnę. Czy on mnie ma za amatora?! Co za badziew mi tu wcisnął?! Ewidentnie łożyska w układzie kierowniczym się zatarły!
- Radzę zdjąć lagę z kierownicy.
- …


 

O 17:00 byłem umówiony w centrali Mercedesa. Tu również (chyba się do tego przyzwyczaję) przed wejściem czekał na mnie uśmiechnięty Pan w garniturze. „Jak nic, powie byśmy przeszli od razu do garażu” – pomyślałem.
- Przejdźmy od razu do garażu – powiedział.
Tu aut było trochę więcej niż w podziemiach centrali BMW. W ogóle garaż był trochę inaczej zorganizowany. Po lewej stały pękate A-klasy a obok nich nikomu niepotrzebne B-klasy. Środkową część zajmowały modele klasy C w różnych konfiguracjach, kilka używanych klas E z taksówkarską przeszłością (niektóre nadal miały emblematy Merc Taxi), parę S-ek, ML-ów i kilka mastodontów GL. Gdzieniegdzie poupychane były pomniejsze kabrioleciki i niemłode już coupe. Najciekawsze czekało na mnie w północno-zachodnim skrzydle – tam ulokowane zostały auta z duszą. Był wielgaśny CL, kanciasty G, nowiutki SL oraz, co oczywiste, kilka przepięknych modeli CLS. Tak, północno-zachodnie skrzydło tego podziemnego garażu naprawdę robiło wrażenie. No, z drobnym wyjątkiem – nie wiem, co robiła tutaj oliwkowa klasa R… Wszak już nawet obecność czarnego, mocno obniżonego 600-konnego Actrosa, choćby ze względu na moc oraz 16-biegową skrzynię, jest tu jak najbardziej na miejscu. Ale żeby klasa R?!

To ja i Mercedes CLS. Teraz mi wierzycie?

Podeszliśmy do bordowego CLSa. Facet pitnął alarmem, przekazał mi kluczyki i bez słowa odszedł. Ach, jak ci ludzie z branży automotive są zblazowani! Wsiadłem powoli, chłonąc atmosferę wnętrza. Naprawdę możecie sobie mówić, co tam tylko chcecie – to auto jest zjawiskowe. Po prostu zjawiskowe. Uruchomiłem silnik i powoli wytoczyłem się na ulicę. Wydech brzmiał jak zapowiedź burzy, delikatna skóra na kierownicy pieściła moje spracowane blogowaniem dłonie, fotel pozwolił mi sie w siebie głęboko i nisko zapaść a 7 biegowa skrzynia zmieniała biegi absolutnie niewyczuwalnie. Było bosko. Czekając na zielone światło oparłem głowę o aksamitnie miękki zagłówek i przyciąłem komarka…


 

Gdy tylko Margolcia usnęła, wysunąłem dłoń z jej rączki i najciszej jak tylko mogłem podszedłem do okna i wyjrzałem na podwórko. Było już dobrze po 21:00, a ci z Fiata jeszcze nie przyjechali. Nie wahałem się długo – mam w taryfie TP wieczory i weekendy za darmo i właśnie wtedy postanowiłem ich użyć. Chwyciłem słuchawkę i wykręciłem numer komórkowy.
- Witam, ale niepotrzebnie Pan dzwoni. Już podjeżdżamy.
- OK, ale wie Pan, mam darmowe wieczory i weekendy, więc to nic, że niepotrzebnie zadzwoniłem. Dzwonię za darmo, wie Pan…
- Wiem, też mam tą taryfę. Ale ona chyba nie dotyczy połączeń na komór…
Jasny gwint! Gość ma rację! Rozłączyłem się, nim zakończył zdanie.

Wyjrzałem ponownie. Po stojących pod blokiem autach przetoczył się niebieskawy snop ksenonów i zza śmietnika wyjechała 159-tka w kombiaku, a tuż za nią malutki Fiat 500. W pośpiechu zarzuciłem na siebie, co tam było pod ręką i wybiegłem na dół odebrać kluczyki.

Podchodząc do oczekujących mnie ludzi rozejrzałem się po parkingu. Mercedes CLS, skąpany w bladym świetle latarni ślicznie broczył swoim bordowym kolorem po okolicznych kałużach. Metaliczno-granatowe BMW serii 5 w swej idealnie nawoskowanej karoserii odbijało postmodernistyczny budynek administracji osiedla. Frontowa ściana z białej blachy falistej eterycznie rozmywała się w nieregularnych płaszczyznach drzwi pasażera. Głęboka zieleń Alfy Romeo 159 idealnie zlewała się z ubłoconym nasypem wokół parkingu, tworząc coś na kształt dosypanej do tego nasypu przybudówki. Czarny Fiat 500 ginął w cieniu rzucanym przez wiatę osiedlowego śmietnika – tylko świetlne bliki z klatki schodowej figlarnie odbijały się od jego zdziwionych przednich lamp i zdradzały miejsce kryjówki.

Passat jeszcze nie dojechał – ale oni powiedzieli, że będą dziś późnym wieczorem. Razem z Volkswagenem przywiozą od razu Audi R8. Ciekawe, jak będzie się prezentować na osiedlowym parkingu…?

Jutro z rana dojedzie Ford Kuga (mam nadzieję, że nie będzie to wersja przedprodukcyjna, bo te są tak żałośnie poskładane, że nie zdziwiłbym się, gdyby przy hamowaniu pogubił światła) oraz Lexus LS z tymi swoimi dziwacznymi, potrójnymi reflektorami.

To ja i Alfa Romeo 159. Teraz mi wierzycie?

Skierowałem się wprost do Alfy 159. Facet z Fiat Auto Poland uprzejmym gestem dłoni zaprosił mnie do środka. Wsiadłem i zamknąłem drzwi, zostawiając go na zewnątrz. Rozejrzałem się po tym włoskim, wysmakowanym wnętrzu – naprawdę, sporo tu stylu i wyczucia. Coś jest w tych Alfach, uwierzcie mi…! Gdy oświetlenie subtelnie przygasło, ja chcąc poczuć się jeszcze lepiej, przystąpiłem do regulacji fotela i kierownicy. I pojawił się zgrzyt – właściwie dwa, bo najpierw zazgrzytał opuszczany fotel, potem zaś zazgrzytało tak bardziej abstrakcyjnie, metafizycznie wręcz. Okazało się, iż mimo pełnej regulacji wszystkiego (kierownica w obu płaszczyznach a fotel to chyba nawet w czterech) nijak nie można było usiąść wygodnie. Czułem się za duży. Za duży do naprawdę sporego auta klasy średniej za grubo ponad 100,000 zł! Siedząc wcześniej w BMW 5 oraz Mercedesie CLS czułem się jak w jakimś bolidzie – auta wydawały się drobne i zwinne niczym gokard, a ja ledwo wystawałem ponad dolną krawędź okna. Dodatkowo korpus miałem kontrolnie schowany za słupkiem – normalnie full gangsta – brak możliwości otrzymania postrzału. A w Alfie 159 siedziałem trochę jak w pracy przy biurku – wszędzie kąty proste a pozycja tak wysoka, że normalnie cycek wraz z bicepsem mi przez okno było widać. Oj, nie lubię tak w aucie siedzieć. Albo jestem jakiś klocek, albo… to nie jest samochód dla mnie.

- Więc jest tak, jak się umawialiśmy – wyrwał mnie z rozmyślań człowiek z Fiata, otwierając drzwi – tu ma Pan kluczyki i dokumenty od oby aut, a w tym mniejszym czeka niespodzianka. Rozumie Pan? Niespodzianka? Może i nas Pan czymś zaskoczy w ramach rewanżu?
- Ja? A niby czym?
- Nie wiem, może wynikami testów? Hehe…
Uuu… widać, że cwaniaczki. Medialni wyjadacze! Pożegnałem się i z zaciekawieniem podszedłem do Fiata 500. Zajrzałem do skrytki – rzeczywiście coś tam było, jakby koperta. Biała, elegancka i zdawała się być pełna. Wziąłem ją do ręki i dyskretnie zajrzałem do środka…


 

Dzienny test świateł – nawigacja dla zagubionych:
część pierwsza | część druga | interludium | część trzecia | część czwarta | epilog




Wpis opublikowany dnia 22.02.2008
Kategoria: Alfa Romeo, BMW, Mercedes | Tagi:
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 7

  1. mms ( February 23rd, 2008 00:56 )

    he he he… Co też mogło być w kopercie? Pamiętaj Blogomotive, że do tej pory nie wpłynęła kasa za Mruczusia! J. się niecierpliwi, a procenty rosną w tempie geometrycznym. Wróć – trygonometrycznym!
    PS
    Dlaczego Twoje 1sze zdjęcie jest takie niewyraźne? ;)
    Pozdrawiam

  2. gromusek ( February 23rd, 2008 03:00 )

    Czekmany na następne części :) Kolego zacznij książkę pisać :)

  3. chakier ( February 23rd, 2008 09:42 )

    ,,Frontowa ściana z białej blachy falistej eterycznie rozmywała się w nieregularnych płaszczyznach drzwi pasażera” – amatorzy, mogli więcej szpachli dać. No i z tego wynika że bity Ci dali.

  4. bartzov ( February 23rd, 2008 14:13 )

    Hm, ciekawie to wszystko wygląda;] Naparwdę udostępnili Ci te wszystkie samochody…?;)

  5. Blogomotive ( February 23rd, 2008 22:51 )

    @Gromusek: “Napisać książkę” to moje marzenie z dzieciństwa. Teraz, jak się ustatkowałem i obrosłem w dobrobyt, postanowiłem je spełnić. Najpierw jednak (to kolejne marzenie z dziecinnych lat) jakąś książkę muszę przeczytać…

    @Chakier: Cztery ślady zostawia, to fakt. Ale żeby zaraz bity…?

    @Bartzov: Też się im dziwię!

  6. henio ( February 24th, 2008 18:37 )

    mms: może się mylę ale jeśli lecą w tempie trygonometrycznym to chyba nie może być źle bo max to 100%, tej wartości nie przebijesz ;] no chyba że bierzesz pod uwagę tangensy czy cotangensy ;) ale tak w ogóle to powiedzenie że coś leci w tempie trygonometrycznym jakoś takie nie zgrabne jest chyba szybciej by rosło eksponencijalnie ;)

    a koperta jak koperta, pewnie jest w niej rachunek np. za benzynę ;)

  7. mms ( February 24th, 2008 19:17 )

    @henio – eee… yyy…. no właśnie to drugie :) Ważne, że lecą! :)
    Pozdrawiam



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!









Polecam: Części do aut amerykańskich