#112 Dzienny test świateł (interludium)

Zgodnie z ukutą przez kogoś (pewnie amerykańskiego naukowca) zasadą, opinię o drugiej osobie na ogół wyrabia się podczas pierwszych kilku sekund kontaktu. Patrzysz na nią, czytasz mowę ciała, porównujesz z poznanymi wcześniej ludźmi i wtłaczasz w ramy jakiegoś ogólnego stereotypu. Zgoda – też tak mam. Ale nigdy, przenigdy nie odważyłbym się oceniać kogoś tylko po krótkiej rozmowie telefonicznej. A człowiek z Fiata, z którym dosłownie w kilkudziesięciu słowach ustaliłem warunki dostarczenia aut do testu, ocenił mnie, zaszufladkował i jeszcze… ech, to dla mnie naprawdę trudny temat… obdarował mnie dość osobistym prezentem…
… z zaciekawieniem zajrzałem do skrytki w Fiaciku. Rzeczywiście coś tam było – jakby koperta. Biała, elegancka i zdawała się być pełna. Wziąłem ją do ręki i dyskretnie zajrzałem do środka…
Wyobraźcie sobie teraz mały wacik – taki do demakijażu. Potem drugi. I trzeci. Ósmy, jedenasty i dwudziesty piąty. I weźcie z tych wacików utoczcie kulę – dużą, zbitą, suchą i włochatą. I ją połknijcie. Tak bardzo mi gardło wyschło. Na wiór. Momentalnie. Kumacie?
„A to fiut jeden!” – wyrwało mi się w myślach. Uśmiechnąłem się. Fiut – Fiat. Fiut – Fiat. Fiutfiat. Dobre, hehe… W kopercie był bilet wstępu na dzisiejszą ekskluzywną (bo zamkniętą dla motłochu i leszczy) imprezę w klubie Utopia. Jeden. Na moje nazwisko. Nieanonimowy…!!!
Początkowo chciałem to olać – cóż, facet z Fiata ma inteligencję emocjonalną na poziomie plastikowego stolika Mammut z Ikei. Zdarza się. Współczuję. Chciałem podrzeć bilet i o sprawie zapomnieć, ale po chwili doszedłem jednak do wniosku, że tak tego nie zostawię. Pójdę tam teraz. Tak jak stoję. E-tam, pójdę. Fiacikiem 500 podjadę pod sam klub. Wysiądę, pokażę zaproszenie i będę się doskonale bawił. Nie jest mi przykro. Każdy się może pomylić. A ja jestem ponad to. Spływa to po mnie, jak po kaczce. Prawda…? Prawda…?

Wsiadłem do 500-tki i pojechałem. Takie mną emocje targały, że nawet nie zdążyłem się przyjrzeć uroczemu wnętrzu tego auta. Nie zauważyłem fajnych detali i fortepianowo-czarnej farby na desce rozdzielczej. Przeoczyłem śmieszny cyferblat wskaźników oraz mięsiste szwy na eleganckim skórzanym fotelu. Nic nie zauważyłem – tak byłem roztrzęsiony…
Pod Utopią, jak to w każdy piątek, kłębił się tłum eleganckich mężczyzn. Na całej ulicy nie było ani jednego wolnego miejsca – poza niewielką przestrzenią tuż przed samym wejściem, zarezerwowaną dla taksówek. W zbyt wielkim byłem nadal szoku, by na to baczyć – i właśnie tam zaparkowałem. Wyłączyłem silnik i wysiadłem z auta…
Rozentuzjazmowany tłum młodych mężczyzn wiwatował na moją cześć. „Kto to jest?”, „Super auto!”, „Niezłe ciacho!” – pokrzykiwali stojący najbliżej. Podszedłem do bramkarza i okazałem zaproszenie.
- Nie mogę cię wpuścić – powiedział stanowczo, acz delikatnie.
- Ała czeło sasewife – próbowałem coś powiedzieć, ale w gardle tkwiła mi wielka kula z wacików.
- Nie w tym stroju – szepnął mi do ucha bramkarz i wymownie na mnie spojrzał.
- Łeee ho uuua? – spytałem, lecz on nie zrozumiał.
Wycofałem się dyskretnie i stając w blasku latarni spojrzałem na siebie. Rzeczywiście daleko było mi do metroseksualnego eleganta. Wytarte, domowe sztruksy. Rozciągnięta na wszelkie sposoby bluza Cons. Na obleczonych w białą bawełnę stopach klapeczki Kubota. I na to wszystko niedbale zarzucony różowawy płaszcz Ryby – ten, co go w pośpiechu wziąłem, jak zbiegałem na parking odebrać kluczyki i dokumenty od ludzi z Fiata. Nie da się ukryć – nie wyglądałem wyjściowo. Trza by cichutko wejść do samochodu i się elegancko ulotnić…
Ale właśnie wtedy, jakby spod ziemi wyrośli, pojawili się paparazzi. Błysk dziesiątków fleszy rozświetlił mnie do białości i rzucił mój niezgrabny cień na domy po przeciwnej stronie ulicy. „O Dżizas – jutro będę na Pudelku!” – pomyślałem i od razu spanikowałem. Zasłoniłem twarz dłonią i rzuciłem się w stronę auta. Po drodze zgubiłem klapka, lecz nie było czasu wracać. Schwyciłem klamkę i wsiadłem do środka – to istny cud, że wcześniej nie zamknąłem samochodu. W trakcie, gdy ktoś niczym książe z bajki pukał w okno moim zagubionym Kubotem, jam Kopciuszek wrzuciłem jedynkę i odjechałem z piskiem opon. Rozentuzjazmowany tłum wiwatował. Za wycieraczkami miałem około 20 wizytówek, a na lusterku od strony pasażera wisiały męskie bokserki…
Pod blok podjechałem przy zgaszonych reflektorach. 500-tka, delikatnie poprykując na dwójce, cichutko wtaczała się na parking. Kątem oka dostrzegłem zaparkowane koło schodów Audi R8. Co by o nim nie mówić – pod moim blokiem, w otoczeniu Lanosa, Laguny, mojej Almery i kilku innych Skód oraz Toyot, wyglądało jak rasowy superkar!
Powoli tocząc się w poszukiwaniu miejsca do zaparkowania rozglądałem się za Passatem. Moją uwagę zwróciło dwóch naprawdę rosłych kolesi – nigdy ich tu wcześniej nie widziałem – skrywających się w konarach pochylonej wierzby. Twarze chowali w cieniu, lecz ich oczy, błyszczące światłem odbitym, patrzyły w jednym kierunku. Spojrzałem tam i ja… Parzyli na Passata. Ufff… bałem się, że obczajają mnie i obskoczę w sagan, jak tylko wysiądę z auta. Uspokojony zaparkowałem niedaleko Audi i spokojnie wszedłem do klatki. Zamykając drzwi wejściowe dyskretnie spojrzałem w stronę wierzby, ale tych dwóch już tam nie było…
CDN w środę tuż po lunchu.
Nie przegapcie!
Dzienny test świateł – nawigacja dla zagubionych:
część pierwsza | część druga | interludium | część trzecia | część czwarta | epilog
Jeśli masz ochotę przeczytać coś podobnego, kliknij w wybrany link kategorii lub tagu,
albo po prostu przejrzyj archiwum wszystkich tekstów.
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!





Cały czas się zastanawiam, czy blogomotive to zawodowiec czy amator :)
A nie wierzyłem Wieśkowi jak mi mówił, że jakiś koleś w laczkach i różowym szlafroku próbował wejść do klubu i go nie wpuścił!!! A jednak!
Damn! – flaszkę przegrałem…
Pozdrawiam
No blogomotive trzeba przyznać, że w niestosownym stroju się wybrałeś. Ja rozumiem sława i tak dalej, ale nie możesz chodzić jak przysłowiowa łajza. Ale jedno mnie strasznie ciekawi i nurtuje. Masz koło chałupy R8, Alfę i inne cuda a pojechałeś pod Utopię 500-tką?? Ja rozumiem lans lansem, ale jakbyś podjechał R8 to każdy byłby twój :-)
Chłopie! Aleś Ty siwy! Mógłbym być Twoim ojcem!
Kedri, wyobraź sobie co by się działo, gdyby blogomotive nie wysiadł z fiaciaka.
Gdyby taką czarną pincetką zadawał szyku do końca, to stawiam szkło, że Wiesiek rozgoniłby tłum a on zaparkowałby przy stoliku pod sceną.. ;)
@Henio: Kombinuj, kombinuj…
@MMS: Nienawidzę tego Twojego Wiesia!
@Kedri: R8, Alfę i inne cuda, z moją obecną pozycją, mogę mieć codziennie. Nawet kilka razy dziennie. A “pięćsetka”… cóż… niczym owoc zakazany…
@Chakier: Kurdelek-serdelek, to by się nawet zgadzało – mój ojciec też ma vivid.com w ulubionych!
@Istick: Mając na pokładzie tryb wspomagania “City” spokojnie mógłbym jeszcze w tym Fiaciku na parkiecie coś wybounce’ować.
A ja się pytam, gdzie tu jest cokolwiek a propos świateł?? ;)
@Fatum: Była noc, więc jechałem na swiatłach. Masz rację, nie napisałem tego w sposób klarowny, lecz uznałem to za oczywistosć…
Może o światłach nie ma za wiele, ale czyta sie całkiem sympatycznie :)
Zachodzę w głowę jak facet upchnął kopertę(nie kopertkę) w schowku Fiata 500, a co do stroju to…do sztruksów zakłada się klapki Zico koniecznie ze skarpetami typu Deichmann(białe, dwa paski, z gotowymi przetarciami na palcach i pięcie). Następnym razem się poradź.
konwencja konwencją, ale jakoś zaznaczaj może fragmenty zgodne z “prawdą materialną”. Wężykiem może. Np. [wężyk] Jechałem do klubu [/wężyk] Utopia [wężyk] wypasionym fiatem 600 [/wężyk].
Bo się gubię.
:-).
A propos małego fiata: http://www.dailymotion.com/fiat-126p-vs-porsche-911_fun
Hmm, co tutaj tak cicho się zrobiło? Czyżbyś przesadził z którymś z samochodów?;>
Chyba zszedl na to przeziebienie :P ;)
Zszedł raczej z powodu tych leków. Lekarstwa za 58,40? Od początku mi się to nie podobało…
Kierowniku? Żyjesz?
Ahoj Kapitanie!!!
Ja mysle, ze Blogomotive celowo trzyma nas w napieciu, jak pierdyknie rozkmine o tych swiatlach w koncu to sie posikamy :P
E tam, choroba to tylko ściema…
Tak naprawdę, to blogomotive teraz siedzi cały czas w Utopii i co podjedzie sam 500-tką to zawsze wraca w pełnym składzie. Rzez można, że urwanie głowy z takim fiacikiem ;)
Hehe, możliwe, ponoć 500′tka bardzo przypadła do gustu pe…yyy… homoseksualistom ;)
Oby sie nie okazało, że Blogomotive to pasażer tego nieszczęsnego Ferrari… Bo jakoś w środę ostatni post napisał…
mam nadzieje ze przypuszczenia @Pytanie się nie sprawdzą…
Pudło – to nie ja. Niepudło – z tego powodu chwilowo zamilkłem.