#112 Dzienny test świateł (3/4)
Nie ma co ukrywać – noc miałem słabą, prawie nie spałem. Okazało się, że nadmiar wieczornych wrażeń oraz wydarzenia mające nadejść w dniu następnym bezlitośnie zdemaskowały wszelkie braki w moim kodzie genetycznym i wychowaniu – mam psychikę ośmiolatka. Nie mogłem uporać się z emocjami. Wrażeń było zbyt wiele. No i jeszcze te hałasy na zewnątrz – dlaczego akurat o 3 w nocy ktoś musiał pod nasz dom jakąś ciężarówką podjechać? Nie mógł normalnie, jak człowiek, za dnia…?!
W końcu zasnąłem. I o dziwo – gdy Margolcia zbudziła mnie koło 9:00, byłem nawet wyspany. Zjedliśmy śniadanie, wypiłem małą kawkę i już miałem wychodzić, gdy coś mnie tknęło. Szybko włączyłem komputer i zajrzałem na Pudelka… Osz kurwa! Mógłbym przysiąść, że nie zostałem do Utopii wpuszczony. Normalnie nie pamiętam tej akcji…!!! Uuua… obciach będzie na blogu! Dobrze, że piszę anonimowo…
Szybko przełknąłem upokorzenie (na drugie mam „Kaczka”, bo tak wszystko po mnie spływa, a na bierzmowaniu wziąłem sobie „Pelikan”, bo porażki tak łykam, jak on małe ryby) i uzbrojony w Canona ruszyłem na testy. Wyszedłem przed klatkę i stanąłem w świetle porannego słońca… Wtedy właśnie to poczułem – mą twarz oblały ciepłe, prawie-wiosenne promienie… absurdu…
Na dole schodów, ustawieni w naprędce zaimprowizowanej kolejce, stali przedstawiciele dwóch koncernów motoryzacyjnych z kluczykami do właśnie podstawionych aut – Lexusa LS 600h i Forda Kuga. Podszedłem do nich, bez słowa wziąłem kluczyki oraz dokumenty i niedbałym ruchem dłoni ich odprawiłem.
Dostojny i pewny siebie przedstawiciel Lexusa, będący absolutnie ponad zadaną mu zniewagą (zapewne również Pan Kaczka i Pelikan w jednym), wyjął z wewnętrznej kieszeni eleganckiej marynarki od Zegny designerskiego Samsunga i zadzwonił po taksówkę. Skończył rozmowę i bez słowa odszedł w umówione z korporacją miejsce. Tymczasem facet z Forda, ewidentnie zaskoczony bezpardonowym zbyciem, począł niepewnie rozglądać się wokół i nerwowo, na rybę, łapać powietrze. Od razu widać – ani z niego Kaczka, ani Pelikan. Poluźnił krawat i zawołał w moim kierunku:
- Czy może mnie Pan podwieźć do metra?!
Nie odezwałem się. Nawet się nie odwróciłem. Jam jest Kaczka. Jam Pelikan. Jestem ponad tłumu skamlenie! Mam tylko żal do siebie, że lekko zaskoczony jego pytaniem pozwoliłem sobie na chwilowe, dosłownie nanosekundowe zawahanie – otóż idąca w wykrok lewa noga zatrzymała się w powietrzu na chwilę… na nanochwilę… Wiem, że on nie miał prawa tego dostrzec, bo był mięczakiem nie zaprawionym w dyskusyjnych bojach. Ale muszę nad sobą panować! Jeśli kiedyś zachowam się tak jak w tym momencie i nie zapanuję nad ciałem, jacyś twardzi interlokutorzy nie dość, że to wychwycą, to jeszcze za moimi plecami zaczną mnie mianem „Przerywnika” określać. I towarzysko będę spalony…
Pierwotnie miał mi w teście świateł pomagać Junior, ale niespodziewanie pojechał w góry. Zostałem więc sam – ja kontra osiem aut. Każde z nich zabiorę oddzielnie we wcześniej upatrzone miejsce – poświecę, obfotografuję i w ten sposób test przeprowadzę. Łatwizna, choć czasochłonne to będzie.
Volkswagen Passat
Na szczęście Passata… ktoś w nocy ukradł, więc trochę mniej aut się do badania zrobiło.

Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że na środku pustego miejsca po aucie, oprócz śladów opon jakiejś ciężkiej lawety leżała biała koperta. Na schowanej w niej kartce było nabazgrolone: „Jeśli chcesz odzyskać auto, przyjdź dziś wieczorem na najwyższy poziom parkingu w Galerii Mokotów i miej przy sobie 10,000 zł”. Idioci – przecież to nie jest moje auto. Ale jeśli mi testy świateł pójdą gładko, powinienem się na spotkanie z chłopakami w sam raz wyrobić. Po co? Przygoda, Rafał, przygoda…
BMW serii 5
Na pierwszy ogień poszło moje ulubione BMW serii 5. Wsiadłem w idealnie dopasowany fotel i spokojnie pojechałem zająć z góry upatrzoną pozycję.

Już podczas jazdy zauważyłem, że jego biksenonowe reflektory w dzień dają ciekawą, acz niezbyt miłą dla oka iluminację. Przeprowadzone testy tylko mnie w tym utwierdziły – na zalanej porannym słońcem drodze trochę nazbyt widoczna jest wielobarwna krawędź promienia świetlnego, a pas tuż przed autem skąpany jest w bardzo niebieskim świetle. Jakby tego było mało, projektorowe soczewki w dość niekontrolowany sposób rozszczepiają snop światła i w zupełnie zaskakujących miejscach potrafią wyświetlić przed autem… no właśnie, może dla rozluźnienia zagadka – co to jest: twarde, czarne i nie kwacze? To mięciutka, żółciutka kaczuszka, którą BMW iluminuje swoimi mega-zaawansowanymi światłami w miejscach zupełnie zaskakujących. Zobaczcie zresztą sami – na poniższym zdjęciu udało mi się uchwycić wszystkie opisane powyżej wady oświetlenia, a na drugim planie, tuż za latarnią, jak na dłoni widać czającą się kaczkę.

To niesamowite prawda? Trochę urocze, a trochę niebezpieczne. Początkowo uznałem to za całkiem śmieszną anomalię, ale podczas drogi powrotnej raz zmuszony byłem dość gwałtownie zareagować, próbując ominąć wbiegające mi przed zderzak żółte monstrum rodem z Cloverfield. Bo o ile przejechanie zwykłej kaczki zalicza się do niegroźnych zdarzeń drogowych (przynajmniej dla kierowcy, bo dla samej kaczki jest to zdarzenie bez wątpienia o tyle istotne, co ostateczne), o tyle spotkanie z tej wielkości stworzeniem podchodzi już pod kategorię wypadku… „Projekt: Monster” normalnie…
Mercedes CLS
W Mercedesach od zawsze denerwował mnie gumowaty układ kierowniczy. Ty skręcałeś kierownicę a auto jeszcze przez jakiś czas jechało prosto. Wymagało to przyzwyczajenia i odpowiednio wcześniejszego reagowania.

W prześlicznym CLS-ie (którego porażki w Best Blogers’ Car 2007 nadal nie mogę przeboleć!) Mercedes nie naprawił przekładni kierowniczej – nadal reagowała z opóźnieniem i ospale. Ale niemieccy konstruktorzy zaopatrzyli ten model w rozwiązanie komplementarne, które idealnie wręcz współgrało z tym jakże irytująco-kiślowatym sterowaniem – projektorowe biksenony po prostu przybliżały obraz! Tak, działały jak lornetka – a dodatkowo, swym przyjaznym, niebieskim blaskiem oświetlały tylko powierzchnię drogi, wszelkie inne rzeczy pozostawiając nietkniętymi. Przeszkody lub zakręty widać było wcześniej – wcześniej zatem rozpoczynało się manewr skrętu. A wiecznie spóźniający się układ kierowniczy miał wtedy wystarczająco dużo czasu, by odpowiednio zareagować. Jazda CLS-em przy włączonych światłach naprawdę bardzo przypominała prowadzenie precyzyjnej jak brzytwa serii 5. Jazda bez świateł stresowała. Ale dobra nasza – cały rok trzeba na światłach jeździć. To przepis na bank wylobbowany w sejmie przez ludzi opłacanych pieniędzmi z sejfów korporacji Mercedes-Benz.
Przyjrzyjcie się teraz uważnie poniższemu zdjęciu – w oddali widać szczegóły, które w światłach innych aut były niewidoczne. Patrzcie – na środku drogi stoi wielka, zielona beczka. Jadąc każdym innym autem (lub CLS-em bez świateł) zobaczylibyście ją dopiero w ostatniej chwili!

Podczas jazdy wszystko jest OK – wzrok szybko się przyzwyczaja do zbliżeń i już po kilkunastu sekundach nie czujesz różnicy. Dramat zaczyna się po wyjściu z samochodu. Gdy odstawiłem Merca na parking i poszedłem po małą 500-setkę, kilkukrotnie starałem się złapać za klamkę – bezskutecznie. Dopiero jak mi wzrok normalnie zogniskował zrozumiałem, że sięgam do klamki stojąc po przeciwnej stronie parkingu! Wyglądałem jak debil, co wyciągnięta przed siebie dłonią szarpie niewidoczny uchwyt.
- Może w czymś pomóc? – spytał przechodzący nieopodal chodnikiem starszy jegomość, od dłuższego czasu bacznie mnie obserwujący.
Spojrzałem w jego stronę i upadłem na plecy. Mimo, że dziadek stał dobre 10 metrów od mnie, ja jego twarz widziałem tuż przy mojej. Może i moje ciało zareagowało zbyt gwałtownie. Może wystarczyło się lekko odsunąć, zrobić unik… ale po przeczytaniu z rana pudelkowych newsów dotyczących mojej wczorajszej eskapady, byłem jakoś przewrażliwiony…
Fiat 500
Fiat 500 jest uroczym autkiem i… jakże mogło być inaczej… równie uroczą atmosferę zapewniają jego światła.

Początkowo nie miałem pojęcia, jak tego dokonano, ale gdy bliżej przyjrzałem się odbłyśnikom jego reflektorów, zauważyłem na nich mikrograwerkę – malutkie kwiatuszki, listki i trawkę. Wszystko to odpowiednio podświetlone widoczne jest wszędzie przed autem. To naprawdę urocze – zerknijcie na poniższe zdjęcie – wiosna cały rok. Czyż nie o to w takich autkach chodzi? Czyż nie mają one za zadanie poprawić nam humoru? Czyż kobiety nie tego od tych aut oczekują?

Muszę przyznać, że efekt kwiecistości jest ciekawy, acz dość surrealistyczny. Oglądaliście „Jestem legendą”? Tak właśnie wygląda droga, gdy jedziesz Fiatem 500 – cała jest usiana kwiatkami, trawką i drobną roślinnością. Jakby od lat nikt przed tobą tędy nie jechał… Zastanawiam się tylko, co dzieje się, gdy wjeżdżasz tą „pięćsetką” na wiosenną łąkę. Czy kwiaty realne multiplikują się z iluminowanymi i masz wrażenie przedzierania się przez dorzecze Amazonki, czy odwrotnie – niczym plus i minus, amplitudy sinusa i cosinusa, zwykłe masło i Benecol – znikają w blasku świateł i jedyne co widzisz, to bezkresne pustynie i ścierniska…?
Alfa Romeo 159
Jak wiece, Alfa ma designerskie światła projektorowe każde ukryte w osobnym rulonie. Wygląda to ładnie, lecz spróbujcie je doczyścić!

Poza tym, światła te rzucają pojedyncze, niebywale jasne snopy światłą. Spójrzcie na zdjęcie – dwa jaskrawe snopy a obok ciemność. To bardzo męczy wzrok, bo świat w dzień wygląda niczym to, co widział Mulder i Sculli, gdy swoimi wielgaśnymi latarkami rozświetlali mroki podziemnych tuneli.

Tak jaskrawe plamy przed autem stanowią zagrożenie. Nie wierzycie? Przyjrzyjcie się jeszcze raz temu zdjęciu poniżej – jest lekko wyretuszowane. Widzicie cios nietypowego?

Nie? Fakt, może przesadziłem trochę z retuszem. Photoshop mnie poniósł. Przyciemnijmy zatem te jaskrawe plamy świetlne. Widzicie, co ukryło się jasności?

Teraz kumacie? Jakiś jełop zapomniał zamknąć studzienkę ściekową. Włączasz światła i tego nie widzisz. Bum i zostajesz na trzech kołach. No dramat normalnie…
Lexus LS 600h
Potrójne soczewki w każdym reflektorze. W głębi zamiast zwykłych ksenonów lub H-siódemek kryją się diody LED. Technologia przyszłości.

Tyle tylko, że skośnooki projektant był fanem gwiezdnych wojen i zamiast rozświetlających, zrobił światła tnące. Biada temu, kto wejdzie w strumienie skondensowanych fotonów rzucane po sześciokroć na drogę przed autem!
- I am your father, Luke.
- You talkin’ to me?! O’rly? Fuck!
Ciach, ciach, ciach, ciach, ciach, ciach.

Lexusem nie dojechałem na testową uliczkę, gdyż po drodze światła przepaliły latarnię, która upadła w poprzek drogi i kompletnie uniemożliwiła przejazd. Starając się zawrócić „na trzy” doszczętnie spaliłem przydrożny kiosk oraz spopieliłem sygnalizator świetlny przy przejściu dla pieszych. Nim ostatecznie zgasiłem światła, w strumień lewego reflektora wjechało Renault Laguna, a wiązka strzelająca z prawego stopiła przydrożny pojemnik z piachem, który to rozlał się wokoło wrzącym krzemem poważnie parząc w stopy ludzi uciekających z zajętego ogniem przystanku…
Ford Kuga
Na przedostatni test wybrałem Forda Kuga – wydawał się idealnym wozidełkiem do odnalezienia spokoju, utraconego po sianiu zgliszcz i zniszczenia w zabójczym Lexusie.

Wsiadłem, uruchomiłem, ruszyłem i… gumowa nakładka pedału sprzęgła zsunęła się na podłogę. Wiadomo – egzemplarz z serii przedprodukcyjnej – jeszcze się chłopaki w fabryce uczą. Wrzuciłem kierunkowskaz i… poluzowana dźwigienka spadła na podłogę. Wiadomo, seria przedprodukcyjna. Dodałem gazu i… schowek przed pasażerem otworzył się i z trzaskiem wypadł z zawiasów, lądując na podłodze. Wiadomo – jeszcze się w fabryce uczą. Hamowanie przed skrzyżowaniem i… piskowi tarcz towarzyszył głośny szum przemieszczającego się w przód fotela pasażera oraz charakterystyczny trzask kruszonego schowka, który przypadkowo dostał się pod rozpędzone siedzisko. Wiadomo. Dojechałem na miejsce testów i włączyłem światła (dopiero teraz, bo po przygodzie z Lexusem uznałem, że lepiej dmuchać na zimne i światła włączać w ostatniej chwili, tuż przed testem). A więc, włączyłem światła i… świat zniknął. Nie było szosy, chodnika, innych aut. Nie było nawet latarni, przejścia dla pieszych ani przydrożnych drzewek. Nie było nawet wystających ponad poziom drogi studzienek – a jak wiadomo, te są obecne zawsze i wszędzie. Było nic. Jedno wielkie, czarne nic. Wysiadłem z auta i… świat się na powrót pojawił. Wsiadłem – zniknął. Wysiadłem – się pojawił. Chciałoby się rzec, że wiadomo, przedseryjna produkcja, że się uczą itp. Ale do cholery – znikanie świata to raczej nie jest błąd w przedseryjnym montażu. To chyba wada fabryczna auta. I to dość poważna!

Zadzwoniłem do centrali Forda. Specjaliści zjawili się pół minuty później. Okazało się, że w obawie o ten przedseryjny egzemplarz śledzili mnie od mojego domu i stali nieopodal w zupełnie niewidocznym, niczym niewyróżniającym się srebrnym Mondeo. BTW: idealne auto do kamuflażu – wsiadasz i znikasz ludziom z pola widzenia. Nikt przy zdrowych zmysłach na ten samochód nie zwróci uwagi.
Diagnoza trwała dosłownie kilka minut. Z przenośnej drukarki, zawieszonej przy pasku u spodni jednego z tajniaków, otrzymałem potwierdzenie interwencji oraz opis awarii. Oddalili się bez słowa, a ja zagłębiłem się w lekturze: „W wyniku wadliwego montażu przedseryjnego elementu zasilającego reflektorów przednich modelu Kuga, wiązki elektryczne zostały zamontowane odwrotnie – plus do minusa, minus do plus, lewy do prawego, prawy do lewego. Opa! Dawaj brachu, wypijmy za to!” Acha… a zatem wydajne żarówki zamiast wydajnie oświetlać drogę, wydajnie chłonęły wszelkie światło z tej drogi, pozostawiając ją kompletnie ciemną i niewidoczną z wnętrza auta. Cóż było robić… wróciłem pod blok bez świateł. A że już na samym początku usiadł mi na ogonie radiowóz na sygnale, powrót pod blok nie dość, że mocno zużył opony Forda, to jeszcze prowadził meandrami blokowiska. Finał był taki, że ja dojechałem bez większych problemów, a policyjna Octavia zawisła przednim zderzakiem na wywróconym koszu od śmieci.
Audi R8
Zmęczony testami wsiadłem do Audi R8. Strasznie nie chciało mi się testować już tych świateł – w tym wnętrzu mógłbym tak siedzieć i siedzieć. Ale cóż, obowiązek wzywa. Wtuliłem się w idealny fotel, ręce oparłem na podłokietnikach i na chwilę zamknąłem oczy…

Zbudził mnie telefon.
- Będziesz na obiedzie?
- Nie Rybciu, wiesz przecież, że testuję dziś auta…
- A gdzie jesteś?
- No na testach…
- Dziwne, bo cię przez okno widzę jak od 3 godzin śpisz w tym dwukolorowym samochodzie!
Od 3 godzin?! Do jasnej cholery – przecież mam jeszcze dziś ustawkę z chłopakami od Passata na ostatnim piętrze parkingu GalMoka!
Przetarłem zaspane oczy, pomachałem przez zaparowane okno filującej na mnie z bloku Rybie i… włączyłem silnik, światła (na razie te dzienne, diodowe) i już miałem ruszyć, gdy zauważyłem coś dziwnego. Wszędzie przede mną pełno było malutkich punkcików świetlnych. Jakby stado świetlików leciało na żer. Jakby wielki meteoryt spadając na ziemię rozpadł się w atmosferze na tysiące małych dopalających się kamyczków. Jakby wiecznie nietrzeźwy sąsiad z trzeciego właśnie doszedł do siebie i odpalił mi prosto w maskę zaległe noworoczne fajerwerki… Tia… przegięli z tymi diodami.

Tego już było za wiele. Wyłączyłem światła, zamknąłem samochód i poszedłem do domu na obiad. Koniec tych idiotycznych, nieśmiesznych i zupełnie nikomu niepotrzebnych testów. Co mnie podkusiło?! Nigdy więcej – nuda, miernota i nic ciekawego. Nijak nie dam rady sensownego i przyjemnego w odbiorze posta z tego napisać. Jak nic, koncerny się na mnie poobrażają i w życiu już żadnego auta do testów nie dostanę…
Ale potem będę o tym myślał. Teraz wrzucę szybki obiad i przygotuję się do wieczoru. Spotkanie z „chopakami”, co to nocą Passata wzięli, łatwe pewnie nie będzie. Szczególnie, że nie zamierzam im żadnej sałaty obstalować – pojadę się spotkać, pogadać… kto wie, może nawet z dyńki obskoczę i w wątrobę z bochna zbiorę! Ale za nie swoje auto dziesięciu kafli im przecież nie zawiozę!
Dzienny test świateł – nawigacja dla zagubionych:
część pierwsza | część druga | interludium | część trzecia | część czwarta | epilog
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

@Blogomotive – kwiatuszki, lasery, kaczuszki?!?!?
Ku przestrodze:
Art. 178a §1 KK Kto, znajdując się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, prowadzi pojazd mechaniczny w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Wyhamuj z tym Vigorem! Błagam!!!
Pozdrawiam :)
Chciałem zdementować pogłoski, jakoby ten odcinek był nużący :]
Fajny ten efekt z laserowymi promieniami Lexusa…
@Blogomotive
przyznaje, momentami smiesznie bylo :)
ale…
jak juz zrobisz te testy – podziel sie z nami wynikami :] w koncu tyle czasu czekalismy…
Blogomotive nie idz nigdzie a tym bardziej nie jedź. Kumpel właśnie kupił tylną klapę z tego Paska :)
@MMS: Wątpię, by to sam Vigor tak działał. Obawiam się, że nałożył się z Teraflu Zatoki… Nic, tylko bolesny odwyk :(
@Aktus: Skoro taki dobry jesteś w dementowaniu, może pomożesz mi zdementować doniesienia pudelka? :)
@Kompetencja: Powiedz to tym ludziom na przystanku. Albo kierowcy Laguny!
@Pętpliczek: Wszystko w swoim czasie. Cierpliwości. Zażyj nospę… ;)
@Bombel: To dobra wiadomość, dzięki. Powiem gościom z VW, że wozu nie oddam, bo go nie mam, ale wiem, gdzie może być, przynajmniej częściowo… ;)
@Blogmotive
nie Pętpliczek a pętliczek :P
ok. czekam z jeszcze większą niecierpliwością lol
Blogomotive, za dużo tego Twojego lewego oka na zdjęciach. Może teraz inne części ciała? Wnętrze małżowiny usznej, gardło albo nozdrze… ;)
no to zrób ten test i daj znać:)
@chakier na pudelku było więcej zdjęcia, ale niestety już fotki zdjęli. Reporter tez zdjęty ;)
@blogo zaskarż pudelka do sądu. Nie widać twarzy, to raczej nie mogą pisać, że to ty ;) no chyba że chodzisz z tą drugą twarzą na wierzchu ( z przedziałkiem na czole ;) )
Nooo kufaaaa, a ja sie zastanawiałem jakim cudem renufka mi samozapłonu dostała (to nie dizel). Masz jakieś OC od tego lexusa? Tylko czy taka polisa obejmuje szkody wyrządzone bezkontaktowo…
Jedyne czego chciałbym się czepić w tym teście to …jednolite warunki pogodowe(to niebo dosyć monotonne) i dosyć pospolity krajobraz(mogłeś chociaż wyjechać z Ursynowa).
To jednak mało istotny detal. Pewnie “gdzie indziej”
przy takiej ilości aut postawiliby je pod najbliższym śmietnikiem, świecili po kolei na ścianę i….w życiu byśmy się nie dowiedzieli o tych “zaletach” i niedociągnięciach.
@blogomotive. I co?? Pojechales po Paska?? Pytam bo coś długo nie ma nowego postu, a kumpel już wsadził do Golfa 1 lampy z niego :)
Ja już kupiłem przednie reflektory i zderzak tego paska. Na allegro :)
A podobno Michał Wiśniewski kupił dla swojej córeczki Vivienne Vienny Wiśniewskiej znaczki, żeby je miała w przyszłości zamiast wizytówek :DDDDDD
Pozdrawiam
Nie wiem o co chodzi bo nigdzie nic nie zamawiałem, a właśnie przyszły w paczce tylne słupki i wnęka zapasu od tego Passata :)
Chłopaki, wpisujcie miasta! ;)
Muszę wiedzieć, gdzie jest ten Passat. Goście z VW są trochę nie w sosie… ;)
Szczecin :)