#119 Tryblogia Quattro


Tryblogia Quattro

Niepokoił mnie fakt pozostawienia BMW M6 na noc w błocie, ukrytego za brzozowym laskiem, z dala od bezpiecznego garażu Leniucha. Niepokoiło mnie również roztrzepanie Chakiera, który zachowywał się tak, jakby pierwszy raz siedział w BMW M6 i pierwszy raz miał zainstalować gdzieś Vistę. Niepokoili mnie (co nie-dziwi-nic) sąsiedzi i lokalsi Leniucha, którzy mieli idealnie skręconą grypserę i małe kropki koło lewego oka. Ale wszystko to pikuś, małe miki… Niepokojące było tak naprawdę to, czego dowiedziałem się podczas krótkiej rozmowy telefonicznej.

Czytając poprzednie części „Tryblogii” (I, II i III) można dojść do wniosku, że wszelkie przygody, jak bardzo by się tragiczne i okrutne nie zapowiadały, ostatecznie zawsze dobrze się kończą. Tym razem – niestety – zapowiada się na autentyczny „Sad End”. Jeden z naszej trójki, jeśli od razu nie kopnie w kalendarz, nie odłoży łyżki czy martwym nie padnie, zapewne spędzi następne kilka lat w pierdlu. A wiedząc, że o Leniuchu tu mowa, pewny jestem, że grypsery nie zaklimi i nie dość, że na górnej pryczy spać będzie, to jeść pozwolą mu tylko w sraczu. Czy długo tak pociągnie? Wątpię… Ale nie uprzedzajmy faktów…

Telefon zawibrował mi w kieszeni. „Bogu dzięki!” – pomyślałem, mając wymówkę, by wymiksować się z żenujących negocjacji z podpitym Benonem, który obiecywał wyciągnięcie BMW z bagna. Odszedłem na stronę i spojrzałem na wyświetlacz: Znajomy PR-owiec. A czegóż on do diaska teraz chce?
- Tak?
- No witam! Słyszałem, że ma Pan M6 na weekend. Gratulacje. I jak?
- Chmmm… średnio. Dość mocno zabagnione…
- No co Pan powie? Naprawdę dali Panu brudny egzemplarz? Ech, amatorzy… Ale ja w pewnej sprawie. W sumie to powinienem Panu dawno o tym powiedzieć, ale jakoś tak nie było kiedy. Pewnie Pan nie wie, że każdy prasowy model BMW ma ukryty gdzieś w niedostępnym miejscu moduł GPS?
- Domyślam się. Inaczej wbudowana w iDrive nawigacja nijak by nie działała.
- Nie, nie… inny moduł. Oni są w Centrali w stanie śledzić, gdzie wypożyczone auto jest. Z dokładnością do 3 metrów. Amerykańska technologia.
- No co Pan powie? – udałem ironiczne zdziwienie, tak naprawdę oblewając się zimnym potem.
- Mało tego! Nie dość, że mogą te auta śledzić, to jeszcze z tym M6 sprawa jest bardziej skomplikowana – im zależy, by auto po weekendzie trafiło w idealnym stanie do ludzi z tego nowego miesięcznika „Top Gear” – mają je na jakiś długodystansowy test dostać, czy jakoś tak. I z tego co wiem, a wiem to od pewnej szychy z Centrali, za punkt honoru stawiają sobie dopilnowanie tego auta.
- Co Pan sugeruje?
- Cóż… uważam, że nawet jeśli przez weekend nic specjalnego się nie stanie (bo z tego co wiem, ich centrum monitoringu ma ten długi weekend wolny), to w poniedziałek Pana kolega, ten od garażu, może się spodziewać nieoczekiwanej wizyty smutnych gości w garniturach. Jeśli skończy się to na zwykłym aresztowaniu przy świadkach, kamerach i konferencjach typu „Ten Pan już nigdy żadnego auta nie przerobi”, będzie miał wielkie szczęście!
- …
- Halo? Jest Pan tam? Blogomotive?
Rozłączyłem się. Byłem załamany – swoim amatorstwem zniszczyłem życie Leniucha!

Rozejrzałem się i napotkałem pełne oczekiwania spojrzenie Leniucha i Benona. Domyśliłem się, że wyglądam nietęgo, więc czym prędzej uśmiechnąłem się i unosząc kciuk do góry zawołałem w ich kierunku:
- Gra!
Spojrzeli na siebie i przybili piątki. Zdziwiło mnie to ich zachowanie, ale zaprawdę większe problemy miałem teraz na głowie. Przecież Leniuch wyniósł się z miasta, postawił dom na bagnach, od 7 lat sobie tylko znanymi metodami zmusza satelity Google Maps do omijania swoich rewirów cały czas pozostając anonimowym… a ja przez swoją niewiedzę, amatorstwo wręcz, już za kilka dni ściągnę mu na kark policję, media i szukających poklasku polityków. Zachowałem się jak gówniarz… lecz czy naprawdę wszystko już stracone?


 

Zakładam, że jest tak, jak powiedział Znajomy PR-owiec – centrum monitoringu BMW ma w ten długi majowy weekend wolne, ale w poniedziałek nadrobią zaległości. A skoro tak, to widzę tu dwa możliwe scenariusze:

Scenariusz 1
W pobliskim sklepie spożywczym nabędę kilkaset tabliczek czekolady. Takiej tradycyjnej – pakowanej w metalową folię pod papierkiem. Jeśli takowej nie będzie, zadowolę się również kilkoma tysiącami Michałków albo innych Tiki-Taków. Słodycze albo zjem, albo wyrzucę… ale metalową folią wytapetuję cały garaż: podłogę, ściany i dach. Dach nawet podwójnie. Żaden nadajnik GPS się przez to nie przebije. I będzie spokój.

Scenariusz 2
Brutalny i bezwzględny. Rosyjski, rzecz by można. Ale to będzie „plan B”, gdyby pierwszy scenariusz nie wypalił.

Zatem udałem się do pobliskiego sklepu spożywczego.
- Czekoladki ma Pani? Takie w sreberkach?
- A są. A jakże. A ile zważyć?
- A jakie są – tabliczki czy cukierki pojedyncze?
- A i to, i to. Zważyć?
- Może czekolady w tabliczkach. 500 sztuk. Najtańsze.
Sprzedawczyni się zważyła.
- A 500 sztuk to nie mam – odparła po chwili, omiatając wzrokiem 6 wystawionych w szklanej gablotce czekolad „Jedyna”.
- To może tych cukierków w sreberkach.
- A to mam. Ile zważyć?
- 80 kilo.
Sprzedawczyni znów się zważyła.
- A 80 kilo to nie mam – odparła po chwili omiatając wzrokiem mały kartonik „Tiki-taków” stojący obok display’a z lizakami.
Mój genialny plan umarł. Leniuch jest stracony. Dopadną go w poniedziałek. No, chyba że… „plan B”. Ale nie, nie mogę, jest zbyt brutalny… poza tym musiałbym na blogu zrobić pop-up w stylu „Blog tylko dla ludzi dorosłych. Czy masz ukończone 18 lat?”, a tego nie umiem… Rezygnację i załamanie zauważyła w moich oczach sklepowa.
- Mogę Panu zamiast tego zważyć trochę misiów Haribo. Też słodkie. Zważyć?
Tym razem ja się zważyłem…

Wracając na ranczo Leniucha sporo rozmyślałem. Jak mogłem być tak naiwny, planując akcje scenariusza pierwszego! Przecież nawet gdybym idealnie wysrebrzył sreberkami garaż, to i tak doszliby po śladach, gdzie ten garaż się znajduje – wszak całą drogę auto było monitorowane. Oczywiście nikt tego nie doglądał live, bo trwa długi weekend, ale w poniedziałek na pewno ktoś obejrzy. I przyśle kogoś innego. I Leniuch kaput – pierdut w pierdel. Niedobrze…

A zatem „plan B”. Cóż robić – bezpieczeństwo kumpla najważniejsze. Jak sztama, to sztama. Wyjąłem laptopa i rozpocząłem planowanie akcji w excelu. Profesjonalnie – w kolumnach „nazwa”, „ilość”, „czas” oraz „osoba odpowiedzialna”, a w wierszach poszczególne działania. Tak właśnie pracują amerykańscy Navy Seals i nasz rodzimy Grom. Skoro już na wstępie zastosowałem metodologię „best practises” – ta akcja po prostu nie może się nie udać!

- Ej, Blo! – z podwórka zawołał mnie Chakier.
Włączyłem screen-saver (kwestia bezpieczeństwa, gdyby ktoś niepowołany chciał żurawia zapuścić) i wyjrzałem przez okno gościnnej sypialni na pięterku, którą Leniuch dla mnie przygotował.
- Blo, co robimy? – pytał Chakier.
- Czekamy.
- Jak czekamy? Auto w bagnie, brak nadziei na jego wyciągnięcie. Nie mam czasu siedzieć tu bezczynnie. Wracam do CharChak Cyber Solutions, Software & Development.
- A Leniuch nie ma żadnego zlecenia dla Ciebie?
- Leniuch?! Człowieku, Leniuch doszczętnie tu zdziczał! To już nie ten sam Leniuch, co kiedyś. Od godziny negocjuje coś z jakimś miejscowym lujem Benonem.
- A co?
- Benon ma auto z bagna wyrwać. Ciekawe jak? Dwa ciągniki nie dały rady, a ten chlor nagle podejdzie i wyjedzie! I Leniuch tak z nim negocjuje. Już trzecią flaszkę robią. Człowieku, nijak nie idzie się z nimi dogadać.
- Nie pękaj, Chakier. Auto będzie jutro rano gotowe.
- Ale jak, człowieku, jak?! Coś ty, tego bagna nie widział? A może też z nimi negocjowałeś?
- O nic nie pytaj. Będzie i już. I powiedz im, że mnie nie ma. To znaczy jestem, ale mnie nie ma. Dla nikogo. OK?
Chakier potwierdził. Ja zamknąłem okno, zasłoniłem zasłonki i ubrałem czarne leginsy i czarny golf. Niebawem się ściemni, a wtedy przez nikogo niezauważony wymknę się balkonem i przystąpię do realizacji „planu B”.

Don’t mess with Ninja!

Ściemniło się wreszcie. Otworzyłem drzwi balkonowe. Z dworu nadal dochodziły strzępy negocjacji:
- Alesssssz Benon, gwa… rantuję. Zzzzzałatwione masssssz to! – potwierdzał coś Leniuch.
- Ba-ank?! – kolebiąc się na boki spytał Benon.
- Ba… yp… ank. Ja mówię! Znasssssssz mnie, nieeee?
Zarzuciłem na plecy czarny plecak i niepostrzeżenie zjechałem po rynnie…
- Blo?! A ty gdzieee… yp… eee? – spytał Leniuch.
- Psssssss… – uciszyłem go.
… i niepostrzeżenie zniknąłem za okalającymi dom tujami…
- Joł, Blo! Ty gdzie? – wpadłem na Chakiera. Stał tyłem do ludzi i gmerał przy rozporku. Poczułem, że również negocjował, choć chwilowo był na stronie.
- Pssssss… – uciszyłem również jego.
… by niepostrzeżenie opuścić ranczo Leniucha.
- Aaaaaaaaaa! @#$% mać! – przeskakując nad zamkniętą na noc bramą przyrżnąłem czołem w umieszczony nad nią czerep martwej krowy.
- Co to? Kto to? – dobiegły mnie głosy z rancza.
Podniosłem się, otrzepałem i truchtem ruszyłem w czerń nocy. To, co zamierzam zrobić, długo będzie mi na sumieniu ciążyć. Ale nie ma wyjścia. Albo Leniuch, albo…

…….
[Dokładny opis „planu B” przed publikacją dałem do przeczytania Rybie. Autorytarnie orzekła, iż jest zbyt brutalny jak na blog, który prowadzę. Gdy wyczerpałem arsenał próśb i błagań, wystrzeliłem z większych dział: „Ma być, powiedziałem!”, „Kto tu nosi spodnie?!”, „Ja się nie pytam. Ja stwierdzam!” i „Nie masz nic do gadania!”. Jaki efekt osiągnąłem, każdy widzi. Cenzura została. Sorry…]
…….

Wróciliśmy nim wstał świt. Tym razem bezszelestnie wspiąłem się po rynnie do gościnnej sypialni i spragniony snu walnąłem się na łóżko.
- Ooouuuuu… – zabuczał ktoś pode mną.
Skoczyłem na równe nogi. Tu powinienem pozwolić sobie na pewną dygresją a propos moich „równych nóg”, lecz nie pora na to ni miejsce… Na moim łóżku dość mocno zmęczony negocjacjami leżał Chakier i cichutko buczał. Nachyliłem się, by sprawdzić czy jakiejś kluczowej arterii mu nie zgniotłem… i wtedy zauważyłem, że obok niego, kompletnie zakryty puchową kołdrą leży nie mniej zmęczony negocjacjami, a o wiele bardziej przez to puchowe nakrycie zapocony Leniuch. Po cichu wyszedłem z pokoju – nawet gdybym chciał, to nie dam rady usnąć w tej gorzelni…

Zbudziły mnie głośne rozmowy. Wstałem cały w drgawkach – tak krótko jeszcze nigdy nie spałem. Zszedłem na dół i od razu dopadł mnie Leniuch z Chakierem.
- Ty, Blo, Benon wyciągnął BMW z błota! Dawaj kaskę.
- Ale ktoś nim pod dom podjechał. Bez kluczyków, czaisz?!
Gdybyście mogli przeczytać ten ocenzurowany fragment, wiedzielibyście co i jak, i dlaczego to BMW przed domem stoi. Ja wiedziałem. Wy nie wiecie, oni nie wiedzieli – więc musiałem udać zdziwienie.
- Ojejku! – zakrzyknąłem teatralnie.
Sięgnąłem do kieszeni po kluczyki, otworzyłem wóz i wsiadłem za kółko.
- Ej, zaraz – zakrzyknąłem teatralnym zdziwieniem – od wczoraj ktoś 800 kilosów zrobił!
- Pokaż – krzyknął Chakier i wsiadł do samochodu. – Kurcze, a to co? – wyjął spod tyłka kilka małych cylindrycznych przedmiotów.
Zamarłem. O do jasnej cholery! Ten syn Benona, szczaw jeden, miał przecież auto po akcji ogarnąć! Tak to jest, pracować z amatorami.
Leniuch podszedł i przyjrzał się przedmiotom z bliska.
- Cóż, wygląda na łuskę 9mm. Chyba od Uzi – zawyrokował stanowczo.
Wszyscy spojrzeli po sobie. Ja również, ale bardziej teatralnie. Nie mogłem pokazać, że coś na ten temat wiem…

A wiem sporo. Oj, sporo. Wam jednak powiem tylko tyle, że już nikt, ale to nikt Leniucha niepokoić nie będzie. W poniedziałek do pracy nie przyjdzie ten cwaniaczek z BMW. Ich centrum monitoringu również będzie świecić pustkami. A tak w ogóle – to o jakim “centrum monitoringu” mowa?! Wszystko tam podziurawione jak sito. Nijak beemki już nie namierzą…


 

Nawigacja po Tryblogii dla zagubionych:
Odc 1. BMVista M6
Odc 2. Tryblogia, odcinek 733+ (by Chakier)
Odc 3. Tryblogii cz.III (by Leniuch)
Odc 4. Tryblogia Quattro
Odc 5. Tryblogia, odcinek 586 (by Chakier)
Odc 6. Tryblogia… (by Leniuch)
Odc 7. Tryblogia ci moja ostatnia…?
Odc 8. Tryblogia, odcinek 387 (by Chakier)
Odc 9. Czyżby wkrótce u Leniucha?




Wpis opublikowany dnia 11.05.2008
Kategoria: Wydarzenia, [Obyczaje] | Tagi:
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 15

  1. chakier ( May 12th, 2008 10:37 )

    Spóźniłeś się…

  2. Autobuc ( May 12th, 2008 13:40 )

    Ej, przestañcie do siebie gadać szyfrem! Na co się spóźnił? Gdzie się spóźnił? I co z tego?

  3. minimal2 ( May 12th, 2008 16:50 )

    Ciekawy baner pod postem mi się wyświetlił ;)

    Niema co, gratuluje…

  4. minimal2 ( May 12th, 2008 16:52 )

    Szkoda, że img jest zablokowane.
    http://www.minimal2.eu/fun/porady.JPG
    to odnośnie tego co powyżej.

  5. Julita ( May 13th, 2008 10:00 )

    Cześć, masz fajnego bloga! Mam dla ciebie propozycję współpracy związaną z blogowaniem. Podasz do siebie jakieś namiary (np. maila)? Mój to: j.szczepanska@clickad.pl

  6. Ostry ( May 14th, 2008 10:47 )

    Blogomotive jest niesprzedawalny :D

  7. Kanapon ( May 14th, 2008 15:48 )

    Ja trochę nie na temat, ale nie mogę się powstrzymać, żeby nie podzielić się z Wami tą informacją. Zobaczcie co od kilku dni jeździ po ulicach starego poczciwego KRK!!!
    Sorry za jakoś zdjeć, ale nie miałem przy sobie aparatu, więc pstrykałem nokią.
    http://my.opera.com/Kanapon/…7290832
    http://my.opera.com/Kanapon/…7290836

  8. Blogomotive ( May 14th, 2008 16:13 )

    @Kanapon: O co z tymi Ferrari chodzi? Kiedyś po Wwie jeździł korowód starych garbusów reklamując Radio Kolor. Może to reklama… chmmm… Żabki?
    A tak na marginesie: http://my.opera.com/Kanapon/…3162617
    Kanapon – pogięło się? ;)

  9. Kanapon ( May 14th, 2008 16:24 )

    To jest reklama Martini. Jeżdżą sobie takie 3 Ferrarki po mieście. Fajne laleczki są wożone przez jakichś frajerów (wszyscy faceci w mieście zazdroszczą tym frajerom…)
    A co do tego czy mnie pogięło… No nie zupełnie. To było w 2006 roku, po drugie, nie mój samochód… ja tylko jechałem (pierwszy raz jechałem 600-tką) i chciałem zobaczyć ile to pójdzie. 600-tka była nowa, jakieś 12.000 przebiegu, zadbana (kolegi, ja wolę większe, choć wolniejsze auta). Poszła jakieś 2 mm więcej i się trzymała, póki nie zaczęła się góra św. Anny (autostrada Wrocław – Gliwice). Wtedy spadło do 180 kmh. Ile faktycznie jechałem, nawet nie wiem, bo na szczęście w okolicy nie było żadnego radiowozu. Ale jakbyś zobaczył miny kierowców vect, pasków czy focusów :-)))

  10. Kanapon ( May 14th, 2008 16:44 )

    To jest moja wanienka (nazwa pochodzi od kształtu, nie od wersji). Wygodna 5-cio osobowa, 1.6 HDI. Prędkość max to 170 kmh. Na polskie drogi to i tak za dużo. Ale do pracy i podróżowania z rodziną wręcz rewelacyjna!!!

  11. Kanapon ( May 14th, 2008 16:44 )

    Kurka, zapomniałem linka:
    http://my.opera.com/Kanapon/…7315229

  12. Marcin ( May 15th, 2008 09:28 )

    Interesujący sposób zagajania ze storny clickad.pl :)

  13. mms ( May 16th, 2008 21:44 )

    @Blogomotive – abstrahując od tematu – jeśli Twój PR-owiec jest faktycznie tak skuteczny to czekam na relację z Lexus Fasion Night.
    PS
    Bez autografu Sharon z dedykacją dla mnie się tu nie pokazuj!!! :)

    Pozdrawiam

  14. Nietryb ( May 17th, 2008 01:52 )

    Co to za wypłosz na górnym zdjęciu?

  15. Blogomotive ( May 19th, 2008 23:16 )

    @MMS: Lexus Fashion Night… tiaaa… Sharon specjalnie dla mnie odegrała tę scenę z Nagiego Instynktu… wiecie o czym mowa, prawda? Relacja niebawem!



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!









Polecam: Części do aut amerykańskich