#122 Juma rodzi jumę


Skręcaj z traski po białe kiełbaski

Nim efektownie i z werwą (vervą?) zakończę tryblogię, postanowiłem dać przedsmak tego, co między innymi wydarzy się na tym blogu wkrótce. A mowa tu o kilku felietonach z tysięcy kilometrów, które przebyłem ostatnimi czasy. I o tych “sytuacjach drogowych”, których doświadczyłem bądź świadkiem ich byłem. Dziś, niejako na rozgrzewkę, o zuchwałej kradzieży. Zimna krew. Na pewniaka. Tak kraść, to ja rozumiem!

Jeśli w jakimś mieście (ja akurat byłem wtedy w Poznaniu, ale w każdym innym mi znanym jest podobnie) koło północy zachce wam się jeść, jedyne jadłodajnie, które wam pozostają, serwują albo zatopione w tłuszczu i soli McBurgery, albo nadal krwiste a już z wielkiego grzanego wałka odcięte kebaby ze zwierząt domowych, albo parówy o zapachu benzyny, starające się ukryć swe kościasto-chrząstkowo-kopytne pochodzenie pod przybraniem z 3 sosów. Decydując się więc na mniejsze zło, wybrałem się zatem tą piękną nocą na Statoila po hot dogi. Dwa zwykłe i Tymbark jabłkowo-brzoskwiniowy. Plus „Motor” lub trochę gorszy „Auto Świat”.
- Które sosy?
- Bez ketchupu.
- Czyli…?
Nigdy tego nie zrozumiem – stoją przed nimi 3 sosy i jeśli nie powiesz, wskazując jednocześnie palcem, które dokładnie chcesz, nijak sami do tego nie dojdą. Nie wierzycie? Sprawdźcie sami.
- Czyli… te dwa pozostałe – pomogłem.
Typowy statoilowy zestaw McBlogo. Idealna porcja energii, witamin i czego-tam-ciało-potrzebuje. Ciekawostka nr1: McBlogo pokrywa 72% dziennego zalecanego spożycia wszystkiego co dla człowieka wartościowe. Ciekawostka nr2: wciągniecie jeden McBlogo z ćwiartką wódki i przez całą noc może ze 3 razy mrugniecie. Pure Enegry from Outer Space!


 

Siedziałem w aucie zajadając się McBlogo i niespiesznie przeglądałem pisemka. Tradycyjnie już dla niemieckich przedruków, w jednym z nich było to, co w drugim ukazało się 2 tygodnie wcześniej. W sumie może warto to nawet pochwalić – konkurujące ze sobą wydawnictwa, a jak zgrabnie współpracują…

Stałem jakieś 5 metrów od wejścia (po lewej stronie), więc mojej uwadze nie mógł umknąć fakt, że przede mną, niejako po drugiej (tej prawej) stronie od wejścia do statoilowego sklepu zaparkowała nowa Honda Accord. Nowa jak nowa – nie najnowsza, ale nowa. Znaczy się – chyba nowa, bo ten lifting, co to zmienił kolory podświetlenia wnętrza i obrzucił chromem atrapę chłodnicy, z tyłu jakby nie zmienił nic – więc skąd niby mogłem wiedzieć, czy jest nowa-nowa (ale nie ta najnowsza, bo tę bym poznał), czy tylko nowa. Wysiadło z niej dwóch zwykłych kolesi i niespiesznie weszli do środka. Pewnie również bo McBlogo. Nuda… wróciłem do pisemek… gdy nagle…

…wsiada kompletnie zalany facet do taksówki i od razu zasypia na tylnej kanapie. Kierowca odwraca się, budzi go szarpnięciem za kurtkę i się pyta:
- Dokąd jedziemy?
Pijaczyna standardowo ledwo jorga o co biega. Rozgląda się i ewidentnie nie klei.
- Dokąd jedziemy?! – głośniej powtarza swe (w tej sytuacji w pełni uzasadnione) pytanie taksówkarz.
- Ale oso chodzi? – międli zachlanym jęzorem pijaczyna.
- Proszę Pana. Jest Pan w taksówce i pytam Pana, dokąd jedziemy! – podirytowanym tonem rzecze taksówkarz.
Pijaczyna patrzy na niego równie mętnie jak poprzednio i zwilżywszy zapijaczonym jęzorem zapijaczone usta mówi:
- Ale oso chodzi?
- Proszę Pana! – taksówkarzowi powoli puszczają nerwy – Jako kierowca taksówki mam prawo wiedzieć dokąd jedziemy!!
- A ja – rzecze pijak, równie niewyraźnie jak poprzednio – jako pasażer taksówki mam prawo wiedzieć oso chodzi…

Pożartowalim, pośmialim… może wrócim teraz do meritum…

…gdy nagle… z mroku biegnącego nieopodal stacji chodnika wychynął zupełnie normalny jegomość. Nieźle ubrany, dość wysoki, z rękoma w kieszeniach. Żwawym krokiem podszedł do Accorda, a będąc od niego zaledwie metr, poruszył prawą dłonią w kieszeni… i wtedy Accord zamrugał światłami i odblokował zamki. Jegomość wsiadł i 3 sekundy później zniknął za zakrętem osiedlowej drogi, zostawiając po sobie nawet imponujące czarne ślady opon oraz nie mniej imponujące wspomnienie dźwięku kręconego pod czerwone pole silnika.

A potem właściciel Accorda wybiegł ze stacji wraz z kolegą – i nawet próbował gonić swoje auto na piechotę, ale chyba nie bardzo wiedział, w którą stronę odjechało, bo miotał się między dystrybutorami i niczym karateka raczył kopniakami tylko jemu widocznych i bez wątpienia otaczających do wrogów. Potem za nimi wybiegł też jakiś pracownik stacji z niedokończonym hot dogiem w dłoni. A potem ja postanowiłem cichaczem się zmyć, bo coś czułem, że jeśli zostanę to wieczór – i tak już późny – przerodzi się we wczesny poranek. Niestety moją próbę skamforowania się wyczaił trochę mniej podniecony kolega właściciela Hondy i poprosił, bym jako świadek zaczekał na przybycie Policji.

W oczekiwaniu na pozostawienie swoich zeznań uciąłem sobie krótką pogawędkę z kolegą właściciela Hondy. Gadaliśmy o wszystkim i o niczym, ot tak dla zabicia czasu. Pierdółki-popierdółki. Nic wartego cytowania. No, może poza jednym jego zdaniem: “Tydzień temu w Poznań Plaza zginęły mu kluczyki i od tamtej pory jeździ na zapasowym komplecie.”


 

Łapiecie klimat? Zadbany Accord po ojcu – skradziony. Ubezpieczyciel odmówi wypłaty, bo przecież brak drugiego (w tym wypadku pierwszego) kompletu kluczyków. A Policja pewnie zacznie śledztwo w sprawie o współudział i próbę wymuszenia odszkodowania – bo facet pierwszej małej jumy nigdzie nie zgłosił…

Tyle to trwało, że zgłodniałem i na koniec powtórzyłem McBlogo. A następnego dnia od siedzenia na wazonie prawie nabawiłem się martwicy łydek…




Wpis opublikowany dnia 01.06.2008
Kategoria: Honda, Wydarzenia, [Wypadki] | Tagi:
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 5

  1. pece ( June 2nd, 2008 01:18 )

    reasumując (pozostając w konwencji wazonowo-porcelanowej) – niezła przesranka.

  2. Hrw ( June 2nd, 2008 10:51 )

    Głupców nie sieją – sami się rodzą.

  3. Marcin ( June 2nd, 2008 16:17 )

    uwielbiam takie komentarze jak ten powyzej :)

  4. Kanapon ( June 2nd, 2008 16:33 )

    I w ten sprytny sposób KTOŚ załatwił sobie kolejny wózek do swoich testów…

  5. Katalog ( June 2nd, 2008 23:54 )

    Hrw, aleś mu dowalił! W sumie masz rację, bo przecież nikt mądry nie zeżarłby dwóch hot-dogów z Tymbarkiem ze Statoila ;)



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!









Polecam: Części do aut amerykańskich