#124 BMW Pit Lane w zatyczkach

Robert Kubica rozdaje autografy

Większość z Was pamięta pewnie krótki tekst o zeszłorocznym BMW Pit Lane Park (czy jak to niektórzy zwykli pisać Pit Line), prawda? Masłożerców zapraszam tutaj. Nawiązuję do tego postu sprzed roku z jednego prostego względu – ucząc się na błędach tym razem postanowiłem uszy swe zabezpieczyć jak należy. Od razu na wejściu do Pit Lane’u wsadziłem sobie w małżowiny zatyczki. A dla pewności Znajomego PR-owca poprosiłem jeszcze o szpanerskie słuchawy wygłuszające wszystko. W pełnym rynsztunku, stojąc nieopodal kręcącego bączki bolidu słyszałem szum własnej krwi w żyłach. Poza tym nie słyszałem nic. Kompletnie nic. Pełna izolacja…

Scena 1: Wjazd na nielegalu, czyli tradycyjne VIPowanie
Miejsce akcji: parking dla VIPów na tyłach BMW Pit Lane
Występują: Ja, Ochroniarze i Ryba via phone

– Halo, Rybciu! Weź no spytaj Znajomego PR-owca, jak mam na ten VIPowski parking wjechać.
– Na hasło.
– No?
– „Zbliż się”.
– Pogięło was?
– Serio. Powiesz i cię wpuszczą na VIPowski parking. Potem zadzwoń, to wyjdę po ciebie z plakietką typu All Inclusieve.

Podjechałem pod grupkę czarno odzianych kafarów i otworzyłem okno. Podeszło trzech. Największy z nich wsadził swój byczy łeb do środka Almery tak gwałtownie, że utworzonym z postawionych na żel włosów rogiem urwał mi podsufitową rączkę dla pasażera.
– Pan dokąd? – spytał
– „Zbliż się”.
Zbliżył się i rzekł:
– Słucham?
– „Zbliż się” – odparłem ponownie. Wiem, że brzmiało to idiotycznie, ale komu mam ufać, jak nie Rybie?! Zbliżył się jeszcze bardziej, krzywiąc wielkim niczym naleśnik i opuchniętym niczym omlet uchem (pewnie od walk w klatce, pomyślałem i ciarki mnie przeszły…) lusterko wsteczne.
– Słucham?!
– Yyyy… jestem z serwisu namiotu dla VIPów – zacząłem kręcić. Czułem się jednak na tyle nieswojo z jego wielką twarzą tuż koło mej filigranowej główki (gdyby niechcący ziewnął, pewnie wrzuciłbym mu odruchowo do gardzieli jabłko, jak mam to w zwyczaju czynić w ZOO przy hipopotamie), że sięgnąłem po największy kaliber. Klucz kluczy. Hasło wytrych. Wiecie jakie, prawda?
– Blogomotive.
Olbrzym cofnął pełen krost i pryszczy łeb, rysując przy okazji nażelowanymi włosami podsufitkę. Odwrócił się tyłem do auta i zaczął po ciuchu dyskutować z kolegami. Całe okno wypełniał wielki tyłek. Przeogromny. Przeszedł mnie dreszcz… Jeśli moje hasło nie zadziała a Ryba tym durnym „Zbliż się” rozeźliła to stado mastodontów, pewnie za chwil parę zostanie wdową… „A taki był z niego dobrze zapowiadający się blogger” – powiedzą nieliczni goście podczas stypy po kremacji…
– Pojedzie Pan wzdłuż płotu i na końcu w lewo– krzyknął do mnie mniejszy kolega olbrzyma (kołnierzyk tak na oko koło 60cm) i wskazał ręką szutrową ścieżkę. Odetchnąłem z ulgą i ruszyłem. Nim na dobre odjechałem, niechcący spojrzałem z wyższością w oczy tego największego, co łbem wizytował mi auto. Zauważył moją butę, lecz był ponadto. Dla zwiększenia efektu bycia „ponad tym” ostentacyjnie ziewnął, ukazując 4 nadpróchniałe zęby wielkości połamanych trzonków od solidnych młotków. Na Boga – to właśnie tacy jak on w Afryce zabijają więcej ludzi niż lwy, tygrysy, słonie i nosorożce razem wzięte!


 

Scena 2: Profilaktyka słuchu, czyli insertowanie gąbki
Miejsce akcji: BMW Pit Lane Park, elegancki namiot VIPowski
Występują: Ja, Ryba, inne VIPy i Znajmowy PR-owiec

– Niech Pan weźmie od razu te zatyczki. Bolid jest naprawdę głośny! – namawiał mnie Znajomy PR-owiec. Ale nie musiał mnie namawiać – w tym roku sam postanowiłem stosować profilaktykę.
– A mogę jeszcze dostać takie specjalne słuchawki? – spytałem.
– One co prawdą są bardziej dla dzieciaków, ale postaram się coś Panu skombinować – powiedział i zniknął w tłumie VIPów.
– Patrz, ile VIPów – westchnęła Ryba – Może też kiedyż takim VIPem będę.
– Zacznij pisać bloga – rzuciłem półgębkiem, odrywając się na moment od otaczającej mnie grupy aktorów, piosenkarzy, gwiazd ekranu i prezenterów pogody.
– Dla kogo pisać? – uprzejmie spytałem pana Zubilewicza.
– Dla wnuczki. Renatka się nazywa.
– A więc: „Pozdrowienia dla Renatki od Blogomotive. Bądź grzeczna i ucz się dobrze”. Może być? – spytałem pokazując mu podpisane własne zdjęcie, których kilkaset na wszelki wypadek sobie wcześniej przygotowałem.
– Bardzo, bardzo Panu dziękuję – skłonił się nisko pan Zubilewicz i odszedł. Jego miejsce zajęła zaś Jola Rutowicz, zwyciężczyni ostatniego Big Brothera.
– Och, bardzo się cieszę, że cię widzę. No bo koleżanki mi mówiły, że piszesz, hihihi, o samochodach a ja mam taki czarny z różowym futerkiem, hihihi, i pomyślałam, hihihi, że cię spytam, czy może chcesz dotknąć mojego konika, hihihi…
Włożyłem zatyczki. Cały świat razem z Jolą umilkł…

Scena 3: Konferencja dla VIPów, czyli Robert stracił głos
Miejsce akcji: ten sam elegancki namiot dla VIPów
Występują: Ja, Ryba, inne Vipy oraz bezgłośny Robert

Tłum kłębiący się wokół mnie w oka mgnieniu rozstąpił się i przeniósł pod mini scenę stojącą pośrodku namiotu. Przed nami pojawił się Znajomy PR-owiec i dziwnie, niczym wyrzucona na pomost ryba, poruszał bezgłośnie ustami machając ręką. Wyglądał, jakby chciał, byśmy się przybliżyli. Gdy podeszliśmy, wskazał mini scenę i kłapał ustami, ewidentnie próbując się zapowietrzyć.
– Oszołom – szepnąłem Rybie do ucha i udaliśmy się we wskazywanym przez niego kierunku.
I wtedy… naszym oczom ukazał się Robert. Wyszedł z zaplecza dumnie na scenę i wszyscy, jak jeden mąż, zaczęli bić brawo. Biłem i ja. Nawet gwizdałem. Wszyscy się odwracali i na mnie patrzyli. Super. Hej-ho – krzyknąłem do Roberta machając ręką. Fiuuuu… – dąłem w dwa palce z całych sił. Ale emocje!!!

A potem stało się coś dziwnego. Robert nachylił się, wziął mikrofon i stał tak z mikrofonem przy ustach dobre kilkanaście minut. Co i raz zerkał to na salę, to na prowadzącego całą imprezę Andrzeja Borowczyka i milczał. Czasami milczał z mikrofonem przytkniętym do ust, czasami z zupełnie od ust odsuniętym. Dziw nad dziwy – pomyślałem. A na zakończenie usiadł i rozdawał podpisane zdjęcia. Ech, my celebryci wszyscy jesteśmy tacy sami…

Mini scena do udawania Roberta Kubicy

Aha (tym razem pisane poprawnie, choć przyznać muszę, że bardziej wygląda to jak ten niemiecki zespół new romantic z lat osiemdziesiątych, niż nasze polskie, swojskie „acha” – cóż jednak począć, zasady pisowni są jakie są a za wysoki jestem, by udawać Bralczyka i się tu w polemikę wdawać)… przygotowałem dla Wam małą niespodziankę – powyższe zdjęcie pustej mini sceny idealnie nadaje się do fotomontażu. Bierzcie je i wklejajcie weń fotki swoje – może kogoś nabierzecie, że Wy to Robert…

Scena 4: Robert kręci bączki, czyli publiczność mdleje
Miejsce akcji: Tuż przy torze, naprzeciwko Pit Stopu F1
Występują: Ja, Ryba, setki fanów Formuły 1 w tym jeden gość wrażliwy na hałas

Na 5 minut przed wyjazdem Roberta z boksu udało mi się wtrynić do 2 rzędu gapiów wtłoczonych w barierkę otaczającą tor. W zeszłym roku oglądałem wszystko z tarasu dla VIPów, w tym roku postanowiłem zejść do gawiedzi. Zbratać się. Niech mnie podotykają…

Technicy gmerali coś przy bolidzie, facet przede mną żywo rozmawiał przez komórkę a tłum za mną wciąż mnie szturchał i popychał. Ech (a może jednak „Eh”?), ta popularność. Jeśli ci wszyscy za mną myślą, że dotykanie mnie przyniesie im szczęście, grubo się mylą. Kiedyś dotknął mnie kolega z osiedla i od tej pory jego auto codziennie rano zalepione jest jakimś sokiem z lipy, nawet jeśli parkuje z dala od drzew. Inny z kolei sąsiad dotknął mnie w windzie i już następnego dnia wyrzucając śmiecie pomylił się, i zamiast torby z odpadkami do wielkiego i pustego jeszcze wtedy kubła cisnął aktówkę. Sięgając po nią na dno sam w kubeł wpadł. Wrócił nazajutrz – ponoć z wysypiska pod Warszawą szedł na piechotę…

Wreszcie bolid został uruchomiony i do mych uszu dobiegł przytłumiony bulgot pracującego na wolnych obrotach silnika. Profilaktycznie założyłem otrzymanie od Znajomego PR-owca słuchawki. Bolid chyba zgasł… lecz nie! To niesamowite! Zupełnie bezdźwięcznie wytoczył się powoli na tor i przystanął dosłownie 2 metry ode mnie. Czyżby to była hybryda? Czyżby Low-Emission Vehicle? Czyżby ekologia wdarła się nawet do Formuły 1?

Facet stojący z przodu skończył rozmawiać przez telefon i nerwowo robił zdjęcia, gdy nagle wnet naraz… me wnętrzności przeszyły niewyobrażalne wibracje. Dźwięk niesłyszalny, lecz wyczuwalny. Oj, wyczuwalny…! Poprawiłem słuchawki na uszach i… tuż przede mną zauważyłem stojącego tyłem do toru faceta, co wcześniej nerwowo robił zdjęcia. Tym razem zupełnie spokojnie patrzył się na mnie niewidzącym wzrokiem a ja rosłem i rosłem… Nie! To ona opadał! Najpierw na kolana, potem twarzą w mój pępek, by na końcu spocząć skronią na moich butach. W jego niezabezpieczonych zatyczkami uszach szkliła się purpurowa krew. Gdy ja najdelikatniej jak umiałem oswobadzałem buty z jego głowy i wielkim krokiem przechodziłem nad ciałem zajmując jego miejsce w pierwszym rzędzie, ktoś z tyłu złapał go za ramiona i wywlekł w bezpieczne miejsce, z dala od toru. Teraz mogłem bez przeszkód obserwować, jak Robert (w tym roku naprawdę zawodowo) kręci bączki.


 

Scena 5: Robert z mikrofonem, czyli problemów z dźwiękiem ciąg dalszy
Miejsce akcji: Tor naprzeciw Pit Stopu F1
Występują: Ja, setki fanów Formuły 1, Andrzej Borowczyk i Robert

Robert wyłączył silnik i zgrabnie wysiadł z bolidu. Odłożył kask i z mikrofonem stanął koło Borowczyka. Spojrzał na tłum gapiów, przysunął mikrofon do ust i zamilczał. Oklaskom nie było końca. Znów poniesiony energią tysięcy moich fanów rozpocząłem arię gwizdów. Szło mi wspaniale: „Lot trzmiela”, „Siekiera motyka”, „Do Elizy” w wersji trance… do czasu, gdy Robert ponownie zamilczał do mikrofonu wskazując palcem na mnie. Publiczność zaniosła się niemym śmiechem. Spuściłem wzrok i zjarałem cegłówkę.

Ryba opowiadała mi nazajutrz, że gdy tak stałem cały czerwony niczym piątka na obrotomierzu diesli, publiczność zadawała Robertowi pytania. Ryba, widząc mą niemoc i totalne speszenie siłą woli przyciągnęła hostessę z mikrofonem i nie bacząc na konsekwencje, zadała jedno z Waszych pytań, z którymi wcześniej ją zaznajomiłem:
– Robert, jakim samochodem jeździsz na codzień? – spytała.
Niestety takich samych hostess krążących z mikrofonami wśród publiczności było znacznie więcej niż jedna, i pytanie Ryby niestety pokryło się z pytaniem kogoś innego o większej sile głosu. Robert (nie, nie można go za to winić, choć przyznam, że zachował się jak cham), udzielił wyczerpującej odpowiedzi na to inne pytanie, pozostawiając Rybę z otwartymi ustami i wybałuszonymi oczyma w geście bezradności. Wyglądała jak ryba. Kumacie – Ryba jak ryba! No, to bez wątpienia żart stulecia. Najlepszy na tym blogu…

Nawigacja dla zagubionych:
BMW Pit Lane Park technicznie
BMW Pit Lane Park w zatyczkach 1
BMW Pit Lane Park w zatyczkach 2
BMW Pit Lane Park w zatyczkach 3
BMW Pit Lane Park w zatyczkach 4

8 komentarzy

  1. Wiesz, tak się wczułem w klimat ortograficznych dywagacji po Twoim wywodzie nt. słowa „aha”. ;)

  2. No „na co dzień” też się pisze tak jak tu – skoro już się zaczęli czepiać ortografii :)

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *