#124 BMW Pit Lane w zatyczkach 3

Patrząc na cały tegoroczny BMW Pit Lane z perspektywy tych kilku minionych dni dochodzę do wniosku, iż korzyści wynikające z faktu stosowania profilaktyki słuchu mają się nijak do tego, co będąc głuchym jak pień straciłem. Dość powiedzieć, że zawiodłem Roberta. Chciał chłopak pogadać, powspominać, może nawet się wyżalić – ale byłem głuchy na jego prośby i umizgi. Głuchy w sensie dosłownym…
Scena 10: Casus autografów, czyli lekcja ekonomi rynkowej
Miejsce akcji: Pit Lane Park
Występują: Ja i łowcy autografów
Na każdym kroku towarzyszyły mi dziesiątki fanów. Powiem wam zupełnie szczerze, że do takiej popularności nie można się przyzwyczaić. Człowiek chce, dajmy na to, się odwrócić – i co się wtedy dzieje? Odwracam się i widzę 20 osób podtykających mi pod oczy jakieś kajeciki. Wybieram dwa (no, góra trzy) i parafuję. Niech mają – dziś warte to niewiele więcej niż stówkę, ale za dwa, trzy lata będą sobie mogli za to niezłego sedana w automacie z USA ściągnąć. Odwracam się ponownie i znów las rąk z notesikami. Tym razem nie parafuję – dla ich dobra. Im mniej autografów, tym wyższa cena tych istniejących. Normalna sprawa – tak działa rynek. Odgarniam się zatem od fanów, roztrącam ręce z wyciągniętymi notesami i ruszam naprzód. Tiaa… są niezadowoleni, ale cóż począć – robię to dla dobra tych, którzy autografy już mają. Oni mi za kilka lat podziękują, że w takich momentach jak ten nie majtałem dłonią z długopisem i nie rozrzucałem parafek na lewo i prawo niczym zbyt mocno przegrzany silnik Peugeota 406 rzuca olejem spod głowicy.
Szedłem dalej przez tłum z notesami i jedyne co czułem, to ciągłe poklepywanie mnie w ramię. Natarczywe, uporczywe i bezustanne. Szlag mnie już trafiał, ale postanowiłem się nie odwracać. Jasno dałem im do zrozumienia, że więcej autografów teraz nie będzie. Nie i koniec. Muszę znaleźć jakąś samotnię…
Jakieś 2 minuty i 135 klepnięć w ramię później byłem wykończony. Ile jeszcze można?! Normalnie zaraz odwrócę się i powiem temu tłumowi, co o nim myślę. I będzie kara – żadnych autografów ani wspólnych zdjęć do końca czerwca. Zero. Nawet z dziewczynami…
Nie, nie odwróciłem się. Takie sytuacje to kuźnia charakteru – tym razem wygrałem. Z odsieczą przyszedł mi sraczyk. Jak zwykle zresztą. Zamknąłem się i odetchnąłem. Po kilku minutach pukanie ustało… Rozsiadłem się wygodnie i odetchnąłem. Teraz wystarczy odczekać tu do wieczora, gdy zamkną Pit Lane i rozpocznie się VIPowska impreza. Wtedy będę mógł bezpiecznie wyjść…
Scena 11: Wazonowa samotnia, czyli porcelanowa komnata
Miejsce akcji: Toaleta na Pit Lane Park
Występują: Ja
Wyjąłem zatyczki z uszu – już nie będą mi potrzebne. Gdy siedziałem tak i rozmyślałem o ortografii (to wbrew pozorom fascynująca dziedzina wiedzy – te wszystkie ochy czy ohy, achy czy ahy i na co dzień prawie codzień… doprawdy pasjonujące!) z zewnątrz usłyszałem głoś Andrzeja Borowczyka:
- Proszę Państwa, wszyscy szukamy Roberta. Czy ktoś widział Roberta? Robert! Robert!
„Ech, amatorzy. Zgubili mistrza!” – pomyślałem wracając do rozważań nad pisownią ech bądź eh.
I wtedy zupełnie niespodziewanie za drzwiami mojej porcelanowej samotni coś zaszurało. Potem ponownie. I jeszcze raz. A na koniec cichutko westchnęło i ze słowami na ustach: „Jak nie, to nie!” (przysiągłbym, że już gdzieś wcześniej słyszałem ten głos) opuściło pomieszczenie toalet. A to cwaniak – czekał cichutko i chciał mnie zaskoczyć. Uuu… za stary wyga ze mnie. Zęby zjadłem na takich fanach!
- Jest! Jest nasz mistrz! – entuzjastycznie krzyczał Borowczyk. – Robert, może jakieś ostatnie słowo na koniec twojej wizyty w Polsce?
- Spojrzyj w lewo, spojrzyj w prawo – rzekł Robert do mikrofonu – nic nie jedzie, ruszaj żwawo.
Oklaskom nie było końca…
Scena 12: Kontakt z nawierzchnią, czyli twarzowa organoleptyka
Miejsce akcji: Pit Lane Park
Występują: Ja, Ryba i asfalt
Spojrzałem na zegarek – dochodziła 23:00 i w mojej sali tronowej zaczynało się robić nieprzyjemnie zimno. Ostrożnie odkluczyłem drzwi i wyjrzałem na zewnątrz – w poczekalni z umywalkami i bidetami było pusto. Ufff… Wyszedłem na zewnątrz i wmieszałem się w tłum VIPów, starających się jak-cie-mogę nie wykazywać zainteresowania mą osobą. O, jest i Ryba.
- No jak tam, rybciu? Fajny pitlejnik? – spytałem uśmiechnięty?
Ryba spojrzała na mnie spode łba i gestykulując zachęcająco rzekła:
- No, opowiadaj.
- No ale co?
- No może żart – rzekła ironicznie.
- Przychodzi hipochondryk do lekarza i mówi, że żona go zdradza, ale żadne rogi mu nie rosną – zacząłem z werwą nie wyczuwając w jej głosie ironii – „To tylko taki przesąd”, mówi lekarz, „Tak naprawdę żadne rogi wtedy nie rosną.”„Uff…”, cieszy się hipochondryk, „Bo już myślałem, że mam niedobór wapnia”.
- …
- Niedobór wapnia, jorgasz?
- Nie wydurniaj się, misiek, tylko opowiadaj, o czym rozmawialiście tyle czasu?!
- Gdzie? Z kim?
- W kiblu. Z Robertem. No, dalej, opowiadaj…
Nim ogarnęła mnie ciemność, zauważyłem zbliżający się szybko do mej głowy asfalt. Idealnie równy i nieziemsko przyczepny asfalt specjalnie na zeszłoroczny Pit Lane wylany…

Scena 13: W światłach biksenonów, czyli niewidoczni muszą odejść
Miejsce akcji: Środek toru Pit Lane
Występują: Jeszcze ja
Było już ciemno, gdy z omdlenia wyrwał mnie dziwny hałas. Leżałem sam na środku toru Pit Lane a nade mną krążył helikopter, silnym reflektorem szperając po asfaltowej płycie – ewidentnie czegoś szukał. Nagle z drugiej strony toru rozchyliła się mała brama wjazdowa i na pełnym gazie, z przepięknym rykiem wielkiego, podwójnie doładowanego silnika V8, wypadło z niej bordowe BMW X6. Helikopter obrócił się w miejscu i skierował swego szperacza wprost na samochód, który z piskiem swoich 20-calowych opon robił właśnie rundkę honorową w okrągłej części toru. Nagle zatrzymał się, rażąc mnie w oczy swoimi biksenonami. Najpierw warknął groźnie, po czym ruszył pełną parą. Wprost na mnie. „Czyżby Robert się mścił?” – przemknęło mi przez myśl.
BMW X6 wciąż nabierało prędkości, błyskawicznie zmniejszając dzielący nas dystans. A ja nadal leżałem na środku toru nie mogąc wyjść z odrętwienia… „Odbiło mu?! Jeśli chciał mnie przestraszyć, to już to zrobił” – pomyślałem, patrząc na swoje przemoczone galoty. A X6 gnało… pędziło, jakby kierowca w ogóle mnie nie widział…
…co się dziwić – nie miał prawa mnie widzieć, bo jakiś palant z helikoptera wciąż walił mu szperaczem prosto w oczy. „Odłożę łyżkę, no raczej” – pomyślałem w chwili, gdy niezgrabnie i zdecydowanie za wolno starałem się odturlać pod ogrodzenie…
Nawigacja dla zagubionych:
- BMW Pit Lane Park technicznie
- BMW Pit Lane Park w zatyczkach 1
- BMW Pit Lane Park w zatyczkach 2
- BMW Pit Lane Park w zatyczkach 3
- BMW Pit Lane Park w zatyczkach 4
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

Raz jak kupowałem sedana w automacie to mi reszty nie wydał. Kiedy przyjechał majster od automatów, opieprzył mnie że kupuję w benzynie i musiałem matołowi tłumaczyć, że w Seicento nie było diesli więc kupuję w tym co mam, a poza tym większym bym do automatu nie podjechał bo całą drogę zastawili. Wkurzył mnie i odechciało mi się sedana. Kupię sobie kombi w innym automacie.