#124 BMW Pit Lane w zatyczkach 4

Na pewno przeżyliście kiedyś coś takiego, że we śnie wydawało wam się, iż spadacie z łóżka, podczas gry naprawdę w ogóle z niego nie spadaliście. Leżeliście normalnie na środku, tylko psychika wam płatała figla. Ja miałem tak w dzieciństwie kilka razy i zawsze, gdy budziłem się z krzykiem okazywało się, że nic się nie stało, znikąd nie spadłem i nadal jestem wzorowo przykryty kołderką.
… teraz, gdy rozpędzone BMW X6 pędziło na mnie jak szalone, właśnie te wspomnienia z dzieciństwa mnie dopadły. „To tylko psychika płata mi figle” – usłyszałem w głowie swój głos. „Uff…” – westchnąłem i już spokojnie obserwowałem zbliżającego się potwora. „On jest na niby” – powtarzałem sobie, śmiejąc się w duchu…
Scena 14: Test łosia, czyli człowiek przed maską
Miejsce akcji: Środek toru Pit Lane
Występują: Nadal ja
Lotnisko Bemowo, jak każde lotnisko, leży na dość dużej otwartej przestrzeni. Fizyka i geografia mówią, iż na tak dużych przestrzeniach otoczonych ciepłym miastem często pojawiają się niespodziewane prądy powietrzne – nagłe i zdradliwe. Taki to właśnie zdradliwy prąd uratował mi życie. Bo zawiał i bujnął helikopterem. Na tyle mocno nim bujnął, że promień szperacza zamiast na oczy kierowcy X6 skierowany został wprost na mnie.
Przez te 2 sekundy, gdy prawie dwutonowy mastodont wymijał mnie na pisku naleśnikowato-szerokich opon, czułem się jak łoś podczas testu – leżałem na środku drogi i tępo patrzyłem się przed siebie. Auto się zatrzymało i usłyszałem szybkie kroki. Ktoś podbiegł do mnie i odwlókł mnie na bok. Rzucił mnie na metalowe barierki i mamrocząc pod nosem „Premierę psujesz, gościu, premierę!” wrócił biegiem do auta i kontynuował rajdowe popisy.
Leżałem lekko otumaniony i odrętwiały na prawym boku i cichutko chlipałem. Zepsułem premiera! Ja zepsułem premiera! Jeszcze bardziej go zepsułem. Ojojoj… zemdlałem…
Scena 15: Odnowa błyskawiczna, czyli powrót do stanu używalności
Miejsce akcji: Renomowany ośrodek SPA w Aspen
Występują: Ja, tajskie masażystki, blond pedikiurzystka i seksowna specjalistka od aromaterapii
Nie wiem, jak się tam znalazłem. Nie wiem, kto za to zapłacił. Wiem jednak, że było warto. Nie, nie napiszę, co potrafią zdziałać swymi dłońmi (i nie tylko!) tajskie masażystki. Nie dowiecie się ode mnie, co poza stopami potrafi pielęgnować blond pedikiurzystka. Absolutnie nie zdradzę wam ukrytych umiejętności seksownej specjalistki od aromaterapii. Nie i jeszcze raz nie! To jest blog o motoryzacji. Chcecie poczytać o gołych babach – odwiedźcie Chakiera i jego „Vivid Girls”.
Nie dość, że było bosko, to jeszcze pachnący i wypielęgnowany zdołałem (doprawdy nie wiem jakim cudem) wrócić na premierę BMW X6 raptem parę minut po jej rozpoczęciu. Dziwne, acz nie niemożliwe… chyba…
Scena 16: Pachnące pachy, czyli tego nie da się wytłumaczyć
Miejsce akcji: Pit Lane Park
Występują: Ja i Ryba
- Gdzie byłeś po tej akcji z BMW? Nie mogłam cię znaleźć po tym, jak ten gość cię pod barierki rzucił.
- Aaa… musiałem się na moment w spokoju ogarnąć.
- Misiu, a co tak pachnie?
- Co pachnie?
- No co pachnie?!
- Yyy… moje pachy chyba…
- A czemu wcześniej tak nie pachniały?
- Jak nie pachniały…? – grałem na zwłokę szukając wytłumaczenia.
- Jak nie pachniały?! Olejkami nie pachniały! Lawendą nie pachniały! Cynamonem nie pachniały! Mam wymieniać dalej?!!!
- Yyy… jeśli możesz… – znów zagrałem na zwłokę.
- Skąd ten zapach?! – Ryba przypominała Wezuwiusza tuż przed masakrą Pompei.
- Mówiłem, że spod pach…
Teraz, patrząc na tę konwersację z perspektywy czasu wiem już, jak wielkim błędem było granie na zwłokę i cwaniakowanie. Pierwszy policzek przyjąłem godnie. Drugi również godnie, z tą drobną różnicą, że śliną zmieszaną z krwią z wargi obryzgałem kogoś z boku. Przed trzecim policzkiem się uchyliłem i radośnie szczerząc zęby w zawadiackim uśmiechu pojednania… przyjąłem na jedynki elegancki cios z damskiej piąstki. Urocze… doprawdy urocze, jak moja Rybcia potrafi się wyzłaszczać. Cóż za kokietka…
Scena 17: Pachnące pachy, czyli zafałszowany odbiór
Miejsce akcji: Wnętrze srebrnego BMW X6
Występują: Ja i abonamentowiec
Nie chcąc być dalej tłuczonym, oddaliłem się ukradkiem od Ryby, dokładnie pomiędzy tym wspomnianym powyżej czwartym ciosem z piąstki w jedynki, a nadlatującym piątym ciosem z liścia w policzek. Myk, i już mnie nie było. Ryba niezbyt się tym przejęła, tłukąc bogu ducha winnego faceta, którego jedynym przewinieniem było to, że stał najbliżej niej… Cóż… samo życie, samo życie, takie właśnie jest…
Udało mi się wsiąść do jednego z wystawionych do oglądania BMW X6. Pięknego, srebrnego, z karbonowym wykończeniem w środku. Zasiadłem za kierownicą i mimo złości w oczach setek otaczających auto ludzi, zamknąłem drzwi. Na miejsce pasażera wgramolił się tzw. abonamentowiec. Złota karta wstępu – do każdej siłki w mieście za friko. Tiaa… był wielki…
- I jak? – zapytał.
- Eee… dziwne auto. Jakoś tak chyba niepotrzebne. Na siłę wymyślone – odparłem, zgodnie z tym, co nadal myślę o X6.
- Nie no, czemu?!
- A X5 nie wystarczyło?
- Nie, X-piątka to cegła. A ten wreszcie może z konkurencją powalczyć.
- Z jaką?
- No, z Cayennem i Q7, nie sądzisz Pan?
- A X5 nie może?
- X5 to z ML-em i Roverem co najwyżej.
- A Pan jak to ocenia? Który najlepszy?
- Cayenne najlepiej wykonany a Q7 najładniejszy. ML dla pierdzieli a Rover dla szpanerów. Szczególnie ten Sport.
- To którego by Pan wziął?
- Już żałuję. Miesiąc temu wziąłem Q7, ale wolałbym tamtego – wskazał palcem na stojące po drugiej stronie toru BMW X6, ciemnobordowe z podwójnie doładowanym silnikiem V8. – Słyszałeś Pan dźwięk silnika? Widziałeś Pan, jak on zakręty bierze?
Czy słyszałem? Czy widziałem? Człowieku! Nikt nie widział tego z tak bliska, jak ja!
- Tylko ten zapach… – rozejrzał się wokoło. – Jakiś taki dziwny. Czujesz Pan?
- Chmmm… właśnie że niespecjalnie.
- Coś jakby tutaj… – węszył, nachylając się niebezpiecznie w moją stronę.
- Eee… może to ten karbon – wskazałem na fragmenty deski rozdzielczej, próbując odwrócić jego uwagę.
- Karbon, Panie, to wiem jak pachnie bo w Q7 mam. To jakoś inaczej tu jedzie… jakby spod pach – powiedziawszy to, spojrzał na mnie badawczo.
- Pach…? – zagrałem na zwłokę. – Pach… pcha… O! Niech Pan patrzy, jak się pchają. Też chcą posiedzieć. Wpuszczę ich. To na razie.
- No cześć, cześć – odparł, nadal badawczo węsząc po kabinie.
Scena 18: Pachnące pachy, czyli huragan z nawiewów
Miejsce akcji: Wnętrze bordowego BMW X6
Występują: Ja i Pan z BMW
Było już grubo po północy – goście powoli się wykruszali lub po prostu poszli do namiotu VIP-owskiego na potańcówkę. Podśpiewywał niejaki Sinclair – chudziutki murzynek o cherubińskim głosie – ponoć światowej sławy artysta… I wtedy zauważyłem, że w najbardziej oddalonej części toru Pit Lane, w półmroku stoi bordowy X6. Samotnie, bez tłumu gapiów wokoło. Och, oby był otwarty… Ruszyłem z kopyta i w mgnieniu oka dopadłem klamki drzwi kierowcy. Yes! Yes! Yes! Wsiadłem i zaryglowałem za sobą zamki…
Teraz, gdy nikogo nie było obok i z wrodzonej przyzwoitości nie musiałem się spieszyć, mogłem wreszcie na spokojnie kontemplować ten wóz. Ustawiłem fotel i kierownicę. Pobawiłem się iDrive’em. Pomacałem, podotykałem i pouciskałem wszystkie dostępne z pozycji kierowcy tworzywa. R.E.W.E.L.A.C.J.A. Tak, uwierzcie mi. Nawet Bentley (tu pokrótce opisywany) nie był lepiej zmontowany. Miał oczywiście lepszy (bo bardziej klasyczny) styl i bardziej eleganckie (bo również bardziej klasyczne) kształty kokpitu, ale nic a nic jakością się nie wyróżniał. BMW osiągnęło szczyt szczytów. Szacuneczek.

Niestety jedna uwaga – pozycja za kierownicą jest oczywiście rewelacyjna, ale tylko dopóki nie spojrzysz w bok i nie zauważysz, że dolna linia okien jest niczym w Fiacie Multipla, na wysokości bicepsu. To dziwne, ale coraz więcej współczesnych aut jest tak projektowanych – siedzisz nisko i soczyście, kierownica i zegary są wysoko (co dodatkowo potęguje wrażenie bezpieczeństwa i „bycia otoczonym” przez auto), ale linia bocznych szyb zamiast cię skrywać, odsłania ci tułów niemalże w połowie. I nie mówcie mi, że inaczej się nie da! Audi, Seat i Mercedes potrafią. Tam naprawdę jak maksymalnie opuścisz fotel, ledwo co widać w przód i na boki. W BMW ledwo co widać w przód, lecz na boki widać wszystko. Niby to i dobrze, a jednak gangsterki pełnej nie ma…
Tak zagubiłem się w kontemplacji, że zupełnie nie zauważyłem starszego Pana, co podszedł do auta i wyczekująco patrzyła na mnie zza szyby. „O, jeszcze jeden cwaniak, co chce w spokoju pooglądać” – pomyślałem i gestem ręki zaprosiłem go do środka, ale na miejsce pasażera. On w odpowiedzi wskazał na miejsce kierowcy. Uśmiechnąłem się i przeczącą pokręciłem głową. On ponownie wskazał miejsce kierowcy i twierdząco pokiwał głową. Ja z uśmiechem ponownie przecząco pokręciłem. On z uśmiechem ponownie twierdząco pokiwał. Ja pokręciłem. On pokiwał. Pokręciłem z większą stanowczością, starając się grymasem nadać twarzy drobinę grozy. On uśmiechnął się i pokazał mi trzymany w dłoni… kluczyk. Ups…
- Tak, bo wie Pan, myślałem, że chce Pan pooglądać… – tłumaczyłem się, wysiadając w pośpiechu.
- Domyślam się – spojrzał na mnie z politowaniem. – Musimy już niestety zbierać auta.
- To podwiezie mnie Pan do bramy – rzuciłem od niechcenia gramoląc się na miejsce pasażera. On wsiadł, poprawił pod siebie fotel i…
- Dziwne… tu też to czuć… – powiedział, rozglądając się wokoło.
- Ale co? – spytałem, przełykając ślinę.
- Eee, nic. Jakby pachy. Ale to niemożliwe – powiedział i uruchomił auto. Niestety było tak dobrze wyciszone, że nie dało się słyszeć tego obezwładniającego dźwięku V-ósemki biturbo o mocy 407 koni. Szkoda…
Pan z BMW włączył światła (ksenony naprawdę fajnie się zapalają – z takim nagłym błyskiem, a potem przez kilka chwil łapią odpowiedni kolor) i… niestety… dwoma kliknięciami ustawił klimę na „Fast – Auto – Low”. Z kratek nawiewów, wprost na nasze twarze buchnęła Katrina. Czułem się jak w wirówce przeciążeniowej – falowała mi twarz, krzywił się nos a policzki rozlewały się za uszy. Spojrzałem bezradnie na niego – ale na jakąkolwiek pomoc było już za późno. Jego ciało, pchnięte mocarnym podmuchem w tył, natrafiło na zbyt nisko ustawiony zagłówek, który zadziałał jak śmiertelny klin. Na wygiętej ponad miarę szyi bezwładnie wisiała głowa. Wielki jęzor powiewał na wietrze a domykane podmuchem oczy tępo patrzyły w podsufitkę. Straszna śmierć…
Sięgnąłem dłonią do elektrycznej regulacji fotela i powoli zacząłem go kłaść, by w ten sposób zejść z linii huraganu. Na szczęście perfekcyjnie działający system kontroli klimatu wewnątrz auta uznał, że pierwotnie wykryte zagrożenie – porażający zapach nieznanego pochodzenia – zostało już zażegnane i przełączył się w normalny tryb, leciutko wiejąc na szybę i nogi. Czym prędzej wysiadłem i biegiem, skulony w pół niczym Ninja, uciekłem w ciemność lotniska.
Scena 19: Kod błędu, czyli wiadomość dla wdowy
Miejsce akcji: Centrala BMW, stanowisko diagnostyczne
Występują: Big Boss i diagnostycy
- Ustaliliście już Panowie, co się wtedy wydarzyło?
- Wygląda to na jakiś błąd w sterowniku klimatyzacji…
- Nie mówcie mi tylko, że to wygląda! Nie chcę wiedzieć, na co to wygląda! Chcę wiedzieć, czym to jest!
- Właśnie podpinamy łącze diagnostyczne. Może to coś da…
- Jeszcze tego nie zrobiliście?! Do cholery jasnej – co mam powiedzieć wdowie?! Że umarł, bo coś wygląda, ale nie wiemy co, bo kabelka nie wpięliśmy do laptopa?!
- Już… są wyniki…
- No i?
- Błąd 114-das.
- I?
- 114 oznacza alarm epidemiologiczny…
- A ten „das”?
- To wygląda na jakiś skrót…
- Wiem, do cholery, na co to wygląda! Ale czym to jest?!
- Już sprawdzam w instrukcji… 114-ark, 114-ced… o, jest, 114-das…
- No i?
- DAS. Deadly Armpit Stink. Że niby spod pach waliło…
- No! I to jest już jakiś konkret. Dzięki, Panowie. Jadę do wdowy…
Nawigacja dla zagubionych:
- BMW Pit Lane Park technicznie
- BMW Pit Lane Park w zatyczkach 1
- BMW Pit Lane Park w zatyczkach 2
- BMW Pit Lane Park w zatyczkach 3
- BMW Pit Lane Park w zatyczkach 4
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

Ty jakieś kompleksy podpachowe masz? Pół tekstu a zapachach spod pachy (wersja męska)/zapachach z podpachy (wersja żeńska)…
No muszę przyznać że wpisik na 5 a nawet 6… Kompleksy podpachowe zdecydowanie wychodzą na wierzch nie wspominając o bokserskim zacięciu (tak pieknie przyjmowałeś te liście niczym worek kartofli :D )
@Chakier i KOT: Mam, pewnie że mam. Takie kompleksy ma każdy, kto ma pachy. Pacha = kompleks. No nie mówcie mi tylko, że tego nie widzieliście…
te marzenia z masażystkami w roli głównej starszego pana z brzuszkiem… ;-p
Mi to sie teraz moj slub śni :) bo mam za miesiac :P