#126 A ty jaką masz klamkę?

Znacie wagę pierwszego wrażenia, prawda? Wiecie też zapewne, że odnosi się ono nie tylko do ludzi? Co miesiąc na naszym rynku pojawia się kilka nowych aut, a w tym samym czasie na świecie przybywa kilkanaście (a jeśli liczyć lubującą się w kserowaniu motoryzację chińską, to i kilkadziesiąt). I każdy z tych samochodów (obojętnie, czy widziany na żywo na ulicy, czy oglądany na ilustracjach w czasopiśmie) ma kilka sekund na to, by mnie do siebie przekonać. Jeśli jest nieproporcjonalny, ma za ciężki tyłek, linię boczną jakąś taką przypadkową lub barokowo-obłe wnętrze – na 99% już nigdy więcej mi się tak naprawdę nie spodoba. Choćby nie wiem co…
A to poważny problem – i co ciekawe, bardziej mój niż tych auta. Bo ja motoryzacją żyję i lubuję się nią na co dzień. I nie na rękę jest mi sytuacja, gdy niekorzystne pierwsze wrażenie ciągnie się, niczym odgromnik z odblaskiem za prawie każdym Polonezem, za większością dostępnych w Polsce aut.
Dlatego już od dawna zacząłem (początkowo trochę na siłę, teraz już mi to w krew weszło) poszukiwać w tych mniej ciekawych samochodach (w tych ładnych również, ale tu raczej tylko dla sportu) tego czegoś co sprawi, że mimo paskudnej sylwetki (A4? A6?) , wnętrza utrzymanego w stylu barokowych obłości z lat 80-tych (wszystkie Hyundai’e i Kia) i własności jezdnych zbliżonych do poduszkowca (te nasze ulubione Passaty i Golfy), na nieciekawym aucie z lubością będę mógł wzrok zawiesić. A choćby i na ułamki sekund tylko…
Diabeł tkwi w szczegółach – wiecie o tym, prawda? Ja poszukuję tych szczegółów, w których tkwi anioł. I takie właśnie „anioły” (jak mnie najdzie ochota) będę starał się opisywać. Detale, które sprawią, że nawet takie pokraki jak choćby BMW X3 wydadzą się wam interesujące.
Korciło mnie, by pierwszy tekst z tego jakże rokującego cyklu (rokującego samego w sobie, bo wiem, że swoimi obiecankami-cacankami ledwo go zacznę, a już go skończę) poświęcić czemuś spektakularnemu. Ale nie ugiąłem się pod wewnętrzną presją, nie będzie o niczym szczególnym… ot, zwykła rzecz – klamka. Prosty przedmiot o prostackim wręcz przeznaczeniu.
Ale… my motoryzacyjni maniacy, co w chwilach, gdy nikt nie patrzy, czule obmacujemy plastiki deski rozdzielczej i delikatnie muskamy opuszkami palców szwy na skórzanej kierownicy, wiemy dobrze, że klamka klamce nierówna.

Nie pokuszę się tu o pełną klasyfikację ich typów, ale o kilku wspomnieć muszę. Weźmy na początek takie Renault Twingo – przecież w nim zamiast klamki było (i jest w nowym modelu również – cóż za piękne nawiązanie do tradycji – wszystko zgodnie z dzisiejszą modą) coś, czemu bliżej zdecydowanie było (i jest) do zawleczki zwalniającej pokrywę silnika! Lecz ja w pełni to rozumiem – tanie auto pełne tanich rozwiązań.

Spójrzmy również na te wszystkie czarne klamki kasetonowe, które gdy zbyt mocno je unieść, trzeszczą i sapią niczym wszelkie podróbki klocków Lego przy próbie ich rozdzielenia – a mimo to, są stosowane w większości aut. Czy naprawdę tak musi być? Czy nie można do wnętrza wychuchanego auta wejść jak człowiek, normalnie chwytając dłonią klamkę, a nie unosząc ją opuszkami palców? Lecz ja to rozumiem – tak jest taniej a w sumie nie mniej wygodnie. Używam takich klamek w swoich autach od dobrych 10 lat i ani razu tipsa sobie nie złamałem, więc nie mogę jakoś narzekać…

Na szczęście są na rynku (niestety już wtórnym) auta, których klamki mają potwierdzony certyfikatem Królowej Matki arystokratyczny wręcz rodowód. Najlepszym po dziś dzień przykładem są te dwa błyszczące cacka z przednich drzwi Alfy Romeo 156 – potężne i ciężkie niczym średniowieczna kołatka z łbem lwa lub smoka. To między innymi dzięki takiej właśnie klamce (a nie dzięki tej tylnej ukrytej w słupku okiennym, na której widok media motoryzacyjne piały z zachwytu) ten sedan wyglądał jak rasowe coupe.

Dziś model 159 czymś takim pochwalić się nie może, choć i on ma klameczki (kasetoniki w zasadzie) niczego sobie. Pełnoprawnym sukcesorem alfowskiej klamki jest jednak bez wątpienia Honda Accord – co prawda ma ich aż 4 sztuki, ale wagą, wielkością i designem tym włoskim nie ustępują.

Inna grupa klamek, o której warto wspomnieć, to „klamki dziwolągi”, czyli w skrócie „klamkolągi”. Swoje miejsce mają tu wspominane już tylne klamki z Alfy 156, ale o ile tam były jak najbardziej na miejscu, o tyle ten sam trick w wykonaniu Seata Leona, Jeepa Compasa czy Nissana Pathfindera jest dość zaskakujący. Co designer chciał przez to powiedzieć? Że sportowa nutka? Że design ruchu? Że zatarcie linii? Że tajemnicza kinetyka? Nie mówcie mi, że to kupujecie! Taka klamka tylna to tylko Alfie 156 przystoi. Wiadomo, pierwszy bierze wszystko.

Wśród „klamkolągów” wyróżnić można małą podgrupę – tak zwane „klamkodziwy”. To te z aut Lamborghini, czyli patyki wyskakujące z karoserii po uprzednim naciśnięciu guzika. Co by o nich nie mówić i jak bardzo ich nie obśmiewać, Lambo ma prawo do takich klamek, bo to superkar. A każdy superkar musi być opływowy – i te klamki takie są, a właściwie prawie w ogólne ich nie ma. Ale po jakie licho takie klamki ktoś kiedyś montował w Fiacie Barchetta? Pomijając jego uroczy design, to przecież jest kabriolet, który napędzany tym swoim 133-konnym silniczkiem jedyne co potrafił, to skrzypieć, trzeszczeć i bujać lusterkami. Większa klamka by mu nie przeszkodziła. A byłoby wygodniej…

Czy są jeszcze jakieś inne ciekawe klamki, klamkolągi i klamkodziwy? Zaprawdę, nie pomnę… Pamiętam jednak, że do poprzedniej wersji Forda Mondeo nie byłem początkowo przekonany – wydawał mi się jakby z cieńszej blachy zrobiony, niepewny. Jednak gdy razu pewnego dane mi było drzwi jego otworzyć i poczuć w dłoni jego niezbyt piękną, acz wygodną, solidną i mile twardą (bez skojarzeń!) klamkę – zdanie o aucie zmieniłem. Lubię go do dziś… a od klamki wszystko się zaczęło…
Jeśli masz ochotę przeczytać coś podobnego, kliknij w wybrany link kategorii lub tagu,
albo po prostu przejrzyj archiwum wszystkich tekstów.
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!





Mam 156-tkę. Klamki ma fajne, ale te chromowane guziki potrafią się czasami zaciąć… A tylne łamią mi paznokcie. Stoję więc czasem bezradna przed autem i na rycerza czekam, by mi wejść pomógł.
Jolu, też mam 156-tkę. Na chromowane guziki pomaga WD-40.
Ja zaspawałem, bo mi blachary pod remizą wyrywały ciągle :D
Nie ma to jak rozkoszny ciężar klamki w kaburze pod pachą. Wtedy w każdym aucie dobrze wygląda, chyba, że gajer źle dopasowany
U mnie w maszynie drzwi bez klamek. Zdemontował mi wioskowy kolektyw kiedy nie patrzyłem. A nie patrzyłem, bo akurat uczyłem stodołę Jędrzeja backflipu na deskorolce nad tą powaloną brzózką, co się w zagajniku od pieruna wyłożyła, wiecie. Ale było poobiednio, mówię Wam. Tak było, że aż Zocha z Wiechem i dwugłową jałówką PITa na wietrze wypełnić nie mogli. Na szczęscie ten rokujący cykl już się skończył. Na szczęscie!
AUDI A4 – BRZYDKIE??? No nie, chyba się pogniewamy :) Avant jest chyba jednym z najładniejszych kombiaków na polskich drogach :)
A wracając do klamek. Kwintesencja klamki, była zwykła klamka od sracza w żuku albo nysie, to był dopiero klamor, wszystko inne to marna imitacja.
Ja mam służbowego glocka, choć wolę berettę. A po cywilu używam waltera ppk.
Hm. Trochę polecę zaszłością. Pierwszym mym autem był (trzydrzwiowy! pięciodrzwiówki opisanego poniżej patentu nie posiadały) fiat uno. Biały na dodatek. Jakoś do dziś mam sentyment do jego “prawieże” klamki, czyli plastikowego dynksu otwieranego środkowym palcem, którym po otwarciu drzwi można było jeszcze pozdrowić współkierowców. Sentyment mam do dziś, bo chyba nikt inny podobnego patentu nie posiada.
@smi: Renault 5 2-giej generacji miało taki patent (w pierwszej był guzik a nie dźwignia). I Twingo w sumie ma podobnie.
Broń_boże wd-40 do klamek i zamków !!!
tylko smar do zamków, wd-40 sie nie nadaje do tego bo jest za suche i można zaliczyć zonka. Ja mam klamki podobne jak w alberce czyli schowane w bryle nadwozia i w sumie sobie je chwale. ;)
Są jeszcze klamki z Civic’a V gen które chwyta się nie “z góry do dołu, pionowo” a z boku, nieco dziwnie
Jakże zmęczony musiałem być podczas pisania o klamkach, że zapomniałem o bocznochwycie z mojego pierwszego, w 100% własnego auta! Wielkie dzięki, Nelq! Jak wrócę z działeczki, dostaniesz Dyblog za zawstydzenie moto-guru.
Eeee tam, wcale mnie to nie zawstydziło ;)
Wstyd, Blogo, wstyd. Jak mogłeś zapomnieć o swojej Hani!
A Dybloga chyba oprawie w ramke i powiesze na ścianie, będę pokazywał kiedyś wnukom.
A… Alfa Romeo GTV ? 95-06 ? to byl myk na skale Ferrari w samochodzie ktory dzis znajdziemy za ok 12 000 zl. Pininfarina wie, co robi…
blog umiera :/
Cóż, na każdego kiedyś przychodzi pora – czemu nie miałaby również przyjść na bloga. Tiaaa… blog umarł… no, chyba że jest akurat w Kołobrzegu na wakacjach… ale kto go tam wie ;)
Blogomotive,
pogoda jest?
pogody nie ma
BLO no to czekam-y
Zapomniałeś o pięknych klameczkach w Civicu V:
http://i43.tinypic.com/2qv8h74.jpg
Nie tylko klamki, ale egzemplarz w ogóle zachwycający.