#134 TopTen chałowych aut

Nim przeczytacie poniższy ranking musicie poznać definicję chały. Bo moi drodzy, chała to.. to jest chała po prostu. Słabizna. Ale chałowe auto wcale nie jest kiepskie… ani słabe… ani brzydkie… ani tym bardziej złe. Jest po prostu chałowe, czyli… no właśnie… jakieś takie bez sensu i nijakie. O! To dobra definicja. Bo nijak nie potrafię pojąc, jaka to okrutna i przedwieczna moc może wpłynąć tak na człowieka, by dobrowolnie wyłożył gruby szmal na chałowe auto prosto z salonu. Ja osobiście tego nie wiem, ale pewnie powiedzą mi to ci z Was (a pewnie jest Was niemało), którzy autami z poniższego rankingu, nie bacząc na roztaczaną wokół chałę, na co dzień sobie jeżdżą. Wstydzilibyście się!
Chała nr 10,
czyli Volkswagen Polo (IV generacja znana również jako 9N)

Przypominacie sobie na pewno jego poprzednika niejako sprzed liftingu – zwykłe acz wyraziste światła, naprawdę fajne zegary (w takich niby skręcanych na śruby tubusach) i proste, acz mięsiste tylne lampy. A tutaj spojrzenie zdziwionego liska (wprost z małego Lupo przejęte) i beznadziejnie proste zegary.
Zalety? Dwie – silnik SDI, który zachowując porażającą dynamikę snopowiązałki podczas żniw spala tylko 2 litry ropy na dobę oraz płyta podłogowa – ta sama, na której jeździła wówczas Skoda Fabia – tańsza, nie gorsza i (przynajmniej w Polsce) nie mniej prestiżowa… o ile o jakimkolwiek prestiżu w autkach napędzanych silnikami o pojemności mniejszej od butelki PET można mówić.
Zajawki? No jakoś nie zauważyłem.
Chała nr 9,
czyli Ford Scorpio (Mk III)

Wiele o tym aucie już napisano i powiedziano – że brzydki, że na siłę amerykański, że obły i zbyt rozlazły. Wszystko to racja. Choć mi aż tak bardzo jego debilne światła przednie (jakby trzy dni temu w ryło obskoczył i teraz doleczał siniaki) ani tym bardziej wąskie tylne zupełnie nie przeszkadzały – miało to swój unikalny styl i szyk. Mnie najbardziej w tym aucie żenowała jakość montażu wnętrza – ilekroć do niego zajrzałem (a stało za mej młodości kilka takich na osiedlu), widziałem albo odlepiający się drewnopodobny plastik na drzwiach, albo przetarty mieszek skrzyni biegów, albo pękniętą okleinę kierownicy, albo wypłowiałą od słońca deskę rozdzielczą, albo porwaną tapicerkę. Dramat niedopuszczalny w tej klasie. Choć może winą za to trzeba obarczać użytkowników, którzy w znacznej mierze byli albo kierownikami budów o elegancko przystrzyżonych wąsach kryjących resztki jajecznicy, albo drobnymi przedsiębiorcami z rańca warzywa na targ wożącymi.
Zalety? Obszerność, szczególnie w wersji kombi.
Zajawki? Uroki majsterkowania z klejem podczas utrzymywania wnętrza (zmontowanego chyba przez Steve Wondera) w jako takim ładzie.
Chała nr 8,
czyli Ford Fiesta (Mk6)

Poprzednia Fiesta była niezłym autem do miasta – zgrabna, mała i dość wygodna. Ta dzisiejsza niestety wygląda jak pudełko z cienkiej blachy. Jest kompletnie pozbawiona wyrazu, jakości i klasy. Założę się, że gdybyś wypożyczył ją na jeden dzień i pojechał do Tesco, nigdy już byś jej na parkingu nie odnalazł. Jest niewidoczna. Załamuje światło tak, że zamiast auta widzisz to co jest za nim – sklepowy wózek czy choćby wiecznie zajęte miejsca dla inwalidów.
Zalety? Brak. A już szczególny brak zalet ujawnia wersja z małym silnikiem diesla.
Zajawki? A i owszem, jedna jest – radio o trzech panelach. Niespecjalnie to ładne i dobrze wykonane było, ale przynajmniej wyglądało niestandardowo. Zawsze mnie ciekawiło, czy można było sobie te panele inaczej ustawić. Że niby taki tuning…
Chała nr 7,
czyli Opel Vectra (B)

Ten wóz to designerski atak Opla na klasę średnią opanowaną przez już wtedy niezłego Passata i jeszcze lepiej jeżdżącego Mondeo. Że o Avensisach, Accordach, Primerach i francuzach nie wspomnę. Atak początkowo udany… udany z zewnątrz. Lecz w środku dramat porównywalny z Fordem Scorpio. Plastiki rodem z chińskich zapalniczek, jakość montażu charakterystyczna dla Spółdzielni Inwalidów „Przymierze” a ergonomia znana do tej pory tylko kierowcom starych Ikarusów. No i ten wypalający się po kilku latach wyświetlacz, te odchodzące chromowane listwy przy szybach, te matowiejące światła. Nawet gdybyś bardzo chciał, nie było jak utrzymać tego, bądź co bądź prestiżowego auta, w należytym stanie.
Zalety? Dzisiątki. A dokładnie tyle, ile szczelin w desce rozdzielczej, w które taksówkarze mogli sobie długopisy na sztorc wtykać.
Zajawki? Dwie – cudaczne lusterka (choć pierońsko małe) i jedna wersja (zapomniałem nazwy – czyżby S2000? IS200? 2000GSI? Od kilku dni kombinuję i nic…) z fajnym przednim zderzakiem (miał takie niby wloty dla powietrza „chłodzącego opony”).
Chała nr 6,
czyli Daewoo Nubira (II generacja)

Nigdy nie miałem nic do pierwszej Nubiry. Nawet nie miałem o niej swojego zdania… do czasu, gdy zobaczyłem jej unikatową i później nie produkowaną wersję hatchback. Nie wyglądała ani ładnie, ani specjalnie praktycznie, ale była odważna – chyba do tej pory w klasie średniej (bo do takiej Nubia coś mi się wydaje, że aspirowała) nie ma nadwozia 5-drzwiowego z tak pionowo ściętym tyłem. Lecz wersja II z równie złym i śmierdzącym taniością typowo taksówkarskim wnętrzem nie dość, że nie wniosła niczego lepszego (a można by tego oczekiwać, wszak po to się robi liftingi) to jeszcze zabrała hatchbacka i przyniosła durne światła przednie. Już lepiej było nic nie robić…
Zalety? Chyba cena nią była…
Zajawki? Chyba nic…
Chała nr 5,
czyli Honda Civic (VII generacja)

Byłem o krok od kupna czarnej, 3-drzwiowej wersji 1.4 – pod koniec 2001roku kosztowała dokładnie tyle, co moja Almera 1.8. Poprzednio miałem Civica i ta marka strasznie mnie pociągała. Naprawdę byłem o krok… na szczęście zrobiłem krótkie podsumowanie. I wyszło mi z niego, że ten pożądany samochód stał na haniebnych 14-tkach, miał kierownicę grubości rurki do picia coli, tapicerkę siedzeń z prześcieradła (które jak wszyscy wiemy, ciągle się przeciera pod tyłkiem) a deskę rozdzielczą z pomalowanego na plastik kartonu.
Do dziś mnie irytuje ten model maksymalnie – producent potraktował nas jak debili: „Jestem Hirochito (czy jakiś tam inny) Honda! Cimna masa kupi wszystko co zrobię!”. A niedługo potem był lifting wnoszący większe koła, lepiej wyglądające światła, fajniejsze materiały i lepsze wyposażenie.
Zalety? Znaczek na masce.
Zajawki? Skrzynia biegów.
Chała nr 4,
czyli Toyota Auris

Typując Aurisa wcale nie uważam, że jego poprzednik, Corolla 9 generacji, była autem lepszym. Nie – była autem równie chałowym. Ale pojawiła się na rynku spokojnie, bez zamieszania – ot, przyszedł czas na następcę, była moda na auta niemiecko-wyglądające, więc się pojawiła. Tymczasem Auris wkroczył do salonów hucznie. Co to nie on! Tajfun istny. Nowa nazwa. Ja pikolę! Lecz mało kto wie, że jego premierę inżynierowie Toyoty odłożyli o rok, jak tylko ujrzeli obecną Hondę Civic. Mieli rok na to, by zrobić coś konkretnie przebojowego. I co zrobili? Chałę oczywiście! Tandetne materiały we wnętrzu. Przegięta konsola środkowa. Rozdmuchana karoseria Yarisa. Auto wyższe niż szersze – normalnie Suzuki Wagon R+ za wzorzec chyba służył…
Zalety? Niektórzy nadal wierzą w niezawodność tej marki…
Zajawki? Soczewkowe wskaźniki za kierownicą. Kompletnie bez sensu. Ale przynajmniej jest inaczej…
Chała nr 3,
czyli Mercedes B (W245)

Chyba nie ma innego auta na rynku, które byłoby zrobione bardziej na siłę. Pewnego wieczoru inżynier Helmut Von Klingenhof wraz z szefem marketingu Jurgenem Sztrikte sącząc piwo przeglądali firmowy folder Volkswagena. I nagle Von Klingenhof zadał pytanie: „- A dlaczego, drogi Jurgenie, nie mamy w ofercie czegoś takiego jak Golf?”. Jurgen się zamyślił, dopił piwo i wyszedł nic nie rzekłszy. Po drodze do windy wysłał do podległych mu designerów krótkiego, acz stanowczego SMSa: „Ein Golf, bitte. Fur gestern”. I klamka zapadła. Mamy dziś coś, co wyglądem przypomina nic a technicznie niewiele różni się od przedłużonej, poprzedniej wersji klasy A. Jedyny to chyba Mercedes tak kompletnie wizerunku, stylu i duszy pozbawiony.
Zalety? Litr wachy temu, kto choć jedną znajdzie!
Zajawki? Patrz wyżej.
Chała nr 2,
czyli Toyota Camry (VI generacja)

Rozdmuchana karoseria, amerykańskie (w najgorszym tego słowa znaczeniu) wnętrze i zero prestiżu. Niby wygląda jak pomniejszony Lexus ES, a jednak bliżej jej do Korei. Absolutnie rozumiem zakup tego auta z drugiej/trzeciej/czwartej ręki – jest przestronne i duże (a więc bezpieczne) i zrobione w Japonii. Ale żeby kupić je w salonie? No litości…
Zalety? Japońskie.
Zajawki? Za… co?
Chała nr 1,
czyli Mitsubishi Carisma

Mój niekwestionowany lider rankingu – normalnie najchałowsze auto świata. Miszcz czystej krwi! Wiecie, czym się jego chałowy geniusz objawia? Tym, że nie jestem w stanie nic ciekawego o nim powiedzieć. A jeśli już w jego licznych liftingach coś nieźle poprawiono, to coś innego musiano skopać. Przydymione przednie światła – prawda, jakie fajne? Tylko, że nic poza nimi fajne już nie jest. Jeden z pierwszych silników (jeśli nie pierwszy seryjnie sprzedawany) z bezpośrednim wtryskiem benzyny – tzw. GDI. I co? Dziś to zmora właścicieli – żadne ASO nie chce go naprawiać. A nawet jeśli działa dobrze (w co wątpię, bo jakość benzyny u nas jest, oględnie mówiąc, różna) to oszczędny jest tylko wtedy, gdy ruszając spod świateł nie próbujesz wyprzedzić załadowanego szczytowym tłumem Ikarusa. W każdym innym przypadku chleje wachę jak rasowe V8. Chyba nie przesadzę zbytnio, gdy powiem, że Carisma nie ma w sobie nic, co mogłoby się komukolwiek spodobać. Dlatego jeździ ich tyle co kot napłakał… trochę szkoda, bo to zacna firma i całkiem niezłe auto. Choć chałowe na maksa…
Zalety? Ani japońskie, ani ładne, ani wygodne, ani oszczędne, ani szybkie…
Zajawki? Lider tego rankingu… więc jest już się czym chwalić.
Nim przystąpicie do podrzucania swoich typów i krytykowania moich wyborów przypominam, że auto chałowe nie jest autem złym, tandetnym czy brzydkim! Jest po prostu autem bez sensu, bez ikry i bez… bez czegoś szczególnego. Przyglądając się na ten powyższy ranking zastanawiam się, jak bardzo zmęczeni i znudzeni swoją pracą musieli być ci, co ostatecznie klepnęli projekty i uruchomili taśmy produkcyjne. I jak wielkimi hipokrytami byli ci, którzy foldery firmowe tym autom pisali.
A teraz wyprzedzę kilka prawdopodobnych Waszych typów…
Daewoo Tico? Nieprawda! Jest malutkie, ma dużo drzwi i swego czasu nieźle u nas na rynku namieszało.
Ssang Yong Rexton? Bynajmniej! Jest bogato chromowany, ma niemiecki silnik i dla kogoś, kto nie musi Patrolem lub Land Cruiserem się wozić będzie w sam raz.
Nissan Almera? O co to, to nie! Ja go mam i sobie chwalę – a to zamyka temat.
Fiat Stilo? Na pewno nie! To był dla Fiata przełom – co prawda niespecjalnie z designem i ceną się wstrzelili, ale technicznie i montersko dokonali skoku. Poza tym, w wersji 3-drzwiowej to bardzo ładne auto.
Cóż więcej?… no sam nie wiem. Chyba się już wyprztykałem z chałowych aut…
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

No więc nowa Skoda Fabia Sedan. Do Fabii nic nie mam, jako kombi to naprawde fajne auta. Ale nie wiem, kto wydaje ciezka kase, zeby w salonie nabyc brzydkiego i niewygodnego sedana…
Jezdze vectra B i nie jest tak tragicznie wcale, lusterka sa strasznie male i przeszkadzaja. Co do szczelin i wykonania to nic takiego nie ma miejsca wiec nie wiem skad wziales swoj obiekt do ogladania :) Ergonomia jest dobra, duze przyciski, panel sterowania klima czytelny i prosty (zupelnie odwrotnie do VAGow gdzie przyciski od klimy sa malutkie i niewiadomo o co chdozi). Miekka decha rozdzielcza, plastiki na drzwiach niezle. Ale wiadomo, kazdy swoje chwali, ale rzeczywiscie pod wzgledem materialow wykorzystanych do wykonczenia vectra ustepuje, ale nie ma takiej tragedii. Belive me ;)
A wersja z fajnym zderzakiem to i500, byly tez OPC/Zender, tez mialy fajne zderzaki. I500 wypuszczal irmscher.
Vectra 2000 to byla poprzednia generacja ;)
Ja dorzucę nowego Nissana Pixe … z zewnątrz ohyda, hybryda bo globalne łączenie rywali doprowadziło do jakiś właśnie hybryd niby Nissan, ale coś z Suzuki itd.
@Baca: Tiaa… generalnie każde miejskie autko w sedanie wygląda pokracznie. Każde poza Fiatem Linea.
@Salieri: Vectra B to dobre auto – dość ładne, ponoć w miarę bezawaryjne i nieźle wyposażone. Ale chałowe, bo źle zmontowane. Jeździłem dwoma i były dokładnie tak samo skrzypiące. Wiem, że to mogły być przekoszone “lekko bitki”, ale na potrzeby tekstu sobie uogólniłem. Mój blog, moje kredki ;-)
@Kepilif: Nissan co?
Ja tam nie kumam Opel Agila. Tym się jeździ na stojąco czy jak? Jeśli tak, to przynajmniej powinny w nim być poręcze z uchwytami i kasownik do biletów.
“każde miejskie autko w sedanie wygląda pokracznie. Każde poza Fiatem Linea.”
a cordoba?
Blogo, a gdzie nowa impreza? To dopiero chała…
@Czuj Duch: Agila to zadaszony Seagway. Nijak się nie łapie do kategorii aut, nawet chałowych.
@Leniuch: A Cordoba nie. Mi się nawet podobała…
@Jose: Nowa Impreza nie jest chałowa. Ona jest beznadziejna. To już nie jest auto – to same właściwości jezdne opakowane w coś… w coś o stylu i jakości upuszczonego na ziemię kebaba.
blogo a gdzie renault thalia?!? ona po nocach mi sie sni od pierwszego wejrzenia… w kazdej minucie narzekania na moja xsare II wystarczy, ze pomysle o thalii i juz jest wszystko w porzadku :)
IT_OL_28: Brałem Thalię pod uwagę, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że jedyną jej wadą jest jej paskudny wygląd. Idea auta jest OK, wykonanie na miarę ceny i klasy… a to, że z profilu wygląda jak wóz co przy cofaniu wbił się w kosz na śmieci… cóż, jest brzydka, ale nie chałowa.
No nie wiem ale myslalem ze zobacze tu Multiple. b.k.
@Wojtek: Ależ Multipla absolutnie nie jest chłowa! Jest brzydka, owszem. Jest awaryjna – jak większość Fiatów. I to chyba koniec jej wad. Zauważcie jak innowacyjna w designie karoserii (np. górny pas świateł), aranżacji wnętrza i projekcie kokpitu (np. mega zabałaganiona deska obszyta materiałem) ona jest. Może się to niepodobać, ale drugiego takiego dziwoląga nie uświadczysz… A to kolosalny plus.
skoda roomster
Dziwi mnie że do rankingu nie załapał się zaden Hyundai… Dajmy na to Atos twoje kryteria chałowatości spełnia w 100%. Nie mówiąc już o Accencie 2G i 3G, szczególnie w wersji z jedną parą drzwi.
Pozdro600 :-)
po namyśle wrzuciłbym do rankingu:
astrę II: bo brzydka mała droga i awaryjna (przynajmniej była w naszej flocie)
cytrynę c5: z zewnątrz okropna kolubryna, do tego francuska.
ale może to świetne auta są i się nie znam.
co do nubiry: nawet był taki film: “Nubirah potwór z głębin”
Ile osób, tyle będzie rankingów co do chałowości. Słabizna? Bez sensu i nijakie np. może być BMW serii 1, bo wygląda jak stary but i BMW już nie jest. Ale znam ludzi, którzy z pianą w ustach będą go bronić, bo taki mały i prawie Chrysler 300C.
Teraz widzę, że ten ranking był bez sensu. Ja inaczej rozumiem pojęcie “chała”. A wracając do ostatnich propozycji:
@Gościnny: Atos jest moim zdaniem OK – idea auta jest idealna – łatwo wsiadasz, łatwo parkujesz, dużo widzisz i masz wykończenie oraz silnik na poziomie ceny. Nic chałowego. Owszem – nie marzę o nim, ale rozumiem tych, co go kupili.
@Leniuch102: Astra II… chmmm… jest w niej coś chałowego, ale jak na złość jest taka jedna w mojej rodzinie i ani się nie psuje, ani nie skrzypi i właściciel sobie chwali. Chałowe to ma tylko fotele – reszta jest po prostu “średnio-klasowa”. A Citroen C5 jest moim zdaniem autem w 100% trafionym i niezwykłym – jest wielki, ociężały i mega komfortowy – 100% Francji! To był mega odważny ruch ze strony Citroena, że takie auto wypuścił w latach, gdy każdy patrzył tylko na auta z Niemiec. A teraz cóż… nowy C5 niczym od Mondeo i Audi się już nie różni.
@Darek: BMW serii 1 to, przypominam ci, chyba jedyny kompakcik z tylnym napędem. I już sam ten fakt nie czyni go chałowym – wręcz przeciwnie – to perełka. O wiele gorsze jest Audi A3, bo niczym (poza designem) się od Golfa nie różni.
@Blogomotive: hm, jeżeli Twoje określenie “chałowatości” rozumieć jako brak cech wyróźniających auto, racja, BMW 1 do takich nie należy. Co do nowego C5 wręcz prezciwnie, to jest perełka.
Zgodzić się muszę właśnie z A3, bo nie ma cech go wyróźniających. Dla mnie jak każde VW, ani żłe, ani porywające.
A ja zgadzam się z Blogomotive co do kryterium jakości montażu i materiałów. Niestety nic mnie tak nie wkur… jak sypiące się detale wnętrza, fotele wytrzymujące tylko kilkadziesiąt tysięcy kilometrów, odpadające oznaczenia i tak dalej. Design zostaje czasami w cieniu, podobno nowinki techniczne w wyposażeniu – dlatego nie rozumiem ludzi, którzy kupują prywatnie nowe Mondeo dla grzanej tylnej kanapy albo przedniej szyby, zapominając o tych ciulowych plastikach z boom-box’a na desce. Podobnie wystających wkrętów oraz kiepskiego wyciszenia.
Nie widzę golfa generacji trzeciej ,czwartej piątej i szóstej wg mnie te modele powinny zajmować pierwsze cztery miejsca ponieważ dla mnie chałowe auto to takie o którym nie ma co opowiadać. Wyobraź sobię taką sytuację: jest impreza ,spotykasz jakiegoś kolesia i pytasz Go czym jeździ On odpowiada ,że golfem Ty pytasz jaki silnik On odpowiada 1,6 albo 1,9 i to koniec rozmowy bo o co więcej pytać najwyżej o rocznik dlatego dla mnie to najbardziej chałowe auto bo nie wywołuje żadnych emocji a jako dowód uważam nawet to ,że nikt nawet nie wspomniał o tym samochodzie w komentarzach do tego rankingu a golf to przecież najpopularniejsze auto w Polsce więc coś w tym jest.
Grupowo:
1. Każdy nowy Mercedes (od czasu poprzedniej C-klasy, która była ostatnim fajnym Mercedesem).
2. Każdy nowy model “pierwszy w swoim segmencie” stworzonym z trzech dowolnie wybranych liter alfabetu, i z reguły pozostający jako jedyny w owym segmencie, bo kolejny producent nie chce być “drugi”, więc tworzy własny trzyliterowy segment, w którym oczywiście jest pierwszy.
3. Każde nowe auto dla “młodych dynamicznych trendy”
A indywidualnie:
DACIA LOGAN – mój niekwestionowany lider w rankingu aut nijakich, chała to mało – Logan to czerstwa buła.