#135 Auto Arystokracja 2008/2


Jaguar XF

Mężczyzna wielki jak kontener niezwykle sprawnie, jak na swoje gabaryty, lawirował niezauważony wśród tłumu celebrytów. Szedł, turlał się i czołgał – a z boku wyglądał, jakby płynął ponad ziemią. Co chwilę zastygał w bezzapachowym bezruchu i pozwalał się minąć nieświadomym niczego ludziom. Przed sobą miał oświetlony plac, na którym w kolorowych światłach laserów smażył się Fiat 500 Abarth. Oświetlony plac i tysiące ludzi – jak w takiej sytuacji pozostać niezauważonym? Jak przedostać się na druga stronę – tam, gdzie pod rozłożystymi drzewami zaparkowane stoją Jaguary? Rozejrzał się i ruszył przed siebie. Wchłaniając światło szedł w to samo miejsce, w które… zupełnie nieświadomie zmierzałem i ja.

Jaguary podobały mi się niemal od zawsze – za ich brytyjskość i salonowy styl. Jakiś czas temu coś się zaczęło psuć – dokładnie w dniu, gdy pojawił się ogólnie krytykowany S-type i Mondeo-podobny X-type, który co prawda wygląda rewelacyjnie (typowy mały Jag) i tak samo się sprzedaje, ma jednak w sobie coś niedobrego… jakiś brak dbałości o detale.

Sytuację starał się później ratować nowy XJ. Nowy na szczęście tylko technologicznie, bo wszystko widoczne zostało niemal bez zmian – tak samo brytyjskie, barokowe, klubowe – ale oczywiście o 3 numery większe. Wiem, że wiele razy już o tym pisałem, ale jak tylko będziecie mieli okazję, stańcie koło nowego XJ. Jest ogromny, choć wcale się takim nie wydaje.

Potem było tylko gorzej… XK… chmmm… bardzo ładne auto ale zupełnie nie wygląda jak Jaguar. No i XF… również bardzo ładne auto, i również kompletnie nie wygląda jak Jaguar. Nie tak chyba powinna wyglądać ewolucja tak znamienitej marki. Na takie zmiany może sobie pozwolić Hyundai, Toyota a nawet Audi. Ale Jaguar powinien delikatnie, niczym BMW i Mercedes, ewoluować od klasycznej klubowej kanapy w stronę designerskiej sofy. Delikatnie, a nie skokowo, jak to miało niedawno miejsce. Wiecie, co łączy stylowego X-type’a czy XJ-ta z nowym XK lub XF? Tylko znaczek na masce i designerskie skrzela w nadkolach. Trochę za mało…

Jaguar XKR

Jak tylko miły Pan przetarł całego XK z kurzu, zająłem miejsce w środku. Model „R”, więc karbonowo-skórzana czerń była jak najbardziej uzasadniona. Design wnętrza już mniej, no bo skąd cholera teraz taka wielka chęć równania do aut niemieckich. Ssang Yong się tym chwalił. Nowy C5 również. I Jaguar robi wszystko, by wyglądać w środku jak Audi.
- Nie podoba mi się tu. Jest jakoś tandetnie – rzekła do mnie elegancka Pani, która niezauważenie zajęła miejsce w fotelu pasażera.
- Tandetnie?
- Stylu nie ma. Teściowa ma Hyundaia i wygląda podobnie. W zasadzie tak samo, tylko że ten kokpit tutaj jest skórą obszyty – rzekła wskazując na daszek nad zegarami.

Coś w tym jest. Siedzi się wybitnie, wszystko jest doskonałej jakości, lecz niestety ta Pani ma rację. Od Jaguara nie wymaga się tylko jakości – to kryterium z nawiązka muszą spełniać wszystkie pozbawione własnego stylu modele Audi. Jaguar ma mieć klimat, którego w najnowszych modelach (XK i XF) po prostu brakuje.


 

Nagle auto się zatrzęsło, jakby coś wielkiego uderzyło w jego tył. Wysiadłem i… „Oh, do jasnej cholery, wysiadłem z auta lewą nogą! Szczęście czy pech?”… i w mgnieniu oka przebiegłem na druga stronę, by podnieść z ziemi Panią krytykantkę. To uderzenie wyrzuciło ją z auta i teraz cała w tej swojej wieczorowej elegancji leżała na plecach w kałuży pełnej skrzących się, benzynowych plam. Podałem jej rękę i gdy nasze oczy się spotkały (potraktowałem to jako przyzwolenie), pociągnąłem ją w górę. Trochę zbyt mocno, bo jej zgrabne nogi nieporadnie zatrzepotały po błocie, a ona, ukazując mi majtki w całej ich bordowej krasie, ponownie walnęła na plecy. „To chyba Sloggi Fancy Curves Hipster, ale głowy nie dam. Gdybym tylko jeszcze raz mógł zerknąć…” – pomyślałem, ponownie podając jej dłoń i licząc na powtórkę z grzmotnięcia w benzynową kałużę. Zignorowała mnie, wstając nieporadnie sama. Cicho się oddaliłem, widząc biegnącego w naszym kierunku faceta. Pewnie jej gach, na co mi teraz kłopoty…

Cóż tak przywaliło w to auto, że wokół tylnego prawego nadkola gromadził się tłum gapiów? Przecisnąłem się do pierwszego rzędu i z przerażeniem stwierdziłem, że całe nadkole, część bagażnika oraz całkiem niebrzydka felga są dosłownie zdruzgotane.
- Widziałem tylko wielki, czarny cień. Potem był huk – relacjonował Pan ze szmatką, oderwany od czyszczenia X-type’a.
- To było coś wielkiego…
- Czarnego…
- Chyba jakiś kontener…

Kontener? Wróciłem myślami do chwili wchodzenia na imprezę. Ten czarny potwór jest gdzieś obok?! Rozejrzałem się nerwowo. W zacienionych krzakach coś się poruszyło. Ostrożnie podszedłem bliżej… jeszcze bliżej… trawa naznaczona była krwią. Spojrzałem przed siebie dokładnie w chwili, gdy ruchome światło lasera oświetlającego Alfę Romeo Mi-To zapędziło się w zacienione krzaki. Przez ułamek sekundy patrzyłem na czarnego potwora, który trzymając w zębach czerwoną nić niczym John Rambo zszywał sobie ranę na udzie, powstałą zapewne po zderzeniu z Jaguarem XK. Niestety potwór ujrzał również i mnie i posłał w moim kierunku coś jakby szafę…

„Lęcę bo chcę, lecę bo…” – nuciłem pod nosem, lecąc tyłem w niewiadomym kierunku. Zacienione krzaki oddalały się ode mnie z prędkością 1 macha, a huk powstały przy przekroczaniu bariery dźwięku włączył auto alarmy we wszystkich wystawionych Bentley’ach. Było mi błogo… do czasu, gdy poczułem, że zniżam lot. Spadałem!

Nim z impetem zlądowałem, zdążyłem się obrócić i zerknąć w dół. Waliłem wprost w kanciastego Lancera Evo X! No do jasnej cholery – nie mogłem chociaż w coś bardziej obłego trafić? Tak wiele trzeba, by się na okrągłe Audi TT-S zwalić? Ale nie, Pan Rafał musi z rozmachem. Jak spadać, to od razu na ten tylny kanciasty spojler!

Obrócony na brzuch złożyłem ręce wzdłuż ciała i niczym skoczek przed otwarciem spadochronu, wijąc się w przestworzach próbowałem skręcić. Jeszcze trochę… jeszcze w bok… o tak… ja, ja schnella, schnella… już prawie… i…

…i w lusterko boczne przywaliłem. „Stłukłem lusterko! Szczęście czy pech?” – pomyślałem. Było mi słabo, ewidentnie mdlałem. Nim odpłynąłem, kątem oka (chmmm… że niby rogiem kulistej gałki ocznej?!) spostrzegłem nadciągający kontener. Wielka jak łopata dłoń złapała mnie za tył głowy i delikatnie ją przechylając, ułożyła mnie na trawie. Nim zemdlałem, dojrzałem wielki jak pojemnik na chleb otwór gębowy, niechybnie starający się cucić mnie metodą usta-usta.
- Jednak kurwa pech… – wyszeptałem mdlejąc na dobre…


 

Nawigacja dla zagubionych:
- część pierwsza,
- to jest część druga,
- część trzecia,
- część czwarta wkrótce…




Wpis opublikowany dnia 25.09.2008
Kategoria: Jaguar, Wydarzenia | Tagi:
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 7

  1. Renek ( September 26th, 2008 11:55 )

    Podobnie myślę o Jaguarach. Powiem więcej – dzięki tym nowym modelom zapałałem miłością szczerą do nielubianego kiedyś przeze mnie X-tajpa. Bo jest taki zwarty, miejski i trzyma fason.

  2. Sztuczna Szczęka ( September 26th, 2008 23:50 )

    A te fotki z potańcówki czemu takie mikre? Aparat sobie skombinuj a nie telefonem stacjonarnym zdjęcia pstrykasz.

  3. chakier ( September 28th, 2008 21:32 )

    Blogomotive! Gdzieś Ty się uczył zdjęcia robić?! Takie fajne ninie dokoła, a tobie to błotnik, to nadkole, to migacz w obiektyw się wtarabaniał…

  4. chakier ( September 28th, 2008 21:33 )

    s/ninie/niunie/

  5. Blogomotive ( September 28th, 2008 22:55 )

    Ostrożności nigdy za wiele. Ryba czasem z niespodziewajki na bloga zajrzy… Wiecie jak jest, co nie…?

  6. chakier ( September 29th, 2008 19:36 )

    Aaa! Jest! Znalazłem galerię z niuniami. Hehe, dobry patent, Blogomotive. Na front auta, coby się małżonka nie czepiała, a w tej drugiej galerii… takie party-girls, że palce lizać!
    Dzięx za link ;)

  7. projekty kuchni ( November 12th, 2008 21:56 )

    ach ten nowy jaguar, cudo.



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!