#136 Się odechciewa
Taka już chyba jest konstrukcja człowieka, że wszystkiego po jakimś czasie mu się odechciewa. Pierwszy zapał mija i potem bryndza… wiadomo, że trzeba jechać dalej, ale jakoś się nie chce…
Gdy kupiłem swój pierwszy samochód (Civic Si, 1600ccm, 125KM, 1991) to postanowiłem sobie, że będzie on moim drugim domem – planowałem w nim trzymać wszystko co moje, najmojsze, mojutkie – wyciągi z banku, płyty CD, bieliznę i kolekcję puszek po piwie 0,33l z lat 80-tych. Postanowiłem, że będę w nim miał porządek, że będzie zawsze zadbany, nawoskowany, odkurzony. Że zawsze opony będą… pal licho ciśnienie!… nabłyszczone i naczernione. Trzymałem się tego przez pierwsze kilka miesięcy. Potem przyszła zima czy jakaś jesienna depresja… się odechciało, nie było czasu… Pamiętam, że na wiosnę postanowiłem zacząć wszystko od początku. Nawoskowałem, odkurzyłem, zaciski na czerwono pomalowałem a potem… znów Hondę zapuszczałem, zapuszczałem, zapuszczałem…
Gdy kupiłem swój pierwszy nowy samochód (Almera, 1800ccm, 114KM, 2001 rok) to postanowiłem sobie, że będę notował wszystko, co z tym autem wiązać się będzie. Każde tankowanie skrupulatnie zapisywałem i przeliczałem (stąd na przykład wiem, że maksymalne spalanie miałem w zimowych korkach – 11,8 l/100 km, minimalne zaś w testowej podróży za TIRem – 5,84 l/100 km). Każdy zakup zostawiał jakiś ślad w kajeciku – wiedziałem wszystko – ile mnie kosztował samochód realnie, jak tracił na wartości (kwartalnie sprawdzałem cenniki Eurotax), jakich czynności serwisowych wymagał (cóż, zepsuć to się on do tej pory nie chce… odpukać!) i ile oleju (co do pół litra) wlałem w silnik. Potem nadeszła jesień, skasował mi się Excel z wyliczeniami (pieprzone mobilne Widnowsy!), skończyła się gwarancja (odszedł obowiązek terminowych wizyt w ASO) i najnormalniej w świecie przestałem się tym autem jarać tak, jak na samym początku. Uwielbiam je nadal, ale jakoś nie idzie za tym nic więcej poza benzyną, olejem i czym-tam-trzeba okresowo. Odechciało mi się…
Kiedyś notorycznie łamałem przepisy – jeździłem za szybko, za agresywnie i zbyt ryzykancko. Nie dlatego, że lubiłem jakoś specjalnie tę motoryzacyjną adrenalinę. Nie dlatego, że gdzieś się spieszyłem. Po prostu tam mi się jakoś dobrze jeździło. Nie chodziło o thrill… raczej o frajdę z samej jazdy. Potem zacząłem zwracać uwagę na spalanie, więc znacznie spadła mi dynamika. Potem patrzyłem na mądrość eksploatacji – nie przeciążać zimnego, oszczędzać sprzęgło, redukować z międzygazem dając ulgę wałom napędowym, nie piszczeć na skręconych kołach, omijać dziury, zwalniać na muldach.
No i dziś wożę się jak kierowca autobusu. W drodze do pracy na ogół łapie mnie nuda, więc przystaję na chwilę na przystanku. Wysiadając robię ustami „Pssss!”… że niby drzwi otwieram. Nie chce mi się grzać, wyprzedzać, redukować. No nie chce mi się… lenia złapałem. Ba… 2 tygodnie temu wyczaiłem taki sposób dojazdu do pracy (25km), by jak najmniej razy zmieniać pas. I mimo, że de facto przeciskam się przez całą Warszawę, pas zmieniam tylko 4 razy. Stoję twardo na tym wybranym, choćby inne luźno jechały. Nie chce mi się zmieniać. Się mi odechciało…
A Wy? Jak tam samochody? Notujecie przebiegi, spalanie i czynności serwisowe? Macie wykresy z kosztami podzielone na miesiące? W każdą lukę się w korku wciskacie? Zawsze jesteście na najszybszym pasie? Od dawna tak macie? Choć w zasadzie, wypadałoby zapytać, jak dawno temu tego zaniechaliście, bo się Wam odechciało… Jesień jest bezwzględna dla rodzaju ludzkiego.
PS. Wiem, że to post o niczym. Odechciało mi się jakiś czas temu pisać, więc strzeliłem go tak w formie rozbiegówki. Może mi się przez to zachce. Się rozkręcę… Ale ej! Przynajmniej się staram!
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

EEE.. Ja jak zamieniłem Polske na Szkocje przestałem się przejmować paliwem i kosztami utrzymania auta :) W Polsce mi się nic nie chciało, a teraz chce jak cholera… ! ! ! :)
Tankowania notuję zawsze. Jest taki fajny serwis, nazywa się spritmonitor.de, pozwala pilnować niemal wszystkich kosztów i potem podaje ciekawe informacje, m.in. rzeczywisty koszt pokonania kilometra. No i nie zginie jak Twój plik w Excelu. ;p
Jeżdżę jak stary dziad — powoli ruszam, hamuję z wyprzedzeniem żeby do świateł dojechać, gdy się zmienią, wcześnie zmieniam biegi na wyższe. Liczę, że przynosi to jakieś oszczędności, choć pewnie wcale tak nie jest.
W samochodzie mam syf i rzadko go myję, bo samochód ma jeździć a nie wyglądać. :)
Notować, nie notuje, bo pali tyle, ile potrzebuje. Do tego jeszcze da się to na wyświetlaczu zobaczyć. A styl jazdy i owszem, zmienił się. Dynamicznie jadę w dłuższe trasy, a po mieście teraz jadąc tak samo jak kolega Krzysztof, poświęcam na dojazd…tyle samo czasu (~45 min). Testując i pierwsze i drugie auto doszedłem do wniosku, że “oszczędna” jazda da mi w roku z 450 zł oszczędności. Auto co roku traci więcej na wartości, więc się przestałem przejmować.
Hehe, kto zdziadział, ręca do góry. Te samochody to nudne są ale jest na to rada: kup se motur a na wiosnę będziesz jak nowy :)
Mam 23 lata i mój Nissan (micra 1.0, 98r. po liftingu, zielone jabłuszko) jest moim trzecim w karierze wozem(tydzień w Anglii jeździłem escortem 1.8 tdi 1996r., oraz 3 miesiące daewoo nubirą 1,6 benzyna, 1996) Zawsze tankuję do pełna, czekam aż się zapali kontrolka. Najwięcej na baku przejechałem 550 km najmniej 420 w zależności od nastroju :) Tankuje 3 razy w miesiącu. Auto myje 2 razy na miesiąc na myjni, raz odkurzam porządnie i przecieram w środku. Jeżdżę “dziko” jako ze mam jeszcze radość: po pierwsze z nowego (własnego) wozu, po drugie z wyprzedzenia jakiegokolwiek golfa a po trzecie ścigania się z kolegą co ma Ibizę 1.4 benzyna,2001r. Wszystko mam fabryczne od felg, przez zawieszenie aż po nagłośnienie :) Mieszkam na wsi, dojeżdżam do pracy 14 km w jedna stronę (do 15 minut) nie wyprzedzam na 3ciego ale wbijam się w wolne miejsca na dwupasmówkach. Przez pól roku zrobiłem 14 tyś. km i 2 razy obiłem tył Nissana (słup+hydrant- oba w pośpiechu).
Takie niechciejstwo wynika z braku udanego życia seksualnego. Wiem z autopsji ;)
ja tak mam. teraz to się jaram, jak z baku 700+ kilosów wyciągnę, taki upadek.
to też trochę kwestia tego co w odtwarzaczu gra.
Normalnoie dzień świra. Co dzień to samo: myję zęby, jjem musli, jadę zawsze tą samą drogą, do świateł dojeżdżam na luzie, na zimnym kręcę do 2000 potem do 3500, laptopa mam zawsze w bagażniku, ogrzewanie na 3 a jak już się nagrzeje to na 1 itp. Dlaczego samochody dające radość z jazdy sa takie drogie???
No patrzcie, ja tu trafilem, bo chcialem sie dowiedziec jak to jest, ze niektore swiatla sa biale, a na czerwono swieca. Rozbili mi lampe i sobie chcialem kupic.
Dzionek mija a ja sobie siedze i czytam czyjegos bloga. Bo mi sie nie chce robic tego, co musze zrobic.
To ja mam inaczej, chce mi sie jezdzic powoli. Licze ile razy zatrzymam sie w drodze do pracy. Im mniej tym lepiej. Srednio 20, maksymalnie 35, minimalnie 7.
To jest dopiero adrenalina. Jak widze czerwone to jade 30, zeby nie stanac. Niech se trabia.
Że też chce się Wam w ogóle jeździć samochodami. Ja już dawno olałem ten temat i teraz zanim wsiądę, dzwonię po znajomego taksówkarza żeby mnie wziął na hol a sam robię guzikiem pik-pik, zaciągam ręczny żeby mu na światłach w tył nie wjechać, kładę się na tylnej kanapie i tnę komara. Nawet w zimie silnika nie uruchamiam bo mi się nie chce. Kupiłem sobie ciepły śpiwór i jest git.
@Darek: Pomyśl – 450zł rocznie, przez 55 lat, to da prawie 25000zł. Konkrecik.
@Butapren: Dzięki moim wiosennym akcjom motorowym to najwyżej kilku pacjentów czekających od dawna na przeszczepy będzie nowo-narodznych. Cóż, zawsze to coś… BTW: którym guzikiem robisz pik-pik? Tym od klik-klik, czy tym od bzyk-bzyk? Bo ja pik-pik robię dźwignią szur-szur…
@flogu: Nie wyprzedzasz na trzeciego?! Co ty wiesz o życiu, szczawiu! ;-)
@chakier: Przyjacielu! Bracie! Towarzyszu w niedoli! Wzruszyłem się…
@leń102: Spróbuj Żebrowskiego. Ja przy zapętlonym szeptaniu “Lubię, kiedy kobieta…” pociągnąłem prawie osiemset kilosów!
@karol: Zmień coś w swoim życiu. Udaj się do Tesco, obczaj, jak wiele rodzajów musli jest dziś dostępnych!
@Maciek: Też sobie kiedyś kupiłem białe przednie lampy świecące na czerwono. Słaby to był pomysł – by kolory świateł się zgadzały, musiałem zawsze na wstecznym jeździć.
@blogomotive: o życiu to ja może i wiem niewiele ale z jednej z moich motoryzacyjnych przygód jestem dumny (bo całe życie to jedno wielkie wspomnienie tego co już było, czyż nie?). Nubira, 24 lipca 2007, Corby, w samochodzie 5 osób, do rozpoczęcia szychty 7 minut, na blacie 70 mil/h, 2 pasmowe rondo, na wewnętrznym pasie dziadkowi zgasł samochód, nagły skręt w lewo, odbijam w prawo i suniemy driftem w 5tkę po rondzie. Wyraz twarzy rzeczonego Anglika oraz jadących za mną Słowaków- bezcenne :)
p.s. na trzeciego nie wyprzedzam po tym jak jeden z nadjeżdżających z naprzeciwka samochodów zabrał sobie mój tylny zderzak :)
Blogomotive, pik-pik robię zwykle tym od kołnierzyka a jak nie mam, to tym najniższym. Problem, bo zwykle mam go w gaciach ale sąsiedzi się już przyzwyczaili.
Opisz nam te akcje z nowo-narodzonymi. BTW, żona wie?
Nie trać Pan zapału do pisania – bo w samochodowym Internecie zostanie tylko szmira…
@Butapren: Też mam sąsiada, co wiecznie gmera se w galotach. Uroczy facet – zawsze potem wyciąga rękę na powitanie…
@Prawie fan: Wiem, wiem. Dzięki mnie to nie tylko samochodowy internet jako-tako przędzie. Zabraknie mnie, zostanie Onet.
Blogomotive, a to ciekawe. Mój sąsiad też chyba myśli że jestem uroczy, bo zawsze kiedy podaję mu rękę wyjętą w pośpiechu z rozporka, facet ukradkiem puszcza mi oczko. Hej Blogomotive, właściwie to gdzie Ty mieszkasz?
Prawie, nie bój żaby. Zawsze można zamknąć parę takich s-motów i poziom samochodowego internetu sam podskoczy ;)
@ Butapren: Właśnie sęk w tym, że “s-mot” jest już tak właściwie zamknięty i niestety tylko w blogomotivie pozostaje nadzieja.
No to teraz ciąży na mnie ciężki ciężar ciężkiej odpowiedzialności za losy moto-netu. Niewesoło. I ciężko… Czy aby dam radę? Czy się nie spłoszę? Czy z tarczą powrócę? Czas pokaże. Ciężko będzie…
Pomożecie? Pomożemy! :)