#137 Prem7erowe dzielenie 3/5


Wyglądało na to, ze zanim cokolwiek się wydarzy, czeka nas jeszcze koncert Anny Marii Jopek. Stałem z boku i zachodziłem w głowę, kim jest ta Maria Jopek? Na szczęście nieopodal mnie stanęło mocno wyluzowane męskie towarzystwo – zbyt obcisłe na brzuchu koszule, eleganckie wąsy, wąskie krawaty, za krótkie spodnie garniturowe i lekko zapocone fryzury. Innymi słowy – kilku Mesje Mustasz, bywalców, znawców i dusz towarzystwa. Przysunąłem się ku nim niepostrzeżenie i nastawiłem uszu…

- Grałeś w dzieciństwie w karciochy? – spytał prawie najgrubszy.
- W huja, w kuku i makao – ze znawstwem odparł najgrubszy.
- Jakżeście mówili na walety?
- Ale jakie? Czerwo czy dzwonek? – wtrącił się szczuplak, na oko mniej więcej 130 kg.
- Ma znaczenie? Walet to walet.
- No „Jopek”… hehe… – skonstatował najgrubszy.
- My jeszcze „dupek” – dorzucił szczuplak.
- Anna Maria Walet.
- Dupek. Maria Dupek. Hehehe…
- Długo to potrwa?
- Oby jak najkrócej. Kocia muzyka…

Dygresyjnie na poważnie – nie potrafię Jopkowej słuchać ani w domu, ani w samochodzie. Nawet jeśli w McDonald’sie leci – wychodzę nie kończąc FishMaca. Ale na żywo, z pełnym zespołem i licznymi gośćmi ze świata – rewelacja. Zero przynudzania, zasypiania i braku rytmu. Rewelacja. Ba, nawet więcej: R-E-W-E-L-A-C-J-A. Anna Maria Jopek jest urocza, wspaniale łapie kontakt z publicznością i pięknie śpiewa. Niektórzy twierdzą, że przy okazji jest jeszcze piękna. Ja tam, szukając na tej samej półce, bardziej jaram się urodą Britney czy Kasi Cerekwickiej, ale to indywidualna kwestia gustu…

Zacząłem żałować, że nie mam nowego BMW – byłbym pełnoprawnym członkiem BMW Jazz Club i mógł się częściej na takich koncertach pojawiać. Cóż, wszystko w swoim czasie.

Zapomniałbym, że przed koncertem AMJ wreszcie pokazali nam ten wóz. Jeździł po mokrej podłodze w kółko, miła Pani opisywała jego krzywizny, załamania i niewidoczne dla normalnego człowieka detale designu i wszystko byłoby OK, gdyby nie kierowca – niski, krępy i łysy. Kaman! Chcecie zmiany wizerunku – użyjcie na oficjalnej premierze kogoś o aparycji Pierce’a Brosnana lub Richarda Gere’a. Nawet Romuald Lipko z Budki Suflera byłby bardziej na miejscu!

Nie bardzo mogłem się jednak na tym wszystkim skupić (chwilowo tylko zatraciłem się podczas koncertu Jopkowej – ale o tym później), bo niecierpliwie czekałem na moment, aż wystawią te wszystkie Siódemki i będzie można wsiąść, dotykać i bzyczeć silniczkami w fotelu.

I wtedy światła zgasły, nad naszymi głowami pojawił się helikopter, podłoga buchnęła zimnymi ogniami, z ust hostess poszedł zielony dym, z przeciwpożarowych zraszaczy zaczął padać deszcz frezji i gerberów a wszechobecne trójwymiarowe hologramy wyświetlały w przestrzeni nad nami zębatki układu Active Steering. I wjechały 3 egzemplarze nowiutkich BMW serii 7. E tam – wjechały. Pierwszego wwiózł błękitny poduszkowiec Hoovercraft. Drugi wjechał ciągnięty przez najprawdziwszego dwusilnikowego dragstera o mocy 5500KM a trzeciego delikatnie wepchnął zielony Grave Digger o kołach wyższych niż kabina ToiToi. Szok! Szaleństwo!! Ekstaza!!!


 

- Skończył Pan?
- E?
- Niech Pan ochłonie. Roznosi Pana po tych scenicznych popisach z Anną Marią i bzdury Pan pisze. Jaki helikopter? Jaki dragster? Jaki bigfoot? Litości!

Ochłonąłem i rozejrzałem się wokoło. Mówił do mnie Znajomy PR-owiec i niczym wewnętrzny głos rozsądku sprowadzał mnie na ziemię. Spojrzałem w dół i faktycznie – unosiłem się jakieś 30 cm ponad leżącą u mych stóp torbą typu Auchan. Uff… poniosło mnie. Występ na scenie to niewyobrażalna adrenalina. Dałem czadu i teraz mnie nosi. Wyrównałem oddech i powoli zacząłem opadać. Nieszczęśliwie moja lewa stopa wylądowała na skrawku torby, a ta odjechała po śliskiej podłodze w bok…

Próbowaliście sobie kiedyś rozciągnąć usta na boki? Taka zabawa w uśmiech od ucha do ucha. Boli, prawda? Ja taki ból, tyle że sto razy silniejszy, poczułem w kroczu. Znajomy PR-owiec spojrzał na mnie z góry i uraczył jedną ze swoich nieśmiertelnych maksym:
- Jak to mówią: nie sztuka zrobić szpagat, sztuka potem wstać.

Aaaa…..jojoj… wstanę, dam radę, ale bez świadków.
A zatem, Drodzy Czytelnicy, najwyższa pora na „sru”…

. . . . . . .

cz.1 | cz.2 | to jest część 3 | cz.4 | cz.5




Wpis opublikowany dnia 14.11.2008
Kategoria: BMW, Wydarzenia | Tagi: , ,
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 2

  1. Element Stabilizatora ( November 14th, 2008 23:09 )

    Trzyma w napięciu jak akumulator na jaj… ech, zrób nam przysługę i następne story publikuj od końca.

  2. leniuch102 ( November 17th, 2008 12:31 )

    @ “gdyby nie kierowca – niski, krępy i łysy. Kaman! Chcecie zmiany wizerunku – użyjcie na oficjalnej premierze kogoś o aparycji Pierce’a Brosnana lub Richarda Gere’a.”
    albo przynajmniej nasadźcie mu bańkę na głowę, jak Stigowi.

    @”Niektórzy twierdzą, że przy okazji jest jeszcze piękna.”
    to ci, co nie widzieli jej z profilu :-).

    @”Zacząłem żałować, że nie mam nowego BMW – byłbym pełnoprawnym członkiem BMW Jazz Club ”
    Ekhem… ok.
    Z linka wynika, że macza w tym palce mąż p.Jopek. Otóż kiedyś dolepiał on składankę dżezową do każdego sześciopaka pilsnera i było to najczęściej grane cd w mojej płytotece. To tak całkiem nawiasem.



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!









Polecam: Części do aut amerykańskich