#137 Prem7erowe dzielenie 4/5

Muzyka Anny Marii Jopek w niczym nie przypomina muzyki Pearl Jam: nie ma w niej refrenów, zamiast słów są jęki i stękania a na scenę co chwila wchodzi jakiś egzotyczny wokalista i w sobie tylko znanym narzeczu drze się, jakby my się na pastwisku kozy rozlazły. Nawet instrumenty mają inne. I któż by pomyślał, że mogę przy czymś takim wpaść w euforię…?
Koncert odbywał się za ścianą – takim przepierzeniem mającym oddzielić wszystkich od sali głównej, na której w trakcie koncertu szykowano kilka „siódemek” do podziwiana. Wszyscy goście stłoczyli się, zasiedli na krzesełkach i czekali. Marcin Kydhyński zrobił krótki wstęp i na scenie pojawiła się Anna Maria Jopek.
Koncert zaczął się jakimś przebojem. Przebój jak to przebój – każdy go znał, więc każdemu się podobał. Marynarki poszły w górę. Panie prosiły panów. Przypadkiem chyba zaproszony sołtys rozpoczął organizowanie weselnych zabaw: przetocz mu ustami jajko z nogawki do nogawki, poznaj po majtkach swoją żonę, tańcz z teściową na plecach – takie tam standardy. Poniosło mnie i wlazłem na scenę. W ekstatycznym szale wyrwałem Annie Marii mikrofon i wspólnie z gościem z Zambii odśpiewałem ich hymn… a jeśli nie hymn, to coś w rodzaju pasterskiego nawoływania zebr. Koniec końców, zamroczony adrenaliną i niesiony przez ekstatyczny rytm skoczyłem ze sceny wprost na puste krzesła.
Leżałem na plecach na zimnej posadzce euforycznie trzaskając na boki kończynami. Torba typu Auchan śmigała nade mną niczym balonik z helem. Nagle tuż koło mnie pojawił się wspomniany sołtys z wielką, ogromną panią na plecach. W katatonicznym tańcu zahaczył nogą o przewrócone przeze mnie krzesło i stracił równowagę. Zarówno on, jak i jego pasażerka. Pasażerka wielkości Boeinga. A ja leżałem na ziemi rozedrgany w euforii, z oczyma żarzącymi się wewnętrzną adrenaliną niczym światła kierujące samolot na właściwe lądowisko.
SRU!!!
Wszystko ucichło. Muzyka, śpiew, tupot nóg, mój oddech…
. . . . . . .
cz.1 | cz.2 | cz.3 | to jest część 4 | cz.5
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

to “kydhyński” jest rewelacyjne
To teraz ja, bo juz wszystko ogarnąłem.
Właściwie nic nie mam do Anny Marii…nawet ją lubię. Ot, miła, ładna, ciepła, malutka kobietka z cieplutkim głosikiem. Ale Blogomotive, powiedz, czy do promocji BMW 7 nie bardziej pasowałby Marek Roman znany z “Rezerwatu”, prażanin z krwi i kości. A Torwar? Co to w ogóle za lokalizacja?
Do promocji takiego wozu potrzebne jest miejsce z duszą, z historią, klimatem. Miejsce gdzie tylko przytarte ślady po lakierze na ścianach i rysy po tarczy szlifierskiej świadczą, że to tu właśnie rodziła się prawdziwa historia BMW. Nie gdzieś daleko za zachodnia granicą. To tu wozy tej marki nabierały prawdziwego sznytu i otrzymywały nowa tożsamość. To tu pierwsi w tym kraju, łysi dumni posiadacze snuli się siódemeczkami na trasie nocny-dziupla. Ja rozumiem, ze kryzys. Ale przecież taki garażyk na Szmulkach czy w Zielonce to nie jest wielki koszt. Scenę zawsze można zadaszyć, autochtoni obczajeni w temacie i chętni do zabawy, rozmów i porad, do tego szybciutki pokazik z cyklu: jak otworzyć nową siódemkę w poniżej dwóch minut…
A tak proszę…wiochmeńska impreza ze sztywniakami wyłączając sołtysa, którzy nie potrafią nawet powiedzieć jak obejść kontrolę trakcji. I niech już zostanie ta Anna Maria, bo przecież marzeniem każdego artysty jest dotrzeć do wszystkich…
No do mnie też Anna Maria Jopek jakoś nie przemawia. Nie przemawia do mnie z resztą także Pearl Jam, ale to juz inna kwestia :D
Hehe, jak tak dalej pojdzie, to “Torba typu Auchan” stanie się nowym krzykiem mody, a Ciebie Blogo okrzykną pionierem :D
A Ryba to sie o Ciebie nie martwiła jak Cie tak dlugo z tymi śmieciami nie było?
pisz – nie opierdalaj sie
Pisarzy się nie pogania – pod presją nic fajnego nie napiszą!
Hopy, przecież napisał, że stracił przytomność. Dwa tygodnie temu! Co za znieczulica w narodzie. Niech go ktoś przewróci na drugi bok z łaski swojej bo mu się odleżyny porobią.
Widziałem się ostatnio z Blogomotive. Pogłoski o jego śmierci są mocno przesadzone. Po prostu nie może się odnaleźć w nowej sytuacji… Tyle lat budził się obok swojej dziewczyny, aż tu pewnego dnia patrzy, a obok leży jego żona! Szok!
Albo zgubił myszkę i nie wie jak wejść do komputera. Tyż szok.
Blogomotive, jeśli dopadł cię kryzys twórczy lub reumatyzm wykręcił twoje palce w znaczek toyoty, albo co gorsze, utknąłeś w kolejce do kasy w Tesco, to daj jakoś znać. Pociągniemy ten niedochodowy biznes. Sklecimy jakiś świąteczny tekscik, dorzucimy konkursik dla ambitniejszych, życzenia od biskupa i przestanie wiać nudą. Inaczej znowu trzeba będzie oglądać w Święta “Kevina samego w domu”…litości.
A tu Barbórka za pasem i Makinen z Korzeniowskim w roli pilota…I nie wiem czy się śmiać, czy… No brak mi dogłębnych rozważań na temat: “Stawy biodrowe chodziarzy, a ergonomia fotela rajdowego”…