BBC08 Ćwierćfinał 43-47/51

Dziś 3 (przedostatni) dzień ćwierćfinału w konkursie Best Bloggers’ Car 2008 i pięć ekscytujących pojedynków. Koniec głosowania w środę 28 stycznia o godzinie 23:59. Kierując się emocjami wywalcie z gry 5 zbytecznych wozów!

Standardowe słowo wstępne
Jak wiecie, żaden ze mnie fachowiec, więc auta opisałem subiektywnie. Punktujcie mnie w komentarzach – Wasze uwagi pomogą innym w podjęciu właściwej decyzji. Bo tu nie ma żartów – kto przegra, ten odpada. Miłej zabawy!


 


Szczerze mówiąc, po czterech ostatnich postach (tym o senniku, tym o zgadze, tym o bowlingu i tym o pięknych kobietach), z których jestem dumny bo wydają mi się dość udane i nawet miejscami zabawne, dziś nie bardzo mam wenę, by 10 walczących ze sobą aut jakoś barwnie opisać. Skupię się zatem w każdym z tych aut na 2 cechach, drobiazgach w zasadzie – jednym mnie fascynującym, drugim mnie odrzucającym. Tak mnie naszło, cóż zrobić. A zatem…


Pojedynek #43
Jaguar XF vs. Chevrolet Corvette C6

Jaguar XF Chevrolet Corvette C6 W Jaguarze fascynuje mnie wnętrze – wiem, że jest kompletnie nie w stylu tej marki, ale ma tyle fajnych gadżetów, że głowa mała. Wspomnę tylko o trzech: wysuwające się pokrętło skrzyni biegów, zamykające się dysze nawiewów, prześliczna kierownica. Urocze i fajne, prawda? Każdemu kumplowi koparka opadnie. A odrzuca mnie… chmmm… w zasadzie nic tak naprawdę mnie nie odrzuca, choć najbliżej ku temu jest karoserii. Nie jest brzydka, ale kupując Jaguara wolałbym mieć auto jakoś lepiej wyglądające z zewnątrz… z mniej koreańskimi światłami z przodu.
Corvette C6 fascynuje mnie cała – i nie mam zielonego pojęcia, jak rozwinąć tę myśl. To po prostu samochód totalny – ma swój (zawsze rozpoznawalny!) kształt, piorunujące osiągi, wspaniałą historię i status superkara. Trzeba czegoś więcej? Odrzuca mnie zaś wnętrze – choć tylko teoretycznie, bo nigdy w Corvetcie nie siedziałem i opinię o słabych i trzeszczących plastikach (być może krzywdzącą) zapożyczyłem z łamów jakiejś prasy.


Pojedynek #44
Volvo XC60 vs. Jaguar XK

Volvo XC60 Jaguar XK Volvo XC60 nie jest łatwym autem do opisania w kategoriach „fascynacje-porażki”. Spróbuję jednak. Więc… fascynuje mnie w nim sama marka i model, bo uważam że fajnie mieć takie Volvo w zalewie typowo niemieckich SUVów. Mam wrażenie, że kupując ten wóz udowadniasz, że nie podążasz niczym owca w stadzie i świadomie poszukałeś, sprawdziłeś i wybrałeś najlepszy model. Niestety to samo co mnie fascynuje, również mnie odrzuca. Odrzuca mnie fakt, iż Volvo to Volvo. Mam wrażenie, że marka ta nadal tkwi gdzieś głęboko w segmencie aut dla emerytów noszących spodnie wysoko ponad pępkiem i czapki typu „żółw” nawet w największe mrozy. Wydaje mi się, że gdzieś tu jest pewien brak logiki – że Volvo, i że młodzieżowy, life-stylowy SUV. Te dwie kwestie jakoś sobie zaprzeczają.
Jaguar XK, podobnie jak Corvette C6, fascynuje mnie totalnie. Wiem, że nie jest projektem unikalnym (patrz: Aston Martin) ani też specjalnie pięknym (patrz: poprzedni model), ani tym bardziej jakoś bardzo wyrafinowanym (patrz: kosmiczny Nissan GT-R) – ale ma w sobie coś takiego, że wszystkie te jego niby-wady tworzą jedną perfekcyjną masę. Nic bym w nim nie zmienił. No… poza tą jedną jedyną rzeczą, która mnie od niego trochę odrzuca – to tylne światła. Dawno nie widziałem takiej kaszanki pozbawionej stylu, jakości i klasy. Głowy nie dam, ale chyba jakaś KIA z wczesnych lat 90-tych miała bardzo podobne… Żal.pl, jak to mówią.


Pojedynek #45
Mitsubishi Pajero vs. BMW serii 5

Mitsubishi Pajero BMW 5 Pajero imponuje mi tym, że niezależnie od warunków drogowych czy auta, z jakim akurat przyszło mu się czołowo zderzyć, gwarantuje najwyższe bezpieczeństwo dla… siedzącej w nim mojej rodziny. Nie ma co się oszukiwać – fan offroadu kupi sobie prędzej Suzuki Samuraja lub Jeepa Wranglera niż tego kolosa. Ale ojciec rodziny – odpowiednio majętny i świadomy praw fizyki – nie powinien mieć nawet chwili zawahania. Odrzuca mnie od tego wozu jego nijakość – ba ani to terenówka (za ciężki i zbyt luksusowy – wybrać się Pajero w teren to trochę tak, jakby kazać Pavarottiemu przebiec przez zalany deszczem poligon tylko dlatego, że kiedyś go widziano w zimowych butach z traktorem na podeszwie), ani zwykły szosowy. Znam sukcesy tego Mitsubishi, ale wozy startujące w rajdach terenowo-przeprawowo-pustynnych poza kształtem swojego kompozytowego nadwozia z wersji drogowej nie mają nawet znaczka na klapie silnika, bo byłby zbyt wielkim dociążeniem przedniej osi (dlatego go na ogół malują).
BMW serii 5 fascynuje mnie swoimi rażącymi wręcz defektami. Ma naprawdę dziwnie doklejony bagażnik, ale to właśnie kształt tego wozu uważam za ideał sedana. Ma niezbyt ładny projekt deski rozdzielczej, ale właśnie to we wnętrzu tego wozu mogę się po prostu zakochać. Wozi na masce szachownicę co budzi powszechny śmiech i politowanie (przynajmniej u nas w Polsce…), ale to dzięki temu wiem, że mam najlepiej jeżdżące auto świata. Odrzuca mnie trochę fakt, iż kupując je np. z drugiej ręki mógłbym trafić na egzemplarz z naklejoną na bagażniku nazwą modelu. Bo nic tak tej beemki nie szpeci jak chromowane cyfry typu „520d” lub „525i”. Ten sedan wygląda, jakby miał pod maską co najmniej 3 litry, i naprawdę nie widzę powodu, by innych ludzi z takiego błędu wyprowadzać.


Pojedynek #46
Lexus IS vs. Volvo S80

Lexus IS Volvo S80 Lexus IS fascynuje mnie swoją perfekcyjnością zarówno technologiczną jak i designerską. Silniki, wnętrze, proporcje nadwozia, klasyczny napęd, obietnica niezawodności, image marki (przynajmniej w Polsce) – to naprawdę ciężko przeoczyć. Odrzuca mnie od niego jakaś niezamierzona chyba, acz jednak nad wyraz widoczna, bliskość z Toyotą (której nota bene, jako marki, wielką sympatią nie darzę). Co ciekawe, nie jest to widoczne w detalach nadwozia czy wnętrza (jak to zwykł np. robić Ford z Jaguarem, wrzucając do jego wnętrza przełączniki i dźwigienki z Fiesty), ale w ogólnym zarysie bryły pojazdu. Temu Lexusowi brak unikalności, którą w nadmiarze mają jego niemieccy rywale.
W Volvo S80 fascynuje mnie jego przemiana, jakiej uległo podczas ostatniej zmiany modelu. Poprzednik był wielgachnym wozidłem (nie kwestionuję jego klasy, komfortu i jakości) kompletnie pozbawionym wyrazu. Obecny model jest designersko dopieszczony w każdym szczególe: nadwozie, lampy, wnętrze, unikalne detale, etc. Odrzuca mnie zaś od niego (poza wspomnianymi już powyżej przy okazji omawiania modelu XC60 emeryckimi konotacjami) aura piękna i design, którą emanuje. W ten samochód naprawdę nie powinno się wsiadać ubranym na luzach. A już na pewno źle się bym w nim czuł jadąc w sztruksach do Auchan. Możecie się śmiać, ale to auto moim zdaniem nie pozwala się wyluzować.


Pojedynek #46
Honda Accord vs. Ford Focus

Honda Accord Ford Focus Honda Accord fascynuje mnie tym, co reprezentuje. Po pierwsze jest Hondą, a to już na wstępie spory plus (choć nie ma co ukrywać, że reputacja marki wisi na włosku – najpierw Civic w formie rodzinnego minivana rodem z Korei, teraz niczym koncepcyjny Matchbox z lat 90-tych… że nie wspomnę o modelu City…). Po drugie nazywa się Accord, a to od razu przywołuje na myśl 2 poprzednie modele, które są chyba dla mnie autami typu „first choice” jeśli chodzi o używane sedany tej klasy. Wiele mówi się o sile niektórych marek i o tym, że już sama nazwa modelu znaczy więcej, niż cały samochód konkurencji – weźmy coś takiego jak Golf, Corolla, 911, Koral (żarcik, hehe). Accord moim zdaniem to ta sama liga. Kiedyś był w niej Civic… A odrzuca mnie w Accordzie to, że się za bardzo stara. To już drugi model, który za punkt honoru wziął sobie udowodnienie swoim wyglądem, że jest mocny, silny i sportowy. A to trochę bez klasy.
Ford Focus fascynuje mnie tym, iż za relatywnie niewielkie pieniądze udostępnia niezłą jakość, wspaniałe właściwości jezdne, doskonałe silniki (1.6 wzwyż + TDCI) i nawet niczego sobie wygląd. Moim zdaniem Focus w klasie kompaktów jest wyborem doskonałym – jest autem, dającym więcej niż powinno. Poza gabarytami (ostatnio i tak dość sporymi) oferuje to, co normalnie dostaje się w autach o dobre 20 tyś droższych. Odrzuca mnie zaś pozycją, którą należy w nim przyjąć, by sprawnie jechać. Siedzi się w nim tak absurdalnie wysoko, że cała radość z prowadzenia, z podziwiania wnętrza (wiem, że nie jest to ekstraklasa, ale w porównaniu z Golfem, Astrą, Aurisem, Civiciem i cholera wiem czym tam jeszcze – wygląda super, świetnie i bardzo konkretnie) i cieszenia się osiągami silnika gdzieś pryska. Wiele nim jeździłem i zawsze na autostradzie na Poznań czułem się tak, jakbym do 185 km/h rozpędził kuchenny stół i krzesło. Może to moja fobia, ale siedząc zbyt wysoko nie czuję się w aucie pewnie, bezpiecznie i wystaczająco cool. Gdy jadę Focusem to wiem, że jadę autem prawie doskonałym. Ale nijak tego nie czuję. Spory Zonk.


Sprawy organizacyjne:
> Głosujemy do środy (28-01-08) do godziny 23:59
> Szczegóły i aktualne wyniki ćwierćfinałowe: www.blogomotive.pl/BBC
> Ostatni ćwierćfinałowy pojedynek już jutro!
> Znasz zasady walki?


 

2 komentarze

  1. Z tym Pavarottim to „ciekawe” porównanie. Problem z nim tkwi w tym, że wybranie się Pajero w teren jest możliwe, a kazanie Pavarottiemu przebiec poligon już nie… [*]

  2. fotel w fokusie ustawiałem sobie przez pół roku. Żonisko mi tydzień temu przestawiło i wciąż nie mogę się wstrzelić w dawne ustawienie, wysypuję się z auta połamany. Silnik 1.6… niby 115KM – ale za słaby. Głośne (relatywnie) zawieszenie. Koszty serwisu.
    Z różnych recenzji wygląda, że fokus to jeden wielki plus, ale my swoje wiemy.

    corvette c6 za długo nie jeździłem i tylko wirtualną w NFS :-), ale muszę się zgodzić z opinią Amerykanów: tym autkiem obraca tak łatwo, że jak zaparkujesz pod spozywczakiem, to po zakupach zastajesz je przodem do tyłu :-)

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *