#149 Wzorzec samochodu coupe

Pamiętacie jeszcze finałowy pojedynek konkursu BBC08? Passat walczył z Laguną. VW wygrał, ale nie ukrywałem, że w tym konkretnym pojedynku jakoś chętniej z tarczą widziałbym Renault. Szczególnie, że Laguna w swojej gamie poza zwykłym liftbackiem i nieproporcjonalnym kombi ma jeszcze wersję coupe. I jest to prawdopodobnie najpiękniejsze coupe na świecie.
Pierwszy poważny wyjazd wakacyjny odbyliśmy z Ryba na Kretę – bo tak nam doradziła Pani z biura podróży. Te księżycowe plaże, uroczo zapyziałe miasteczka i uśmiechnięci, acz nienatarczywi Grecy – wydawało się nam, że nie ma piękniejszego miejsca na ziemi. Dwa tygodnie grzaliśmy się na plaży, okazjonalnie zwiedzaliśmy wyspę w Fiacie Panda i korzystaliśmy z niezbyt smacznego acz obfitego wyszynku typu all inclusive. To był raj. Nie-do-przebicia.
Rok później wybraliśmy się na Ibizę – bo tak nam doradziła Pani z biura podróży. Ku naszemu zaskoczeniu wszystko okazało się być tam lepsze niż na Krecie – hotel, plaża, woda, jedzenie… nie mówiąc już o imprezach, na których cola z lodem kosztowała coś koło 50 złotych. Klimat (i nie chodzi mi tu wyłącznie o pogodę) tego miejsca sprawiał, że nie przeszkadzały nam nawet ogromne hotele pełne Niemców, którzy przez cały pobyt nie wyszli w swoich klapkach typu Reebok dalej niż na hotelowy basen. Czuliśmy się nieziemsko przez cały czas – nawet objeżdżając tą malutką wyspę Hyundaiem Atosem. Istny raj. Nie-do-przebicia. Jak mogliśmy się rok wcześniej tak zachwycać tą zapyziałą i brudną Kretą?!
Ostatnio przyszedł czas na Majorkę – znów za radą Pani z biura podróży. Kameralna plaża obok hotelu, pełna kolorowych rybek i podwodnych raf idealnych do zabaw z maską, rozniosła na strzępy wszystko, w czym się do tej pory kąpaliśmy, włączając w to naszą domową wannę, o miednicy do podmywania się nie wspominając. Hotel, prowadzony przez uroczą Polkę, zaoferował nam wymianę zwykłego pokoju z szafą i lampką na ścianie na dwupokojowy apartament na wzgórzu z tarasem wielkości naszego warszawskiego mieszkania. Podróże odbywaliśmy Nissanem Micrą i Peugeotem 307 – autami o co najmniej 3 klasy lepszymi od Pandy i Atosa. Wieczorem imprezowaliśmy w uroczych knajpkach. A Margolcia była już na tyle duża, że nie wymagała tak intensywnej i bacznej opieki na plaży jak podczas poprzednich wojaży – więc miałem szansę równomiernie się zjarać, precyzyjnie dozując słońce na poszczególne części cielska. To był raj. Jak na razie nie-do-przebicia.
Nie wiem jak wy, ale ja zachłystuję się urokiem niektórych rzeczy (miejsc) i wydaje mi się, że nic już piękniejszego w życiu nie zobaczę. Hondę Prelude porównałem kiedyś do Monici Bellucci, ale dziś bym się pod tym nie podpisał. W kategorii aut coupe pojawił się nowy wzorzec. Tak-tak… właśnie Laguna.
Weźcie głęboki oddech i wyzbądźcie się stereotypów. Zapytacie mnie, jakich? Och kaman! Chyba nie chcecie mi powiedzieć, że nigdy nie naśmiewaliście się z właścicieli Lagun?! Bo ja często… że kupili szmelc, że ledwo to jeździ, że na ogół się psuje, że pozycja za kółkiem rodem z Nysy, że zegary się przewróciły i leżą, że zawsze jak jadą, to coś skrzypi, stuka i piszczy, a połowa deski rozdzielczej tonie w mroku przepalonych żaróweczek. Już wiecie o co chodzi, prawda? Takie tam „drobiazgi”… ;)
Ale wyzbądźcie się tych uprzedzeń. Tabula raza. Już? To zaczynamy…

Przód nowej, zwykłej Laguny jest naprawdę wyjątkowy i wyróżnia się jak cholera z gąszczu zawsze agresywnych i zawsze sportowych aut klasy D. Ale to, co styliści zrobili z przodem wersji coupe powaliło mnie na kolana. Niby niewiele zmian, ale jaki kapitalny efekt. Podczas gdy inne auta widziane w tylnym lusterku wyglądają jak atakująca murena, rozwścieczony amstaff czy żądny krwi… yyy… słaby jestem w tych ornitologiczno-zoologicznych porównaniach, w których to zawsze brylują pisma drukowane… żądny krwi… chmmm… może bóbr (?), Laguna Coupe węszy, szuka, szpera wielkim pyskiem tuż przy ziemi, w każdej chwili gotowa cię połknąć i wiatrakiem chłodnicy przerobić na paprykarz szczeciński. Bardzo mi się on z przodu podoba. Naprawdę trzeba być wyjątkowo ślepym (o ile czymś różni się zwykły ślepiec od wyjątkowego ślepca), by design przodu tego auta kwitować prostackim epitetem: „dziwny”.

Z profilu w szranki z tym autem startować może chyba tylko Peugeot 406 Coupe – ale po pierwsze primo tylko dlatego, że bardzo mu blisko do Ferrari (nie dziwota – Pininfarina), a po drugie primo nie jest już produkowany. Urzeka mnie w tej Lagunie balonowość jej profilu i czystość blach. Nie jest ani agresywna (ach, jak mi się już ta agresja w autach przejadła – każdy nowy model musi byś sportowy, zadziorny i waleczny), ani jakoś specjalnie dystyngowana. Jest po prostu idealna w swych proporcjach i piękna w detalach: pionowy wlot w zderzaku, krągłe wyoblenie kabiny, elegancko lekki tył. Wiecie, co w designie aut jest najważniejsze? PROPORCJE. A te w Renault Lagunie Coupe są niezachwiane, encyklopedyczne wręcz… Dlaczego tego wozu nie ma jeszcze w Sevres?
Zwróćcie uwagę, że koła nie wydają się za małe. Niesamowite, prawda? W czasach, gdy 99% nowych aut zaprojektowanych jest tak, że choćby wstawić im 18-calowe kapciochy, i tak wyglądają jak deskorolka, Renault odważyło się iść starą szkołą designu i tak dobrać proporcje auta, ilość blachy w nadkolach i pękatość sylwetki, by seryjne koła (niemałe, to fakt) wydawały się w sam raz. To zaprawdę niebywałe! Brawka!

Zobaczcie, jak wiele można osiągnąć dodając to relatywnie zwykłego tyłka dwa eleganckie gadżety (i nie mam tu na myśli kolczyków w pośladkach – choć wyglądają naprawdę szałowo, niezbyt wygodnie mi się z nimi funkcjonuje na twardych krzesłach)… światła oczywiście. Nie chodzi o to, że wykorzystują „modną technologię diodową”. Chodzi o to, że ktoś wreszcie rozejrzał się po rynku i zauważył, że najfajniejsze światła tylne robi (poza BMW)… Lancia. I zrobił je lepiej. Spójrzcie sobie kiedyś na nie z bliska – wyglądają jakby kosztowały co najmniej połowę premii wypłaconych sobie przez zarząd ING w Stanach!
Plus dwa soczyste wydechy. Wielkie brawa za ich tradycyjnym okrągły kształt. Nie powiecie mi chyba, że podobają się wam te trójkątne końcóweczki wklejane w zderzak…! Co za ohydna moda! Rynna to rynna – ma być okrągła, ma dymić i dumnie wystawać niczym lufa.

Ciężko mi się wyzbyć przekonania (być może irracjonalnego), że mimo naprawdę ślicznego wnętrza w tym aucie siedzi się głupio, tak po francusku – za miękko, za wysoko, zbyt nieporadnie. Jak jest w rzeczywistości – nie wiem. Wiem jednak, że ogólny projekt wnętrza jest świetny. Wiem, że urzeka mnie panel sterowania klimą. Wiem również (niestety), że zegary wyglądają słabo a od foteli zbyt wiele oczekiwać nie można. I właśnie ze względu na te ogromne dysproporcje pomiędzy postrzeganiem karoserii i wnętrza… nie zamierzam do tego auta nigdy wsiadać. Szkoda mi go znienawidzić za kiepską pozycję za kierownicą. Wolę, gdy mi się podoba. Tak z wyglądu. Bez wsadzania doń tyłka.
Są tylko dwa typu nadwozi, które pięknie zaprojektowane potrafią przyprawić mnie o palpitacje serca. Pierwsze to kombi. Drugie to oczywiście coupe.
Pięknie zaprojektowane kombi nie dość, że jest praktyczne (na ogół nie bardziej niż sedan czy liftback, ale nie bądźmy drobiazgowi), to fajnie pozycjonuje właściciela. Pamiętajcie – tu mowa jest o pięknym kombi, a nie o użytkowym tramwaju pokroju Dacii Logan MCV, Peugeota 308 SW czy długiego Forda Mondeo. Mowa o Alfie 159 czy chociażby o Audi A4. I oczywiście o BMW serii 3 Touring – najpiękniejszym kombi świata. Ale nie o tym wozie jest to post, więc nie będę się zanadto wzniecał.
Zaś piękny model coupe to wizytówka. Uważam, że każdy ceniący się koncern powinien coś takiego mieć – taki niepraktyczny i niszowy wzorzec własnego, indywidualnego stylu. Uwielbiam auta coupe za ich prostolinijność – są po prostu pięknymi autami, które mają w dupie praktyczność i nie starają się dogodzić miejskim i zamożnym rodzinom. Coupe to istota samochodu. A istotą coupe jest Laguna.
Ale piękno trzeba rozpatrywać w grupie. Nie sposób być pięknym w pojedynkę – przecież na pewno każdy z Was patrząc w lustro bezgłośnie mówi do siebie „Hej, przystojniaczku! Juuuhu!”. Ale być pięknym w grupie – to wyczyn. Wpadnijcie do mnie kiedyś w wolnej chwili, staniemy sobie razem przed lustrem. Wystarczy Wam jeden rzut oka na nasze postacie, byście bezgłośnie zamiast autopochawały wycedzili wiele mówiące „O fuck!”. Kumacie? Wy = Renault Thalia. Ja = Renault Laguna Coupe.
Zamykając ten post klamrą nawiązującą do wstępu o wakacjach – zastanawiam się, kiedy Laguna Coupe mi zbrzydnie? Bo że Majorka już po następnym wojażu wyda mi się jakaś taka nie-teges, to pewne.
Co musi z fabryki wyjechać, by Laguna Coupe powiedziała na jego widok „O fuck!”? Sam nie wiem… Opel Insignia Coupe? Nowe Volvo C70? A może jakiś Saab 9-3 Coupe? Pożyjemy, zobaczymy…
PS.Wiem, że we wspomnianym na początku tekstu finałowym pojedynku konkursu BBC08 Passat też mógłby wersją coupe przyatakować, ale nie oszukujmy się – takie z niego coupe jak z Citroena C4 „by Loeb” samochód sportowy.
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

Na tą Lagunke niestety mnie nie stać, ale na Peugeota 406 coupe chorowałem od zawsze… Więc może w przyszłym roku się pomyśli…….. :)
“Wy = Renault Thalia. Ja =”
Stara talia była brzydka jak rozjechany jeż. Nowa jest już tylko nieciekawa. Zachęcam do rankingu małych sedanów, to bardzo trudna konkurencja.
Aż mi się nie chce wierzyć, że te Renówki są tak awaryjne. To chyba jakiś złośliwie powtarzany zabobon. Ktoś coś wie?
Jak bym się nie znał, to może dałbym się nabrać.
Ale prawda jest jedna: James Bond gania się Astonem a nie Laguną Coupe nawet jeśli po ciemku, po jedenastu martini można je pomylić pod kasynem :)
@Renek: Bywa różnie. Ale znam Clio z salonu, które przez trzy lata popsuło się 532 razy.
Znajoma jeździ chyba już trzecią nową Laguną( bo w tej firmie tylko Laguny dają)i z każdą coś jest nie teges. Inne w tej firmie padały jak muchy-silniki dCi i elektronika.
Fakt, przebiegi jak ciężarówki w Australii, ale trudno mówić przecież o awaryjności auta jak ma “nastukane” 20 tysięcy nie? Przejedź setkę i dopiero…
Podobno najlepsze są Megany II.
Mniejsza siostra(?) laguny, czyli megane coupe też rzuca na kolana. Spojrzała na mnie ostatnio swoim szczerym, pomarańczowo-złotym, wypolerowanym pyskiem i zakochałem się. Jeszcze tydzień temu stała sobie wewnątrz terminalu w strefie odlotów na Okęciu i kusiła zmysły pasażerów. Nie mogłem się powstrzymać i podszedłem, żeby… pogłaskać ją po masce i pięknym tyłeczku. Przyjemność bardziej niż zmysłowa i każdego, kto by się przy tym nie podniecił nazwę impotentem bez gustu. Pełen odlot, byłem prawie zły na głos informujący o rozpoczęciu boardingu, a z 9 godzin lotu przynajmniej połowę wypełniły mi sny o mnie w fotelu (niezbyt wygodnym, bo economy) za kierownicą tej ognistej piękności…
Laguna przy niej jest piękna, tak jak piękna jest modelka ze zdjęcia przy zdrowej, żywej, mającej wszystko na miejscu, do bólu prawdziwej i przede wszystkim bardziej dostępnej sąsiadki z naprzeciwka :)
Ta Laguna wygląda spoko – przyznaję, ale jeśli mowa o Coupe to dla mnie tylko Aston Martin DB9 !!!
Oto przykładowy, 4- letni model, w tak średnio przyjaznej dla kieszeni cenie :D
http://otomoto.pl/aston-martin-db9-C4546267.html
Tu Panu przyznam rację. Dzieło na wysokim poziomie. Kiedy prawie rok temu w Pradze ścigałem się swoją Renówką z nową Luguną, nie mogłem uwierzyć, że to takie brzydkie. A tu parę tygodni temu z kolegą wybrałem się dobrać mu nowe auto i przy okazji pomyśleliśmy o Megane.
Laguna Coupe poradziła mnie wygłądem i wykonaniem. Boska! ( i 5x razy tańsza niż AM DB9)
A koledze Ostremu doradzę się przejechać jakąś 406 coupe i zapał minie, jak mi minął ponad rok temu, kiedy wybrałem się po jego zakup. Jazda próbna dała wiele do myślenia i jego w końcu nie nabyłem.
Przypomnijcie sobie reklamówkę prototypu Laguny Coupe. Koncept niemalże w 100% (no, nie bądźmy drobiazgowi) wszedł do produkcji. Ech… śliczne auto…
@Darek – a mozesz napisac co konkretnie zniecheca w 406coupe? za niedlugo mialem zamiar rozpoczac poszukiwania takiego modelu dla siebie i interesuja mnie rozne opinie, te negatywne najbardziej
@kubasikorski – Zależy czego oczekujesz od niej. Ja byłem nastawiony na sportowy samochód za określoną kwotę (brałem pod uwagę nowsze roczniki). Niestety auto się prowadzi tak samo miękko jak i sedan 406, a w środku to wiekowy samochód z lat 90-ch. Umiejscowienie za kierownicą też mi nie odpowiadało i tak i nie znałazłem dobrej pozycji. Ale to są mocno subiektywne odczucia, dlatego proponowałem najpierw się jakims przejechać (jeżdziłem 2.2 HDI oraz 3.0 V6) i stwierdzić, że oprócz pięknej sylwetki ma też coś, za co warto przepłacić.
@Darek – Miałem okazję pojeździć 406 sedanem i dokładnie tego samego oczekuje od wersji coupe – miękkości i komfortu, z tym, że tylne drzwi po prostu nie są mi potrzebne :)
Nigdy nie zastanawiałem się, jak prowadzi się Peugeot 406 coupe. Wystarczył mi zawsze jego wygląd, by się nim zachwycać. Ta linia Ferrari, te przedłużone boki karoserii przy tylnej szybie, ten niski i ostry przód, ten tył o perfekcyjnym profilu. Może nie warto o takich autach myśleć w kategoriach handlingu, resoringu, speedingu i… chmmm… wykończeningu (?). Może wystarczy je pokochać za wygląd? Czyż nie tak postępują fani Alfy Romeo? ;-)
[...] Dziś krótko i lakonicznie. Większy materiał o zwycięzcy bardzo niebawem, na dniach wręcz. Ale nie ukrywam, że mam z tym problem – już w zeszłym roku napisałem o Lagunie wszystko co miałem i nadal mam do powiedzenia – w ramach pochwały za zajęcie 2 miejsca w zeszłorocznym BBC08. Nim teraz wymyślę coś nowego na jej temat, zerknijcie na zeszłoroczną laurkę tutaj [...]
[...] kombinowałem i nic nie wykombinowałem. Nie jestem w stanie o tym aucie napisać więcej, niż napisałem tutaj rok temu. Nadal ma te same zalety, te same irytujące wady i nadal wersja coupe jest tak samo [...]
Nie zapominajcie jeszcze o jednym pięknym coupe którym jest Ford Cougar! jeżdże nim od 4 lat i do tej pory mnie fascynuje…
Kurcze, Kugar ma trochę proporcje zwalone…
@ Piotr: myślisz o wersji Cougara bazującej na Mazdzie MX-6? Czy o ostatnim z Personal Luxury Cars, czyli bracie bliźniaku Forda Thnderbirda 91-99?