#161 Wakacyjne blipowanie

Strasznie się obijałem przez wakacje. Nie chodzi o to, że dwa miesiące byłem na wczasach, ale po prostu życie sobie przeorganizowałem. Jak na początku wakacji złożyłem wymówienie, tak do dziś bimbałem, luzowałem się i cieszyłem z faktu, że teraz to każdy mi może… sami wiecie co. W poniedziałek o 16:00 wychodzę z kartonem pełnym zszywaczy, skoczy, dziurkaczy, kopert, korektorów (wiecie – zwykły biurowy stuff uzbierany przez 5 lat) i zaczynam życie poza korporacją. Bycie Marketing Managerem nie było takie złe… acz w porównaniu do tego, co mnie czeka teraz, było kompletnie do dupy.
By jednak zgasić w sobie wyrzuty sumienia związane z blogowym lenistwem, założyłem sobie konto na Blipie (blogomotive.blip.pl) i co jakiś czas 2-3 zdania tam wrzucałem. Większość z Was (poza 41 osobami, które jakoś mnie tam odnalazły) zupełnie tego nie dostrzegła, ale ja i tak miałem poczucie, że bloguję… i sumienie aż tak mnie nie gryzło.
Teraz zaś, korzystając z tych moich krótkich blipnięć, streszczę Wam kilka wakacyjnych przygód. Być może niektóre z nich kiedyś rozwiną się w większe opowiadania… a być może się nie rozwiną. Ważne jednak teraz jest to, by się rozruszać. Nie mówcie mi, że potraficie ot tak sobie po 2-miesięcznej przerwie zasiąść do pisania i od razu trąbnąć nowelkę na miarę „Antka”…

Zdecydowanie ten temat zasługuje na osobny post. Choćby dlatego, że Loeb przygrzał w korzeń i wypadł z trasy 100m od nas. I choćby dlatego, że po raz pierwszy od lat spałem w aucie zaparkowanym w krzaczorach, bo na OS zajechaliśmy koło 4 w nocy. I choćby dlatego, że już dawno ten post obiecywałem – ma mieć numer #159 i o Alfie 159 traktować. Bo nią na ten rajd pojechaliśmy…

Przygodnie poznani na rajdzie znajomi Stopsa okazali się (jak i on również od niedawna) motocyklistami. Jako, że uważam jazdę na motocyklu za istotę motoryzacji, postanowiłem stłumić swe pragnienia (tak, chcę dożyć emerytury, bo zrealizować to ja się będę mógł tylko siedząc całe dnie w szlafroku na kanapie) i wbiłem sobie w głowę twierdzenia takie jak to powyższe. A jako iż wiem również, jak ważny jest dla mnie wygląd (kiedyś sobie prawie kark skręciłem zerkając na siebie w aucie, gdy obok wielkiej tafli bankowych szyb przejeżdżałem) – szybciutko ukułem kilka prawd w stylu tej poniższej.

A Wy jak tam się na motory zapatrujecie? Wisi to Wam? Pękacie? Jeździcie? Powoli i do celu, czy wieczorem po ślimakach na gumie? Gdyby się komuś chciało cokolwiek więcej na temat swoich przygód napisać – proszę mailem na priv. Nosze się z postem o motorach, ale wiedzę to ja na ten temat mam zasłyszaną tylko…

Każdy podróżując w okolicach Torunia zna pewnie tamtejsze wahadła. Do Kołobrzegu w te wakacje jeździłem w sumie 4 razy. I muszę przyznać, że całkiem sprawnie to zorganizowali – czeka się tylko na pierwszym wahadle – resztę jedzie się jak „zieloną falę” na ulicy… chmmm… właściwie, to ja nigdy w Warszawie tego zjawiska nie zaobserwowałem.

Raz mi się jednak trafił przejazd nietypowy – chyba im na tych wahadłach prąd wysiadł. Na swoje szczęście (jako dziennikarz obywatelski lubię być blisko ważnych wydarzeń) stałem jako pierwszy. Przede mną stał lekko podchmielony gość w wytartej kufajce umazanej żółtą farbą i chwiejąc się na nogach coś mówił do krótkofalówki. Nagle odwrócił się do mnie i krzyknął:
- Jedź, kurwaaa!
Uruchomiłem silnik i ruszyłem. Wtedy on:
- Stój, kurwaaa!
Zatrzymałem się. Miał rację – z naprzeciwka nadciągał jeszcze spóźniony TIR. TIR przejechał, a wtedy mój lokals zakrzyknął:
- Jedź, kurwaaa!
Ruszyłem. Ale spodziewając się zmiany decyzji, ruszyłem niezbyt dynamicznie.
- Dalej, kurwaaa! – pogonił mnie.
Przyspieszyłem. Ubawiony sytuacją spojrzałem w lusterko i… zobaczyłem, że chlapnięty żółcią lokals nerwowo wymachuje za mną rękoma. Zatrzymałem się i poczekałem, aż do mnie dobiegnie. Dobiegł i wkładając swój łeb w otwarte okno „poprosił”:
- Stój, kurwaaa!
Znów miał rację – teraz zza zakrętu wytoczył się jeszcze jeden spóźniony TIR. Gdy mnie mijał, usłyszałem charkliwy głos dobiegający z krótkofalówki lokalsa: „Już, kurwaaa!”. Spojarzałem na niego pytająco. Jego odpowiedź nie była dla mnie zaskoczeniem:
- Jedź, kurwaaa!

W przerwach w byciu słomianym wdowcem (dziewczyny w Kołobrzegu), poszedłem na Transformersów. Prawie żałuję.

Nie kumacie? To może bardziej obrazowo. Jadę 190 km/h. Wskaźnik temperatury na poziomie 60 stopni. Zwalniam, bo przede mną ktoś kogoś lewym pasem wyprzedza. Jadę za nim 100 km/h a wskaźnik temperatury w czasie 4 sekund skacze na czerwone pole pod 120 stopni. Nerwowo „zmiguję” auto przede mną z lewego pasa i przyspieszam do podróżnych 190 km/h. Wskazówka temperatury wraca na 60 stopni. By nie stopić silnika i uszczelki pod głowicą nie stracić, proces zwalniania zajął mi prawie 6 kilometrów. Mieliście kiedyś coś takiego?

Wiele rzeczy można odkryć podczas wieczornych jazd po wakacyjnym, opustoszałym mieście…



A wy jak macie? Piszczą Wam w zakrętach 4 koła, czy tylko przód. Ci z Was, którym piszczy i wychodzi na bok tył, proszeni są o milczenie – zbyt Wam zazdroszczę ;)

Mój pierwszy mandat od 8-10 lat. Jakże się ucieszyłem! Pikanterii temu wydarzeniu dodaje fakt, że jechałem z CB. Niestety policjanci zaprosili mnie do swojej Kii, więc ominęły mnie komentarze wesołków. Cóż… też się nabijam, jak mandat dostaje gość z anteną na dachu.
Moja pierwsza guma od 11-13 lat. Jakże się ucieszyłem! Pikanterii temu wydarzeniu dodaje fakt, że jechałem z CB… i miałem trochę za obcisłe spodnie (biodrówki) i za krótki t-shirt. Ilekroć byłem głęboko nachylony nad lewarkiem i mijał mnie TIR, uszu mych dobiegał śmieszny (przynajmniej przez pierwsze 5 razy) komentarz o „rowie przy drodze”. Lesson learnt? A i owszem. Spodnie następnego dnia zawisły na śmietniku. Teraz chodzę tylko w ogrodniczkach.

Inaczej tego nie widzę. Wyrosłem na gierce TOCA i z takimi wyścigami mi się BMW (i nie tylko ono) kojarzy. Temat na osobny post, zdecydowanie.

Wspominane już powyżej moje mądrości na temat motorów nie zawsze chłodziły mój zapał na tyle, by nie pragnąć złapać za telefon, zadzwonić do Stopsa i wybłagać przejażdżkę. Od chwili, gdy w delikatnym łuku jechałem 180 km/h tuż za motorem i widziałem, jak jego tylne koło nie potrafi iść po linii prostej, przestałem się sobie śnić w obcisłym skórzanym wdzianku i plastikowym żółwiku na plecach.

Dwa dni po załapaniu flaka podjechałem do wulkanizatora. Za jego namową, korporacja zakupiła mi dwie nowe oponki. Czy się cieszyłem? Wtedy nawet bardzo, dziś mi to wisi, bo po weekendzie zdaję Focusa…

Strasznie zajarałem się mazurskimi drogami. Kto zna – niech je doceni. Kto nie zna – niech koniecznie po nich pojeździ. Zawsze oglądając Top Gear zazdrościłem im plenerów i wąskich, krętych dróg. Na Mazurach mamy lepsze. Tak bardzo się zajarałem, że jeszcze kilka równie buńczucznych i lanserskich blipnięć puściłem:


Te drogi są naprawdę tak wspaniałe, że byle pretekst (leciutki, poranny deszczyk) był dobry, by zamiast go przeczekać i spokojnie iść nad jezioro za domkiem, wsiadać w samochód i grzać 100 kilometrów pod Olsztyn na basen:

Potem niechcący zjechałem z asfaltu na szerokie, leśne szutry (nota bene – TomTom po raz pierwszy od wielu lat mnie zawiódł!). Okazało się, że o ile ja całkiem nieźle radzę sobie z jazdą mini-driftem, o tyle zawieszenie Focusa wręcz przeciwnie:

Wiele na Mazurach jest fajnie zglebionych aut na niezłych felgach. Niestety takie wozy dobre są tylko do miasta – gdzie z natury rzeczy ciężko cię rozpędzić bo światła, skrzyżowania i ronda. Te wszystkie przemocne i przeobniżone fury na płaskich przeoponach nawleczonych na przefelgi ledwo po drogach lokalnych jeżdżą.

Te niskoprofilowe opony to absolutnie temat na pełen post.

Nie zdziwiło mnie złapanie tej gumy. Zawsze tak jest – kilka lat bezflakowej ciszy a potem nawałnica pęknięć. Cóż… statystyka jest bezlitosna – muszę dobić teraz do średniej krajowej. Ktoś ją zna?

Tylko ten konwój był mnie w stanie powstrzymać. Kombajn, autobus, Holendrzy w jeżdżących domach – wszystkich wciągałem dymiąc przy tym obficie. Ukraińcy pokazali mi gdzie moje miejsce. Byłem chojrak – podjeżdżałem, wychylałem się… do momentu, gdy kierowca z jadącej za TIRem X-piątki kulturalnie pogroził mi palcem przez szybę. W sumie może to i dobrze – pokontemplowałem sobie okolicę…



Słowem komentarza dodam, iż z powodu przygotowań do zmiany pracy na Pearl Jam nie pojechałem. Wiem, że było świetnie. Zostawcie te wszystkie opowieści dla siebie. Mnie wystarczy, że nie byłem i biletu nikomu nie odsprzedałem…




Matematyka i logika to królowe nauk…

Wyciągnąwszy wnioski z poprzedniej, korkowej lekcji – postanowiłem sprawdzić, z czym się je ten EcoDriving. Powiem Wam, że to działa. Ale na dłuższym odcinku, i pod górkę, sam nie wiem, czy bym się na jazdę takim stylem zdecydował…

Mogę kochać auta. Mogę je rozumieć i o nie dbać. Ale w takich sytuacjach z każdego wychodzi debil.

Brzmi to niewiarygodnie, ale ja chyba naprawdę nigdy wcześniej klimy w tym aucie nie wyłączałem. To dobrze. Klima nieużywana szybciej się psuje.

Kiedyś leniuch o tym pisał – nie wierzyłem, aż do tego momentu. W sumie to dobrze się stało, że kumpel się przejechał. Nie mam teraz większych problemów i smutków związanych z oddaniem auta, bo od tamtego czasu albo mnie plecy nawalają tak, że chce mi się wymiotować, albo noga mi drętwieje tak, że jak wysiadam z auta to na pysk w kałużę lecę. Wcześniej tego nie miałem.

Prawda, jaką mądrością błysnąłem w nocy, zbudzony przez ścigacza…?


Przygotowania do zdania auta w toku. Korporacja płaci, Rafał jeździ i zleca czyszczenie. Proste. Niby tak, ale następstw nikt nie był w stanie przewidzieć.


Znacie jakiś fachowców, co osuszą dywan, kanapę i firanki na miejscu u klienta? Byłbym wdzięczny… Namiary via Blip. Taki teraz jestem nowoczesny… ;)
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

Widzę, że kolega miał dość aktywne wakacje ;)
Ręce ci pachną dziwnie i są śliskie? Za dużo lubrykantu ;)
1. #blipowaniessie
2. O motorach myślę podobnie jak Clarkson.
3. Na zakrętach to mi piszczą co najwyżej hamulce ;]
4. #blipowaniessie
Kurczę…muszę to przemyśleć. To znaczy następne wakacje. Ze swoim wypasionym kurortem na morzem, dobrymi drogami bez korków,ze znajomością skrótów,prywatnym autem(wylizanym na urlop z dzieckiem)na strzeżonym parkingu czuję się jakbym…facetowi który wrócił właśnie z Ameryki Pd. miał opowiedzieć o trzydniowym pobycie pod namiotem tuż za Grójcem.
Blogo, czy wśród tych zabiegów kosmetycznych Focusa było też likwidowanie trwałego wgniota i odkształcenia sprężyn w siedzeniu kierowcy?
@Zbirkos: Nie bądź naiwny. Blipować można z fotela przed TV. Kwestia wyobraźni ;)
@chakier: Sam jesteś lubrykant.
@rzepak: Wyjaśniwszy sobie via Blip, co miał Clarkson na myśli (chciał pozbyć się motocyklistów dekapitując ich stalową linką rozwieszoną w poprzek drogi), stwierdzam, że nie ma on racji. W ten sposób pozbyłby się tylko gości na Harleyach, skuterach i enduro. Ci na plastikach by się pod liną przemknęli.
@nyssan: Bardzo cenię sobie Twoje komentarze, ale tego kompletnie nie rozumiem. O której zacząłeś pić, że przed 13-tą byłeś już tak wstawiony i mamrotałeś? ;-)))
Ok, teraz wszystko przeczytałem od dechy do dechy. Historia na wahadle bardzo dobra :D
Blogo-ja za takie czyszczenie auta (oprocz ozonowania) biore 150zl :D nastepnym razem mozesz do mnie wpasc (50km od wawy na zachod) :D
no i nigdy nie lubrykantuje kierownicy i rak kierowcy ;P
@ Dear Blogo: Może i faktycznie sfermentowany sok jabłkowy mi trochę zaszkodził, ale jeśli wypiłem go za dużo to właśnie dlatego że moje wakacje były nudne,szare,ułożone, bez przygód. Jedynym wstrząsająco-poruszającym wydarzeniem była kupa mewy na lewym kierunkowskazie. Szybko się jej zresztą pozbyłem, bo nie mogłem sobie przypomnieć czy to kupy pelikanów, czy mew są bardziej żrące. Do dziś żałuję…dziura w kierunku…byłoby o czym opowiadać.
przeciekawe.
pozdrawiam.
@Salieri: Masz jakąś stronę? Chętnie podlinkuję.
@nyssan: Kurcze. Zawsze marzyłem o dziurze w kierunku. Ubrałbym to w ładne słowa, podkolorował i miałbym murowany wykop_efekt ;)
@leniuch: Sporo zaistniałeś na twitterze, może jesteś w stanie mi wytłumaczyć, czemu mikroblogging służy? Serio. Blipuję, ale nie mam pojęcia, dlaczego… Gdzieś się w tym całym internecie zagubiłem.
@Blogomotive: Strony nie mam swojej, robie to tak w wolniejszych chwilach ale wszystko jest do dogadania zawsze. Jakby co to prowadze tez z ojcem serwis ogumienia wiec jakbys potrzebowal jakiejs dobrej gumy to tez mozesz sie odezwac ;)
Wakacje widze miałeś ciekawe. Zazdroszczę Ci podziwiania Rajdu Polski LIVE, no i oczywiście możliwości tyrania Focusa :) Co do mazurskich dróg, po co o tym pisałeś? Teraz cały rok będę rozmyślał o tym, jak fajnie musi się tam śmigać…
Co do wahadełek – ja w drodze nad morze nie miałem przyjemności (trasa Łódź-Dębki k.Wejherowa), ale za to… Autobahn A1, Nowe Marzy-Pruszcz Gdański, przechodząca w obwodnicę Trójmiasta (bez żadnych remontów w tym roku) – luuudzie, w życiu nie byłem tak szybko na miejscu… Po prostu miooodzio. Jak pociągną A1 do węzła z A2 w Strykowie, to nad morze będe mógł jeździć po obiadku obejrzeć zachód słońca i na 22 będę z powrotem w domu w Łodzi :)
Przygód godnych opowiedzenia, podobnie jak @nyssan, nie mam. Wakacje były generalnie “poprawne politycznie”, czyli nadmorski standard rodzinny 2+1. Plaża, spacerki, bla bla bla.
Aha, “Transformers II” to kicha. Potwierdzam. Jedyny fajny motyw oprócz oczywiście Mykaeli to ten Deceptikon “przebrany” za laskę :) Chociaż wątpię, by kizi-mizi z czymś takim zakończyło się szczęśliwym finałem :)
[...] moim przypadku punkty naprawdę mi wisiały – statystycznie mandat dostaję raz na kilka lat, więc obaw o wyjście poza skalę nie mam. A pieniędzy się pozbyłem. Różnica taka, że nie [...]