#162 Diagnoza doskonała


House M.D.

To chyba najważniejszy post w całej ponad 2-letniej historii tego bloga. Przekażę Wam dziś nadwiedzę, turbowiedzę, megawiedzę… prawdę objawioną. Dzięki niej nikt już nigdy na naszych drogach nie zginie. Jedyny warunek jest taki, by zrozumiała to społeczność Naszej Klasy, Blipa, Wykopu, Grona, Fotki i Golden Line. Dotarcie do nich nie jest łatwe, ale nie jest też niemożliwe… bo ile ich tam, tych użytkowników w sumie jest? Kilkuset? No, góra tysiąc. Plus Wy i mamy całą Polskę. Zatem skupcie się! Zaczynam!

W każdy weekend na polskich drogach ginie kilkaset osób. W niektóre weekendy nawet więcej. Wiecie, ile w miesiąc z tych nieszczęśników uzbiera się Boeingów lub małych miasteczek? No właśnie… Posłuchajcie zatem jak jeździć, by żyć i nikogo nie zabić. Zacznijmy od 4 historyjek…

Pierwsza.

Leniwie wracasz z pracy. Korek cię nie irytuje, bo i tak nic na niego nie poradzisz. Niedbale zsuwasz się z fotela, w AntyRadiu ktoś gada o motoryzacji a Twój puls jest prawie niewyczuwalny. Często tak masz, prawda? Twoje reakcje są wolniejsze niż pacjenta pogrążonego w śpiączce, który swą ręką podtrzymuje House’owi napój podczas kanapkowego lunchu.

Nagle z podrzędnej wyjeżdża Vectrą jakiś regionalny kierownik sprzedaży. I się wciska. A Ciebie trafia szlag – przyspieszasz, siadasz na zderzaku, nerwowo unikasz jego pełnych irytacji i zdziwienia spojrzeń… robisz z siebie głupka tylko dlatego, że coś ci do łba strzeliło. Nagle zmieniasz styl jazdy. Bo nie jesteś przecież frajer – nie wpuścisz krawaciarza z korpo! Ostatecznie wygrywasz – jego biały kołnierzyk błyszczy w Twoim wstecznym lusterku. Ha! A jak się trochę korek zluzuje – przyspieszysz, przetasujesz i pokażesz, jak wiele wigoru ma twój małolitrażowy silnik. I na przejściu dla pieszych potrącisz studenta. To fakt, że przebiegał już na czerwonym, ale… ale gdybyś jechał leniwie, student by przebiegł.

Druga.

Wstajesz rano. Od razu zły. I podminowany. Do Poznania jest szmat drogi, a już 9-ta. Pieprzony budzik! Wsiadasz i jedziesz. Nie jak szaleniec, lecz szybko. Baaardzo szybko! Ale jesteś skoncentrowany. Na 100%. Zakręty cię bawią. Na autostradzie brakuje ci obrotów na 6-tym biegu i skali na prędkościomierzu. Z nikim się nie ścigasz, nic nikomu nie chcesz udowodnić – po prostu wyprzedzasz bez podtekstów. Czasami ryzykownie ale zawsze skutecznie i pewnie.


 

I nagle zwężenie i TIR. Jedzie za wolno – za wolno jak dla Ciebie. I nijak nie daje się go wyprzedzić. Próbujesz raz i drugi – dupa zbita, z naprzeciwka sznur aut. I wtedy popełniasz błąd, bo godzisz się na to i przestajesz szukać okazji. Z trójki wchodzisz na piątkę i równasz obroty. Zsuwasz się z fotela i spokojnie czekasz. Włączasz radio. Adrenalina odchodzi. I wtedy robi się luźniej – przed tobą po horyzont nikogo, tylko TIR. Wyprzedzasz… akurat na słabo oznaczonym skrzyżowaniu. A do ruchu włącza się (zza krzaków) Polonez pełen murarzy. Nie przyszło im do głowy spojrzeć w prawo, skoro z ich kierunku nikt nie jechał. Czołówka. Z Polonezem mało które auto ma szanse. W Polonezie mało który pasażer ma szanse. A gdybyś nie odpuścił, gdybyś jechał ciągle pobudzony – wiedziałbyś, że jest krzyżówka. Albo byś się zmieścił. Bo Twoje reakcje byłyby ostre jak riposty House’a…

Trzecia.

Jedziesz z rodziną na wakacje. Trochę szybciej niż zwykle, ale nie tak szybko jak do Poznania. Jesteś skupiony. Dokładnie wiesz, co się dzieje przed i za autem. Wszystko widzisz jakby z lotu ptaka – zero szans na zaskoczenie.

I wtedy żona mówi: „Jedź trochę wolniej, nigdzie się przecież nie spieszymy”. I zwalniasz. Zwalniasz, mimo że chciałeś jechać szybciej. Taki miałeś dzień – wisiał ci Eco-Driving. Pewność i kontrola sytuacji pękają jak bańka mydlana. Z kierowcy skupionego na prowadzeniu auta zmieniasz się w biernego uczestnika wakacyjnego ruchu. Zaczynasz inaczej oceniać sytuację – pół godziny temu byś wyprzedził tego vana, teraz czekasz, aż z naprzeciwka zniknie wszystko – nawet ten znak ograniczenia do 60 km/h majaczący na horyzoncie. Jeśli wyprzedzasz, to niezdecydowanie, bez redukcji, za delikatnie… by nie prowokować komentarzy. Po wyprzedzaniu przepraszasz. Na zewnątrz jesteś oazą spokoju… a w środku pierdoloną, kurwa zajebiście wyluzowaną lilią na tafli tej szosy! Coś ci nie gra. Korci cię szybsza jazda i paradoksalnie – jadąc wolniej tracisz pewność siebie. Wyobraź sobie miłego i uśmiechniętego House’a. Taki wesołek nigdy by nikogo nie wyleczył. Pierwszego pacjenta by od razu zabił. Jak i ty tego rowerzystę, którego do końca nie wiedziałeś jak wyprzedzić, bo naprzeciwko w oddali jechał ktoś na ksenonach, co odebrało ci nadwątloną już wcześniej pewność siebie…

Czwarta.

Jako jedyny nie piłeś. W aucie rejestrowanym na pięć osób masz… pięciu pasażerów. Wszyscy jeszcze niedawno chlali na umór nieświadomi istnienia czasu, a teraz im się spieszy. A ty, zmęczony i marzący o cruise’ingu z łokciem za oknem spełnisz ich zachciankę. No bo co – niech posłuchają, jak fajnie koła na tym zakręcie piszczą. Droga jest pusta. Trzeba być debilem, by o 4 rano snuć się poboczem.

Wypadasz zza zakrętu – wcale nie jakoś bardzo szybko… ale zdecydowanie szybciej, niż gdybyś jechał sam mrożąc sobie łokieć. I debil z dwa koma jeden promila trafia na sygnale do szpitala. Tylko na moment. Nie miał domu, rodziny i dokumentów, więc jako NN trafia zaraz potem do żółtego od formaliny basenu na Akademii Medycznej.
„It can be lupus” – powie kiedyś jakiś niedoszły lekarz, a koledzy asystujący mu w ćwiczeniach wybuchną gromkim śmiechem. „Doktor House” to ich obowiązkowa lektura…

House M.D.

Prędkość nie zabija – wszyscy to wiecie.
Nie zabijają też nasze drogi – każdą dziurę można ominąć, każdy zakręt przejść bezpiecznie, każde chore oznakowanie zrozumieć.
Zabijają kierowcy. Zabijają ci niepewni. Jadący wbrew sobie. Zdenerwowani lub nieskupieni.

Nie ma nic złego w bardzo szybkiej jeździe do Poznania – pod warunkiem, że twój cały mózg tego pragnie i jest pełen adrenaliny. Nie ma nic złego w za szybkiej jeździe z rodziną na wakacje – pod warunkiem, że jesteś skupiony a twe reakcje (czasami ryzykowne) zawsze są pewne. Nie ma nic złego w półprzytomnej jeździe z pracy do domu – pod warunkiem, że równie bez emocji będziesz kontemplował sytuację wokół. Nawet tą irytującą. Nie ma nic złego w leniwym rozwożeniu kolegów po imprezie – pod warunkiem, że równie leniwie będziesz obchodził się z gazem i kierownicą.

“No a ta prawda objawiona?” – zapytacie?
A no tak, prawda. Oto ona:
BĄDŹ SOBĄ!

Tak, to wszystko. Cała prawda objawiona. Tyle czytania, by dobrnąć do tych dwóch słów. No sorry…


 

Jedź tak, jak Ci w duszy akurat gra. Za kierownicą musisz być w pełni ze sobą pogodzony. To nie przelewki – samochód to broń masowej zagłady. Jeśli coś ci nie gra, tracisz pewność siebie lub nie wiedzieć czemu się denerwujesz – zajedź do McDrive’a na cheeseburgera i shake’a truskawkowego. Mnie to zawsze pomaga – potem nawet najbardziej hardkorową sytuację na drodze zbywam radosnym i lekceważącym beknięciem. Jedyne, co może mnie wówczas z równowagi wyprowadzić, to… brak papieru w toalecie.

wykop.pl




Wpis opublikowany dnia 09.09.2009
Kategoria: [Bezpieczeństwo], [Porady], [Wypadki] | Tagi: , ,
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 19

  1. Zbirkos ( September 10th, 2009 07:15 )

    Bardzo ciekawy post. Przeczytałem od A do Z ale trochę się nie zgadzam. Pewna jazda? Owszem, jak najbardziej, zawsze i w każdej chwili. Bo to tak właśnie jest, że gdy za kółkiem siedzi gość pewny siebie to na fotelu obok pasażer też czuje się komfortowo pomimo dużej prędkości ale czasami ta prędkość jest zbyt duża. Więc trzeba do tego podejść zdrowo i rozgraniczyć pewną szybką jazdę, od brawurowej głupoty. Można jechać szybko, prosta droga, po prawej przystanek i nagle wybiega pies. Nikt mi nie wmówi, że ktoś będzie tak opanowany to nie odbije kierownicą w lewo czy w prawo by uniknąć zderzenia z psem, bo wiadomo że wyhamowanie i uniknięcie kolizji jest niemożliwe. Co więc się dzieje? Kierowca odbija kierownicą i wjeżdża w przystanek gdzie stoją ludzie oczekujący na przyjazd autobusu. I teraz pomyślmy, gdyby prędkość była mniejsza? Niestety w ekstremalnych sytuacjach działają instynkty samozachowawcze, nie wiem ilu kierowców na 100 ma umiejętność by tak ominąć tego psa by nie stracić panowania nad samochodem i nie uderzyć w ludzi stojących na przystanku. No ilu ma z tych stu? Pięciu? Dziesięciu?

  2. rzepak ( September 10th, 2009 09:07 )

    Generalne “mesydż” z posta łapię i się z nim zgadzam. Ale już nie z każdą postawioną tezą. Sam jestem człowiek nad wyraz spokojny, ale za kierownicą zdarza mi się z niepokojem przyłapać na głupich zachowaniach i czasem mi niezbyt zdrowo odbija.
    Mimo wszystko problem polega na tym, że ludzie właśnie stają się sobą za kierownicą i od tego są wypadki. Wczoraj czytałem na gazecie wywiad z psychologiem, gdzie było to poruszone. Droga to dżungla, a każdy chce być lepszy, szybszy, sprawniejszy, a wystarczy wcisnąć tylko gaz. Spokojny facet wsiada do samochodu i mu odbija, bo chce pokazać jaki to nie kozak i leczyć swoje kompleksy liczbą KM. Owszem, pewna jazda to podstawa bezpieczeństwa, tylko większości trudno oddzielić pewną, szybką jazdę od bezmyślnej brawury.
    Druga sprawa, to stan samochodów. Mamy w kraju ponad 16mln samochodów, a 2/3 ma ponad 10 lat. Ile z tych aut to “przystanki”? A ile tych z salonu po 10 latach jest w pełni sprawnych, bo właściciel dbał? Obawiam się, że mniejszość. Póki nie rzęzi, nie dymi, odpala od pierwszego razu znaczy się sprawny, a hamulce, stan zawieszenia itd. to szczegół. I co po pewnej jeździe, jak auto zachowuje się nieprzewidywanie?
    Problem jest niestety bardziej złożony niż tylko pewna jazda, ale fakt, słuszna to idea, i warta promowania :)

  3. Darek ( September 10th, 2009 11:03 )

    No to teraz trzeba zmienić hasło “rasowy blog motoryzacyjny” na “samochód to broń masowej zagłady”!
    Statystyki mówią, że większość wypadków zdarza się w pewnych godzinach (nad ranem np.) i w pewnych częściach podróźy (np. po długiej podróży najczęściej tuż przed miejscem docelowym). A to nijak się ma z byciem sobą. A na drodzę nie wszystko zależy od nas, bo jadąc 40 km/h po mieście ma się większe szanse na wyapdek, gdyż każdy z tyłu irytuje się i zmienia pasy jak poparzony.
    Ale tekst dobry, dobrze napisany :)

  4. Cypi ( September 11th, 2009 15:46 )

    od której strony nie patrzeć (znaki, drogi, samochody, natężenie ruchu itd) to i tak za tym wszystkim stoi człowiek, czyli Ja, Ty, moi przedmówcy. A u dr Hausa znamienne jest to, że walczy z przypadkami różnymi ale, który mają jeden wspólny mianownik – PRAWDA. A prawda na drodze jest taka, że jako Polacy nie wiemy co to kultura jazdy a do tego uważamy że winny jest zawsze ktoś inny nie my. Oceniamy zachowanie, sposób jazdy innych nie swój, od innych oczekujemy żeby uważali, ustępowali, zjeżdżali, dziękowali i co tam jeszcze ale nie My. I żeby się nie rozpisywać więcej tak z grubszej rury pytanie: Czy lepiej spóźnić się do pracy 30 minut czy mieć na sumieniu ludzkie życie?

  5. Cytryna ( September 11th, 2009 23:23 )

    Generalnie bym się zgodził, gdyby nie pewien detal. Ostatnio bardzo często pojawiają się opinie, że tłumaczenia, że to prędkość zabija, to nie tak, bo… i tu nastepują mniej więcej takie argumenty, jak Twoje (brak koncentracji, niesprzyjające warunki drogowe, zła widoczność, kiepskie oznakowanie, uniemożliwiające zauważenie np. skrzyżowania z drogą podporządkowaną odpowiednio wcześnie, by uniknąć dzwona z Polonezem wyładowanym robotnikami itp.).

    A ja będę uparcie podtrzymywał opinię policji, że to właśnie prędkość zabija, a stwierdzenia typu “jadę szybko, ale bezpiecznie” można między bajki włożyć. Z jednego prostego powodu, mianowicie praw fizyki.

    A prawa fizyki są nieubłagane i niestety, nie ma na nie lekarstwa typu Viagra. Co to oznacza? Ano, sprawdźmy.
    Jedziemy “szybko, pewnie” do Poznania. Zbliżamy się do zakrętu, za którym (jeszcze o tym nie wiemy) rozkraczył się jakiś TIR, bo mu pękła opona w naczepie. Kierowca chcąc nie chcąc musiał stanąć, pech chciał, że tuż za zakrętem, który dodatkowo jest osłonięty drzewami.
    Od miejsca, w którym pokonując zakręt Twój mózg jest w stanie zarejestrować obecność TIR-a do tylnej krawędzi naczepy jest jakieś 100-110 metrów.
    Jedziesz “szybko, pewnie”. Wypadasz zza tego zakrętu – i zaczyna się wyścig fizjologii z fizyką.
    Każdy może sobie policzyć drogę, jaką pokonuje auto w ciągu 1 sekundy przy prędkości 90 km/h oraz (“szybko, pewnie”) 120 km/h. Podpowiem – jest to odpowiednio 25 metrów oraz 33 metry.
    Teraz fizjologia. Reakcja mózgu na zarejestrowany obraz (ok. 0,2 – 0,5 sekundy), ruch nogi na pedale hamulca (kolejne 0,3-0,5 sekundy). W sumie – od 0,5 do 1 sekundy (auto przejeżdża 12,5 do 25 metrów przy 90-tce oraz 16 do 33 metrów przy 120 km/h).
    Wracamy do fizyki. Pełna reakcja układu hamulcowego – ok. 0,5 sekundy, po niecałej sekundzie samochód zaczyna wytracać prędkość (mamy już w sumie przejechane od punktu krytycznego 37,5 do 50 metrów przy 90 km/h oraz 49 do 66 metrów przy 120 km/h).
    Zakładam, że jesteśmy odpowiedzialnym kierowcą i mamy sprawny technicznie samochód, no ale jednak nie nówkę badaną na hamowni producenta. Ten obiecuje drogę hamowania od 100 do 0 km/h w okolicach 38 metrów (w warunkach laboratoryjnych). Dodajmy do tego 10% wynikające ze zużycia elementów ukłądu hamulcowego oraz amortyzatorów i opon – w sumie mamy około 42 metry samej drogi hamowania.
    Z 90 km/h auto zatrzyma się po jakiś 35-37 metrach. Biorąc pod uwagę wczęsniejsze czasy, w sumie daje to 74 do 87 metrów. Stajemy bezpiecznie niemal 15-25 metrów za TIR-em.
    A teraz “szybko i bezpiecznie”. Przy 120 km/h droga hamowania wydłuża się do jakiś 60-70 metrów.
    Dodajemy do tego już wcześniej przebytą drogę i mamy W NAJLEPSZYM WYPADKU 110 metrów, więc albo o włos za naczepą, albo lekko w nią przypieprzamy, gnąc maskę.
    A w tym gorszym przypadku? 136 metrów. Zabrakło 30-35 metrów.Czyli walimy w naczepę jadąc jeszcze jakieś 60-70 km/h (bo mniej więcej 30 metrów byśmy potrzebowali na wyhamowanie z takiej prędkości). 60 km/h w 40-tonową przeszkodę (masa całego zestawu z ładunkiem) o raczej kiepskiej predyspozycji do pochłaniania energii uderzenia. Całość idzie w w nasze auto. Game over. Czarny worek na poboczu, dramat i tragedia rodziny, koszty dla podatników (wiem, że to cyniczne, ale takie są realia).

    Ok, ktos powie. JA jestem dobry. JA nie hamuje gwałtownie przed przeszkodą, ale sprawnym manewrem (100 metrów na taki pozwoli, nawet przy 120 km/h) OMIJAM przeszkodę. Ale aby ją ominąć, trzeba zjechać na przeciwległy pas ruchu. A na nim – czterowosobowa rodzina jedzie właśnie na wycieczkę. Ojciec, głowa rodziny, zauważa Cię w momencie, gdy jest na wysokości kabiny kierowcy TIR-a, więc do jego tylnej krawędzi ma jakieś dwadzieścia metrów. Akurat tyle, by jadąc 80 km/h (bo żona obok, dwójka dzieci w fotelikach z tyłu, droga wąska no i ten TIR na przeciwległym pasie – a nuż coś z zza niego wyjedzie) zdążyć jedynie zarejestrować, że:
    - auto z naprzeciwka przyp…la w naczepę, obraca się, by wysunąć się tyłem na jego pas, niewiele, ale wystarczająco, by o niego zawadzić – auto obraca się, głowa rodziny kontruje, niestety, zbyt mocno, auto zmienia kierunek o niemal 180 stopni i wyhamowane uderzeniem do około 50-60 km/h uderza bokiem, od strony pasażera, w drzewo. Żona i dziecko siedzące za nią giną na miejscu, ojciec i drugie dziecko z cięzkimi obrażeniami trafiają do szpitala, gdzie ostatecznie druga pociecha umiera z powodu odniesionych obrażeń.
    ALBO
    - “szybki i pewny” omija naczepę, ratując się odruchem samozachowawczym w połączeniu z nieprzeciętnymi umiejetnościami, mija o milimetry prawym bokiem lewy narożnik przyczepy…
    by sekundę później czołowo (prawie, bo zza przyczepy wyjechał jednak pod lekkim kątem w stosunku do osi jezdni) zderzyć się z ową rodziną.
    W chwili uderzenia miał około 70 km/h (część prędkości wytracił tuz przed manewrem ominięcia przyczepy), rodzina z naprzeciwka niestety, nadal 80 km/h, bo dla nich i czas, i odległość na jakąkolwiek reakcję byłą zbyt mała. Oczywiście siła zderzenia jest ogromna, ginie na miejscu “szybki i pewny” oraz kierowca i siedząca obok żona z drugiego auta. Dzieci mimo zapięcia w fotelicach przy tak silnym zderzeniu i tak odnoszą ciężkie obrażenia, jedno z nich umiera w karetce w drodze do szpitala.

    Jadąc na urlop i z powrotem, miałem wiele okazji do zaobserwowania tych “szybkich i pewnych, ryzykownych, ale bezpiecznych”. Jeden taki “szybki i pewny, ryzykowny, ale bezpieczny” był tak “szybki i pewny, ryzykowny, ale bezpieczny”, że na obwodnicy Torunia, w miejscu, gdzie owa obwodnica zwęża się z powodu przebudowy, zdołał przed tym zwężeniem (jedna jezdnia, jeden pas ruchu w każdym kierunku) wyprzedzić mnie… z prawej strony !!! Jeśli jecahłbym jakieś 5-10 km/h szybciej, ów “szybki i pewny, ryzykowny, ale bezpieczny” wciskając się przede mnie, najprawdopodobniej zepchnąłby mnie na lewo (przypominam, że wyprzedzał mnie gościu z prawej), centralnie na czołówkę z autami jadącymi z przeciwka, bo miejsca miał na ten manewr tyle, żeby akurat nie zawadzić mnie przy tej prędkości, z którą na szczęście jechałem.

    Ten przykład z TIR-em za zakrętem to jedynie przykład, ale, bardzo proszę, nie gadajcie głupot, że nie prędkość zabija, bo to PRAWIE ZAWSZE jest prędkość, zbyt duża, by można było odpowiednio wcześnie i skutecznie zareagować w określonej sytuacji.
    Nie twierdzę, że należy wszędzie i zawsze jeździć wolno, bo to jest głupotą. Są miejsca, gdzie można, są sytuacje, w których widoczność na to pozwala. Ale każdy kilometr więcej na budziku to odbieranie sobie kolejnego ułamka szansy na odpowiednio wczesną i skuteczną reakcję na “niespodziewane”.

    Ktoś powie – kierowcy rajdowi jeżdżą po 120-180 km/h pomiędzy drzewami i reagują. Tylko oni jadą: trasą, na którą na 99,9% nic nagle nie wyjedzie/wyjdzie/wybiegnie (a jeżeli już, to z reguły finał jest tragiczny), obok siedzi pilot, który z wyprzedzeniem podaje im parametry “przejścia” przez każdy zakręt, wreszcie, są to Ci nieliczni, którzy naprawdę panują nad autem przy takich prędkościach i mają te czasy reakcji podane przeze mnie jako “optymistyczne”.

    Stan dróg, oznakowanie, stan pojazdów, poziom umiejętności kierowców – to główne przyczyny wypadków w Polsce. Ale tym jednym, jedynym, nadrzędnym nad nimi wszystkimi – jest prędkość, bo to od niej zależy wszystko: czas reakcji, droga hamowania oraz szansa na przeżycie juz w trakcie “zdarzenia”. To ona determinuje, czy Ty szczęśliwie wyhamujesz nie uderzając w naczepę i czy szczęsliwe małżeństwo z dwójką dzieci spędzi miłe popołudnie nad brzegiem zalewu.

    Pamiętaj o tym, gdy będziesz “szybko i pewnie, ryzykownie, ale bezpiecznie” pokonywał kolejne zakręty polskich dróg.

  6. Cypi ( September 12th, 2009 20:26 )

    no to co napisał przedmówca Cytryna robi wrażenie, dawno nie czytałem tak konkretnej i rzeczowej informacji, chylę czoła

  7. chakier ( September 13th, 2009 12:30 )

    @Cytryna: bardzo dobry tekst.
    @Blogomotive: ,,Czasami ryzykownie ale zawsze skutecznie i pewnie” – jak coś jest pewne, to nie może być ryzykowne i vice-versa.
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Ryzyko
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Pewność

  8. Blogomotive ( September 13th, 2009 22:46 )

    Słuchajcie, nie macie racji. Wszyscy (poza Chakierem, bo z Wikipedią nie dyskutuję). Nawet Cytryna, mimo że strzelił komentarz dłuższy od komentowanego postu ;), nie ma moim zdaniem racji.

    Przykłady tego typu (jak Cytryny) można mnożyć – nawet jadąc 10 km/h można nie wyhamować przed wielką dziurą w jezdni i wpadając w nią zostać zabitym przez przypadkowo i niewłaściwie odpaloną poduszkę powietrzną.

    Czy wtedy też powiecie, że prędkość zabija? Jeśli tak, to jedyną radą jest stać na parkingu. Czy powiecie, że zabija zły stan dróg? Jeśli tak, trzeba by jeździć tylko po dnie słonego jeziora. Czy powiecie, że zabija zły stan techniczny pojazdu? Jeśli tak, trzeba by jeździć tylko Mazdami z 2000 roku i na kilometr unikać aut na literę “F”.

    Nadal uważam, że GENERALNIE zabija brak skupienia. Być skupionym znaczy MYŚLEĆ, PRZEWIDYWAĆ, OCENIAĆ i jechać PEWNIE. To powinno wystarczyć, by dojechać bezpiecznie. Powtarzam: powinno!

    Bo są sytuacje, gdy śmierć jest nieunikniona – niezależnie od skupienia, prędkości i stanu technicznego pojazdu. Po prostu kilka okoliczności na to się składa – i mówienie, że ktoś żyłby, gdyby jechał wolniej jest zaklinaniem faktów. A gdyby TIR tam nie stał? A gdyby rodzina z naprzeciwka nie jechała. A gdyby został w domu i załatwił sprawę mailowo, zamiast jechać na spotkanie?

    Przykład Cytryny z naczepą Tira, choć pięknie obrazowy, nic nie wnosi. To gdybanie. Też tak umiem :-) bo np… co by było, gdyby kierowca osobówki (ten szybki i pewny) jechał akurat przepisowe 50 km/h? Wyhamowałby? Wątpię, bo w mojej opowieści akurat wtedy gmerałby w radiu szukając utraconego sygnału Radia Maryja… albo gadał przez telefon. I co, czy to powód do wyciągania jakiś wniosków?

  9. Cytryna ( September 14th, 2009 15:08 )

    Całkowicie nie zrozumiałeś sensu mojej wypowiedzi. Nie chodzi o to, żeby stać w miejscu, bo wtedy nic się nie stanie.
    Tego, że kompletnie nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi dowodzi Twój przykład z dziurą w jezdni. Otóż jadąc podane przez Ciebie przykładowe 10 km/h ZAUWAŻYŁBYŚ tę dziurę i w nia nie wpadł. Oczywiście przykład ekstremalny, bo nawet inwalida na wózku porusza się szybciej.

    A co do Twojego kierowcy gmerającego w radiu przy 50 km/h – nawet zakładając, że zauważyłby tę naczepę w ostatniej chwili, jakakolwiek reakcja pozwoliłaby mu wyhamować samochód choćby o kilka-kilkanaście km/h i wtedy przywaliłby w tę naczepę z prędkością dającą mu duże szanse na wyjście z tego bez szwanku.

    Masz rację co do okoliczności: gdyby nie stał, gdyby nie jechał, gdyby mailowo. Ale nie o to w tym chodzi i nie wierzę, że Ty, tak zorientowany motoryzacyjnie, nie rozumiesz, o co chodzi. A chodzi o jeden jedyny fakt: w chwili wystąpienia splotu nieprzewidzianych okoliczności (tak, jak w przypadku przytoczonej przeze mnie historyjki z TIR-em) – to prędkość “szybkiego i pewnego” i związane z tym siły działające na pojazdy i siedzących w środku ludzi spowodowały takie a nie inne skutki. Czysta fizyka, nic więcej.
    Rozkojarzenie to jedynie jeden z wielu czynników warunkujących zaistnienie sytuacji potencjalnie kolizyjno-wypadkowej.

    Byś skupionym możesz, ale przy 200 km/h Twoje skupienie zda się psu na budę, gdy coś pójdzie nie tak. Jadąc wolniej, zawsze zapewniasz sobie margines czasu na reakcję, która jeśli nie pozwoli uniknąć wypadku, to przynajmniej ograniczy jego skutki.

    Jak myślisz, czemu na autostradzie niemieccy kierowcy stosują zasadę odległości od poprzedzającego pojazdu (powinna być równa około 1/2 prędkości, z którą jadą wyrażoną w kilometrach) i czemu Authobahn Polizei tak konsekwetnie każe za jazdę na zderzaku wysokimi mandatami? Właśnie dlatego, że im szybciej jedziesz, tym więcej CZASU i MIEJSCA potrzebujesz, by zareagować w sytuacji podbramkowej.

  10. Blogomotive ( September 14th, 2009 17:46 )

    @Cytryna: Nie, nie i jeszcze raz nie. To znaczy tak – ty nie zrozumiałeś ;-) W poście nie pisałem, że szybka jazda jest kul i inaczej jeździć nie wypada. W poście napisałem, że w chwili, gdy masz na taką jazdę ochotę (case #2 i #3) bardziej niebezpiecznie jest jechać wolniej (niejako wbrew sobie) – bo wtedy miast skupiać się na drodze, irytujesz się sytuacją. I tyle. Kropka.

    Ciężko się z Twoim przykładem dot. TIRa nie zgodzić, lecz jak pisałem w moim powyższym komentarzu – w chwili wystąpienia splotu nieprzewidzianych okoliczności (Ty: TIR, ja: gmeranie w radiu), ciężko jest jednoznacznie stwierdzić, że śmierci zawiniła prędkość.

    Jak to mówią – szybkość to pojęcie względne. Czołówka z drzewem w 10-letnim Clio przy prędkości 40 km/h jest na 100% śmiertelna. Tymczasem jeśli ktoś strzeli w to samo drzewo jadąc BMW serii 7 to nawet przy 80 km/h co najwyżej sobie nadgarstki połamie.

    A tak na marginesie – jeśli ktoś na wózku inwalidzkim potrafi przez dłuższy czas utrzymać prędkość 10 km/h, to żaden z niego inwalida – to zwykły zdrowy cwaniak, który w ten sposób wyłudza zniżki na bilety ZTM ;)

  11. Cypi ( September 14th, 2009 19:24 )

    Cytryna nie gdybał tylko napisał, że prędkość ma wpływ na to co się dzieje przy danej prędkości i że to właśnie prędkość ma decydujące znaczenie jak kończy się cała sytuacja … i Blogomotive końcowy przykład to akurat obraz głupoty i gdyby doszło do pisanej przez Cytrynę sytuacji przy 50 km/h to można wyciągnąć daleko idące wnioski:
    - kierowca ma sam więcej czasu na reakcję
    - wykonany manewr przy 50′tce będzie bezpieczniejszy niż przy 120′tu
    - inni uczestnicy ruchu też mają więcej czasu na reakcję

    a dodatkowo za gadanie przez komórkę należy za narządy rozrodcze przybijać do pierwszego napotkanego drzewa bo to jest objaw głupoty a nie zdekoncentrowania się!

    i odnoszę wrażenie, że artykuł został napisany w obronie jednych z najgorszych kierowców naszych dróg a mianowicie – przedstawicieli (handlowi, medyczni czy jacy tam), to wśród nich panuje opinia że jeżdżą szybko ale bezpiecznie, tylko szkoda, że tylko oni tak uważają a są przeklinani przez pozostałą część uczestników ruchu drogowego

  12. Blogomotive ( September 14th, 2009 21:57 )

    @Cypi: Podkreślę jeszcze raz – w swoim tekście nie namawiam do szybkiej jazdy “bo tak”. Ja namawiam do jazdy zgodnie z własnym charakterem i, nazwijmy to wprost, humorem. Ja mam tak, że jeśli chcę jechać gdzieś szybciej i coś mi na to nie pozwala, jestem w środku poddenerwowany, a przez to bardziej niebezpieczny. I pozwoliłem sobie generalizować. Nadal uważam, że słusznie…

    A tak na marginesie – wszyscy się czepiają akapitów dot. szybszej jazdy, a w tekście tylko połowa się ich tyczy. Druga połowa mówi o jechaniu wolno i nie dawaniu się podpuszczać. Tylko kto chciałby dyskutować na temat ślamazarnego, emeryckiego wożenia tyłka… ;)

  13. kongi ( September 15th, 2009 11:14 )

    Ha…
    Jeśli ktoś jeszcze nie czytał to polecam
    “A wiecie Państwo kto jest, też w moich statystykach, absolutnym numerem jeden jeśli chodzi o liczbę ofiar? Jest to pani lat 30-40, trzeźwa, w dobrym, służbowym samochodzie, przejeżdżająca pieszego na pasach. To się zdarza CODZIENNIE, i to kilka – kilkanaście razy dziennie.”
    http://wyborcza.pl/1,100503,6828746,Morderca_jest_kim_innym_niz_to_opisuja_media.html

  14. Cypi ( September 15th, 2009 11:15 )

    No to właśnie o tym piszę (i chyba nie tylko), jeżeli coś Ciebie nosi to pedał gazu nie służy do tego aby to rozładować i jechać z “humorem”, wtedy lepiej nie wsiadać za kierownicę tylko iść na spacer … bo np jadą fragmentem trasy e65 Świebodzin – Zielona Góra albo jej jeszcze gorszym fragmentem Świebodzin – Międzyrzecz gdzie nie ma poboczy a natężenie ruchu jest olbrzymie, kolumny samochodów mające po kilometr i więcej – to taki kierowca z “fantazją” powoduje największe zagrożenie stresując i denerwując grupy kierowców (co nie jest bez znaczenia!)

    dlatego rada z takiego co czuje, że go nosi, że wolno nie będzie jechał, będzie szybki, bardzo szybki … i bezpieczny (dla siebie) to niech zrobi 50 pompek 50 przysiadów i na głowę wyleje wiadro zimnej wody. a jak po tym nadal czuje że będzie bardzo szybki to niech powtarza procedurę aż mu się odechce wsiadać za kierownicę

    i tak kończąc, jak mam nerwa i obawiam się, że będę pędził to proszę żonę żeby prowadziła a jak jestem sam to przed jazdą chwilę staję przy samochodzie i odpowiadam sobie na pytania: czy ktoś na mnie czeka? czy chcę coś w życiu jeszcze im dać? i robię to tak długo aż na mojej twarzy nie pokaże się uśmiech a oczami wyobraźni widzę żonę z córkami … i uwierz mi nie jestem przez to bardziej zdekoncentrowany

  15. Blogomotive ( September 15th, 2009 11:27 )

    @Cypi: Masz rację. Sęk w tym, że o ile 50 przysiadów to jestem w stanie zrobić w ciągu doby, to już na 50 pompek potrzebuję tygodnia… ;)

    @Kongi: Znamy. Pisałem o tym tekście niedawno, o tutaj http://www.blogomotive.pl/index.php/2009/09/02/085m-morderca-jest-kim-innym/

  16. Cypi ( September 15th, 2009 15:43 )

    @Blogomotive:
    czyli jak sobie zaszczepisz, że jak masz nerwa to czeka Ciebie 50 przysiadów i 50 pompek to na myśl o tym jaki to ból uśmiechniesz się sam do siebie i już nie chcesz być bardzo szybkim … :)

  17. leniuch102 ( October 9th, 2009 20:18 )

    “W każdy weekend na polskich drogach ginie kilkaset osób. W niektóre weekendy nawet więcej.”

    Doprawdy? A w które niektóre?
    Wytęż pamięć i podaj choć jeden łykent, żeby zginęło >100.

    Hint: to wypadków w ogóle bywa pareset.
    http://moto.onet.pl/1561387,1,tragiczny-dlugi-weekend,artykul.html?node=2

  18. bard ( July 12th, 2011 14:00 )

    Blogomotive, zabija wlasnie pewnosc siebie. Nic Ci nie da swiadomosc ze wyprzedzasz wlasnie na skrzyzowaniu. Z pewnoscia siebie czy bez ponosisz takie same ryzyko.
    A przpisy moze sa glupie ale z ich powodu nikt nie ginie a Ci ktorzy je naginaja zawsze.
    W sumie minelo juz chyba troche czasu i moze juz zweryfikowales odrobine swoja “diagnoze”

  19. Blogomotive ( July 12th, 2011 14:08 )

    Wiesz, trzeba mieć kilka jasno postawionych granic. Ja na przykład nigdy (!!!) nie próbuję nawet wyprzedzić nikogo na przejściu dla pieszych (choćby było puste jak głowa …). Zawsze uspokajam się przed skrzyżowaniami i stosuję zasadę bardzo, bardzo ograniczonego zaufania do aut osobowych jadących powoli – zakładam, że to albo emeryt, albo będzie skręcał.

    Poza tym chyba nadal myślę tak, jak napisałem.



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!









Polecam: Części do aut amerykańskich