#166 Auto Arystokracja 2009 (2/3)

Na wstępie chciałem Was wszystkich, Wy moi czytelnicy, opieprzyć. 40 dni minęło od poprzedniego postu (pierwszej części tej opowieści), a na maila dostałem raptem 8 ponagleń o ciąg dalszy i 1 groźbę karalną, w której ktoś korzystający z poczty na o2.pl i posługujący się pseudonimem „janek91” roztaczał wizję przywalenia mi w nos swoją malutką, niepełnoletnią piąstką. Co się z Wami dzieje? Kiedyś to były czasy – tydzień ciszy na blogu i od razu maile, blipnięcia i oferty organizacji grup wsparcia dla pisarza bez weny. A teraz? Dziewięć, pożal się Boże, maili. Blogosfera umiera. To proces nieodwracalny. Ale do rzeczy!
Pamiętacie te czasy, gdy na parkingach pod beżowymi, całymi w plamach pokrowcami dumnie prężyły muskuły Maluchy, Fiaty Kwadraty i Skody w co zamożniejszych dzielnicach? My tu, zaraz po wejściu, mieliśmy to samo. Z tą małą różnicą, że tutaj kształty pod pokrowcami dość wiele obiecywały, a i same pokrowce kosztowały pewnie tyle co Wasza bielizna, zasłony i dywany razem wzięte.

A pokrowiec Astona to nawet jeszcze więcej – na oko oceniałem go na milion, ale jak go dotknąłem i poczułem pod opuszkami tą delikatną satynę – uznałem, że na bank kosztuje milion trzysta.

Euro. Mówię o pokrowcu, nie aucie.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Ninja poruszał się po sali pełnej ludzi ruchem konika szachowego. Kiedyś dawno, gdy jeszcze był małym ninją, jego Sensei Etore Hayabusa nauczył go tej sztuczki. Będąc w tłumie tylko ruch konika szachowego pozwala zawsze być w miejscu niewidocznym dla innych. Do końca nie bardzo wiadomo jak to działa, ale… działa. Hop ruchem konika i już jesteś w „ślepej plamce” wszystkich osób koło ciebie.
Metoda ta znana jest również amerykańskim Marines, ale z pełnym plecakiem, spadającym na oczy hełmem i inteligencją wyhodowaną na paszy z KFC mało który rekrut umie biec i liczyć jednocześnie: dwa kroki w przód, jeden w bok (lub odwrotnie). Większe nadzieje związane ze stosowaniem tej metody generałowie z US Army pokładali w wykształconych pilotach US Air Force, ale mimo starań i wielokrotnych prób (głównie w okolicach strefy 51) do dziś nie udaje się na dłuższą metę utrzymać tego szachowego kroku myśliwcami F-cośtam.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Zapatrzyliśmy się na pokaz bielizny, który tak naprawdę był pokazem torebek. W sumie to wcale się nam na to nie chciało patrzeć, ale się zmusiliśmy. Gdy rok temu byliśmy na AutoKreacji, zarzuciliście mi i Stopsowi brak prytków, bo zamiast półnagie modelki fotografowaliśmy wnętrze Audi A5 cabrio. Tym razem postanowiliśmy pobyć przez chwilę macho. Szczerze mówiąc – nie było warto – torebki kiepskie, w życiu bym sobie takiej nie kupił.

Gdy podziwialiśmy torbyyy… modelki oczywiście, ze wszystkich aut zdjęto pokrowce. I wiecie, gdzie najpierw uderzyliśmy? Oj wiecie, wiecie…

… do Astona. Nie chcę się za bardzo rozpisywać o tych autach, bo pewnie każdy z Was oglądał choć raz Dżeremiego Klaksona – a on już wystarczająco dużo o nich powiedział. Dodam do tego tylko dwie kwestie, zaskakujące (również mnie). Otóż:
- V12 Vantage jest cholernie malutki i niski. Wnętrze ma świetne z wyglądu, ale diabelnie ciasne – i co ciekawe, mimo foteli stojących prawie na asfalcie, siedziałem już w autach bardziej mnie otulających i przez to odbieranych jako bardziej sportowe;
- V12 Vantage jest tak śliczny, że do odkrytego DBS Volante zupełnie nie chciało mi się wsiadać.
Reasumując: Aston Martin (chyba każdy) powala z wyglądu, ale coś nie teges dzieje się z nim, jak do niego wsiądziesz. Ale, co to nas obchodzi, przecież sobie nie kupimy. Acha – na żywo RE-WE-LA-CYJ-NIE brzmi. Na filmie niestety zdecydowanie gorzej:
A obok Astonów stał Jaguar XFR. I jego opis chciałbym rozpocząć od jednego słowa: „Przepraszam”. Przepraszam Jaguara, że kiedyś tam, dość dawno temu, skrytykowałem ten wóz. Sam już nie wiem czy tu na blogu, czy w rozmowie z kimś. Ważne, że dziś to odszczekuję. XF jest śliczny. A XFR wymarzony. To ogromne auto, ale czujesz się w nim od razu jak u siebie. Wsiadasz, zamykasz drzwi i dasz sobie głowę uciąć, że na luzach zaparkujesz nim w miejscu, w które nawet kierowca Smarta wjeżdża z pewną dozą niepewności.

Powiem tak – wnętrze Jaguara XF projektował ktoś, kto od dziś jest moim absolutnym idolem (wiecie może, kto to?). Nie, nie chodzi o te fikuśne nawiewy co się otwierają po uruchomieniu auta. Chodzi o całą architekturę deski rozdzielczej: o wysoko rozbudowany tunel środkowy, o minimalistyczny pas z nawiewami i ekranem, o kierownicę, o zegary.Kurde – w tym aucie siedzi się wspaniale! Chciałbym napisać, że najwspanialej na świecie, ale niestety – inne auto skradło mi serce. Jak Wam w trzeciej części wyjawię jakie, padniecie na ziemię LOLując, ROTFLując i WTFakując. Serio!
. . . . . . . . . .
Niezauważany przez nikogo Ninja podszedł do stoiska Lavazzy. Wyglądało na to, że jego pobyt się tu trochę przeciągnie, a kawa idealnie mogłaby go wspomóc w walce z jet-lagiem – w końcu raptem 3 godziny temu jego samolot wylądował na Okęciu. Skłonił się niekonfliktowo i bezgłośnie wskazał ruchem głowy na pusty kubeczek. Prosił o małe espresso. Poprosił ponownie. I jeszcze raz. I jeszcze raz. I dobył miecza. I ciachnął. I znów pacnął się w czoło z liścia. „Kurde, przecież mnie nie wiedzą” – pomyślał i odszedł bez kawy, obiecując sobie, że już dziś nigdy więcej bezpodstawnie miecza nie dobędzie. On odszedł, a hostessa pozostała w stanie może jeszcze nie rozkładu, ale już na pewno połowicznego…
. . . . . . . . .
Caterham – niziutki, malutki i wiele obiecujący. Zawsze, gdy widziałem Klaksona w czymś takim, gula mi rosła z zazdrości. Dlatego teraz ustawiłem się w kolejce i spokojnie czekałem.
- Naprawdę chcesz tam wsiąść? – spytał Stops.
- O niczym innym nie marzę.
- Nie będzie ci ła…
- O, tu wstawię nogę, potem tyłek i już.
- …two wysiąść.
I jakby na potwierdzenie jego słów, z wnętrza Caterhama dobiegł nas kobiecy głos:
- Karolu, podaj mi rękę.
Zarezerwowaliśmy sobie kolejkę tradycyjnym „Zaraz wracam, będę stał przed Panem” i podeszliśmy bliżej. W środku siedziała kobieta tak podobna do Marylin Monroe, że ja cie! W niebieskiej sukni wyglądała dostojnie i elegancko. Do czasu, aż nie chwyciła ręki Karola i ten nie zaczął jej wyciągać. Pokazała wszystko. Dosłownie. Błyskom fleszy nie było końca.

Potem wsiadłem ja. Wiecie pewnie, jak ciężko i nie zawsze przyjemnie wsiada się do niskiej Hondy CRX. Ale jeśli wsiadanie do CRX-a można porównać do gramolenia się na mini taborecik Mammut z IKEI, który akurat stoi pod kuchennym stołem, to wsiadanie do Caterhama jest niczym próba wejścia do piekarnika bez uprzedniego wyjęcia z niego tych wszystkich metalowych półek na wypieki. To jest kurde niemożliwe. Wsadzasz najpierw nogę – dupa. To może najpierw dupę – szach-mat. Może na tygryska? No raczej nie. Opierasz się o brezentowy dach – dach się ugina a ty rżniesz zębami w szybkę. Zawieszasz się na drzwiach, a te z trzaskiem zawiasów otwierają się na oścież i odbijając się od maski hamują ci na skroni.
Ale w końcu się udało – nie powiem Wam jak, bo po pierwsze nie pamiętam, po drugie nawet gdybym pamiętał to bym do tego nie wracał – trauma – a po trzecie, może sami kiedyś będziecie mieli okazję, więc nie chcę pozbawiać Was możliwości zrobienia z siebie pośmiewiska. Co Was nie zabije to Was wzmocni – kiedyś mi podziękujecie, szczególnie jest już w Warszawie salon Caterhama. I można się umawiać na jazdy próbne!

Kierownica ma wielkość pokrywki od garnka. Ale nie tego co w nim zupę na tydzień gotujecie, tylko tego, co jak do niego wrzucicie jajko, to już nie bardzo jest gdzie wody nalać. Sprzęgła się nie wciska – je się wgniata. Pamiętam, jak kiedyś na siłce na takiej maszynie do ćwiczenia mięśni ud siedział straszny kafar i za każdym razem, gdy prostował nogi unosząc ciężar na moje oko równy dobrze odżywionemu nosorożcowi, wydawał z siebie potworny syk zakończony okrzykiem „Jeeeee!”. Tak samo syczałem i wrzeszczałem już przy trzeciej próbie wduszenia sprzęgła.

Skrzynie biegów ma bardzo krótki lewarek, ale długie ruchy trzeba nim wykonywać, więc wrzucenie jedynki nie dość, że odrywa Ci plecy od fotela, to jeszcze kładzie dźwignię zupełnie i wygląda ona, jakby się złamała. A biegi wrzucać trzeba z siła, której do tej pory używałem tylko ćwicząc kiedyś kick-boxing.

Kokpit z kolei został wykonany na zajęciach ZPT przez osoby, którym gust każe w lecie nosić skarpety do sandałów a zimą przy minus 20 gołą głowę, lub co najwyżej kapelusz. Przyciski same w sobie są niezłe, ale rozrzucone przypadkowo. Założę się, że nie ma na świecie dwóch Caterhamów z takim samym układem przycisków. Tak, to w 100% męskie i ekscentryczne auto, ale odechciało mi się nim jeździć. Koniec o nim? A gdzież by tam. Przed Wami najciekawszy ragment – o tym, jak z niego wysiadałem.
Najpierw Stops podał mi rękę. Jako, że to mi w ogóle nie pomogło, podał mi też drugą. Potem oparł się nogą o maskę. Potem mną szarpał. A potem razem uradziliśmy, że trzeba na pomoc wezwać osobę, która już tą łamigłówkę rozwiązała.
- Halo! Panie Karolu! Mogę Pana prosić na moment? – krzyknąłem w kierunku towarzysza Marylin Monroe. – Niech mi Pan pomoże, Pan już chyba wie jak, prawda?
Pan Karol podszedł, zajrzał do środka, ocenił mój tonaż i rzekł:
- Prawą nogę na siedzenie. Kolano obok kierownicy. Śmiało, śmiało, jak się ją mocniej popchnie od dołu, to się przekrzywi na bok i będzie miejsce. O, świetnie. Teraz rękę tu na zagłówek. Tak. Uchylamy drzwi. Stop! Proszę się o nie broń Boże nie opierać – potrafią przyciąć dłoń. Lewa noga na zewnątrz, ale nie, nie tak! Nie stopą do przodu tylko kolanem. Stopa niech zostanie na razie koło kierownicy – zajmiemy się nią w fazie drugiej. Super – widzi Pan, już część Pana jest na zewnątrz, a teraz tylko…
. . . . . . . . . . . .
Ninja stał spokojnie pod ścianą (o ile spokojem nazwać można ciągłe monitorowanie otoczenia i dbanie o pozostawanie w “ślepej plamce” wszystkich szwendających się imprezowiczów) i w skupieniu obserwował, jak jeden dość wysoki człowiek próbuje się wygramolić z auta wielkości pudełka do wożenia kotów do weterynarza. Czekał tylko, aż gramolenie wejdzie w fazę drugą, by w ogólnym zamieszaniu niepostrzeżenie podejść z boku i…
. . . . . . .
- I jak? – spytał Stops, gdy już nastawiłem sobie bark oraz uładziłem grzywkę.
- No, Karol to cwaniak. Ludzki tetrisowiec – powiedziałem i nagle coś mnie tknęło. Katana! Oparłem ją o błotnik, gdy wsiadałem. A teraz jej tam nie ma!
Cdn.
Nawigacja dla zagubionych:
Część 1 | To jest część 2 | Część 3 | Kilka ciekawostek na koniec
A tutaj projekt:photomotive, czyli mnóstwo zdjęć w lepszej jakości.
Jeśli masz ochotę przeczytać coś podobnego, kliknij w wybrany link kategorii lub tagu,
albo po prostu przejrzyj archiwum wszystkich tekstów.
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!





W końcu, wreszcie, nareszcie ;>
Akurat wczoraj ok 2 w nocy projekt kończyłem a tu niespodzianka, RSSik sie zaktualizował :)
W końcu, wreszcie, nareszcie ;>
Miesiąc czekałem aż się ten Twój projekt wreszcie skończy. Już dawno chciałem coś machnąć na bloga, ale pomyślałem sobie, że nie, lepiej Cię nie rozpraszać – deadline już 3 razy przekładany a i tak obsuwa tygodniowa ;-)
Wesołych Świąt! ;)
No, w prawdzie byłem tu niemalże codziennie szukając update’ów, aczkolwiek do tej pory myślałem, że poganianie nie ma sensu. Myliłem się. Mea culpa.
Teraz co tydzień będę Ci groził, a co.
Mówiąc o Caterhamie – mnie gokarty nigdy nie pociągały.
@Pete: Naprawdę myślisz, że Kochanowski strzeliłby te wszystkie swoje treny gdyby mu Orszulka codziennie nie ględziła “Kiedy będą? No kiedy będą!”? Inna sprawa, że niezbyt dobrze na tym wyszła…
Wszyscy wielcy muszą czuć bat nad sobą. Prawdziwa literatura musi się rodzić w stresie i bólach ;)
A gdzie trzecia część do jasnej, najjaśniejszej? Znowu się obijasz? ;)
@Kek: O-to-to-to! Właśnie takich czytelników potrzebuję – upierdliwych i męczących ;)
Tak? To dobrze się składa, bo z powodu braku trzeciej części cisną mi się na język najgorsze przekleństwa! Motyla noga!
Na jutro ma tu byc 3 czesc bo jak nie kolego to Iwan i Wania sie do Ciebie przejada :)
sorki za brak polskich znakow ale pisze z daleka i na dalekim kompie.
Widzę, że za dużo luzu masz, jeszcze 3ciej części nie ma, no no…
Gdzie jest trzecia cześć??
Nie domagałem się jej w święta, myśle sobie, nie wypada.
Weekend.. no dobrze.. ja też nie czułem się w pełni sił na czytanie, a co dopiero pisanie.
Ale już poniedziałek się kończy i NIE ma co czytać.
Jak jutro w pracy, przy kawie, nie będę mógl nic przeczytać.. nie piję kawy.. słowo, koniec z piciem kawy! Każdy kto kiedykolwiek wygłosił tutaj monolog ma zakaz picia kawy!
Kurza stopa, nie zawiedź Nas!
Zaczynam żałować, że domagałem się poganiania…
Dobrze, że zauważasz swój błąd, ale to nie koniec konsekwencji. Jak przestaniemy pić kawę, wszystkie nescafe, jacobsy, starbucksy, w biegu cafe itd. zażądają od Ciebie rekompensaty.
Wiesz, że mówiłem do Ciebie.
@lagunault: Zapisałem się na zajęcia fakultatywne z ćwiczenia silnej woli i konsekwencji. Jest ciężko, ale się przykładam. Widmo rekompensowania kawy (przy jej absurdalnej cenie!) mnie do tego zmusiło.
Zgadnij, kto jest głównym udziałowcem szkoły, prowadzącej te zajęcia. ;> Zbijam kokosy. ;)
haha ciekawe
portal motoryzacyjny