BBC09 Finał (zakończony)


Opublikowane: 22 February 2010 | Komentarze: 25
Kategoria: Alfa Romeo Audi Jaguar Land Rover Mazda Mercedes Nissan Porsche Renault

I stało się – dobrnęliśmy do finału plebiscytu Best Bloggers’ Car 2009. Przed nami jeden pojedynek, w którym bój toczy 9 aut. Tak – to prawdziwy telewizyjny „Jeden z dziewięciu”. No, byłby prawdziwy, gdyby Pan Tadeusz Sznuk zdecydował się go ze mną poprowadzić. Niestety odmówił – ponoć dobrze się czuje w TV a jeszcze lepiej w radiu. W Internecie słabo. A na blogach to już w ogóle kiepsko. Cóż, nie namawiałem, bo bardzo dobrze go rozumiem – ja też na blogach (innych niż ten) czuję się słabo. Wy pewnie też, prawda? Och, wy moi czytelnicy kochani. Moi wy! Moi!

Ostrzegam na wstępie – ten wpis jest wyjątkowo długi. Sorry, ale mnie poniosło. W końcu to finał, mogły mi puścić nerwy ;)

Pamiętacie pewnie, że przy każdym poprzednim plebiscytowym wpisie zaznaczałem, że „żaden ze mnie fachowiec… bla bla bla… punktujcie mnie w komentarzach… bla bla bla… Wasze uwagi pomogą innym… bla bla bla… tu nie ma żartów… itp.” Pamiętacie, prawda?

Otóż w finale tylko jedna rzecz się zgadza: „tu nie ma żartów”. Reszta wypada, bo postanowiłem w tym finałowym pojedynku być stronniczy, subiektywny i olać konwencję. Nie będzie więc ani cukierkowo, ani negatywnie. Będzie prawdziwie. Dziś na temat tych 9 aut objawię Wam prawdę. Moją prawdę. I wiecie co – od razu przejdę do rzeczy – uważam, że ostatecznie kolejność będzie taka:

Miejsce 1: Mercedes CLS ex equo z Range Roverem
Miejsce 3: Porsche 911
Miejsce 4: Jaguar XF
Miejsce 5: Audi A4 / A5 / A5 Sportback
Miejsce 6: Alfa Romeo 159 / Brera
Miejsce 7: Renault Laguna
Miejsce 8: Nissan GT-R
Miejsce 9: Mazda RX-8

A teraz, skoro wywaliłem kawę na ławę… let’s get back to the action. Ruszamy z opisami! Aaa… albo nie, zróbmy inaczej – opisy zostawmy na koniec bo są długie a Wy i tak pewnie wszystko wiecie lepiej. Dziś zaczniemy od głosowania:

A tych z Was, których ilość tekstu nie przeraża i jeszcze nie mają swojego faworyta – zapraszam do lektury (to ta blacha tekstu poniżej – ponad 2500 wyrazów – wielu z Was pracę magisterską napisało krótszą).

Mercedes CLS – jak wiecie, moim zdaniem powinien wygrać. Z wielu powodów (o których za chwilę) jeden jest szczególnie dominujący. Ten samochód wygląda z zewnątrz i w środku tak oszałamiająco (a jednocześnie wcale nie onieśmiela), że marząc o nim przestaję dywagować, czy wolałbym go w benzynie czy dieslu, w automacie czy manualu, w jasnej czy ciemnej skórze. Jeszcze nigdy mnie te myśli nie naszły – po prostu marzę o tym aucie, bez wdawania się w szczegóły. Nie ma na świecie innego wozu, który swoim wyglądem, stylem i obietnicą spełnienia potrafiłby wejść na tak wysokie rejestry emocjonalne. Jeśli to jest dla Was niejasne – wyobraźcie sobie najpierw, że Windows to syf a na Waszym biurku stoi jakiś aluminiowy Apple. A potem wyobraźcie sobie CLS-a jako iPhone’a. Ten gadżet tak bardzo działa na emocje, że się go po prostu chce. Nieważne, że brak mu multitaskingu, że ktoś poza Wami ma nad nim pełną kontrolę, że abonamenty są absurdalne, że co lepsze aplikacje trzeba kupować. To bez znaczenia – liczy się chęć posiadania, zaćmiewająca realną wartość tego cacka. Ja mam tak z Mercedesem CLS. Jestem kompletnym fanbojem tego modelu.

Inne zalety? Bez liku. Ot, chociażby fakt, że to auto wygląda jak milion dolarów. Albo że wnętrze jest monumentalne jak w Bentley’u, a jednocześnie przytulne i swojskie jak w czymś do codziennej jazdy. Albo że bez najmniejszego problemu mógłbym jeździć tym autem w bojówkach uciętych w kolanach, obdrapanych Consach i rozciągniętym t-shirtcie. I wcale nie czułbym się „nie na miejscu”, co miałoby miejsce gdybym tak odziany wysiadał BMW serii 5 lub parówkowej A-szóstki.

A, i jeszcze jedna fajna rzecz z tym autem związana – to chyba najbardziej luksusowe auto świata, które równie fajnie wygląda jak jest kompletnie uświnione błotem. Kto wie, czy wtedy nie jest nawet bardziej fajne…

Mam Mercedesowi za złe, że przylepił autom 4-drzwiowym etykietkę coupe. Ale za złe mam koncernowi. Model CLS jest tak śliczny, że może określać się mianem coupe, liftback czy nawet saloon. Wisi mi to.

Reasumując – zasłużone miejsce pierwsze. Również dlatego, że absolutnie nie czekam na jego następcę. Uważam, że ten model Mercedes powinien robić przez najbliższe 30 lat.

Range Rover jak już wiecie, moim zdaniem powinien wygrać No, w zasadzie zremisować z CLS-em. A dlaczego, skoro nie jestem w stanie wypowiadać się o nim z taką emfazą i miłością jak o Mercedesie CLS? Otóż dlatego, że ten angielski mastodont jest wozem kompletnym. Ma wszystko. Wszystko, czegokolwiek byście od auta oczekiwali.

Jest bezpieczny jak guma Mamba – cokolwiek byś z nią nie robił, krzywdy Ci nie uczyni. Jest wielki jak stodoła – niezależnie od tego, ile snopków siana do niej wpakujesz, i tak jeszcze drugie tyle się zmieści. Jest uniwersalny jak czarny garnitur – niezależnie od metki i jakości tkaniny, zawsze wygląda się w nim dobrze i do wszystkiego pasuje. Jest prestiżowy jak zegarek typu chronometr (z tarczami w środku) – niezależnie od marki i rocznika zawsze wygląda dobrze i lepiej o właścicielu świadczy niż ultra drogi i ultra cienki „garniturowiec” za 45 tysięcy zł.

Reasumując – widzę go na miejscu pierwszym, ex equo z Mercedesem CLS. Cóż… nie zachwyca mnie jego wnętrze, pozycja za kierownicą, wiszą mi właściwości terenowe, nie jaram się marką i jej legendą, wiem również, że z zewnątrz ten kolos gubi proporce. Jednak ilekroć wypełniam sobie w myślach mój garaż marzeń dziesięcioma autami, Range Rover zawsze w nim jest.

Porsche 911, cokolwiek by o nim nie mówić, jak bardzo by nie rechotać z jego rozstawu kół i wiszącego silnika – jest doskonałe pod każdym względem. Ja też trochę irytuję się na firmę Porsche, że każda nowa 911-tka wygląda jak poprzednik. Ale wiecie – w tym szaleństwie jest metoda. Szlifują i szlifują. Do perfekcji.

Uwielbiam to, jak się w tym aucie siedzi i jak się, siedząc w tym aucie, człowiek czuje. To nie jest zwykłe zadowolenie wynikające z faktu siedzenia nisko i głęboko, i patrzenia na rasowe zegary. To wręcz euforia związana z legendą i ergonomią tak powalającą, że aż strach. Podam Wam jeden przykład. Otóż nie ulega wątpliwości, że wnętrze auta, w którym pomiędzy fotelami poprowadzony jest wysoki wał oddzielający siedzenia i zawierający mnóstwo przycisków, dźwignię zmiany biegów i zagłębienia na kubki wygląda świetnie. Świetnie i rasowo. Zawsze zastanawiałem się, dlaczego coś takiego ma Aston, Catercham, luksusowe Ferrari i potężne Lamborghini, a dlaczego 911-tka pomiędzy fotelami nie ma prawie nic, przez co wygląda trochę jak Fiat Seicento. A dlatego nie ma, że taki wysoki wał (czy tunel – jak zwał tak zwał) utrudnia szybkie obracanie kierownicą, bo się o niego łokciami zawadza. Śmieszne? Może i tak, ale ja wiem, że doceniłbym to już drugiego dnia.

Jestem oczarowany brzemieniem słowa „Porsche”. Porsche, Porsche, Porsche – to brzmi o wiele lepiej niż Ferrari. I o wiele lepiej niż Bentley. Nie mówiąc już o Lamborghini, które połowa Polaków wymawia przez „dż”.

Reasumując – trzecie miejsce. Tak między Bogiem a prawdą – powinno być pierwsze. Ale nie potrafię się oprzeć pięknu CLS-a i uniwersalności Range Rovera.

Jaguara XF szanuję za to, że zmienił moje poglądy na tą angielską markę. Do tej pory nie było żadnego Jaguara (poza modelem X-type, ale to ponoć nie jest Jaguar), w którym bym się widział. Każdy wyglądał jak wysiedziana kanapa. I wcale nie imponował mi ich klasyczny styl, pół tony chromu i niskie i prze-ciasne wnętrze.

XF zerwał z wizerunkiem aut rodem sprzed 30 lat. I o ile początkowo uznałem go za stylistyczny niewypał, o tyle z biegiem tygodni dostrzegałem jego niewątpliwe piękno. Piękno proporcji i wnętrza. Tak – nadal razi mnie karoseria podobna do Lexusa GS (choć akurat to auto bardzo mi się podoba) oraz wnętrze wykończone w takich ilościach z aluminium, chromu i plastiku.

Ale jak te plusy i minusy poskładać w jedną całość – powstaje auto wspaniałe. Nie będą tu jednak cukrował i ściemniał. Powiem wprost – zabujałem się w XF, bo doskonale się w nim siedzi. Cały projekt wnętrza został wykonany tak, że kierowca czuje się jak w zwinnym aucie rajdowym – wszystko jest pod ręką, wysoko i stylowo. I siedzi się nisko. I fajnie się w nim czuje.

Reasumując – wspaniała czwarta pozycja. Powiem Wam, że jak już uzbieram na Mercedesa CLS, a on z jakiś powodów będzie niedostępny, kupię sobie Jaguara XF. Na pewno będę tej decyzji żałował (bo jak wiecie, nic się z CLS-em nie równa), ale tylko przez pierwsze dni. Potem po prostu się w tym aucie poczuję dobrze. A to jest cholernie ważne.

Audi A4 / A5 / A5 Sportback – z tej całej rodziny najbardziej podoba mi się coupe A5, ale i ono nie jest pozbawione wad. Linia jest trochę ciężka, karoseria kompletnie nieagresywna a fakt, iż środkowy słupek jest wspawany na stałe (nie można go „opuścić” jak w BMW 3 coupe czy Mercedesie CLK) trochę żenuje – wszak to Audi nie jest jakimś Hyundaiem lecz luksusowym autem – powinni o takie smaczki jak możliwość jazdy z wielką dziurą zamiast szyb (nieprzedzieloną środkowym słupkiem) zadbać. Przy okazji tego akapitu dot. karoserii warto pamiętać o niby-coupe-niby-sedanie A5 Sportback. Ale zbądźmy jego nieproporcjonalną sylwetkę minutą milczenia.

Podoba mi się w Audi to, iż wreszcie ta firma znalazła klucz do swojej identyfikacji – ma unikalne wnętrze i unikalny przód – grillowy „single frame” wygląda fajnie a diodowe paski w światłach są cool. Jednak zastanawia mnie fakt, że najfajniejsza ich wersję (te falowane) wykorzystano w sedanie – a do stylowego coupe A5 i A5 Sportback wstawiono tandetne (nie tylko z kształtu ale również z wykonania – porównajcie ilość diód) wersje wyglądające jakby świeciły zwykłymi żarówkami zamiast LED.

Wnętrze, mimo iż unikalne, nie przekonuje mnie stylem. Nie ulega wątpliwości, że jest świetnie wykonane, i że w tym aucie siedzi się naprawdę nisko. Jednak linia tablicy rozdzielczej mnie nie powala – gdzieś tam w gąszczy tych przycisków, pokręteł, nawiewów i wyświetlaczy jest jakiś nieład i przypadek. Ale zegary są świetne. Pierwsza klasa!

Reasumując – widzę Audi na miejscu nr 5. To świetne auto, ale nie ma co się oszukiwać – tylko w wersji S4 / RS4 może startować do odwiecznego rywala, BMW serii 3.

Alfa Romeo 159 / Brera – uwielbiam proporcje sedana (są naprawdę wspaniałe) oraz kombi (kto wie, czy nie są wręcz doskonałe). Irytuje mnie sylwetka Brery, określanie jej mianem coupe oraz świadomość, że firma taka jak Alfa mogła z palcem z tyłku stworzyć coś o niebo od tego hatchbacka piękniejszego – szczególnie, że wyjściowo miała do dyspozycji tak wspaniale narysowanego sedana.

Imponuje mi historia marki oraz splendor jaki wiąże się z faktem jej posiadania, jednak nie można zapominać o tym, że żyjemy w Polsce i dowcipy o awaryjnych Alfach (pal licho rzeczywistość – ponoć nie jest już wcale tak czarnymi chmurami zasnuta) każdego jej właściciela zmuszają do tłumaczeń w stylu: „Jak nie będziesz dbał o auto to i Toyota też ci się rozleci”. Poza tym nie zgadzam się z tezą kolegi Jeremiasza Klaksona, jakoby każdy petrolhead powinien w swoim życiu przynajmniej raz mieć Alfę. Moim zdaniem każdy prawdziwy petrolhead powinien przynajmniej raz w swoim życiu ukradkiem (w tajemnicy przed mamą, tatą czy żoną) wymknąć się wieczorem z domu tylko po to, by wypalić bak paliwa wlekąc się na ręcznym (lub chodząc bokiem) na parkingu pod Auchan czy Tesco.

Jestem świadomy faktu, iż wnętrze tego auta wygląda dobrze tylko na zdjęciach. Niestety posrebrzane plastiki, dziwnie luźna dźwignia zmiany biegów i idiotyczne przyciski radia na dłuższą metę (np. w 2 roku użytkowania) wkurzałyby mnie tak mocno, że w sekundę po każdej zmianie stacji radiowej mdlałbym z wściekłości i irytacji. A to niebezpieczne tak sobie zemdleć przy 140 km/h. Nawet na dwupasmowej katowickiej.

No i jeszcze te silniki – zdaje się, że nie ma wśród nich tego idealnego. Diesel (a w zasadzie aż 4 diesle), nawet jeśli jest rzeczywiście najnowocześniejszy w swojej klasie, ani do Alfy specjalnie nie pasuje, ani wolny od niedoróbek i awarii nie jest. Topowy V6 chla jak smok i ponoć wcale nie powala ani dźwiękiem ani dynamiką. A czterocylindrowe benzynówki wspaniale się sprawowały w poprzedniku (model 156), który był lżejszy i mniejszy – tu zaś stanowią tylko wymagalne minimum (tak, wiem że jeden z nich ma 200 koni, ale jest zaturbiony, a to i podraża koszty paliwa, i budzi niepokój w kwestii awaryjności).

Reasumując – widzę Alfę na miejscu nr 6. Wiem, ze daleko, szczególnie patrząc na jej oszałamiający design karoserii, ale ze stereotypami nie wygrasz.

Renault Laguna. Doceniam starania Francuzów i chęć stworzenia auta na wskroś nowoczesnego i bezpiecznego. Co ciekawe – wszystko to się im udało. Niemniej jednak, jest wiele „ale”. Zacznijmy od rzeczy najbardziej mnie irytujących – od skandalicznie niskiej bocznej linii okien oraz leżących zegarów – wiem, że to drobiazgi, ale przez takie właśnie drobiazgi nigdy w życiu nie chciałbym mieć Laguny.

Zastanawiam się również czasem, czy aby na pewno legendy o awaryjności Alfy Romeo nie powinny zostać zastąpione opowieściami dotyczącymi Laguny? Ale tu przyznam się, że nie przyłożyłem się do weryfikacji tych sądów na forum, więc mogę się mylić.

Dziwi mnie również polityka koncernu – dlaczego w tak popularnym i prestiżowym segmencie nie zdecydowali się wprowadzić sedana? Nie, liftback nie wygląda źle, ale dla wielu klientów sedan to sedan. Zastanawia mnie również nagroda, jaką kiedyś tam dostała wersja kombi – że niby była najpiękniejsza czy jakoś tak. Toż to absurd – o ile jeszcze o sedanie można powiedzieć, że wygląda nieźle, o tyle w temacie kombi jedyny niezaprzeczalny fakt to „skopane proporcje”.

Jedno rzecz w Lagunie nie budzi moich najmniejszych wątpliwości – to jej wnętrze. Jest świetnie wykonane, śliczne w rysunku i ładne w kolorystyce. Francuski styl (o ile coś takiego istnieje, bo ostatnio mam poważne wątpliwości) pełną gębą.

Reasumując – zasłużone miejsce nr 7. Wiem, że odległe, ale nie oszukujmy się – ten popularny średniak startuje w szranki z superkarami. Sam występ w finale jest dla Laguny wystarczająco nobilitujący. Dlaczego zatem nie ostatnie, dziewiąte miejsce? Bo jest coś takiego jak Laguna Coupe. Absolutna piękność. Gdyby nie było wersji kombi i liftback – pierwsze miejsce miałaby murowane. Ex equo co prawda z CLS-em, ale jednak pierwsze.

Nissan GT-R. Doceniam fakt, iż jest tak cholernie szybki, tak wspaniale skręca i pełen jest elektroniki tak zaawansowanej, że nawet Intel może o niej tylko pomarzyć. Doceniam to, ale szczerze mówiąc… mam to gdzieś. Nie mam licencji rajdowej, z niespodziewanego poślizgu na asfalcie przy 120 km/h umiem wyprowadzić auto chyba tylko w swoich snach (jak i pewnie 99% z Was, rajdowi mitomani ;-) a pokonywanie zakrętów po optymalnym torze znane jest mi tylko z gierek typu ToCA 2.

Doceniam jednak dwie rzeczy i nie wiszą mi one kompletnie – primo: naprawdę ładną karoserię z zaskakująco mało agresywnym przodem (to taki smaczek, lubię takie niejasności) oraz secundo: gadżeciarski wyświetlacz pokazujący ileś tam różnych informacji zgrupowanych na zylionie wirtualnych pulpitów.

Irytuje mnie świadomość (nie wiem, nie sprawdzałem, ale mogę się założyć), że wnętrze wykonane jest kiepsko, materiały trzeszczą i przy puknięciu w nie wydają dźwięk gniecionej butelki PET. Irytuje mnie bezkompromisowość tego auta – coś mi się zdaje, że przy jego projektowaniu nikt tak naprawdę nie myślał o tym, że miałoby ono jeździć po zwykłych drogach. To jest bolid torowy. Jeżdżenie nim do pracy lub podjechanie pod Lidla jest „seriously uncool”.

Reasumując – widzę tego Nissana na przedostatnim, 8 miejscu. Nawet, jeśli znalazłby się w moim garażu marzeń, jeździłbym nim najrzadziej. Po prostu nie staje mi talentu do tego typu high-endowych ścigantów.

Mazda RX-8 – mam z nią problem, bo naprawdę nie wiem, co o niej powiedzieć – wszystko już wcześniej napisałem. Że unikalna i przez to rzadko spotykana. Że silnik fajny, ale bym się bał o codzienne użytkowanie. Że drzwi tylne fajne, ale tak naprawdę to nie widzę powodów wydziwiania – żadnych korzyści takie rozwiązanie nie wnosi.

Imponuje mi legendarna niezawodność wszystkich Mazd, ale coś mi mówi, że to jest właśnie legenda. A legenda jak to legenda – opowiada o rzeczach, które działy się kiedyś tam. Nie wierzę, że współczesne Mazdy są aż tak niezawodne jak ich poprzedniczki wyposażone w proste silniki, korbki do opuszczania szyb i 2 przyciski na desce rozdzielczej. A już na pewno nie wierzę w niezawodność RX-8. Wankel nie został stworzony do codziennego użytkowania – brak mu mocy przy niskich obrotach. Brak mu mocy również przy wysokich, bo moc pojawia się dopiero przy obrotach baaaardzo wysokich. W naturalny sposób się niszczy (ściera się krawędź obrotowego tłoka). A średnie spalanie oleju i benzyny jest porównywalne.

Wnętrze może i ma ciekawe elementy, ale fakturą plastików przypomina tace w McDonaldzie, a kolorystyką opony zimowe.

Urzeka mnie jednak sposób, w jaki ta Mazda się prowadzi. Urzeka mnie również praca skrzyni biegów – czegoś tak dokładnego nigdy w swoim życiu nie spotkałem. Nawet wskazówki mojego zegarka w porównaniu z pracą skrzyni biegów tej Mazdy zachowują się jakby luźno latały w budyniowej brei.

Reasumując – jednak ostatnie, dziewiąte miejsce. Dlatego, że tak naprawdę ten samochód wyróżnia się tak bardzo, że aż w oczy kole. Nie potrafię sobie zracjonalizować jego zakupu. Że wygląda świetnie? To fakt, ale nie on jeden. Że ma ciekawy silnik? To fakt, ale wolałbym coś mniej ciekawego a bardziej zaufanego. Że jest egzotyczna? To fakt, ale mnie ta cecha akurat kompletnie mi wisi.


No i będzie kiszka, jeśli moje typy się sprawdzą w 100% – już widzę te maile, komentarze i pocztówki w skrzynce twierdzące, że plebiscyt jest ustawiany, że o kant kuli go potłuc i żebym sobie przyszłoroczny wsadził. Ale przełknę to jak młody pelikan rybę. I za rok znów Was będę w styczniu i lutym zanudzał pojedynkami.

Oj, zapomniałbym! Sonda / ankieta (jak zwał, tak zwał) jest oczywiście jak zawsze zablokowana po cookies i IP z tą różnicą, że tym razem (powiedzmy, że finał rządzi się innymi prawami) blokada jest automatycznie usuwana po upływie 24h. Znaczy to, że tak na dobrą sprawę każdy z Was może w tym pojedynku oddać więcej niż 1 głos.

Wiem, że to rodzić może nieprzychylne komentarze, więc proszę Was o jedno – jeśli już zdecydujecie się na taką „wielogłosową” zagrywkę – oddajcie każdy przysługujący Wam głos na inne auto. Bo na bank zdecydowana większość z Was ma więcej niż jednego faworyta. Możemy zawrzeć taki dżentelmeński układ? OK? No to super, wiedziałem, że można na Was liczyć ;-)

Tekst opublikowałem dnia 22 February 2010 r., umieściłem w kategorii: Alfa Romeo Audi Jaguar Land Rover Mazda Mercedes Nissan Porsche Renault oraz oznaczyłem tagami: , ,

Jeśli masz ochotę przeczytać coś podobnego, kliknij w wybrany link kategorii lub tagu,
albo po prostu przejrzyj archiwum wszystkich tekstów.


Liczba komentarzy: 25

  1. Maggot ( February 22nd, 2010 02:21 )

    Tak jak na BMW psioczę od zawsze, ale jednak potrafię dostrzec jego zalety (i przyznaję, że czasem narzekam na siłę), tak kompletnie NIE POJMUJĘ o co chodzi z zachwytami nad CLSem… Tyle lat gapię się na ten samochód, i na zdjęciach, i na żywo, i dalej jak wyglądał dla mnie jak alegoria impotencji, tak nic się nie zmieniło (wygląda jakby sflaczał, o kompletnie z bani proporcji wysokość/koła nie wspominając). A w dodatku to nowy Mercedes, więc nie ma co zachwycać się jakością.

    Głos dostaje “najn-elewen”, bo przez nie od lat nie mogę się doczekać kryzysu wieku średniego, kiedy radośnie będę mógł się w takie zaopatrzyć.

  2. R ( February 22nd, 2010 03:11 )

    Zdecydowanie XF. Dlaczego? Bo to jedyne auto, na które mógłbym zamienić swojego 300C i wiem, że bym niczego nie żałował. Może i są lepsze samochody, ale wiem że za czymś zawsze bym tęsknił – za aerodynamiką godną kiosku Ruchu, za wirem w baku przy prędkościach innych niż żółwie, za zerowym marginesem błędu przy operowaniu gazem gdy tylko na drogę spadnie więcej niż trzy krople wody i wieloma innymi drobiazgami sprawiającymi, że uwielbiam to auto. No ale wsiadłem ostatnio w salonie do XF… i mógłbym w zasadzie nie wysiadać. Niby niewiele ma wspólnego z 300C, ale czuje się, że jazda nim dostarczy mnóstwo – zupełnie innych, ale równie intensywnych – emocji.

    Czekam teraz aż dowiozą pierwsze egzemplarze nowego XJ :)

  3. żuwik ( February 22nd, 2010 10:27 )

    Laguna…
    Dlaczego? Hmm… Mercedes mi imponuje karoserią, stylem, ale mercedesowskie zegary i imidż (dla grubego emerytowanego Niemca) mi nie leży. Range – jestem osobą bardzo szczupłą, wręcz drobną, wyglądałbym w nim jak kretyn. Porsche – nigdy nie będę takiego miał. Ani nawet podobnego. Jaguar – uwielbiam. Ale nawet na drodze nie widziałem, nawet nie siedziałem, jak Porsche, wygląda na auto poza zasięgiem. Audi – parówki w kształcie cegły z wnętrzem z ceglanej parówki. Nuuudaaaa. Nissan GT-R. Co to jest w ogóle? Auto czy konsola do gier? Da się w tym samemu chociaż świece wymienić? To w ogóle ma świece? Mazda, no cóż, jak wyżej.

    Zostaje Alfa (159, grubą b(r)ertę przemilczę). Piękna, ponętna. Ale od początku swojej motoryzacyjnej przygody życia związany jestem z Renault.

    Laguna – jedyne auto przystępne dla normalnego, pracującego 8h dziennie, młodego mgr z Bielska-Białej. Absolutnie poza zasięgiem, ale to, że zarabiam na Lagunę chociaż umiem sobie wyobrazić. Nie wiem która komórka mojego gustu za to odpowiada, ale mi się kombiak podoba, szczególnie LagII po liftingu. A coupe… Szukam właśnie dużego stylowego coupe, rozglądam się za C70 i 406 Coupe. Tak, to mój ulubiony styl. Tak, głosuję na Lagunę.

  4. krzychoo ( February 22nd, 2010 12:03 )

    Czterocylindrowe benzynówki ze 159 nie mają nic wspólnego z tymi ze 156. Twin Sparki 16V ze 156 może i były awaryjne (bo były), ale charakteru im odmówić nie można było. W 159 zawitały kupiaste silniki GM, bez stylu, bez pazura, bez nadziei. Całe szczęście już ich nie ma. V6 z resztą tak samo – beznadziejny silnik Holdena, nic wspólnego z fantastycznym 3.2 V6 rodem ze 147/156 GTA. Dopiero 1750 TBi, rodem z Włoch jest na powrót silnikiem godnym Alfy (opieram się jednak na opiniach innych – nie miałem jeszcze okazji nią jeździć).
    Nieszczęściem 159 (i Brery) był właśnie absolutny brak sensownych silników benzynowych, oraz zbyt wysoka masa. Pierwsze się zmienia, a masa – no cóż, uratowali ile się dało, po lifcie odchudzili nieco samochód.
    Cudem 159 nie jest, ale i tak na nią zagłosowałem. Dlaczego? Bo tak! :)

  5. Szymon ( February 22nd, 2010 12:10 )

    Tego, że ustawiłeś Alfę za A4 Ci nie wybaczę…

  6. Blogomotive ( February 22nd, 2010 17:06 )

    @Szymon: Ale nigdy?

  7. shimmi ( February 22nd, 2010 20:29 )

    A w alfie 159 teraz beda miazdzace 4.3 v8 z masserati i co wy na to? ;]
    moj glos alfa! Jest perla wsord tych szarych aut. Pozdrawiam ;)

  8. Paweł Krefta ( February 22nd, 2010 20:40 )

    Ehhh, blogo … nie wiem co wybrac :-)

    Napisze moze czego nie wybiore:
    RX-8 – bo nie ma dolu, zwawa jazda po miescie to dziwne uczucie ;)
    GT-R – fajna ta elektronika i wogole, ale bardziej wolalbym auto ktorym moge poszalec za miastem niz na torze- a te wszystkie systemu pewnie nie dadza mi nawet pojechac w polposlizgu na suchym
    Range Rover – bo to samochod dla “celebrytow” i kobiet. Wole czuc ze prowadze samochod a nie pojazd czolgopodobny :D
    Audi – bo nudne – jakby S5 albo RS5 moglo miec tylny naped to inna rozmowa. Linia Sportbacka mi nie pasuje. Z zewn coupe calkiem git jest – ale wnetrze z A4 troche malo rasowe jest. Wole Infiniti G :) :) :)

    A dalej to nie wiem – dzwiek Prosiaka, XF jako calosc, linia CLSa ( mimo ze wnetrze mi lezy ) i 159 – jeden z najbardziej dostepnych samochodow z dusza… Nie mam pojecia co wybrac – bede glosowac pokolei – ale najpierw XF – za wnetrze w ktorym moglbym mieszkac i dzwiek V8 z kompresorem.

    Mam nadzieje ze za rok jakies Infiniti sie trafi :)

    Tak na boku – ja tez juz widzialem nowa “5″ – co bardzo smutno – ze zewn wyglada jak duze “3″ – to nie to co E60 :-(

  9. kk ( February 22nd, 2010 20:42 )

    Tylko Alfa… nie sposób przejść obok niej, nie zawieszając oka na kilka sekund, do tego z napedem 4×4 i V6 to jest to. Pali duzo? Stać Cię na auto? To stać Cię na opony, paliwo, przeglądy itd. Nie to kup sobie gólfa III. Shut up and drive…

  10. Szymon ( February 22nd, 2010 22:07 )

    @Blogomotive: Nigdy. Sorry. Ten Blog już nigdy nie będzie dla mnie taki, jak dawniej…
    Za mniejsze zbrodnie ludzi na śmierć skazywali!

  11. Blogomotive ( February 22nd, 2010 22:18 )

    @Szymon: Oh fuck ;(

  12. Alfamaniak ( February 24th, 2010 11:50 )

    Głos oddany na Alfę. Jeżdżę już Alfka od wielu tal zaczynałem od 33 potem była 156 teraz 166 w Vce 3.0 i boxer 1,7 16V i są to świetne autka. Awaryjne jak każde inne, linia ponadczasowa, silniki V6 busso i boxer miażdżą dźwiękiem i całkiem dobrymi osiągami. Alfa Alfa i jeszcze raz Alfa!

  13. Blogomotive ( February 24th, 2010 13:02 )

    Powiem tak: jak się inne fora nie obudzą, to Laguna wygra – widać to gołym okiem. Alfa się stara, ale jest mocno z tyłu.
    Nie, żeby mi Laguna wadziła – nawet zasłużyła na wygraną – ale chyba bardziej by ją ucieszyło zwycięstwo po zaciętej walce, a nie tak na luzach, niemalże walkowerem.

  14. johnympl ( February 24th, 2010 16:57 )

    Laguna, bo na nia mnie stać to po 1. W sumie to moja 3cia laguna, mięciutko, cieplutko kula sie po drodze, ciekawy design we wnetrzu, mniej ciekawy zewnetrznie. Ot dobre autko za małe pieniądze , rozsądne do naprawy, miłe w uzyciu. Oczywiście benzynka w automacie ;)

  15. adama35 ( February 24th, 2010 20:59 )

    A gościu nie chciałby dostać kopa w zadek za ten tekst na temat laguny

  16. Marcin ( February 25th, 2010 10:53 )

    Dlaczego? Napisał swoją, subiektywną opinię na temat kilku samochodów. Moim zdaniem dużo ciekawszą od bełkotu mówiącego że jedna marka jest idealna a reszta to złom. Ja głosuje na Lagunę bo po pierwsze mnie na nią stać a po drugie starzeje się i lubię wygodę. Choć podobno L III to już nie to…

  17. AleżWodzuCoWódz ( February 25th, 2010 21:39 )

    Porsche… Dlatego, że na żywo robi o wiele bardziej piorunujące wrażenie niż na obrazku. Jest po prostu… większe. I te biodra :) A słysząc brutalny gang silnika po plecach aż przebiega przyjemny dreszcz podekscytowania.
    Jednocześnie mam wrażenie, że dowiozło by mnie w korku z pracy do domu i po drodze głowy nie odgryzło. Potwór idealny.

  18. (m136) Jednak Renault Laguna! : BLOGOMOTIVE – rasowy blog motoryzacyjny ( February 26th, 2010 00:43 )

    [...] BBC09 zakończony. Teraz tak na szybko oficjalnie ogłoszę to, co było już od dość dawna widoczne w [...]

  19. mikel ( February 28th, 2010 10:49 )

    Moralnym zwycięzcą BBC09 Jaguar XF. Auto absolutnie zjawiskowe. Super.

    A co do auta, które ma najbardziej zobilizowany elektorat. Przez dwa wrześniowe tygodnie miałem okazję się nim poruszać i… nic specjalnego.

  20. Bombel ( March 1st, 2010 07:45 )

    Ale Cie namierzyłem :D

    http://images36.fotosik.pl/153/ab1f801a6baa54f2med.jpg

    Teraz zgadnij gdzie to :D

  21. Blogomotive ( March 1st, 2010 11:45 )

    @Bombel: Fak! Mistrzu! Sokole Oko! ;-) Skąd mam wiedzieć gdzie – mnie te naklejki ukradziono i porozlepiano po całym kraju bez mojej wiedzy ;-)

    BTW – masz plany na dziś wieczór? Jeśli nie bardzo – wpadnij na bloga o 22:00 ;-)

  22. Kanapon ( March 1st, 2010 16:25 )

    Właśnie przed chwilą na TVN24 pokazywali jak woda zalewa ulice. Było tak: Pod jakims mostem/wiaduktem zebrało się około 30 cm wody (głębokość). Przejechał stary (pełnoletni) vieśwagen golf II, przejechał jakiś nowy Peugeot i kilka innych samochodów, ale tylko jeden nie dał rady przejechać – była to Alfa 159 :)… o! i jeszcze stara Omega utknęła w tej wodzie. Jak myślicie, czy ta laguna, która wygrała BBC09 jest na tyle dobra, aby przejechać przez taką wodę?

    P.S. Fani Alfy i lagun – nie obrażajcie się, proszę tak na wszelki wypadek ;)

  23. (m137) Dyblog nr 010 dla Bombla : BLOGOMOTIVE – rasowy blog motoryzacyjny ( March 1st, 2010 22:57 )

    [...] Za sokolo-oczyzm. Za wypatrzyzm. Za pamięcizm-o-idolizm. A konkretnie za TO! [...]

  24. [KONKURS] Wygraj samochód! : BLOGOMOTIVE – rasowy blog motoryzacyjny ( March 5th, 2010 13:15 )

    [...] furami. Przydzielenie samochodów do nagród podyktowane zostało wynikami finałowego pojedynku BBC09. Jeśli macie preferencje odnośnie jakiejś marki, zróbcie tak, by Wasze prace zajęły [...]

  25. Kanapon ( March 18th, 2010 19:00 )

    Dzisiaj przyuważyłem na moim osiedlu ładnie zaparkowaną Lagunę coupe. I rozczarowałem się – na zdjęciach wygląda dużo lepiej. Sam też potrafię trochę czarować w photoshopie… Porównując ją do innych francuskich coupe z tego segmentu powiem tak: P406 jest ładniejszy od Laguny natomiast P407 niekoniecznie. Ale to czywiście moje zdanie… De gustibus non est disputandum



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!