#177 Genewa 2010 w weekend (3/3)


Podtytuł: pojazdy kategorii „SYFAX”.
Starałem się zachowywać tak, jakby wszystko było OK. Ale nie było. Zignorowałem Romana. A Romana nie można sobie ot tak ignorować. Ale robiłem dobrą minę do złej gry – łaziłem po stoiskach, oglądałem auta… lecz rękę cały czas trzymałem na telefonie. Gdy tylko zadzwoni, odbiorę w ułamku sekundy.

Audi A1

To było do przewidzenia. Po sukcesie Mini i Volvo C30 każdy chce sprzedawać biżuteryjne, mocno gejowskie auta za równowartość pięknych 200-konnych sedanów. Nie pochwalam. Nie popieram. Nie jaram się żadnym miejskim autem typu Premium. Bo to idiotyzm. Miejskie auto to miejskie auto – jest z natury rzeczy gorsze od auta większego. Takie Audi A1 to coś a stylu: kupiłem sobie kawalerkę, 19,90 m.kw., nowoczesny apartamentowiec z portierem i basenem w podziemiach, i urządziłem drogo – marmury jechały z Hiszpanii, sprzęt tylko Miele, podłoga olejowana czarna jak węgiel a porcelana sanitarna robiona na zamówienie, bo standardowe sedesy mnie obcierają, i wiecie, co – wydałem na to tylko 680,000 zł.

Jara Was to? Bo ja za takie pieniądze kupuję 80 m.kw. w Wwie koło metra. Bez portiera, basenu i z parkingiem przed blokiem, koło ulicy. And who’s the Boss?

Ford Focus (Station Wagon)

Uważam obecnego Focusa za kompakt doskonały. Idealny wręcz. Ma kilka niedociągnięć, ale jednego ja odmówić mu nie mogę – wygląda świetnie. Troszkę bardziej podobała mi się wersja sprzed liftingu – była stylistycznie czystsza, doskonalsza, mniej bajerancka (w tandetnym tego słowa znaczeniu). Ale po lifcie też jest OK – ma lepsze wnętrze i nawet niezłe przetłoczenia z boku.

Natomiast to, co teraz zagości na naszych drogach, to nawet nie jest krok wstecz. To jest… wiem, że powinienem tu jakąś błyskotliwą metaforą pojechać, ale nic mi do głowy nie przychodzi. No bo spójrzcie na te żenujące światła przednie (kompletnie bez kształtu), tylne (jeszcze dalej powinny na boki zachodzić, aż do lusterek może), grill (Kia + Hyundai style), przedni zderzak (wloty kompletnie od czapy – te pionowe podziałki jakby na siłę wepchnięte, bo bez nich się zderzak na wietrze gnie) no i profil, który mimo hardkorowych kół wygląda niezgrabnie, grubo i ciężko. Może hatchback to uratuje, może będzie miał dobry profil. Obawiam się jednak, że przód będzie bez zmian. Cóż za syf! Naprawdę jestem tym zirytowany! Spójrzcie na czystość Golfa i piękną obłość Astry. Z czym do nich startuje Focus? Z głupim grillem i trójkątami w zderzaku. No kaman!


Poczułem na udzie wibrację telefonu i w ułamku sekundy miałem go już przy uchu.
- Halo, Roman?! – krzyknąłem z nadzieję w głosie.
- Fiu fiu fiu-fiu-fiu – ryknął mi w ucho dzwonek z Kill Billa. Fuck, w amoku zapomniałem odebrać. Gdzie ten guzik. Jest!
- Halo, Roman?! – krzyknąłem ponownie do słuchawki, nie patrząc nawet na wyświetlacz.
- Rafciu, tu mama. Słuchaj, bo tak sobie rozmawialiśmy z tatą, że czas już chyba pojechać do jakiegoś Obi czy Castoramy i wybrać te kafelki na działkę. I w ten weekend właśnie… ja ci nie przeszkadzam chyba, prawda? … i w ten weekend chcemy właśnie pojechać i popatrzeć. Umówmy się tak może koło 10:30 i byśmy razem…
Fuck! Nowe połączenie oczekujące. Numer prywatny. Jak nic Roman!
- Eee… mama. Mama! Halo, mama! – starałem się wedrzeć krzykiem w słowotok rodzicielki.
- … najpierw byśmy może tu koło Reala podjechali, jak tam nic nie będzie to wtedy…
- MAMA! Poczekaj moment. Słyszysz? Hej!
- … w Aleje Jerozolimskie do Castoramy, wiesz tam koło Makro a potem możemy się kierować w stronę…
To bez sensu. Wziąłem rodzicielkę na holda i odebrałem oczekujące połączenie:
- Halo, Roman?
- No wreszcie. Blogo, słuchaj, co się z tobą dzieje?
- A, bo wiesz… słaby zasięg tu mam. Przerywa mi.
- Dobra, słuchaj, wpadniesz do mnie w końcu?
- A ty naprawdę nie możesz z domu wychodzić?
- No, naprawdę.
- Ty, a jak byśmy tak wiesz… jak za starych dobrych czasów… Łódź, te sprawy… jakbyśmy tak cichaczem, ukradkiem, no wiesz… damy radę!
- No, Blogo, wreszcie gadasz jak trzeba. Pewnie, że damy radę. Przyjeżdżaj. Tylko przedzwoń, jak dojedziesz, to dam znać ochronie, by cię wpuściła.
Rozłączyliśmy się. Uff… już się bałem, że się obraził. Dobra, przelecę resztę stoisk i jadę do Romana.


Lumeno Smera

Nie, zdjęcia nie są zwalone – on naprawdę jest taki wąski. Tak – będzie produkowany (jeśli już nie jest, bo w materiałach prasowych jest określany jako „production car”). Nie mam pojęcia, jak trzeba być zblazowanym, by coś takiego kupić. Co zyskujesz, mając auto tej szerokości? Gdzie ci łatwiej – w mieście? Na parkingach pod hiperkami W garażu? Wcale nie – wszystkie miejsca parkingowe przystosowane są dla aut normalnych, wiec jak wjedziesz w nie tym, spokojnie też wjechałbyś Pandą. I obciach byłby mniejszy. Pytanie: co trzeba przejść, by sobie coś takiego kupić? Odpowiedź: lobotomię.

Mini Countryman

Jest ładny i ma fajne detale, ale uważam, że idą już z tym za daleko. Smart już udowodnił, że to nie działa – albo robisz fajnego malucha i na tym opierasz filozofię firmy, albo budujesz kompakta ForFour i plajtujesz. Tu będzie tak samo. Zwykłe Mini One kosztuje fortunę. Ten pewnie będzie w cenie wypasionego BMW serii 3 lub Alfy 159. Czy choć przez sekundę byście brali go pod uwagę? Ja tak. Przez sekundę. Po sekundzie bym prychnął i przeszedł przez szklane drzwi do tej części salonu, w której stoją auta BMW.

Nissan Micra

Z której strony by nie patrzeć, zamiast fajnego i oryginalnego wozu (tak, lubię obecną Micrę z wyłupiastymi światłami i eleganckim na brytyjski sposób tyłem) mamy brzydotę, brak proporcji, stylu i zajawki. Gdybym Wam doczepił do tego znaczek Maruti, bez zająknięcia byście uwierzyli. W poprzedniej części piałem z zachwytu nad rozwojem Nissana. Najwidoczniej na razie postanowili pominąć segment aut miejskich. Ich prawo. Wy też pomińcie.


Szwendając się tak po halach wystawowych cały czas się zastanawiałem, jak uwolnić Romana z aresztu domowego. Teoretycznie uwolnić kogoś z domu umie prawie każdy – wystarczy podać się za firmę sprzątającą, zawinąć kolegę w dywan i wyjść, nie wzbudzając niczyich podejrzeń. Tak bym zrobił w Polsce, tu jednak Roman pilnowany był przez szwajcarskie wojsko i policję. A z nimi nie ma żartów – nie dość, że są nieźle wyszkoleni (mimo że to neutralny kraj, obowiązkiem każdego faceta jest odbycie corocznych ćwiczeń w koszarach – i wbrew temu co się nam Polakom może wydawać, oni tam wcale nie łoją wódy) to jeszcze na bank wyposażeni w te swoje zmyślne scyzoryki. Wystarczy, że jeden z nich będzie miał w zestawie otwieracz do dywanów, by cały plan spalił na panewce. Musiałem wykombinować coś innego. Coś, co ich zaskoczy.


Peugeot WZX

Nie życzę sobie oglądać takich konceptów na stoisku Peugeota! Nie dlatego, że jest brzydki – wręcz przeciwnie – świetne proporcje, ultra nowoczesny design i styl… no właśnie… i styl, który jest kompletnie nijaki. Równie dobrze coś takiego mogło stanąć na stoisku VW albo Seata, a nawet Citroena. Śliczne auto, lecz pozbawione wszelkich cech osobowości. Nie ma w nim nic, co by się dało zapamiętać – ot śliczny, obły superkar. Najgorsze jest to, że na ogół takie stylistyczne zabawy coś zwiastują. A ja nie życzę sobie takiego przodu w żadnym nowym modelu Peugeota – bo jest nijaki i idiotycznie wesoły.

Renault Wind

Nie wiem, kto potrzebuje kabrioletu wielkości Twingo. Wiem tylko, że to auto wygląda jak okapi – mała trąba, wyłupiaste gały i durny uśmiech. W Polsce sprzedadzą się dwa – jednego kupi Ibisz, drugiego Mucha. Kupisz trzecie?


Spojrzałem na zegarek. Niedobrze, dość późno, powinienem już jechać do Romana. Sięgnąłem po telefon i wstukałem numer Ryby:
- Ryba, słuchaj, potrzebuję telefonu do…
- Panie, panie! Żadna ryba. To nie wybrzeże, w góry Pan dzwonisz. Pomyłka!
Fuck. Muszę wreszcie wpisać numer Ryby na speed dial. 12 lat się znamy, Margolcia ma już prawie 6, jesteśmy ponad rok po ślubie a ja ciągle dzwonię do niej z klawiatury. Pewnie myśli, że mam ją pod szczęśliwą siódemką czy jakoś tak. Oby się tylko prawdy nie dowiedziała… Wybrałem numer ponownie, tym razem prawidłowo.
- Ryba, słuchaj, potrzebuję numeru do Domana, bo coś mi się tu w telefonie pomieszało. On w tych bankach robi, na jakieś szkolenie miał jechać, pewnie jest gdzieś niedaleko mnie.
- A z Romanem gadałeś?
- Tak.
- No i co?
- No i właśnie po to mi Doman potrzebny.
- Po co?
- Oj kurde, Ryba! Po co i po co. Po to! Ciężką rzecz muszę przenieść. Sam nie dam rady.
- Na mózg upadłeś?
- Dasz ten numer czy nie?
- Dam, ale przypominam ci, że nie jesteś już nastolatkiem – masz rodzinę i dziecko.
- Ryba! Daj numer, nie pitol.
- Dobra, zapisz sobie…


 

Rozłączyłem się i ukradkiem spojrzałem na wyświetlacz. W górnym rogu świeciła się zielona słuchawka. Fuck! Zapomniałem o mamie – wciąż trzymałem ją na holdzie!
- … bo byliśmy z tatą u Waligórów i oni mają łazienkę zrobioną w takim błękicie łączonym z beżem i powiem ci, synku, że nie wygląda to nawet źle. Zieleni i brązu bym nie zniosła, ale błękit nawet z różem mogę łączyć…
Ufff, nie zauważyła, że była na holdzie. Już się bałem, że będę miał rodzinny kryzys.
- Mama! MAMA! M! A! M! A! – krzyknąłem po trzykroć w słuchawkę.
- … jakby podłogę do tego dobrać w kolorze jasnym… co? Co takiego? – brzmiała jak wytrącona z transu.
- Mama, słuchaj, muszę kończyć. Mam tu robotę – powiedziałem ugodowo – Pogadamy jutro, OK?


Opel Flextreme

Nie mam pojęcia, po co Opel stworzył ten samochód. Przy Insignii wygląda jak głupszy i ubogi brat. Zero świeżości, kreatywności i tego czegoś, co pozwala nazwać auto concept carem. To jest po prostu na szybko zrobiona karoseria, która ma pokazać, że Opel też jest zielony i myśli o autach na prąd. A gówno tam myśli. Udaje, jak większość producentów. Taki trend – trza auto na baterie pokazać.

Subaru Hybrid Tourer Concept

Jak ja nie mam pomysłu na jakiś tekst, to go nie piszę. Subaru również powinno sobie darować to auto – jest ładne, proporcjonalne i ma ciekawe drzwi, ale w niczym ani nie nawiązuje do marki Subaru, ani nie zapowiada czegokolwiek nowego. Przód Jaguara albo Kii, tył i profil od Audi lub VW a wnętrze do niczego. Choć w sumie nie powinno mnie to dziwić – Subaru parę lat temu się zagubiło i ten concept niestety pokazuje, że nadal się nie odnalazło.


Przystanąłem na chwilę z boku i wyjąłem telefon.
- Doman! Jesteś w Szwajcarii?
- Ej, siemka. No, właśnie skończyliśmy szkolenie i mam wolne. A ty co?
- Ja też w Szwajcarii!
- O gites! To co, widzimy się gdzieś na rynku?
- Jakim rynku?
- No szwajcarskim rynku. Ja się tam nie znam, ale każde miasto czy państwo ma jakiś rynek, nie?
- Nie, Doman, mam plan. Podjechałbym po ciebie za jakieś pół godziny, OK? Musisz mi pomóc przenieść coś ciężkiego.
- Bardzo ciężkiego?
- Dosyć.
- To się Voltarenem nasmaruję, żeby mi coś potem nie siadło.


Zagato Perana Z-One

Nigdy nie potrafiłem docenić tego studia designu – wszystkie przeróbki, które wypuszczali, wyglądały jak ciosane heblem (ja tam heblem raczej strugam, ale oni na bank musieli ciosać) – były kanciaste ponad miarę i zawsze, ale to zawsze miały za ciężki i zbyt brzydki tył.

A tutaj mamy: nawiązanie do Merca SLS, Maserati GranSport i Ferrari California. Zrozumiałbym to, gdyby ten model stał na stoisku Suzuki – wtedy bym go chwalił. Ale wystawiło go studio projektowe z tradycjami dłuższymi niż papier „Super długie rolki Regina”, a to zobowiązuje – przynajmniej do tworzenia czegoś stylowego i nie xerowania. Po cholerę im to? Po czymś takim nigdy u nich niczego nie zamówię… i niech żałują, bo szukam właśnie specjalistów, co mi choinki zapachowe jakoś czadersko w aucie rozwieszą.

Audi A8

Wiecie, że nie lubię marki Audi – wszystkie ich auta wyglądają dla mnie jak parówki. Do tej pory sens istnienia tej marki widziałem tylko w modelu A8 – był majestatyczny, proporcjonalny i rewelacyjny w środku oraz po trosze w R8.

Wkrótce z tej dwójki pozostanie tylko bolid oraz wnętrze nowej A-ósemki. Bo ten sedan to z zewnątrz niestety orgia długości, obłości i nielicznych kantów. Zupełnie jak parówka – tyle, że tym razem lekko ponacinana, taka z serem. Pewnie będzie się doskonale sprzedawał i zbierał entuzjastyczne recenzje. Sęk w tym, że Gastop też się świetnie sprzedaje i ma dobre recenzje, a jakoś nie walimy do aptek, by sobie go kupić, no nie?


Jeszcze jeden telefon. Tym razem ze speed diala.
- Hello Ingvar!
- E?
- Ingvar Kamprad? – spytałem niepewnie. Czyżbym znów pomylił numer?
- Yes. Who’s speaking?
- Hi, it’s Blogo! How are you?
- Hi Blogo! Fine, and you.
- Fine. Ingvar, listen…będę mówił po polsku, bo bo chcę powiedzieć to, co myślę, a myślę zawsze po polsku, OK?
- OK.
- Słuchaj, potrzebuję pomocy. Wiesz, gdzie mieszka Roman?
- Yes.
- Tam jak się do niego dojeżdża od strony miasta to zaraz za bramą jest zatoczka i takie krzaki. Czy mógłbyś mi tam coś dostarczyć?
- Of cource. But what?
- Spokojnie. Wyślę ci SMSa bo to dłuższa sprawa. Sęk w tym, że…
- Sęk? Jaki sęk?
- Ingvar, przestań się wydurniać!
- Hehe, sorry.
- Otóż sęk w tym, że to coś, co ci zaraz SMSem podeślę, musi tam być za 30 minut.
- No problem.
- Ale już złożone, a nie w tych waszych płaskich kartonach.
- Chmmm… ale jaki sęk?
- Ingvar, kurde! Tu chodzi o ludzką wolność!
- Sorry, sorry. OK, will be OK.
- A więc, załatwione?
- Done.
- Roger that.
- Over.
- Over and out – powiedziałem i skierowałem kciuk ku czerwonej słuchawce w telefonie. W chwili rozłączania usłyszałem jeszcze, jak Ingvar mówił „A pies ci mordę lizał”. Ot, żartowniś. Ale do dobry chłop – trochę sknera, ale kumpla w potrzebie nie zawiedzie. Szczególnie, że wisi mi przysługę po tym, jak pomogłem mu kiedyś zapakować na garbusa te wszystkie kartony podczas kręcenia tej reklamówki.


Citroen DS3

Ogromne bogactwo stylistycznych detali. Ilość konfiguracji stylistycznych będzie wynosić zylion pięćset sto dziewięćset. 7 i pół miliona nawiązań do historycznych modeli marki. I jedna wielka kaszana. Środkowy słupek może i fajny, ale już górna część drzwi poroniona. Dach może i fajny, ale z tyłu wygląda kiepsko. Tego prawie nikt nie kupi! Tylko dwa się w Polsce sprzedadzą – kupi Krzysztof Ibisz i Anna Mucha. Zakład?

Honda CR-Z

Jeśli tak ma wyglądać następca malutkiego, zwinnego i agresywnego gokarta zwanego kiedyś CR-X i Wy to kupujecie, to łyknijcie również to: mam 187 cm wzrostu i 97 kilo wagi (ale same mięśnie, ok?!) a pląsam po parkiecie z równą gracją co prześliczna Edyta Herbuś.

Honda ma ewidentny problem z własną identyfikacją – co model, to inny przód. Do jasnej cholery – to marka z tradycjami, a nie jakiś starający się u światowe uznanie Hyundai czy Ssang Yong! Nich szlag trafi stylistów Hondy. Miałem kiedyś niskiego i szerokiego Civica z 1992 roku. Powoli zaczynam się tego wstydzić.


Podjechaliśmy pod rezydencję Romana. Skubaniec nieźle się urządził – elegancki dom przy plaży, świetnie utrzymane trawniki i ładny parkan. Wszędzie pełno było fotoreporterów i policji, więc zaparkowaliśmy w zatoczce kilkaset metrów dalej. Tuż koło owych krzaków, w których powinna być pewna rzecz z Ikei.

Wziąłem telefon i w odebranych wyszukałem numer do Romana. Fuck! Przecież dzwonił z prywatnego. Ech…
- Roman nie odbiera – okłamałem Domana, by nie wpędzać go w jeszcze większy stres – Musimy improwizować.


 

Wysiedliśmy z Almery i weszliśmy w krzaki. Stała tam ciemna dwudrzwiowa szafa Edland – idealna na dzisiejszą akcję. Zakasaliśmy rękawy, złapaliśmy się za nią i pewnym krokiem (dokładnie jak tutaj) wyszliśmy z krzaków niczym z morza, kierując się na tłum reporterów koczujący przed wejście do posiadłości Romana.


Instituto Europeo di Design – Concept Car

Concept car pełną gębą – dlaczego zatem jest w kategorii “syfax”? Ano z dwóch powodów. Primo – okna w drzwiach. Do jasnej cholery – to jest koncept car i nikogo nie obchodzi jego użyteczność – ma się prezentować i wywoływać „achy”. Po cholerę wstawiają doń te małe odsuwane okienka? Domyślam się, że bez nich szyb by się nie dało otworzyć. I co z tego – przecież nikt nie podejdzie i nie zapyta „A ja się tu, psze pana, okno roztwiera?”.

I secundo – komizm felg. Wiem, że te wystające wiatraczki mają kierować powietrze do tarcz hamulcowych. Ale przecież mogli to zrobić normalnie – po prostu tak felgi zaprojektować (a że można, wiele lat temu udowodnił Mercedes McLaren SLR). Ale oni nie – musieli pokazać, że myślą o wszystkim. Tak samo jak z oknami. Kogo w takim koncepcie obchodzi, czy hamulce będą dobrze chłodzone, skoro i tak ten model nigdy nie wyjedzie z drogę. No, chyba że się niechcący stoczy z podestu w jakiejś hali upamiętniającej nikłe dokonania tego studia projektowego.

Jaguar XJ

Jak firma, która stworzyła Jaguara XF, mogła wypuścić coś co ma tak schrzaniony profil i tył? Po cholerę ten czarny tylny słupek przy szybie? Po cholerę takie dziwne światła. Poza przodem i wnętrzem nic w tym modelu nie wygląda tak jak powinno. Ostatnio tak niekonsekwentny i w detalach zwalony design widziałem w kilku modelach Ssang Yong i w jakimś Hyundaiu Matrix. Brawo Jag, psuj gusta przebogatym snobom.

Mitsubishi ASX

To było do przewidzenia – skoro Outlander się tak wspaniale sprzedaje a kosztuje 100 tysięcy zł, to mniejszy SUV sprzeda się jeszcze lepiej. Sęk w tym, że Nissan modelem Juke udowodnił, że można auto zaprojektować fajnie. Tutaj mamy tradycyjny przeszczep pyska z większego brata + profil i tył budzący emocje na równi z czajnikiem MPM Product + wnętrze wykonane z przemielonych pudełek na płyty CD. Nawet nazwy nie potrafili jakiejś normalnej wymyślić. Cóż, ostatni kreatywny pracownik Mitsubishi najwidoczniej kilka lat temu przeszedł na emeryturę.


Im bardziej zbliżaliśmy się do tłumu fotoreporterów, tym głośniej się zachowywali. Z ogólnych wiwatów i pogwizdywań udało się nam wyodrębnić kilka zrozumiałych słów:
- Happening! Cool! Good Job! Go on! Let them in! – krzyczeli i robiąc nam przejście zalewali nas światłem fleszy. Zatrzymaliśmy się przed rosłym policjantem chroniącym dostępu do bramy.
- Open the gate! Open the gate! – krzyczeli fotoreporterzy.
Policjant spojrzał na nas rozbawiony, opukał szafę i otworzył bramę. Weszliśmy na teren posiadłości Romana. Ech, ci Szwajcarzy – są zbyt pewni siebie.

Nikt nas po drodze nie niepokoił, więc spokojnie doszliśmy do drzwi wejściowych. Były otwarte, więc ostrożnie wnieśliśmy szafę do środka. Rozejrzałem się wokoło – ani żywej duszy. Najwidoczniej pilnują tylko, by Roman nie wyszedł na zewnątrz, ale w domu ma pełną swobodę.
- Roman! Jesteś? Haloooo! – zawołałem.
Na górze schodów pojawiła się niewielka postać.
- Blogo! Jak żeś tu się dostał?
- Z szafą.
- O cię Florian! Czułem, że ta studencka etiuda jeszcze odegra jakąś ważną rolę w moim życiu.
- Roman, nie ma czasu. To jest Doman – wskazałem na Domana, gdy Roman zszedł do nas z piętra.
- Jestem Doman – rzekł Doman.
- Roman – odrzekł Roman.
- Dobra – zakomenderowałem żołnierskim tonem – Doman do szafy, a ty Roman łap się za nią z tyłu.
- A nie odwrotnie? – rzekli równocześnie?
- Jak odwrotnie? Chcesz ją wziąć z przodu?
Po kilku minutach doszliśmy do porozumienia. Nie jest łatwo mnie przekonać do swoich racji, gdy czuję się kErownikiem. Ale ostatecznie stanęło na ich wersji – Roman wszedł do szafy a Doman się za nią złapał z tyłu. Ruszyliśmy do wyjścia.


Reszta aut pokazana na genewskim Motor Show kwalifikuje się do kategorii „NUDAAA”, którą nawet zacząłem pisać, ale usnąłem z czołem na backspace i wszystko trafił szlag. Być może jakieś fajne samochody przeoczyłem, ale sami rozumiecie – ciężko skupić się na oglądaniu, gdy Roman potrzebuje pomocy.

Cóż, od poniedziałku wiecie już, które premiery były super. Dziś dowiedzieliście się, które były do bani. Powtórzcie to sobie jeszcze raz przed zaśnięciem i jutro możecie w pracy brylować, moi wy petrolhedzi. Acha – jeszcze przed nami epilog tej historii. Może w piątek, do porannej kawy? Pasuje.

A na koniec największy SYFAX wszech czasów. Coś co sprawi, że jego twórcy (mimo niewątpliwych zasług dla tej wspaniałej marki) odejdą w zniesławieniu i nie mając środków do życia zejdą w publicznym szpitalu na zgorzel pod nadgniłym zębem mądrości. Panie i Panowie – oto kandydat do tytułu „Spożywczy rekord Guinsessa”, czyli największa chałka świata:

Aston Martin Cygnet Concept

Jak pierwszy raz o tym gdzieś przeczytałem, byłem na 100% przekonany, że to jakiś tani żart. Że jakiś domorosły tuner kupił sobie Toyotę iQ, coś do niej dorzeźbił z pianki monterskiej i próbuje zdobyć rozgłos doczepiając do tego znaczek Astona. Tymczasem okazało się, że ludzie z Astona sami to zrobili. Oficjalnie. WTF?!

Cóż za niewiarygodny brak poczucia obciachu! Cóż za idiotyzm! Cóż za wiocha! Dziwi mnie to, że w Internecie nie krąży jeszcze milion fotoszopek (wiecie: Seicento + morda Astona, Panda + morda Astona czy Kia Picanto + morda Astona), więc naprędce sam coś zmontowałem.

Na początek Aston Martin Nano a zaraz pod nim Aston Martin Yaris:

Potraficie lepiej?
Wątpię ;-)

Nawigacja dla zagubionych:
1/3 | 2/3 | to jest cz.3 | epilog




Wpis opublikowany dnia 09.03.2010
Kategoria: Wydarzenia | Tagi: , , ,
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 5

  1. Kanapon ( March 9th, 2010 18:26 )

    Kurde, ale co z tym Romanem? Mam nadzieję, że znów nie będziesz słowny i napiszesz epilog szybciej, tak jak drugą i trzecią część relacji z Genewy…
    Tak czy siak mam już swoją wyrobioną opinię na temat nowości z Genewy i nikt mnie już nie zaskoczy swoją wiedzą.

  2. rzepak ( March 9th, 2010 21:30 )

    Nie zgodzę się z opinią na temat miejskich aut typu Premium. Ja bym kupił. Ale akurat nie A1, bo uważam je za stylistyczną qpę.
    Propo kup, Nissan Juke powinien się nazywać Joke, by wygląda jak żart.
    Z Focusem zgadzam się w 100%, obecny po lifcie jest drugim najładniejszym kompaktem po nowej Mazdzie 3 na rynku. A ten nowy to kolejny dżołk.
    Mini Countryman – dżołk.
    Renault Wind – nie wiem co myślec póki nie zobacze na żywo.
    Citroen DS3, o i to jest auto miejskie klasy premium które kupiłbym w ciemno.
    Honda, mam wrażenie że się jednak przyjmie na zachodzie i tjuningowcy zrobią z nią porządek, bo u nas nie wróżę przyszłości.
    Jaguar XJ mnie zaskoczył totalnie. Największa qpa by to była, gdy nie.. no właśnie – Toyaston. Tłumaczyłem to sobie do niedawna że muszą zrobić takie coś bo właściwe astony przekraczają normy spalin i muszą to jakoś wyrównać czy coś.. (wiem głupie, ale rozpacz mną targała). D-r-a-m-a-t.

  3. Maggot ( March 10th, 2010 21:53 )

    Co do Cygneta – 100% racji, jeżeli ma być normalnie sprzedawany. Jeżeli mieliby go dorzucać gratis/za niewielką opłatą do dużysz Astonów (tylko i wyłącznie), to czemu nie. Kierowca AM jeżdżący po mieście miałby czym po bułki jeździć, jeżeli nie byłby zbyt snobowaty na takie zajęcie :]

  4. bbkamil ( March 11th, 2010 00:36 )

    No właśnie gdzieś słyszałem, że by móc kupić Cygneta trzeba mieć jakiegoś normalnego Astona.

  5. rzepak ( June 25th, 2010 19:01 )

    Blogo Blogo! idź do empika czy innego takiego, poszukaj Top Geara i otwórz na stronie 24. Praktycznie ukradli Ci pomysł!



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!









Polecam: Części do aut amerykańskich