#178(1) 30 miesięcy z Partnerem

Dziś o Peugeocie Partnerze Kanapona, czyli zwycięski tekst w konkursie „6 aut na 3. urodziny bloga”. Sporo tego, ale wczujcie się. Ciekaw jestem czy tak jak ja, pod koniec czytania pomyślicie sobie „Cóż za świetne auto! Chciałbym takie, może nie jako jedyne, ale zdecydowanie jako to drugie – idealne do wszystkiego”? Miłej lektury!

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Jak to się zaczęło… Jeździłem sobie Oplem Astrą II, takim zwykłym białym hatchbackiem z silnikiem 1.7 CDTI. Astra miała ileś_tam_koni_mechanicznych i zrywała się aż miło. Do tego to genialne prowadzenie (uwierzcie, dużo lepsze niż w Focusie I generacji, druga generacją nie jeździłem).

Pewnego jesiennego dnia, a był to wrzesień AD 2007 spotkałem kolegę Krzyśka. Kupił sobie nowe auto… no ja, pierwszy kibic F1 w Polsce, który już 15 lat temu prowadził internetowe zakłady Formuły 1 (może niektórzy pamiętają – CYRYL F1), muszę zobaczyć cóż za maszynę Krzysiek kupił… Spodziewałem się czegoś w rodzaju Audi A3, jakiegoś Civica albo innego niedużego samochodu na 4 osoby ale z dużą mocą. Na pewno nie Golfa, bo Krzysiek i ja zbyt poważnie podchodzimy do własnego wizerunku, żeby jeździć Golfem. Po prostu szanujemy się. Idę na parking, patrzę i nie widzę… „Gdzie ten Twój samochód?” zapytałem zdziwiony, ponieważ z nowych samochodów na parkingu był tylko pokraczny Peugeot Partner w kolorze kawa metalik… To był właśnie ten samochód! Oglądam i wyśmiewam, że taki wysoki, że ja mam w salonie mniejszą kanapę niż on w tym Partnerze, że prawie całe wnętrze jest z plastiku (a które nie jest, nie licząc samochodów ze skórą?), że z tyłu za tylną mega-kanapą wisi jakaś siatka… Zapytałem jaki to ma motur (pisownia celowa, ponieważ tak właśnie zapytałem)… 1.6 HDI 90KM. Mówię odpal… ale pyrkocze, jak stary czołg! Krzysiek na to – wsiadaj, przejedziemy się! Myślę sobie – OK, ale mówię: po jasną cholerę? Przecież to jakaś karetka pogotowia jest… zrywu na pewno nie ma, siedzenie wysokie, jeszcze wylecę przez przednią szybę… wiecie – byłem typowym nieświadomym użytkownikiem niemieckich samochodów (raz japońskiego). Wsiadłem… ruszamy, przed nami wiadukt a przy nim znak [max 3.2m]. Krzyczę, uważaj, nie zmieścisz się tą WANIENKĄ! Ale zmieścił się. A potem przewiózł mnie kilkadziesiąt kilometrów przez Kraków i obwodnicę. Moja kolej, ja wracam na parking, gdzie stała moja ukochana astra. I jak dojechałem na ten parking to już wiedziałem, czego taki facet jak ja potrzebuje do pokonywania asfaltowych kilometrów tego świata! Żal było się rozstać z Astrą, ale jak to mówią: lepsze jest wrogiem dobrego! Nigdy wcześniej nie brałem nawet pod uwagę zakupu Wanienki. O tym, co mnie przekonało do zakupu wyjaśnię w dalszej części tego tekstu.

Wygląd Wanienki może nie jest, nawet na pewno nie jest oszałamiający, ani nowoczesny, ani porywający. Ale ten samochód debiutował w połowie lat 90 ubiegłego tysiąclecia!!! Tak, tysiąclecia!!! Z drugiej strony taki wygląd zapewnia Ci spokój na ulicach. Kierowcy w wysłużonych Golfach, Hondach czy innych BMW nawet nie podejrzewają, że stając koło nich na światłach będę próbował ich śmignąć na starcie. A ja wtedy bez wysiłku wrzucam jedynkę, potem dwójkę i już jestem daleko przed nimi. Ile razy widziałem zdziwienie w oczach kierowców, że taka Wanienka śmignęła ich z taką łatwością z jaką Williamsy śmigały Ferrari w 1997 roku na torach F1. Albo na zjeździe za Klikuszową do Rabki… uwierzcie mi, jechałem tamtędy ze sto razy i nigdy nikt nie dał mi rady!

Nie jestem zwolennikiem zmian w wyglądzie zewnętrznym, więc modyfikacje, jakie zastosowałem były bardzo małe. Alufelg nie kupiłem, bo za dużo dziur na drogach. Czarne felgi i oryginalne kołpaki Peugeota wyglądały przyzwoicie. Akurat w Wanience, która ma czarne elementy zderzaków, nawet same czarne felgi wyglądały dobrze. Dodawały jej trochę zadziorności… przynajmniej ja tak to odbieram. Przed latem 2008r dołożyłem osłonę tylnej szyby za 20 zł (zdjęcia) oraz cztery boczne osłony (każda po 5 zł). Kiedyś we Francji spotkałem gościa, który miał Wanienkę z napędem 4×4. Okazało się, że jest tam taka firma, nazywa się Dangel i przerabia Wanienki (Partnery i Berlingo) na czteronapędowce. Fajna rzecz, ale nie stać mnie. Za to stać mnie było na wieśniacki emblemacik 4×4. A co mi tam, był stylistycznie bardzo zbliżony do napisu Partner, więc kupiłem. Za 2 euro. I oczywiście do jazdy po Polsce obowiązkowo bat o długości 120cm. I to wszystkie zmiany zewnętrzne. Trudno znaleźć jakieś niesamowite smaczki w wyglądzie Wanienki. Ten samochód trzeba polubić za jego zalety, żeby się spodobał.

Jeżdżenie Wanienką to sama przyjemność. Z zewnątrz silnik pracuje głośno, ale w środku jest całkiem cicho i przyjemnie, o ile nie wychodzisz powyżej 3000obr/min. Z reguły nie ma takiej potrzeby, chyba, że ciśniesz ciasnymi zakrętami albo przekraczasz 150 km/h. Cały czas mowa o moim 1.6 HDI 90KM. Mogłem kupić 1.6 HDI 110KM, ale po co? Żeby wydać kilka tysiaków więcej? Ludzie dobrze zorientowani w dieslowskim świecie wiedzą, że nic nie równa się silnikom HDI. Żaden inny producent silników Diesla nie zrobił silnika o pojemności poniżej 2 litrów, który miałby taką kulturę pracy jak właśnie ów 1.6HDI. To jedyny taki diesel, który nie zdradza, że wcisnąłeś pedał gazu do oporu! Ani grama dymu z rury wydechowej! Całkowita bezkarność w dieslu, olbrzymi moment zaskoczenia dla kierowców z tyłu… Podsumuję w kilku słowach: sprint dobry (lepszy niż Corolla 1.4 D4D, również 90KM, lepszy niż Octavia 1.9TDI o mocy 105KM), elastyczność przyjemna, nie oszałamia, ale na pewno lepsza niż w benzynie o podobnej mocy. Choć gorsza niż w oplowskim 1.7 CDTI. Spalanie rewelacyjne. Ile bym nie cisnął, to powyżej 8 litrów nie wychodzę. Średnie spalanie od momentu zakupu to 6.2 litra na 100km.

Zawieszenie dość twarde, ale drobne nierówności dobrze wybiera. Za to mam ładowność ponad 750kg i kilka razy to wykorzystałem. Ale to się czuło i w prowadzeniu i w dynamice. Jeżeli jedziesz w łukach na granicy limitu to piskanie na zakrętach słychać wyraźnie! I to jest to co lubię! Astra II z wiadomych powodów dużo lepiej trzymała się drogi (zwłaszcza, że miałem koła 16” i opony 205) i pozwalała przesuwać dupą przy gwałtownych ruchach kółkiem, ale piszczeć nie chciała, albo ja nie słyszałem…

Ponieważ dbam o swoją Wanienkę, robię wszystkie przeglądy (co 20.000km) i leję tylko na stacjach Statoil to samochód jeździ w miarę niezawodnie. Wymieniłem po ok. 80.000 km linkę sprzęgła (urwała się). Co jakieś 40.000km chłopaki w serwisie muszą ponownie mocować plastikowe osłony turbiny i innych rzeczy pod maską. Po prostu to się powoli rozluźnia i z czasem zaczyna się tłuc o siebie. Wtedy słychać taki plastikowy warkot spod maski. Żarówki to osobny temat (czy to wina instalacji czy żarówek – tego nie wiem), ale te H4 spalają się co kilka miesięcy. Oczywiście klasyka – czyli systematycznie gasną kolejne żarówki, które podświetlają wszystkie przyciski i pokrętła na konsoli. Ale to każde tanie auto tak ma. Skrzynia w sensie zmiana biegów działa dość twardo, ale ja jestem duży i silny chłop z Krakowa, więc daję radę. W każdym razie pod tym względem Astra II była lepsza. Aha, czasami immobiliser nie zadziała. W kluczyku mam dwa przyciski: otwórz/sprawdź i zamknij. I czasami otworzy zamki, ale po włożeniu kluczyka immobiliser nie odpuszcza. Wtedy siedząc za kierownicą znów muszę wcisnąć zamknij i otwórz i już wszystko gra. Taka sytuacja zdarza się mniej więcej raz na miesiąc. Tyle usterek po 30 miesiącach i 100 tys. km.

Pozycja za kierownicą to jest bajka! Luksus nad luksusy! Jeździłem różnymi osobówkami. Miałem auta małe jak Astra II i większe jak Opel Omega i różne pośrednie. Jeździłem autami kumpli… wynalazkami jak Mazda MX-5 (super auto) czy badziewiami jak Mercedes okularnik i wieloma innymi zwykłymi, codziennymi wozami. Jeździłem terenówkami (Nissan Patrol oraz Mitsubishi Pajero), dużymi dostawczymi budami jak LT28, Sprinter, Boxer… To wszystko ma się nijak do pozycji za kierownicą Wanienki. Nie jest tak wysoko jak w terenówkach czy blaszakach, ale jest bardzo obszernie. Przestronność tego auto powala na kolana. Mam 184cm wzrostu, ale nigdy nie brakuje mi miejsca, czy to za kółkiem, czy z boku, czy z tyłu. Teraz piszę z pozycji kierowcy, uwaga: stojąc w korku mogę spokojnie wyprostować ręce do góry aby pobudzić krążenie w zasiedziałym cielsku. Swoboda dla ramion po mojej lewej i prawej stronie jest ogromna. Nogi też mogę ułożyć jak chcę, nic mnie nie ogranicza, nie muszę ich opierać kolanem o środkowy tunel bo tak sobie projektant małej osobówki wymyślił. Jak wsiadam, to nie muszę siłą przeciskać prawego uda pod kierownicą (jak ja tego nie lubię, na szczęście w Wanience nie ma tego problemu). Wsiadając nie musze kucać, schylać się, uważać na głowę, spadać na siedzisko… wsiadam do Wanienki i siadam jak na domowym fotelu.

Siedzenie ma idealną długość, uda mi nie wiszą, tylko wygodnie się opierają o siedzisko. Taka pozycja za kierownicą jest rewelacyjna i w mieście (zdecydowanie łatwiejsze wsiadanie i wysiadanie z auta) jak i na długiej trasie. Jadąc z KRK na Chorwację czy do Francji, czy nawet do Gdańska w ogóle nie czujesz zmęczenia organizmu. Nie gnieciesz się w tym aucie, ani nie leżysz. Leżenie ogranicza widoczność i panowanie nad samochodem a po kilku godzinach ułatwia zaśnięcie za kółkiem. Fotele mają dwie wady – bardzo kiepskie trzymanie boczne, co przy moim stylu jazdy (szybkie pokonywanie łuków, ale absolutnie bez ścinania zakrętów – to robią lamerzy, którzy nie potrafią utrzymać samochodu na właściwym pasie) jest dość kłopotliwe. Druga wada – foteli nie da się położyć do tyłu. Na początku mnie to irytowało, ale po kilku tygodniach zrozumiałem, że w tym aucie pozycja z przodu jest tak wygodna, że nie czujesz potrzeby położenia fotela.

W przednich drzwiach mam schowek, w którym postawię butelkę 2L, obok niej 1.5L a w drugiej przegrodzie spokojnie włożę przedmiot o wymiarach 35cm/5cm/20cm. Widział ktoś gdzieś większe schowki w samochodzie 5-cio osobowym? To samo w prawych drzwiach. I ta olbrzymia półka przed/nad głową, no wiecie gdzie. Tam mieści się tyle rzeczy, że sam już nie wiem, co ja tam wożę. Płyty CD w dużych etui, chusteczki higieniczne, apteczka, atlasy, uchwyty do szyby na nawigację i różne inne pierdoły.

Pod prawym fotelem jest duży wysuwany schowek – a tak z 10L pojemności. Przed pasażerem jest mały schowek, wszystko przez te AirBagi z których nigdy nie skorzystałem a zawsze muszę za nie płacić. Dla pasażerów tylnej kanapy też są schowki: dwa w podłodze i po jednym w bocznych rozsuwanych drzwiach. U mnie nie ma lewych drzwi przesuwanych. Akurat nie mieli tego modelu w tym kolorze z lewymi drzwiami przesuwanymi. Czekać nie chciałem.

Bagażnik jest spory, ma bardzo równomierne kształty i sztywną składaną półkę, na której spokojnie można położyć 20kg sprzętu geodezyjnego czy fotograficznego.

Ciężko o tapicerkę w Wanience… jest jej jak na lekarstwo, ale mnie to nie stanowi. Auto ma przede wszystkim dobrze jeździć i zapewnić wygodną pozycję za kółkiem bez względu na to czy jadę daleko czy będę jeździł cały dzień w krakowskich korkach i wysiadał z niego 15 razy w ciągu dnia.

Ale za to cofanie… miód! Cofanie jest tak idealne jak blog Rafała! Cofasz na lusterka, które są w miarę kwadratowe. Możesz wpasować w szczelinę dosłownie na centymetr (przydatne na ciasnych parkingach, gdzie każda dziura jest dobra, aby zawrócić szybko bez cofania i podjeżdżania kilka razy).

Mam super wydajną Klimę, w tej prostej wersji, ale jej wydajność wszystkich powalała na kolana. Audio (Clarion) jest takie sobie. Nie odtwarza mp3, ma małą moc, ale w zestawie są za to 4 głośniki + 2 tweeterki (fabrycznie). Ciekawostka – tylne głośniczki zrobione są w Polsce. Oczywiście posiadając tak olbrzymią przestrzeń musiałem uzupełnić dźwięk. Przednie seryjne głośniki 165mm grają bardzo czysto i dość głośno, ale brak im niskich tonów. Te z tyłu (te polskie) to małe 100mm, które nadają się jedynie do odtwarzania głosu ludzkiego, nie muzyki. Kupiłem wzmacniacz 500W i skrzynkę w metalowej obudowie, również 500W. Kolega Artek zrobił mi profesjonalny montaż za profesjonalną opłatą. Od razu inaczej. Teraz mogę nawet stać w korkach… niski dźwięk przyjemnie wypełnia cała przestrzeń w samochodzie. Mam wrażenie, że jestem dokładnie w środku grającej kapeli! Nie, nie, otwarte okna i głośne BOOM BOOM do lansowania się w mieście to nie dla mnie! Ja lubię harmonię dźwięku, dlatego prosiłem Artka o pomoc w dobraniu zestawu, umieszczeniu basu i podłączenia wszystkiego, żeby efekt był taki, jakiego oczekuję.

Siatka, o której była mowa też się przydaje. Zapinam ją na górze, pod sufitem i na dole w bagażnika na specjalnych klamrach. I wtedy nic, co lata na półce nie wpadnie dzieciom, żonie czy mnie na głowę. Wiem, teraz wiele aut tak ma, ale ja wcześniej nie miałem szczęścia do takiej siatki.

I mam z przodu seryjnie dwa gniazda 12V.

Teraz wady wnętrza: między fotelami jest dużo miejsca, które w całości okupuje dźwignia hamulca ręcznego. I nie da się tego wykorzystać, bo dźwignia biegnie centralnie, znaczy środkiem. Mogę sobie co najwyżej położyć pod nią jakiś list, ale od tego mam 10 innych schowków. Gumowe dywaniki dla tylnych pasażerów zupełnie nie pasują do kształtu podłogi. Musiałem kupić inne. Pod fotelem kierowcy jest dużo miejsca, ale masa przewodów od jakichś czujników, napinaczy pasów i innych airbagów skutecznie ogranicza korzystanie z niego. Prawe lusterko reguluje się elektrycznie (wiadomo, jest daleko) ale lewe reguluje się dźwignią… w zasadzie ustawiam je raz na rok i mam wrażenie, że robi się to dokładniej niż tym elektrycznym, ale wrażenie low-costu jest. Plastiki są takie sobie, w czarne oraz lakierowane na ciemny odcień srebra. Wkurza mnie kształt okrągłych nawiewów – są bardzo praktyczne jeżeli chcemy szybko zmienić kierunek nawiewu powietrza ale nie da się do nich zamocować tych zapachów, które w większości aut montuje się właśnie na prostokątnych kratkach.

Z ciekawostek: Wanienka jest jak wirus. Krzych zaraził mnie Wanienką, ja zaraziłem Wojtka i Grześka. Wojtek i Grzesiek kupili Wanienki w tym samym kolorze co ja, nazwanym przez producenta złota pszenica, czy jakoś tak. Samochód po umyciu i nawoskowaniu daje piękny blask w pełnym Słońcu.

Maksymalna prędkość, jaką osiągnąłem na austriackiej ropie to: 194 km/h wg nawigacji GPS oraz około 200 wg licznika (chodzi oczywiście o pomiar w tym samym czasie). Wracaliśmy wtedy z Chorwacji, dwoje dorosłych, troje dzieci i dużo bagażu. Brat ma Skodę Octavię z silnikiem 1.9 TDI o mocy około 105 koni. Jego Skoda nie ma żadnych szans do Wanienki do prędkości 150 km/h. Dopiero później przyspiesza trochę lepiej – sprawdzaliśmy to na małopolskiej A4.

Kilka razy Wanienka służyła jako holownik: holowałem nią Peugeota 306, Vectrę a nawet Lublina… samochód radził sobie bardzo dobrze w tej roli. Ponieważ auto jest dość wysoko zawieszone i lekkie (ok. 1250kg masy własnej), to nawet jazda w trudnym błotnistym terenie jest możliwa. Prześwit mam większy niż większość bulwarówek typu Rav4. Gdy budowali CH Bonarka w Krakowie moja Wanienka śmigała po tych wertepach aż miło i nigdy nie zawiodła. Na mokrej nawierzchni auto ma tendencje do podsterowności, natomiast na suchym asfalcie przy ostrej jeździe jest dość neutralne z lekką nadsterownością.

Polecam ten samochód każdemu, kto nie potrzebuje się lansować czymś, co powszechnie jest uznawane za cool, lubi dużo miejsca, swobody i wygody, ceni energiczny i ekonomiczny silnik. Wprawdzie od 2009 roku w ofercie jest zupełnie nowa generacja Partnerów i Berlingo, ale jeszcze niedawno widziałem w jednym z krakowskich salonów funkiel nówkę w tej budzie co moja. Nowy Partner na pewno nie jest Wanienką (ta nazwa przylgnęła wśród moich znajomych do tej wersji nadwozia, którą jeżdżę), jest większy, bardziej nowoczesny, ale ma też kilka wad w stosunku do starej wersji. O tych wadach może napiszę innym razem.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Dla jasności – powyższy tekst (by Kanapon) zdobył 1. nagrodę (Renault Megane) w konkursie „6 aut na 3. urodziny bloga”. Zdjęcia oczywiście również „by Kanapon”.
Fajny, co nie?

15 komentarzy

  1. Już spadam popatrzeć motoallegro po ile to to można kupić. Swego czasu jeździłem białym berlingo… Brzydkie to jak noc ale praktyczne jak scyzoryk z zegarkiem i pamięcią flash a to wszystko w telefonie.

  2. Zgadzam się, chociaż nie jeździłem Partnerem – jeździłem za to Berlingo i widzę duże podobieństwo :-)
    Jedyne co mnie drażni w Berlingo (i nie tylko w nim) to miękki pedał gazu – po przejechaniu 300 km mam ścierpniętą nogę od ciągłego jej unoszenia. Gdybym położył swobodnie nogę to wcisnąłbym “do dechy” :D

  3. “Ale za to cofanie… miód! Cofanie jest tak idealne jak blog Rafała! ”

    hehe ;)

    Zasłużone pierwsze miejsce, gratuluję.

  4. Ja tam wolę Kangura. Miałem Kangura. Wolę Kangura.

    Dlaczego? Bo jeszcze mniej udaje. Jeszcze mniej waży. Ma mniej schowków, ale i tak nigdy ich nie zapełniałem. I troszkę bardziej wygląda :-)

    A tekst – fajny. Bardzo fajny. Choć nie wywołał we mnie szczególnego entuzjazmu, nie śmiem niczego krytykować, bo sam lepiej bym nie napisał :-)

  5. czekałem na wyniki konkursu ze wstrzymanym oddechem (cały weekend na bezdechu?) oraz poobgryzanymi paznokciami (kanibalizm?) i myślałem sobie, liczyłem po cichu, miałem nadzieję na zwycięstwo – no nie oszukujmy się, każdy chce wygrać. Dziś po przeczytaniu tego tekstu wiem – pokory Flogu, pokory ;) Świetny tekst Kanaponie – mam wreszcie argumenty w walce z moją lubą, którymi mogę walczyć przekonując ją, że twój wóz to świetny wóz. Gratulacje!

  6. fajny artykuł, autko również, polecam przejechanie się kiedyś efektem mariażu włosko francuskiego z silnikiem 2.0hdi -lancią zeta lub,następcą zety- phedrą

  7. Dziękuję Wam za komentarze :)
    W kwestii Kangura – podziękuję. Jeździłem i starym i nowym. Dopiero nowa wersja Kangura dorównuje starej wersji Partnera/Berlingo. Ale teraz już mamy nowe Partnery, które są bardziej luksusowe i znów Kangur zostaje w tyle… A wygląd to rzecz gustu :)
    Anioł – skorzystam z Twojej uwagi przy najbliższej okazji :)

  8. Jeżdżę taką prawie że Wanienką – służbówką.
    Różnica jest taka, że zamiast tylnych siedzeń mam pustą pakę. Potwierdzam, że jeździ się tym fajnie (również 1.6 HDI), całkiem wygodnie… Lusterka to potęga, jak po Berlingo wsiadam w swoją Vectrę B to nie widzę kompletnie nic :). Vectra ma 136KM, ale startu do Berlingo nie ma żadnego :) Do tego w Berlingo fajnie wysoko się siedzi, przednia szyba jest przeoooogrooomna, więc widoczność świetna. Co mnie wkurza – pękanie linki sprzęgła. Moje Berlingo ma 230tkm, a linka wymieniana już trzy razy. Poza tym – raz EGR i gumy stabilizatora. Więc jak na taki przebieg na polskich drogach – jestem zaskoczony że nic więcej nie padło…

  9. Świetny tekst, dobrze napisany i dobrze się czyta. Ja też mam Wanienkę 1,6 HDI, jeden z ostatnich egzemplarzy tej serii z końca 2008. Przesiadłem się z Fiesty 1.8 D i jestem z tego faktu zadowolony. Jedno mi się w tym nie podoba – biały lakier. Nigdy więcej nie popełnię tego błędu.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *