#181 Zemsta na piątkę (2/3)

Mam wrażenie, że różnimy się znaczenie w kwestii rozumienia słowa „niebawem”, którym zakończyłem poprzednią część tej opowieści, prawda? Ale odrzućmy na bok spory, nie wadźmy się – bo oto wreszcie dojrzałem do tego, by temat pociągnąć dalej. Na czym to myśmy skończyli? A no tak – dziś szef BMW Polska rusza do akcji – z dumnie wzniesioną dłonią w geście Lecha Wałęsy. V jak Vendetta. Remember remember the… 16th of February.
Gdy tylko zakończyła się część oficjalna (tu jeszcze raz chciałem podkreślić, jak bardzo lubię słuchać designerów – serio!) tłum ruszył ku odsłoniętemu autu. Ludzie, zgodnie ze zwyczajami panującymi na tego typu imprezach, pokornie ustawili się w 4 rządkach – każdy przy innych drzwiach auta, oczekując na swoją kolej, by zająć miejsce w środku. Ja, jak przystało na pro-moto-blogera i natural-born-kierowcę, ustawiłem się tak, by już niebawem zasiąść za kierownicą.
Po mniej więcej godzinie przeniosłem ciężar ciała z lewej nogi na prawą. Pół godziny później z prawej na lewą. Kwadrans potem stojący za mną jegomość uprzejmie przypomniał mi, iż gdybym nie wiedział, to tutaj jest kolejka „za kierownicę tej beemki” a parkiet taneczny jest w drugiej sali. Przeprosiłem i obiecałem już więcej nie dygać.
W końcu przede mną zostało już raptem 6 osób. I wtedy na czole kolejki pojawił się szef BMW Polska. Przywitał się z nami skinieniem głowy („Chyba mnie nie zauważył” – pomyślałem naiwnie) i z uśmiechem rozpoczął opowieść o aucie. Mówił o designie, silniku i wnętrzu. Klikał prztyczkami, uciskał plastiki i stukał w drewienka. Generalnie – starał się nam uprzyjemnić oczekiwanie. Musze przyznać, że ma gadane! Słuchając go prawie zapomniałem o naszej niedawnej scysji. To profesjonalista – pięknie uśpił mą czujność…

Moja kolej. Już teraz. Gość stojący cały czas przede mną w kolejce wysiadł wreszcie z auta i pusty fotel kierowcy machał do mnie filuternie skórzanymi zagłówkami i aktywnymi boczkami. Ruszyłem ku niemu pchany z tyłu przez zniecierpliwionego anty-tancerza, gdy drogę zastąpił mi szef BMW. Uśmiechnął się (dziś już wiem, że dwuznacznie), wspomniał coś o tym, jak bardzo się cieszy, że mnie ZNOWU widzi i poprosił o chwilę cierpliwości. Odwrócił się do mnie plecami i zaczął coś tam w aucie, jakby przy fotelu, gmerać. Po czym wyprostował się i eleganckim gestem zaprosił mnie do środka. Spojrzałem w tył – wszyscy stojąc za mną kiwaniem głów i cichym kląskaniem wyrażali szacunek – w końcu to sam szef BMW przygotował auto na mą inspekcję!
Uśmiechnąłem się, i nie spuszczając kląskających na mą cześć gości z oczu, wsunąłem prawą nogę i tyłek do auta, i… runąłem do tyłu. Spadałem i spadałem, a kierownica oraz deska rozdzielcza oddalały się ode mnie z prędkością dźwięku. Na bank z taka właśnie prędkością, bo gdy w końcu wylądowałem na fotelu, huk który temu towarzyszył nie mógł być niczym czym innym jak falą dźwiękową powstałą po przekroczeniu 1 macha. Mówię wam – trzasło jak się patrzy. Ileż to tupecików, sztucznych rzęs i niedbale dopiętych pasemek uleciało z głów gości pod sufit!
Gdy kurz i włosy opadły, zdałem sobie sprawę, co zaszło. Ktoś po prostu odsunął fotel maksymalnie do tyłu. Nie byłem na to przygotowany – w sumie nikt z Was by nie był, bo czegoś takiego jeszcze na oczy nie widziałem. Mnie, 187-centymetrowemu dryblasowi brakowało nóg, by pedałów sięgnąć! Ale to nie był największy problem. Największym problemem był dysk, który chyba mi przy przekraczaniu bariery dźwięku delikatnie wypadł.
- Have a seat! – z uśmiechem rzekł do mnie szef BMW i zgrabnie wmieszał się w tłum gości. “Arghhhh…!” – warknąłem w myślach. Jeszcze kilka takich akcji i wrócę do domu R-ką przypięty rzepami do plastikowych noszy.

Gdyby nie Stops – nigdy bym się z auta nie wygramolił. Choć szczerze mówiąc mógł mi pomóc w bardziej, że tak powiem, kulturalny sposób. Faktem jest, że wyciągnięcie mnie z auta za lewą nogę okazało się nad wyraz skuteczne, lecz mam pewne wątpliwości, czy będąc wleczonym po podłodze wyglądałem godnie.
Odpocząłem chwilę, poprzeciągałem się próbując bezskutecznie nastawić ten nieszczęsny „wypadnięty” dysk i na czworakach doczłapałem się do drugiej sali, w której również wystawiona była nowa piątka, ale w trochę innej wersji – więcej drewna, jaśniejsza skóra, fajniejszy kolor. Ku memu zdziwieniu nikogo przy niej nie było – najwidoczniej wszyscy zajęci byli pochłanianiem przekąskowego sushi.
Siłą rąk (wtedy jeszcze dość mizerną, ale dziś, dzięki systemowi 100 pompek już całkiem gargantuiczną) wciągnąłem tyłek na fotel kierowcy i pojękując z bólu wtarabaniłem nogi do wnętrza. Sięgnąłem dłonią do przycisków elektrycznej regulacji fotela i niespodziewanie szybko przyjąłem idealną pozycję.
Tu mała dygresja – zwrotu „idealna pozycja” można użyć w opisie każdego auta. Sęk w tym, że w jednym aucie idealna pozycja oznaczać będzie zbyt wysoko umieszczone siedzisko i zupełnie zbędną widoczność „jak z kokpitu helikoptera”, w innym zaś zbyt podkurczone nogi, w innym z kolei utrudnione sięganie do dźwigni zmiany biegów. W przypadku BMW serii 5 mamy do czynienia z encyklopedycznym rozumieniem tego zwrotu – „idealna” znaczy idealna, a „pozycja” to pozycja, a nie jakiś wygibas czy drętwota jak przy kuchennym stole.
Reasumując – wnętrze nowej piątki projektowano pod kątem męskiej sylwetki o wzroście 187 centymetrów i wadze 97 kilogramów (same mięśnie, ofkors). Ide-fucking-alnie! I dziś na bank również świetnie bym się w tym aucie czuł, mimo tego, iż wspomniane 100 pompek nieźle napompowało mi buły, klatę, plery i te wszystkie dwugłowe-trójgłowe-itp. Tak na marginesie jeśli dalej będę tak rósł, jeszcze w tym roku możecie się spodziewać mojej walki z Pudzianem. 3 rundy po 5 minut na zasadach MMA. Raczej w klatce, bo z ringu to mi Pudzian w drugiej rundzie spyli. Ale o tym kiedy indziej…

Gdy tak siedziałem i napawałem się stylem, jakością i klimatem wnętrza, drzwi otworzyły się i stanął w nich szef BMW Polska. Uśmiechnął się i gestem dłoni wskazał fotel pasażera. Spojrzałem tam i nic, poza leżącą na dywaniku przed tym fotelem teczką, nie zauważyłem.
- Can you… – wskazał ponownie miejsce pasażera – give me…
Zrozumiałem, że chodzi mu o tą leżącą na podłodze teczkę. Chętnie bym mu podał, ale dysk mi wypadł i jeszcze bynajmniej nie wrócił na swoje miejsce.
- Yes of course – rzekłem uprzejmie puszczając w niepamięć poprzednie zdarzenie – But my back…
Chciałem powiedzieć, że mnie bolą, a nawet rwą, ale mi przerwał:
- Yes. Give it back. Back to me. Can you? – spytał przyjmując wyraz twarzy LOLcata. No jakże mógłbym odmówić…?!
Westchnąłem i pozostawiając tyłek na fotelu kierowcy a nogi pod kierownicą przełamałem się wpół (niemalże dosłownie) i przerzuciłem brzuch oraz barki na fotel pasażera, sięgając jednocześnie po leżącą tam na ziemi teczkę. I wtedy stało się coś dziwnego, bo… pozostawiony na fotelu kierowcy tyłek zaczął nagle przesuwać się do przodu. Instynktownie chwyciłem lewą ręką za kierownicę, by wciągnąć całe obolałe ciało z powrotem na fotel kierowcy, lecz ona, ta kierownica, również nie stała w miejscu – wysuwała się dumnie prezentując swój naprawdę porażający zakres regulacji.
I tak oto, nie wiedzieć kiedy i dlaczego, utknąłem przełamany w pół. Mój tyłek oraz nogi zostały niemiłosiernie upakowane w przestrzeń zamkniętą od dołu maksymalnie dosuniętym do kierownicy fotelem, a górna część mojego ciała skutecznie blokowana przez kierownicę uciskającą lewą nerkę i żebra bezładnie leżała sobie na fotelu pasażera. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nagle fotel pasażera nie zaczął jechać do przodu a jego oparcie stawać do pionu. Nim oczy całkowicie zaszły mi mgłą a feralny dysk z ogłuszającym chrupnięciem wypadł jeszcze bardziej, dostrzegłem w uchylonych drzwiach pasażera szefa BMW Polska majdrującego coś przy guzikach od regulacji fotela pasażera. Spojrzał na mnie i rzekł:
- Have a seat.
Potem nastała ciemność.
I ból jakby zelżał…
Kurcze, z tego wszystkiego zapomniałem opisać moich wrażeń odnośnie auta! Cóż, zrobię to… niebawem… ;) A tymczasem muszę sobie gdzieś w widocznym miejscu powiesić kartkę z tekstem „To jest blog motoryzacyjny, głupcze – a nie twój internetowy pamiętnik!”.
Nawigacja dla zagubionych: część 1 | to jest część 2 | część 3
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

Gdybym siedział w BMW, a ktoś by mnie odesłał do Seata, to też pewnie poczułbym, że nastaje ciemność.
Panie, sami sportowcy w tym internecie. Ten tu pompki robi, inny się w cossing bawi.
Chyba też wstanę od tego komputera.
@lagunault: No i właśnie nie wiem, co teraz z tym zrobić – czy poprawić to feralne “Have a seat” na “Take a seat”, czy zostawić tak jak jest i trzymać się wersji (skądinąd absurdalnej), że on jednak słabo znał angielski? Chyba zostawię, jak jest. Z lenistwa.
Luz, jakoś zniesiemy te Twoje wady i potknięcia. ;)