#181 Zemsta na piątkę (3/3)

Najpierw usłyszałem głos Stopsa, potem głosy innych ludzi. Później z ciemności zaczął wyłaniać się obraz – wiele głów, wszędzie głowy… jakby jechały, odjeżdżały w tył. Nim całkowicie doszedłem do siebie, wiedziałem już co jest grane – znów byłem wleczony za nogę i jechałem na plecach po podłodze przez tłum przypatrujących mi się gości. Czy wyglądałem godnie? Raczej nie. Ale cóż ja mogę na to poradzić, że właśnie taki mam styl bycia na imprezach?
Stops bez słowa odholował mnie w kąt sali i zostawił leżącego na wznak tuż koło stolika z przekąskami. W sumie fajne miejsce – w ciągu tej godziny, gdy dochodziłem do siebie i tak leżałem z grymasem bólu na twarzy, miałem okazję poznać wiele osób. Nie każdej chciało się schylać by ze mną porozmawiać, ale na pewno każda coś na mój temat powiedziała. Oczywiście opinie jak to opinie, były różne – od skrajnie mi nieprzychylnych „Patrz, jak się zważył!” po te całkiem-całkiem: „Ten tu leży nawalony jak szpadel, a myśmy jeszcze nic nie pili! Gdzie tu dają darmowe drinki?”
W końcu udało mi się wstać i w stylu tego ciecia z Notre Dame doczłapać do pierwszej wolnej kanapy. Pech chciał, że była ona bardzo blisko pokazowego BMW i strasznie mnie korciło, by znów do niego wsiąść. Rozejrzałem się wokoło i nigdzie nie zauważyłem szefa BMW Polska. Cóż mi pozostało – wstałem i pełnym gazem ruszyłem do stojącego tuż obok auta. 3 minuty i 26 sekund później spocony i wycieńczony (sami spróbujcie przebiec 6 metrów tak, by wlec ręce po podłodze a brodę mieć opartą o obojczyk) schwyciłem za klamkę i otworzyłem drzwi – tym razem od strony pasażera. Tutaj przynajmniej teoretycznie nic mi nie grodzi. Sprawdziłem czy aby fotel jest na swoim miejscu i wsiadłem. Zamknąłem drzwi (w zasadzie same się zamknęły – ten mechanizm domykania jest rewelacyjny – chrzanić poduszki, ABSy, kontrole trakcji i czujniki parkowania – właśnie to domykanie drzwi powinno być w standardzie każdego auta!) i głęboko odetchnąłem. Tak, teraz w spokoju mogłem zająć się kontemplowaniem wnętrza – w końcu nie byłem tam dla przyjemności – takie imprezy to moja szara codzienność, trudna i męcząca praca motoryzacyjnego blogera.

A zatem wnętrzę… jak to wnętrze BMW. Szczerze mówiąc, trochę mnie już jego monotonia irytuje – siódemka podobna do tej nowej piątki, stara piątka podobna do trójki, trójka prawie jaka jedynka, a X-jedynka jak trójka po lekkim lifcie. X-piątka bardziej jak szósta lub stara piątka, a przy okazji identyczna jak X-szóstka. X-trójka w starym (ale nie jestem przekonany, czy dobrym) stylu. Łapiecie bazę? Jesteście jeszcze ze mną?
Ale jedno musicie wiedzieć – ja patrzę na te wnętrza inaczej, niż Wy. Ja z BMW Polska żyję naprawdę dobrze (pamiętacie tą ślubną akcję?) i często na ich imprezach jestem. I na każdej mam aparat. I na każdej poczuwam się do zrobienia fotek. I już mi się po prostu przejadło – naprawdę tym razem nie wiedziałem, co w tej nowej piątce fotografować – wszystko już gdzieś widziałem, pstryknąłem, na makro schwyciłem. A nie, sorkens, prztyczka na kierownicy nigdy chyba jeszcze nie łapałem “na makrze”. Oto i on:

Ale to, że jej znam, to nie jest wada tego wnętrza. Ono jest rewelacyjne, czy jak to się w takich przypadkach pisze: R.E.W.E.L.A.C.Y.J.N.E! Pozycja za kółkiem, materiały, ergonomia, iDrive, fotele – kurde, Premier League normalnie. Niżej, głębie i bardziej gangstersko nie siedziało mi się nawet w Audi A5!

A z zewnątrz… to powiem tylko tyle, że bardzo się cieszę, iż opisuję tę premierę dopiero teraz, a nie pod koniec lutego, kiedy miała miejsce. Bo przez ten czas miałem okazję kilka nowych piątek zobaczyć na mieście i wiem już, że są świetne. Gdy ją na premierze zobaczyłem (a wcześniej na fotkach gdzieś w necie), wyglądała jak przerośnięta trójka. I nadal na fotkach tak wygląda. Ale na żywo… na żywo to jest rasowa limuzyna. Nadal śmiem sądzić, iż poprzednia piątka wyglądała agresywniej i bardziej zadziornie, ale gdybym miał wybierać, minuty bym się nie zastanawiał – ta nowa jest śliczna. Designerzy BMW to mistrzowie proporcji. Bo w proporcjach tkwi piękno – samochodu, kobiety, nawet kubka do kawy. Kiedyś to zrozumiecie.

„Co będę tak siedział?” – pomyślałem i złapałem za klamkę. Drzwi ani drgnęły. Zerknąłem na zapadkę od zamka – nie były zabezpieczone, więc WTF? Uchyliłem okno i dopiero zorientowałem się OCB. Tuż przy samych drzwiach ktoś zaparkował wielki jak stodoła wózek cateringu w kolorze ściany – dlatego go nie widziałem. „OMG, muszę wygramolić się przez drzwi kierowcy” – westchnąłem i zgrabnie przerzuciłem nad podłokietnikiem połowę umęczonego ciała… lecz wtedy w drzwiach kierowcy pojawił się wielki zad. Nim zdążyłem zareagować, fragment pośladka (a w zasadzie „poślada”) zaczepił o mą głowę i ściągnął ją do dołu – wprost na fotel kierowcy. Stało się to tak nagle, że nie zdążyłem nawet krzyknąć. Na szczęście dysk (czy coś innego, nie mam doktoratu z anatomii) chrupnęło na tyle głośno, że miażdżący mnie zad wycofał się i zamiast niego w otworze drzwiowym pojawiła się uśmiechnięta twarz dość mocno umalowanej kobiety.
- Chyba na czymś usiadłam? – zapytała radośnie.
- Nie, skąd ten pomysł? – odrzekłem, wracając z powrotem na fotel pasażera i przygładzając zmierzwione atakiem jej zadu włosy.
- Oj to dobrze. Bo wiem Pan, kiedyś niechcący usiadłam sprzedawcy na parasolce i po jeździe próbnej została z niej zawinięta w szmatę garść drucików – rzekła, po czym w miejscu jej twarzy znów pojawi się zad i samochodem zabujało. „Ani chybi wsiadła. Gracja FTW” – pomyślałem i postanowiłem zebrać siły na kolejną próbę wyjścia z auta przez drzwi kierowcy.
Niestety osób zainteresowanych zajęciem miejsca za kierownicą było coraz więcej, więc powoli traciłem nadzieję. W tłumie przewinął się nawet szef BMW Polska, który wskazując brodą stojący za moimi drzwiami wóz cateringowy uśmiechnął się z przekąsem i rzekł „Have a seat”. Już miałem go poprawić, uświadomić, że raczej „Take” niż „Have”, ale nie zdążyłem, bo jego miejsce zajął ktoś inny. Spojrzałem na zegarek – dochodziła północ. Ile jeszcze, ile jeszcze…?
Nie pamiętam w jaki sposób, ale w końcu siedziałem za kierownicą Almery. Kurde, co za wieczór – plery mnie rwały, szyja ciągnęła, korzonki nawalały… nie, ja zdecydowanie za stary jestem na takie premiery. Po co ja się na to pcham – lepiej sobie w domu posiedzieć, „Barwy szczęścia” obejrzeć a następnego dnia wszystko w innych moto-portalach obczaić. Ech, człowiek ma ambicje bywać, a zdrowie już nie to…
Uruchomiłem silnik, zapiąłem jedyneczkę i… przed maską zaparkowało mi eleganckie BMW serii 7. Pojawiło się zupełnie znikąd – tak samo z resztą jak te dwie trójki po bokach, doparkowane do moich drzwi „na lakier”. Nie byłem tylko zaskoczony betonowym ogrodzeniem z tyłu Nissana – w końcu sam przed imprezą się do niego bagażnikiem przytuliłem. Z siódemki wysiadł szef BMW Polska i gestem „kręcącej się pięści” poprosił mnie, bym opuścił szybę.
Tu mała dygresja – zauważcie, jak bardzo motoryzacja poszła do przodu – nawet proste gesty już jej nie doganiają. Kto ma szyby na korbki ręka w górę? No właśnie – tylko Ty, reszta z nas ma już normalnie „w elektryce”. Więc nawet gdybyśmy się uparli, nie mamy czym kręcić.
Opuściłem szybę.
- Have a seat – zawołał, owinął się szalikiem i z ewidentną satysfakcją ruszył z powrotem na imprezę.
- Chyba „take”! – krzyknąłem za nim w geście bezsilności.
- What Over – odkrzyknął i wszedł do środka.
Do domu wróciłem nad ranem. W samą porę, bo Ryba akurat zgłaszała na Policję moje zaginięcie a Stops siedział w przedpokoju koło torby wypełnionej moimi unikatowymi t-shirtami i przymierzał moje Consy.
Koniec.
Nawigacja dla zagubionych: część 1 | część 2 | to jest część 3.
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

Podzielam opinię o nowej piąte – na żywo rules! Kurde – co model to ładniejszy. Ech…
Zacne auto.