(m167) Audi Q5
Szczerze mówiąc, nie bardzo jest się na pierwszy rzut oka do czego przyczepić – to Audi wygląda zgrabnie, ma fajne detale i nie wali po oczach nadwagą ani zbytnim rozdęciem. Ale jak zawsze jest jakieś “ale”. A w zasadzie jest ich kilka…
Ile dokładnie jest tych “ale”? Nie wiem, policzmy:
- Jak pisałem powyżej, sylwetka nie jest nad wyraz opasła, ale (a zatem: eins) zbytnio jest podobna do wielkiego Q7 – do którego projektu moim zdaniem nigdy żaden stylista ręki nie przyłożył. Gdyby w papier, na którym jakieś beztalencie jego kształty narysowało, stylista z prawdziwego zdarzenia sobie chociaż kanapki do pracy zawinął… ale niestety nie. Q7 to dramat, Q5 również, choć trochę mniejszy.
- Przednie światła ma w stylu typowym dla nowych Audi, ale (a zatem: zwei) te diody do jazdy dziennej wykonane i umieszczone są tragicznie – wygląda to jak te “tuningowe” światła z Auchan – jestem zdania, że jak już Audi wymyśliło wreszcie swój unikalny gadżet (mowa o tych paskach diodowych), to powinno go robić jak należy – czyli tak, jak ma model A4 – gęsto, jasno, wyraziście. A nie jakieś rzadkie rozmazy bardziej na zwykłe żarówki niż diody LED wyglądające.
- Audi od zawsze potrafiło do swoich aut dobrać ładne felgi, ale (a zatem: drei) w każdym Q5 które widziałem, zamontowane były nie dość że wizualnie za małe, to jeszcze jakieś ażurowe alusy. Na litość boską – tak wysoki i napompowany samochód potrzebuje nie tylko wielkich felg, ale również wizualnie mocarnych. Idealne byłyby te z modeli S czy RS, ale jest jak jest…
- Wnętrze nie jest złe, bo jest typowe dla nowych Audi, ale (a zatem: vier) siedzi się w nim jak w Seicento. Serio – gdybym w Seicento przyjął pozycję za kółkiem (celowo nie piszę: wygodną lub idealną, bo takowe są w tym Fiacie nieosiągalne) a potem ktoś by wykonał mój gipsowy odlew i wsadziło go za kierownicę Q5, pasowałby idealnie. W tym aucie się siedzi tragicznie – fotel jest wysoko (nie tylko względem ziemi, bo to poniekąd oczywiste, ale również względem kierownicy i deski rozdzielczej), kierownica zbyt nisko, linia szyb pod cyckiem a pedały za blisko. Tak samo siedzę teraz przy stole Jokkmokk – wygodnie do pisania i jedzenia, tragicznie do jazdy.
- Jedyne, co mi się w tym Aucie podoba, to to, jak wygląda z tyłu. Fajne ma też tylne światła – mają ładny kształt i doskonale wyglądają z palącymi się diodami. Ale (a zatem: funf) to za mało, by za ten wóz zapłacić co najmniej 150 tysięcy złotych.

A może jest inaczej? Może ten SUV jest fajny? Może przemawia przeze mnie wrodzona niechęć do tej marki?
Może. Być może.
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!












RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)


Podejrzewam, że masz przekichane u właściciela tego Audi ze zdjęcia.
@lagunault: Cholera, nie zadziałał mój autorski soft haszujący tablice rejestracyjne fotografowanych aut! Cóż, nie ma to jak ręczna zabawa stemplem w fotoszopie.
W aparacie mam taką funkcję, ze istotne fragmenty kadru automatycznie zasłaniane są palcem. Do dziś nie wiem, jak Kodak współpracuje z moim paluchem,,ale to zawsze bezbłędnie działa.
@Alex: Za młodu obgryzałem paznokcie, więc maluchy teraz mam jak, nie przymierzając, ponadwymiarowe parówki Berlinki. Gdyby mój Canon z nimi współpracował, ledwo bym zdjęcie od zdjęcia odróżniał.
A co jest złego w pokazaniu tablic rejestracyjnych?
@bbkamil: Dobre pytanie! W sumie to nie wiem, ale kiedyś pomyślałem sobie, że może sobie właściciel nie życzyć. I jak daję radę, to zamazuję / stempluję. Jakiejś głębokiej filozofii i przemyśleń w tym nie ma…
[...] Audi Q5 nie jest zachwycające, ale ta reklama jest urocza. W sam raz na poniedziałek, w którym stężenie pyłków traw wszelkich przekroczyło dopuszczalne normy tak bardzo, że gdy spojrzycie pod słońce to na niebie zobaczycie zielonkawą tęczę a uchylenie ust skutkuje zielonym nalotem na zębach. Gdy dziś spadł śnieg, byłby zielony. [...]