#184 Pot się leje


Ach, jak wielką mam potrzebę pisania! Dziewczyny w Kołobrzegu, ja sam na kwadracie – nic, tylko siedzieć i zaległości w blogowaniu nadrabiać. Żeby tak te wszystkie opowieści, testy, drafty niedokończone puścić wreszcie on-line…

Budzę się pełen zapału – wyspany (acz, ze względu na wiek trochę obolały, ale to akurat oznaka życia), niespuchnięty i nawet rześki. Myję się, jem śniadanie… i tu zaczynają się problemy. Po wypiciu śniadaniowej herbaty jestem cały mokry – więc czas na szybką kąpiel. Potem kawa. I znów kąpiel, bo się potem zlałem.

Wreszcie siadam do laptopa. Ale sam proces siadania strasznie jest niełatwy, gdy mimo wczesnej pory termometr za oknem pokazuje 46 st.C. (w słońcu oczywiście, ale jednak). Sam nie wiem, ile mięśni trzeba uruchomić, by zasiąść przy stole. Wiem tylko, że wydatek energetyczny jest przy tym tak wielki, że pot mi spływa na palce. Te zaś zaczynają się ślizgać po klawiaturze i z pisania nici. Poza tym, trzeba się znów wykąpać.

Zatem w grę wchodzi pisanie na stojąco w lekkim skłonie, co nie dość, że dla kogoś tak rozciągniętego jak ja jest niekomfortowe, to jeszcze powoduje, że pot z całych rąk, a nie tylko z przedramion, spływa na palce.

Próbowałem okleić klawiaturę alcantarą, ale na niewiele się zdała. Początkowo była niezła – fajnie wchłaniała pot, ale bardzo szybką nim nasiąkła i zrobiła się nie tyle śliska, co śmierdząca. Później wpadłem na pomysł, by wykorzystać takie filcowe koreczki z IKEI – wiecie, takie co się pod nogi od krzesła nakleja. Nakleiłem i czarnym permanentem naniosłem na nie litery i cyfry odpowiadające klawiszom. Powiem wam, że to nawet, nawet działa. Sęk w tym, że również nasiąkają potem a wymiana jest dość problematyczna ze względu na klej, z którym są dostarczane. Mocny skubaniec – wyrwał mi „N” oraz „T”.

Później robi się jeszcze cieplej, wiatr cichnie, życiodajne przeciągi zamierają i nawet mole spożywcze wyłażą z szafek i cieniutkim piskiem proszą o wpuszczenie do lodówki.

A wieczorem nie jest łatwiej, bo zmęczony beztlenowym dniem nie mam już na nic ochoty.

I tak oto zrezygnowałem z części wakacji z Rybą i Margolcią, by posiedzieć samemu w domu i być produktywnym przez duże, zajebiście wielkie „P”. Kto tak jak ja przestał wątpić w globalne ocieplenie – ręka do góry i palec pod budkę, bo za minutkę…

PS. Na śmierć zapomniałem o motoryzacyjnym akcencie! Oto i on:

PPS. Nie, nie macie racji myśląc, że ten samochód się ze starości przełamał lub go właściciel przeciął. On po prostu nieopatrznie w te upały zapomniał ręcznego opuścić i wystarczyło, że kawałek do spożywczaka podjechał a już mu się pół auta stopiło. Zdarza się. Wszak upał niemożebny.

PPPS. Czy Wy też czekaliście tylko na ten moment, gdy jadąc na płasko do tyłu zahaczy podłogą o jakiś korzeń lub kamień i go silnik przykryje?




Wpis opublikowany dnia 22.07.2010
Kategoria: [Rozważania] | Tagi: , , , ,
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 5

  1. tk ( July 23rd, 2010 00:16 )

    Serdecznie pozdrawiam z mojego letniego pokoju, temperatura maksymalna 23*C. Czekam na szaliki z PCK.

  2. Zbrikos ( July 23rd, 2010 12:37 )

    U mnie w korpo biurze mniej niz 30 nie ma. A filmik przednik – Polak potrafi ;D

  3. Alex ( July 23rd, 2010 18:33 )

    Większość wentylatorów z magazynu poustawialiśmy w dziale obsługi klientów…i bardzo niechętnie je sprzedajemy. Zamiast kawy pijemy hektolitry landrynkowych napojów energecośtam. A szef cały dzień spędza w Mondeo. Klima…

  4. chakier ( July 25th, 2010 11:32 )

    @Zbirkos: Tylko dlaczego ten Polak określany jest jako ,,Crazy Serbian”?

  5. Alex ( July 25th, 2010 12:53 )

    Może to skrót od Sebastian.
    Przedni napęd ma jak widać jakieś zalety;)



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!









Polecam: Części do aut amerykańskich