#185 Po co komu hybryda? (1/2)

Nie tak dawno temu (choć w moim przypadku „nie tak dawno” może oznaczać wydarzenie sprzed ponad 2 miesięcy) miałem przyjemność – i to naprawdę niewątpliwą – pojeździć BMW X6 ActiveHybrid. I wiecie co? Niech się te wszystkie Priusy walą na ryj – bo to, co proponuje Toyota (a teraz również Honda i Bóg wie kto jeszcze) nie jest tym, o co w aucie hybrydowym chodzi.

Wszystko zaczęło się przed południem w przepięknej restauracji sushi. Ale ten blog to nie jest ani odpowiednie miejsce, ani ma wiedza nie sięgnęła nigdy w rejony sztuk pięknych, by pisać teraz o architekturze krajobrazu i wnętrz – więc nie napiszę, że byłem pod wrażeniem tego miejsca.

– Blogomo… – pewnym siebie tonem chciałem przedstawić się Dagnie, lecz ta mnie uprzedziła.
– Cześć! – powiedziała bez ogródek (w końcu spotykamy się od czasu do czasu na imprezach BMW) i podsunęła mi wielką szklaną kulę pełną małych karteczek. Bez namysłu sięgnąłem do kieszeni sztruksowej marynarki (Ryba mi kiedyś zasugerowała, że tak noszą się dziennikarze, a nawet redaktorzy!) i płynnym ruchem wyjąłem blogerską wizytówkę (wszystkie zarobione przez 3 lata na reklamie pieniądze przeznaczyłem na druk… 200 szt. wizytówek) i wrzuciłem ją do kuli.
– Nie, hehe, nie… – Dagna z pobłażliwym uśmiechem wyjęła ją z kuli i mi oddała. – Wylosuj, proszę.
Niepewnie zamieszałem dłonią wśród karteczek i wyciągnąłem jedną z nich. Rozwinąłem i:

– I co teraz?
– O – pochwaliła mnie radosną samogłoską Dagna – Pierwsza tura, gratulacje.
– Tura czego?
– Jazdy. Chyba tym srebrnym – rzekła wskazując na zaparkowane przed wejściem X6. – Ale musisz dokładnie po rejestracji sprawdzić.

Wybiegłem na zewnątrz. Byle nie srebrne, byle nie srebrne – powtarzałem w myślach. Srebrne auta są takie pospolite. Już lepiej białe, będzie Dubai. Ufff… ciemny, elegancki granat na niemieckich blachach – będzie lans na mieście.

Zadowolony z siebie wróciłem do restauracji i wziąłem od Dagny pakiet materiałów, w tym fajny pendrive – w sam raz dla gadżeciaży:

Usiadłem i oczekiwałem na prezentację. Powoli miejsca obok mnie zajmowali inni dziennikarze. I wreszcie, po raz pierwszy w moim blogersko-konferencyjnym życiu, dzięki pomysłowi Ryby nie czułem się wśród nich głupio – moja lekko sfatygowana sztruksowa marynarka idealnie komponowała się z ich sweterkami, kamizelkami wędkarskimi i koszulami z krótkim rękawem z działu odzieżowego Auchan.

Nim jednak przejdę dalej, chciałbym tu wtrącić małą dygresję nt. w/w dziennikarzy motoryzacyjnych. Zróbcie sobie kawę, usiądźcie wygodnie, poprawcie majtasy.

Kawa zrobiona?
Siedzicie wygodnie?
Majtasy poprawione, nie piją?
A zatem:

Są wśród nich naprawdę fajni kolesie – normalni, ciekawscy i naturalni. Doceniają pracę innych, nie mają o sobie przesadzonego mniemania i co najważniejsze – znają się na motoryzacji. Jest ich jednak niewielu. Większość to niestety głąby, patałachy i kompletne niedouki. Dane mi było stykać się z nimi już wielokrotnie i muszę przyznać, że przestały mnie dziwić i śmieszyć niektóre artykuły w prasie drukowanej. Wiem teraz, że ci ludzie osiągają swe intelektualne wyżyny, kopiując po raz setny zdanie „Materiały wykorzystane we wnętrzu nie są jednorodne pod względem jakości, przez co budzą mieszane uczucia” czy choćby „Auto bardzo długo pozostaje stabilne i łatwe do opanowania, ale po przekroczeniu granicy przyczepności może w ułamku sekundy wypaść poza drogę”. Same w sobie te zdania są OK, ale rzygam, gdy czytam je przy opisie każdego auta. Naprawdę – ostatnio przechodzę jakiś kryzys związany z prasą drukowaną – nie mogę nawet 1-stronicowego opisu auta do końca przeczytać – tak wiele jest tam zapychaczy i frazesów. Patrzę tylko na fotki i podpisy pod nimi. Macie tak samo?

Ale wracając do tematu dygresji, czyli do tej większości dziennikarzy motoryzacyjnych. Powiem wprost – to buce. Zapraszani są na różne prezentacje i konferencje, w których przygotowanie wiele osób włożyło mnóstwo pracy i niekiedy serca. I przyzwoitość nakazuje wysłuchać tego, co ma np. do powiedzenia gość z Niemiec, który przyjechał specjalnie po to, by na żywo powiedzieć do nich kilka słów. Ale gdzież tam – zapomnijcie. Najfajniej jest ze sobą gadać, donośnym głosem opowiadać o tym, jakim wozem się pojedzie na wakacje, że jakaś marka dała dupy bo na czas SUVa nie dostarczyła, że taki-to-a-taki model jest to syf bo się w nim zamek bagażnika zaciął podczas testów. Nieważne, że pierdzielą bez sensu – ważne, że głośno.

A wiedza ich jest olbrzymia. Kilka przykładów z tych jednych testów X6 – a każde zdanie wypowiedział inny fachowiec: „Miałem ostatnio na tydzień trójkę w 2-litrowym dizlu i muszę ci, proszę ja ciebie powiedzieć, że głośna była. Piątka przy niej jest cichutka, no ale w piątce nie wstawiają już pompowtryskiwaczy”, albo” „Słabe te pomysły na hybrydy ma BMW. Prąd to nie rozwiązanie. Toyota mądrze robi, że w Prjusie ogniwa wodorowe wkłada” i na koniec moje ulubione” „Mówię ci, ten rołster Z4 to tak rwie, bo ma napęd na 4 koła”. Myślicie pewnie, że wyprowadzali się nawzajem z błędów? Ależ skąd – wszyscy ze znawstwem cmokali i przyznawali rację temu, co palnął zonka. A ja, w gronie tych kilku fajnych, wymieniałem tylko spojrzenia. Znaczące.

Dlatego nie dziwią mnie te wyżej przytoczone frazesy z ich artykułów – na bank mają od naczelnego nakaz copy-paste – bo nie daj Boże, żeby któryś z nich sformułował na papierze własną myśl.

Ech, długa ta dygresja wyszła, sporo do czytania jak na jeden raz Wam zaserwowałem. No to na koniec tej części kilka ciekawostek dot. BMW X6 Active Hybrid:

  • To jedyne BMW z pełnym napędem hybrydowym. Pełny w tym przypadku oznacza, że możliwa jest jazda tylko na silniku elektrycznym. Co prawda tylko przez 2,5 km z maksymalną prędkością 60 km/h, ale zawsze. BMW serii 7 również występuje w wersji ActiveHybrid, ale tam silnik elektryczny wspomaga benzynówkę – sam napędzać auta nie może. Zwykłe ruszanie w X6 (zwykłe, znaczy bez spinania się spod świateł) odbywa się na napędzie elektrycznym. Czyli kompletnie bezgłośnie. W drugiej części napiszę trochę o tym, jak fajnie można straszyć ludzi na przejściach dla pieszych.
  • Co ciekawe, wskaźnik naładowania baterii widoczny pod obrotomierzem (tytułowa fotka na samej górze) kłamie. Gdy pokazuje całkowite wyczerpanie się baterii co skutkuje włączeniem silnika spalinowego, tak naprawdę bateria zużyta jest w 40%. Pozostałe 60% jest chronione przed zapędami kierowcy – służy do rozruchu silnika podczas postoju na światłach (system Start-Stop), awaryjnego wzmocnienia podczas gwałtownego przyspieszania przy dużych prędkościach (overboost) i innych takich dupereli jak choćby schłodzenie wnętrza przed wejściem do auta.
  • Za uruchomienie silnika spalinowego nie odpowiada rozrusznik, tylko napęd hybrydowy. Dzięki temu, że jest on od rozrusznika kilkadziesiąt razy (jeśli nie kilkaset) mocniejszy, uruchomienie trwa milisekundy i jest niezauważalne – naprawdę nie czuć nic, zero drżenia, warkotu, niepokoju. Pyk i silnik działa.
  • Siła, z jaką X6 ActiveHybrid wgniata w fotel podczas ruszania jest niesamowita. Wierzcie mi – jeździłem przepotężnym Z4 i to fakt, że doznania w nim są o wiele fajniejsze (silnik gada, wiatr wieje, auto podskakuje), ale tego zrywu na starcie, który ma ponaddwutonowa hybryda X6, to ten roadster nie ma. Może będzie mieć w wersji M, o ile taka powstanie.
  • Baterie znajdują się w bagażniku i mają własny system olejowego chłodzenia. Co ciekawe, one de facto nie zajmują w tym bagażniku miejsca. Otóż X6 można kupić w wersji standardowej (taki golas) i wtedy w miejscu baterii jest dodatkowy schowek. Jednak nikt w Polsce nie kupił takiej wersji – wszyscy wybierają wersję z 4-strefową klimatyzacją, której sterownik zajmuje właśnie w/w schowek. W wersji ActiveHybrid w miejscu sterownika tej klimy są baterie. Jaki z tego wniosek? Hybrydy X6 za Chiny Ludowe nie dostaniesz z 4-strefową klimatyzacją. Jeśli ktoś będzie Ci chciał coś takiego sprzedać – wiecie: mały przebieg, z Belgii od kobiety, zero nakładów, bezwypadkowa – nie dajcie się nabrać.
  • Odzyskiwanie energii odbywa się głównie podczas hamowania – bo silnik hybrydowy potrafi spowolnić auto z prędkością 3 m/s.kw. Wiecie, co znaczy zwalniać 3 metry na sekundę kwadrat? To jest wtedy, gdy głowa Waszego pasażera leci gwałtownie w przód, on sam wybudza się z letargu i z niepokojem wypatruje przyczyny tak ostrego hamowania. A jeśli jest bardziej nerwowy i ma prawo jazdy – depcze nogami w wykładzinę poszukując pedałów. W pełni sprawny samochód miejski z dobrymi kapciochami nie jest w stanie na przyczepnym asfalcie osiągnąć 10 m/s.kw. podczas hamowania. Więc jeśli kierowca X6 jest przewidujący i ma więcej niż 25 lat, teoretycznie może nigdy w życiu nie użyć klocków oraz tarcz.
  • Skoro tak, to co zrobić, by klocki nie skruszały a tarcze nie zardzewiały? Otóż zawsze podczas deszczu klocki są cyklicznie do tarcz przysuwane (nie pytajcie mnie o interwał – zapytajcie o niego tych dziennikarzy fachowców – pewnie powiedzą Wam, że co 13 zmian biegów lub co drugie przełączenie pomiędzy Zetką a RMFem) – po to, by je lekko nagrzewać i tym samym osuszać. Jednocześnie każde gwałtowne zdjęcie nogi z pedału gazu system hamulcowy rozpoznaje jako zagrożenie i natychmiast przysuwa klocki do tarcz. Tak delikatnie, by kierowca tego nie czuł. Jednocześnie na tyle blisko, by przeszlifowały one tarcze a w przypadku rzeczywistego zagrożenia od razu do nich przywarły.
  • Teoretycznie na samym napędzie hybrydowym elektrycznym da się osiągnąć 60 km/h, jednak nikomu się to nie udało. Nie dlatego, że jest jakiś fuck-up w systemie, ale dlatego, że wymaga to niesamowicie delikatnego traktowania gazu. Każde jego mocniejsze wciśnięcie powoduje błyskawiczne uruchomienie silnika spalinowego. Ja się starałem. Udało mi się dojść do 51 km/h a potem kaszlnąłem i auto w ułamku sekundy przestało być ekologiczne. Ale co się dziwić – to nie jest Toyota, to jest BMW. Tu hybryda nie jest po to, by oszczędzać. Ona jest po to, by auto było jeszcze bardziej dynamiczne. Ale więcej o mych przemyśleniach w drugiej części tekstu.

.

Nie wiem jak Was, ale mnie powyższe 8 punktów po prostu fascynuje. Takie akcje są dla mnie esencją motoryzacji – pokazują, jak bardzo niesamowitymi maszynami są samochody i jak wiele można w nich upchnąć, gdy się ma pomysły i pasję.

Jeszcze jedna fajna rzecz na koniec tej części. Porozmawiałem sobie z przemiłym sprzedawcą aut BMW i zdradził mi sekret, w jaki sposób sprzedać klientowi BMW X6. Bo rozsądnie na nie patrząc – sprzedaż nie powinna się udać. X6 jest 100 razy mniej poręczne od przestronnego X5 i wcale nie wygląda aż tak powalająco jak zwykle wyglądają prawdziwe coupe w porównaniu do rodzinnych sedanów.

W czym zatem tkwi tajemnica tego, że X6 w ostatnich 3 kwartałach sprzedało się w liczbie ponad 800 sztuk, a konkurujący z nim Range Rover (jego obie wersje!) w liczbie… poniżej 20 (słownie: dwudziestu)? Ano być może w podejściu sprzedawcy do klienta. Wiecie, jak oni przekonują statecznego gościa co przyszedł kupić dynamicznego mastodonta (taki typ: dzieci odchował, żonie abonament do kosmetyczki na rok wykupił, cały świat zwiedził, wąs wyhodował), by zamiast wymarzonego X5 wyjechać z salonu przyciasnym i mniej zgrabnym X6? Otóż mówią tak:
– A może zamiast rodzinnego X5 weźmie Pan tego stylowego X6?
– Ale… – tu klient się łamie, bo ani profil mu się nie podoba, ani ciasnota z tyłu. – Ale miejsca mniej z tyłu i bagażnik też mniejszy. No i jakoś do tej jego linii bocznej przekonać się nie potrafię.
– Niech Pan weźmie X6. Z jednego powodu. Wie Pan jakiego?
– No?
– Bo. Pan. Może.

I na tym proces sprzedaży się kończy – potem już tylko formalności. Bo może. Bo odchował dzieci i może nie mieć z tyłu dużo miejsca. Bo się dorobił i może mieć fanaberię jeździć autem mniej zgrabnym a za to bardziej sportowym. Bo osiągnął już ten status, w którym nikomu nie musi się z niczego tłumaczyć i może mieć auto, którego zalet nikt na pierwszy rzut oka nie będzie potrafił zrozumieć.

Wsparcie dla zagubionych: to jest część 1, część 2

11 komentarzy

  1. “silnik hybrydowy potrafi spowolnić auto z prędkością 3 m/s”
    o co chodzi z tym spowolnieniem? Normalnie jednostką opóźnienia jest metr na sekundę kwadrat, więc jak sobie wyobrazić te 3 m/s?;)

    1. @aprii: Mój Ś.P. Profeson od fizyki z L.O. się teraz tak w grobie przewraca, że w zaświatach spokojnie może za wiatrak robić. Poprawiłem i mi głupio.

  2. To jeszcze tylko podmień słowo prędkość na przyspieszenie i ja również będę zadowolony.

    A wracając do tematu – tekst pycha, zaraz zjem drugą część. Nie czytałem na bieżąco bo wciągnęły mnie kajaki.

  3. Blogo, sterownik od klimy wielkości pakietu baterii z układem chłodzenia? Na pewno to tak jest?
    W sensie elektronika sterująca? Przecież dzisiaj moc obliczeniowa potrzebna do sterowania klimą mieści się w pudełku po zapałkach.

    No, ewentualnie, chyba że, zrobili tam jakieś kanały wentylacyjne, nawiewy, odwiewy czy rozwiewy czterostrefujące tą klimę.

  4. @Piotrek: Serio serio. Tam się mieści nie tyle sterownik, ile cały układ klimy dla drugiego rzędu. Jak znam BMW, to pewnie jest zawieszony na gazowych amorkach chłodzonych olejem.

  5. A, chyba, że tak. Ale jakbym miał do wyboru, wolałbym hybrydę niż czterostrefową klimę, nawet gdyby jej układ był zawieszony na włosiu z ogona jednorożca, bo póki co to mam jakąś tam jednostrefową automatyczną, a i tak ustawiam ręcznie, żeby mi zimne powietrze ordynarnie wiało ciągle w pysk, bo tak lubię.

    To jest prawda, że to X6 jest strasznie ciasne z tyłu, ma malutki bagażnik a mimo X w nazwie, Panda 4×4 ma większą dzielność terenową?

  6. Tak sie czepiasz innych dziennikarzy (slusznie zreszta) ale dla mnie laika ponizsze zdanie nie jest logiczne:
    “Teoretycznie na samym napędzie hybrydowym da się osiągnąć 60 km/h, jednak nikomu się to nie udało”
    Chyba powinno byc na samym napedzie elektrycznym..

  7. Dzięki, że poprawiłeś! (bo w sumie to taka pierdółka, ale dobrze wiedzieć, że są jeszcze ludzie, którym zależy na jakości :)

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *