#186 Dobrze mi z tym

- Zobacz, jesteśmy poza mapą – powiedziałem i głową wskazałem na nawigację, która lokowała nas w szczerym polu.
- Jak poza mapą? Przecież to super droga – powiedziała Ryba, wskazując głową na super drogę przed nami.
- Cio śe stało? Cio śe stało? – dopytywała się z tylnego rzędu Margolcia.
- Jak to możliwe, że nie ma tej drogi na mapie?
- Nie wiem, Rybson, nie wiem…
- Ale co ona jest, aż tak nowa?
- A nie czujesz? Zero fałd, dziur, jak po stole.
- O, tu coś widać – powiedziała Ryba ponownie wskazując na nawigację. – Jakaś droga obok.
- To pewnie ta stara – powiedziałem nachylając się, by opuszkiem palca trafić w minus i zmienić skalę widoku.
- Uważaj! – krzyknęła Ryba.
- O żesz w mordę! – zakląłem i zacząłem hamować zjeżdżając jednocześnie na zakreskowany pas jezdni.
- Cio śe stało? Cio śe stało?
- Czemu się zatrzymujesz? Chcesz mu coś zrobić? Jedź, to jakiś wariat, pod koła wylazł. Szczęście, żeś go ominął. Po co stajesz? To wariat. Zostaw go, jedźmy – strzelała komendami Ryba zaskoczona tym, że hamowałem.
- Rybs, to nie wariat – powiedziałem spokojnie, gdy już się zatrzymaliśmy. – To policjant…
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
- Szybko jechałeś?
- …liśmy. Jechaliśmy.
- No ale szybko?
- A skąd mam wiedzieć?
- Jak skąd? Ty kierujesz!
- Ja kieruję?
- No a ja?
- No nie, fakt – ty nie kierujesz, ty mi ciągle coś na mapie pokazujesz.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
- Starszy sierżant ruchu drogowego… komenda… Czy wie Pan, Panie kierowco, za co Pana zatrzymaliśmy?
- Brak lewego pozycyjnego? – strzeliłem natychmiast z głupia frant, bo nigdy nie umiałem brać udziału w tych idiotycznych gierkach w stylu „zapytam o coś oczywistego a ty odpowiesz rzecz równie oczywistą udając przedtem, że się zastanawiasz”.
- Nie. Przekroczenie prędkości. I to znaczne.
- Widzisz? Znaczne! – spojrzałem z wyrzutem na Rybę i rzekłem teatralnym szeptem – A ty mi jeszcze mówiłaś „No wdepnij, droga przecież jak stół”.
- A wie kierowca, jakie tu obowiązuje ograniczenie?
- 130.
- Tam tak – wskazał głową drogę tuż za nami. – Ale tu nie.
- 110?
- To za chwilkę. O tam, za 40 metrów. Ale tutaj jest 70.
- Gdzie tutaj?
- Tutaj na odcinku prawie 100 metrów, dokładnie 70-ciu.
- Poważnie?
- Panie kierowco… – uśmiechnął się sierżant.
- No to świetne miejsce na radar…
- Nie narzekamy, nie narzekamy. Poproszę dokumenty auta, prawo jazdy, ubezpieczenie. I proszę wyłączyć silnik.
- A może działać? Wie Pan, klimatyzacja. No i gdybyśmy nagle chcieli zwiać.
- Jesteśmy na motocyklach.
- A… no to tylko dla klimy niech działa.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
- Ma Pan szczęście – powiedziałem, przerywając ciszę, podczas której starszy sierżant wpisywał moje dane do typowego, policyjnego notesika.
- Tak?
- Jak Pan tak wyskoczył, żona pierwsze co powiedziała to „jedź, to wariat, nie zatrzymuj się”.
Starszy sierżant schylił się i po raz pierwszy zajrzał do auta. Uśmiechnął się do Ryby, czego ona będąc w pełnym pąsie nie odwzajemniła.
- Wariat, mówi Pani…?
- A potem zaraz krzyknęła „Przejedź go, rozjedź” – brnąłem dalej.
Starszy sierżant jorgnął bazę i zerkając na ciekawsko się weń wpatrującą Margolcię spytał:
- A córka? Czy córka coś mówiła?
- Pytała się „cio śe stało”.
Policjant zamyślił się, spojrzał w dal na suszącego z ukrycia partnera i rzekł zdecydowanym tonem:
- Zapraszam do mojego kolegi. Tam się Pan dowie, „ćio śe stało”.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
- 131 w drugim pomiarze. W pierwszym nawet szybciej, bo 134. Dziś to rekord – streścił mi kobrę kolega starszego sierżanta. Po prostu sierżant, jak to się przedstawił. Stał lekko wsparty na swym motocyklu i dumnie prezentował wskazanie ręcznego radaru.
- A skąd mam mieć pewność, że to moje? Pan sobie tu stoi, kolega na motorze raz dwa bez problemów złoty trzydzieści rozwinie i potem Pan wszystkim to pokazuje – próbowałem się bronić.
- Panie kierowco… – sierżant uśmiechnął się i odłożył radar na siedzenie motocykla. Spojrzał na starszego sierżanta i porozumiewawczo skinął doń głową. Ten odszedł suszyć, myśmy zostali.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
– Wie Pan, na czym stoimy?
Sięgnąłem pamięcią wydarzeń sprzed roku i szybko wykonałem w myślach szereg obliczeń “pod kreską gdzie 2 w pamięci przechodzi a 4 na plusie” bazując na poznanym wówczas taryfikatorze.
- 10 punktów jak nic. I pewnie 5 stów.
- Dokładnie. 10 punktów i 500 złotych. Ma Pan już jakieś punkty?
- Miałem 8 za ponad 3 dychy poza zabudowanym, ale parę miesięcy temu mi przepadły.
- I jak to będzie? – spytał policjant, czym trochę mnie zaskoczył.
- Wie Pan… – rzekłem z lekkim uśmiechem przechodząc w tryb negocjacji – punkty mi wiszą, mogę je mieć, mogę ich nie mieć… ale te 5 stów to nieciekawa sprawa, wakacje nam mocno drożeją.
- Punkty łączą się z karą pieniężną, nie ma możliwości urwania niczego osobno – rzekł sierżant patrząc mi w oczy. – Ale nich Pan coś zaproponuje.
Gdybym pisał ten tekst minutę po w/w zdarzeniu napisałbym, że tym ostatnim zdaniem sierżant sprawił, że ręce mi opadły. Tyle się czyta o nieprzejednanych policjantach, tyle się ich w TVN Turbo ogląda jak bez mrugnięcia okiem rozdają punkty i mandaty, mam o nich naprawdę dobre zdanie i wierzę, że czasy łapownictwa i cwaniactwa wreszcie minęły… a tu nagle słyszę o możliwości złożenia propozycji. Z uwagi jednak na fakt, że wydarzenie to miało miejsce tydzień temu i dziś na spokojnie już doszedłem do pewnych przemyśleń, nic o tym, że „ręce mi opadły” nie napiszę.
- Tak po prostu mam coś Panu zaproponować? – spytałem zaskoczony, ale bez opadniętych rąk.
- Ja nie nagrywam, a Pan?
- No nie…
- To powiem Panu, że pomiar można z radaru usunąć. To znaczy radar jest tak zrobiony, że usunąć pomiaru nie można, ale technik informatyk umie. Tylko że on w godzinach pracy tego nie zrobi, bo ma w komendzie sprzęt za słaby. Co innego w domu. Ale jego wolny czas kosztuje.
- 200 złotych – rzekłem krótko.
- Jak Pan uważa – rzekł sierżant krótko.
- To zaraz wrócę do Pana z dokumentami – wyjąłem mu z rąk swoje dokumenty i spokojnie ruszyłem w kierunku auta. Po drodze minąłem starszego sierżanta, który rozmawiał z kierowcą Audi – zatrzymanym w trakcie mojej pogawędki z sierżantem. Gdy ich mijałem, usłyszałem zdanie „Proszę chwilę poczekać, jak ten Pan skończy zaproszę Pana do kolegi”. Jeśli tak dalej będzie im szło w tym miejscu, numerki jak na poczcie będą musieli wydawać.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
- Włóż w te dokumenty 2 stówy – powiedziałem do Ryby podając jej przez otwarte okno dowód rejestracyjny.
- Chyba żartujesz.
- Żartuję. Przypnij się! Zwiewamy!
- ?
- Teraz żartuję. Masz 2 stówy? No to włóż.
- Wziął łapówkę?! – zawsze politycznie poprawna, zgodna z prawem i obywatelsko idealna Ryba nie kryła zdumienia.
- Cio śe stało? Cio śe stało?
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
- Misiek! – dobiegł mnie krzyk Ryby. Zawróciłem i ponownie podszedłem do okna.
- No?
- A pomyślałeś o tym, że to może jakaś prowokacja? Pomyślałeś co będzie, jak cię aresztują?
Nie pomyślałem.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Wracając do sierżanta mijałem kierowcę Audi ciekawie mi się przyglądającego. Widać było, że nie wie na co czeka. A starszy sierżant zapewne nie potrafił mu nijak mądrze tego wyjaśnić – co mnie wcale nie dziwiło – więc dość nieporadnie próbował podtrzymać rozmowę pytaniem: „A obok to siedzi żona, prawda?”. Na moje oko fatalnie spudłował, ale co mi do tego…
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Podszedłem do sierżanta, który oparty o motocykl czekał na mnie z uśmiechem. Uniosłem w górę dowód rejestracyjny i wypowiedziałem groźbę karalną:
- Ale jak mnie Pan teraz aresztuje, to…
- Panie kierowco, jesteśmy dorosłymi ludźmi – wyjął mi delikatnie z dłoni dokumenty i sprawnym ruchem „roztrzepał” je nad otwartym schowkiem w siedzeniu motocykla w taki sposób, że nic poza pieniędzmi do niego nie wypadło – ubezpieczenie, moje prawko i kilka kwitków ze stacji benzynowej pozostało na miejscu. Bez dwóch zdań – zawodowiec. Pełen szacun!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
- Za 25 kilometrów stacjonarny robi zdjęcia, proszę uważać! – rzucił mi na odchodne i zasalutował. Uśmiechnąłem się i wróciłem do auta. Po drodze minąłem zmierzającego w przeciwnym kierunku kierowcę Audi oraz uśmiechniętego starszego sierżanta, który pozdrowił mnie znaczącym mrugnięciem oczu.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
„A to skurwiele” – tak brzmiały pierwsze słowa Ryby, gdy streściłem jej przebieg rozmowy z sierżantem. I wiecie co – też tak uważałem. Przez 20, no może 30 sekund.
Jaki był cel mandatu, który mi się należał? Kara za przewinienie oraz działanie prewencyjne zniechęcające do ponownego szaleństwa. Kwota mandatu sprawia ból i wartościuje przewinienie („gdybym jechał wolniej, mógłbym za te pieniądze kupić sobie ten absurdalnie drogi letni płyn do spryskiwaczy na Shellu, napompować koła azotem i wyglądać jak Brad Pitt w okularach typu „polaroid UV400 full blocker” ze stojaka na Orlenie”), a punkty sprawiają, że bogacze równi są biedakom – każdy ma taki sam limit, więc w przeciwieństwie do kwoty, punkty każdego tak samo bolą.
W moim przypadku punkty naprawdę mi wisiały – statystycznie mandat dostaję raz na kilka lat, więc obaw o wyjście poza skalę nie mam. A pieniędzy się pozbyłem. Różnica taka, że nie wpłaciłem 500 złotych w bezdenny i niezidentyfikowany worek państwowy, a jedynie 200 złotych w kieszeń dwóch naprawdę miłych i łapiących dowcip policjantów.
Nie wiem jak Wy, ale ja zamiast przelać kwotę na konto jakiejś charytatywnej fundacji i wierzyć, że zostanie mądrze rozdysponowana (a z wiarą tą mam problem – chyba tylko WOŚP darzę zaufaniem), wolę przekazać ją własnoręcznie osobom naprawdę potrzebującym. Czuję się wtedy bohaterem. Nie, żebym często tak czynił, ale czyż nie mam racji? Lepiej przecież wesprzeć konkretną osobę – nie zaś firmę, która zrobi to (być może) w moim imieniu.
Mówi się, że mandaty utrzymują naszą Policję. Skoro tak jest w rzeczywistości, to dziś czuję się wspaniale. Sierżancie, starszy sierżancie i ty, anonimowy informatyku – ja swoją lekcję odebrałem – pozostałe nam do domu 415 km jechaliśmy za TIRem, a dziś na równej jak stół drodze nie okupuję zawsze lewego pasa. Wierzę, że te wynikające z podziału kilkadziesiąt złotych przeznaczyliście np. na swoje dzieci. Wierzę w to i dzięki temu czuję się świetnie.
- Czy gdyby urodził się Pan ponownie i znów brał udział w takim zdarzeniu, to czy zachowałby się Pan tak samo?
- Tak. Myślę, że tak…
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

Ano dokładnie – mi też z tym dobrze… jak ktoś ma z tym problem to zapraszam do obrony krzyża na Krakowskim Przedmieściu… chociaż nie… on tam stoi nielegalnie… czyli idąc tym tropem… pakuję się i jadę bronić Krzyż (no teraz muszę już pisać z dużej – w końcu jest ŚWIĘTY)… do zobaczenia w Wa-wie
Ciekawe Blogo czy przez przypadek ów pan sierżant nie jest czytelnikiem Twojego bloga ;)
Często mówię funkcjonariuszom otwarcie, że wolałbym dać kasę na cukierki dla ich dzieci niż wpłacić na konta świń w garniturach żeby się za to nawalili i pożygali.
W większości przypadków spotyka się to z głębokim zrozumieniem :)
ha!
piękne letnie, sobotnie popołudnie. kilometry uciekają, czas słodko mija. jadę sam. jeszcze jakie 120km do celu. pasy zapięte, 90 na blacie, muzyczka się sączy. wioska jakich na trasie wiele.
wtem! lizak zza krzaków wyskoczył. ożesz! kierunek, pobocze, pozycyjne, szyba w dół. podchodzi starszy jakiś tam. przedstawił się, ja również. pełna kultura i fason.
——
przy radiowozie stał gruby ociekający potem kierowca frontery. starej. 2.3D. rzucał mięsem na panów policjantów.
——
starszy jakiś tam grał na zwłokę. “a wie pan co było powodem zatrzymania?”, “przekroczenie prędkości? (co wygrałem?)”
——
gruby po chwil kilku przyjął mandat na klatę i się oddalił zostawiając dużo siwego dymu za sobą…
——
w portfelu 20zl drobnymi monetami..
——
starszy jakiś tam zaprosił mnie z kompletem dokumentów do radyjowozu.
- wie pan co to taryfikator?
- nie mam pojęcia, pierwszy raz zostałem zatrzymany przez szanownych policjantów
- zatem taryfikator przewiduje 500 + 5pkt
- noo, trochę dużo, ale przyjmę to na siebie, wiem, że złamałem przepisy, nie będę się kłócił.
- …… a gdzie pan jedzie?
- do dziewczyny, do lublina.
- a gdzie pan pracuje?
- a w komputerowym.
- oooooo to duża pensja pewnie.
- oooooo wie pan, pewnie mnieszka pan w Xxxx.
- tak, zgadza się
- no to macie tam chyba 9 sklepów komputerowych i jak pan myśli? ile tam taki serwisant na zapleczu zarobi? także różowo nie ma.
- no tak, a mam gdzie pracuje?
- renta..
- hmmm… a tata?
- tata? nooo za wielką wodą, azbest kładzie.
- oooo to dolarów śle na potęgę?
- tja… wszystko na kredyt idzie..
- znam znam, też taki spłacam.. i co by tu z panem zrobić….?
- panie władzo, oddaje się w ręce, przyjmę wszystko.
- nooo to 400zl i 4pkt!
- panie władzo, jeśli tylko można do 400zł zejść z tych 5 stówek to ja chętnie przyjmę.
- nooo, patrz! no to 300zl i 2 pkt!
- panie władzo, będę zachwycony!
- 200zł!
- rewelacja!
- 100zł!
- panie władzo, nie jestem w stanie wyrazić swojego szczęścia!
- a masz pan te dokumenty i jedź pan bezpiecznie. TYLKO PAMIĘTAJ! JAK TAK BĘDZIESZ SPRAWY ZAŁATWIAŁ NA DRODZE TO NIC NIE ZAŁATWISZ!
———
ten morał pamiętam do tej pory i zawsze z uśmiechem przypominam sobie tą sytuację :D
Ktoś pisał o tym, że policjanci biorą na cukierki. Ja się z tym nie zgadzam, większość NIE WEŹMIE łapówki. Czasy się zmieniły, jeszcze 8-10 lat temu to była norma, teraz już nie.
Niestety to prawda – Misiaczki już nie biorą bo się boją – suszarki mają wbudowane moduły GPS, więc szefostwo będzie wiedzieć, gdzie byli i jakie tam było ograniczenie etc. etc. A do tego są sprawdzani – nie daj Bóg że wpadną na testującego to… tylko sobie w łeb strzelić…
Ciężko mi wyrokować jak to jest z tym braniem łapówek. Moje doświadczenie mówi mi, że połowa bierze, a połowa nie bierze (w ciągu ostatnich 8 lat 2 razy mnie złapano i za pierwszym razem nie było dyskusji). Tak czy siak – ja się cieszę, że była możliwość wręczenia łapówki. Raz, że jestem 300 zł do przodu, a dwa, że dobrze się z tym czuję… po mandacie miałbym zgagę.
Chmmm… wygląda na to, że polecam łapówkarstwo. Co się stało z moim kręgosłupem moralnym? Jeśli mi wypadł, to niby jak? Przez tyłek? Straszne…
Oj dawno nie zaglądałem, dziś nadrobiłem posty od BBC.. dzięki za dobrze spędzony wieczór :>
Czytając ten post…poprostu déjà vu.
Dwa lata temu, piątek wieczór, obwodnica szeroka i prosta ale 90 a na zegarach 140… Reszta.. wszystko się zgadza, tylko w portfelu mniejsza kwota.. zamiast 500/10pkt skonczyło się na 100 bez paragonu..
A potem jeszcze spotkanie.. sobota rano, Jerozolimskie w strone Pruszkowa, a na Orlenie za Łopuszańską -> patrz zdjęcie na początku posta.
Dwa pasy no ale przecież 50. Pierwszy ze świateł więc nazbierałem 86. Wymiana zdań – “niech będzie że jechał Pan 70″ Mandat zgdonie z taryfikatorem.
I to jedyne moje dwie płatności przez 7 lat prawa jazdy i 5 pracy za kierownicą..
Dobrze mi z tym…
@mivipe: “Oj dawno nie zaglądałem, dziś nadrobiłem posty od BBC”… no właśnie tak patrzyłem w statystyki i mi kogoś brakowało.
Troszkę życie mi przyśpieszyło. Zmiana mieszkania, pracy, samochodu, sesja na uczelni i jeszcze trochę… Żona ta sama :P
Ale od dziś wracam do formy i statystyki naprawiam :)
Tylko te konkursy które mnie minęły, ah..
@mivipe: “Żona ta sama”… cóż, bywa. Nie można mieć wszystkiego ;)
Niech no tylko to Ryba przeczyta :)… to będziesz musiał zmienić nazwę bloga na Ryba i Blogomotive :)
Dzisiaj miałem przyjemną rozmowę z Panem Policjantem – twierdził że nie mam świateł – a miałem ringi do jazdy dziennej… on że się zmieniły przepisy i nie mogą być – poprosiłem, żeby mi to pokazał w taryfikatorze… puścił mnie wolno :)
Ja 2 tygodnie temu zabuliłem 1000 kun (jakieś 600zł) za 83 na 50. I w sumie nie byłoby problemu gdyby nie kilka faktów: po pierwsze wg navi jechałem 61, po drugie zatrzymywani byli wyłącznie cudzoziemcy (ja, po mnie Anglik, Francuz, Polak) i do tego wszyscy dziwnym zbiegiem okoliczności mieli takie same 83 km/h. Pomiar był samą prędkością bez czasu, a “policjanci” serwowali głodne kawałki “this is the law”. Jacy praworządni, no no… Problem tylko w tym, że miałem do wyboru albo odjechać bez prawa jazdy albo zostac aresztowany ;-) Tak mnie wkurzyli, że nawet proponując “inne rozwiązanie” nie dostaliby w łapę. Odmówili podania stopni i nazwisk więc zapisałem tylko ich numery. Korci mnie żeby wystosować jakieś oficjalne pismo do chorwackiej policji.
A ja myślę, że jak nie odpowiesz na pytanie “Cio śe stało?”, to następnym razem Margolcia odwinie Ci taki numer: http://www.youtube.com/watch?v=CGnfKnfY6EM
;)
@AleżWodzuCoWódz: To Cię konkretnie naciągnęli. Mi za doładnie takie same przekroczenie (8x/50) krzyknęli 500 kun, ale jak powiedziałem, że nie mam tyle przy sobie to zeszli do 300 (czyli ok. 180zł) :)