#188 Zlot Gwiaździsty (2/3)

Nie znam się na starych auta – to dopiero początek mojej przygody z pojazdami starszymi ode mnie. Nie będę się zatem silił na przeszukiwanie gógla i sypanie danymi jak z rękawa. Ja nawet nie wiem w przybliżeniu, z jakich roczników są te auta – więc lepiej nie będę się kompromitował i w tej część relacji z imprezy po prostu popatrzcie na fotki.

Zacznę z grubej rury, bo od wnętrz – dziś już nikt takich nie projektuje. Mówię o tej głębi, którą zapewnia deska rozdzielcza, o tym tunelu dla kierowcy, o tej lotniskowo-płaskiej górnej części, o ascezie w kształtach i liniach. Spójrzcie na te kierownice – w swojej prostocie są wręcz doskonałe. I co ważne – są przyjemnie cienkie. Coraz bardziej rażą mnie te współczesne, grube balerony spłaszczone u dołu. Gdyby były takie extra – montowano by je do aut WRC.

Jedno warto zastrzec – na fotkach te wnętrza nie porażają. Ale nie napiszę tu teraz banału w stylu – je trzeba zobaczyć na własne oczy, je trzeba poczuć i dotknąć… bo to nieprawda. Albo się lubi starocie, albo się nie schodzi poniżej poziomu Audi.

Co ciekawe, irytują mnie wnętrza nowych Mercedesów, bo straciły styl i mają wiele niekonsekwencji w rysunku. Ale te stare wnętrza ujdą – może dlatego, że „za dużo by tu wad wyliczać” i przez to się je pomija… Wiecie o co chodzi – gdy na lakierze pojawi się pierwsza rysa, przekleństwa kończą się wraz ze śliną w ustach, czyli po 2 a nawet 3 kwadransach. Gdy pojawi się rysa setna, mówi się „O!” i tyle.

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Kątem oka spostrzegłem, że jakiś gość wyszedł spod namiotu Forza Italia i zdecydowanym krokiem idzie w moim kierunku. Struchlałem – a jeśli to krzychoo? Co będzie, jak mnie zobaczy z tą broda i włosami z wąsów i nosa w gębie? Co robić, co robić?!
– Przepraszam, czy… – zaczął nieśmiało zachodząc mnie od tyłu.
Atak! Tylko atak!
– Willst du eine gescheuert?! – zawołałem po niemiecku, co zdecydowanie go mocno zaskoczyło.
– A to przepraszam…
– Du kannst mir den Buckel runterrutschen! Zieh Leine! – przerwałem mu krzykiem i odwróciłem się lekceważąco tyłem. Stałem i nasłuchiwałem. Tak, poszedł. Coś tam smęcił pod nosem, ale poszedł. Ufff…

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Dość wnętrz. Dość fotek w ogóle – po co je tu wklejać jak leci, skoro wszystkie macie na Picassie udostępnione. Może po prostu rankingiem pojadę – takie moje Top5 całej imprezy (a przynajmniej tego, co widziałem).

MIEJSCE PIĄTE, czyli…

… niezbyt urodziwe Maserati. W tym przypadku nie urzeka mnie ani linia boczna, ani wnętrze zawieszone gdzieś pomiędzy współczesnymi plastikami a oldtimerowym drewnem i chromem. Nie wiem nawet, co to za model. Dlaczego zatem aż na miejscu piątym? Bo uwielbiam tę markę i słabość do niej mam.

MIEJSCE CZWARTE, czyli…

… przeklasycze coupe od Mercedesa. Tu również nie mam pojęcia, co to za model i jakie ma oznaczenie. Wiem tylko, że gdybym go miał, ufałbym mu bezgranicznie. Jest ucieleśnieniem legendy Merca – wygląda świetnie, prawdopodobnie po raz pierwszy coś się w nim zepsuje na jesieni 2019 roku, jest elegancki i gustowny a to, co właściciel zrobił z jego wnętrzem absolutnie mnie ujęło – teraz takiej zieleni nie uświadczysz. Żadnej zieleni.

MIEJSCE TRZECIE, czyli…

… niebieskie Ferrari. Tradycyjnie już nawet nie staram się zgadnąć, co to za model. Ważne, że ma świetny kolor (jak na Ferrari) i rewelacyjne wnętrze – prost deska rozdzielcza i doskonała, cała w chromowanych „psztyczkach” konsola centralna. Moim zdaniem stylem i smakiem na łopatki rozkłada każdego współczesnego brata z Maranello (uuu… ale mi tu się omówienie skleiło, no no… mógłbym w prasie papierowej pisać!).

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Gdy kontemplowałem linię boczną niebieskiego Ferrari, koło mnie stał jakiś chłopak i ciekawie mi się przyglądał. Pomyślałem, że pewnie dziwi go moja krzywa broda i włosy w gębie, i spokojnie kontemplowałem dalej. Wtedy jednak zauważyłem, że na koszulce miał logo Forza Italia. Nogi się pode mną ugięły – a jeśli to krzychoo? Co robić? Co robić? I wtedy lekko trącił me ramię i zapytał:
– Czy…?
Atak! Jedyne wyjście!
– Non mi rompere il cazzo! Vaffanculo! Non sono cazzi tuoi! – krzyknąłem mu prosto w twarz starając się bryzgać śliną z charakterystyczną dla leniwej Toskanii flegmą.
– Przepraszam, ale ja…
– Va a cagare! Cretino! – krzyknąłem na odchodne… bo odchodziłem.

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

MIEJSCE PIERWSZE EX EQUO, czyli…

… amerykan pełną gębą. Śliczna Corvette’a – pięknie utrzymana, kipiąca mocą i wulgarna jak Doda bez majtek. Niestety nie słyszałem jak jeździ. Żałuję. Szczerze żałuję. I nie siedziałem w środku. Patrząc na wnętrze – również żałuję.

MIEJSCE PIERWSZE EX EQUO, czyli…

… Alfa Romeo od której wzroku nie mogłem oderwać! Jeszcze nie widziałem auta, które tak wspaniale łączy historię ze współczesnością. Spójrzcie na przód – staroć, ale jaki elegancki. Spójrzcie na tył – absolutnie współczesne auto kipiące mocą i charakterem. A do tego ten wydech prawie na środku – kurcze, jak ja uwielbiam takie smaczki.

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Przykucnąłem by z bliska zrobić fotkę znaczkowi Alfy, gdy w wypolerowanym zderzaku zauważyłem chłopaka w znanych mi już, forzoitaliowych kolorach, jak zbliżał się do mnie szybkim i dość pewnym krokiem. Tym razem nie czekałem. Nauczony doświadczeniem zaatakowałem od razu:
– Vedä käteen lerppu! – krzyknąłem mu prosto w twarz po fińsku.
– Aaa! Puhutko puolaa? – odrzekł do mnie w tym samym języku, co mnie prawie powaliło z nóg. – Mistä voin ostaa pullon vodkaa?
– Eee… huora. Olen kyrpiintynyt! – przekląłem dając mu jasno do zrozumienia, że nie zamierzam napić się z nim wódki.
– Putoa alasti avantoon! – powiedział i odszedł.
„A sam sobie wpadnij gołym dupskiem w przerębel” – pomyślałem i wróciłem do fotografii marko.

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Był jeszcze rewelacyjny Datsun, mnóstwo ślicznych Merców, kilka rajdowych Abarthów i Matra, o której chyba nigdy nie słyszałem. Opel GT był fajny, Peugeot w kupecie, Volvon Simona Templara i Skoda stara jak świat. Jakby się głębiej zastanowić – wszystkie były fajne. A wiecie dlaczego? Powiem Wam, powiem… ale w czwartek z rana, w ostatniej części tej „pożal się Boże” relacji.

C.d.n.

Wsparcie dla zagubionych: część 1, to jest część 2, część 3
Tutaj galeria zdjęć z imprezy

8 komentarzy

  1. Piękne te starocie. Zawsze podziwiałem ludzi, którzy potrafią włożyć tyle serca w stary samochód i doprowadzić go do takiego stanu.
    To musiała być naprawdę świetna impreza, czekam na dalszy ciąg ;).

  2. a ten mercedes to nie przypadkiem w124?

    Gdybym potrafiła prowadzić i miała kase zeby kupic dobry egzemplarz i nie płakać jak cos sie popsuje to bym właśnie takim cudeńkiem jeździła. auto starsze ode mnie a słupków w drzwiach nie ma. jak dla mnie szok :P

  3. Kurka, nie łapię zachwytów nad Spiderem. Ktoś by mi to musiał kiedyś wytłumaczyć :).

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *