(m184) Costin Amigo


Stworzony przez Franka Costina – mistrza aerodynamiki, który w latach 50-tych wspierał swoją inżynierską wiedzą Lotusa, by później zasilić szeregi Marcosa i przeforsować budowę szkieletu sportowego auta z drewnianej sklejki. Nie dlatego, że postawione na takiej ramie auto fajnie w środku pachniało, ale ze względu na redukcję masy.

Niestety, prawdopodobnie za namową rodzącego się wówczas ruchu ekologicznego, Marcos porzucił drewnianą konstrukcję na rzecz stalowej – to przecież oczywiste, produkcja stali nijak nie zanieczyszcza atmosfery. Stal produkuje się z powietrza, które do fabryki napędzają pachnące skrzydełka motyli, głównie śnieżnych Bielinków Kapustników. To nawet dziecko wie.

Frank jednak się nie poddawał – ciężko pracował, zarobione pieniądze odkładał na fundusze i konta bankowe aż w końcu w 1970 roku gotów był do założenia swojej własnej firmy. Nadal wierzył w drewnianą ramę, więc użył takowej do produkcji Costina Amigo. Jako, że zgromadzone przez niego fundusze wyczerpały się już na samym początku (profesjonalne narzędzia do obróbki skrawaniem nie są tanie), Amigo wyglądał tak samo jak Marcos. Tyle że był lżejszy, szybszy i unikalny jak cholera! Zgadnijcie, ile sztuk tych aut sprzedano?
8?
335 765?
A może 2 i pół miliona?

Osiem. Każde z 2-litrowym silnikiem zdolnym rozpędzić pojazd do 220 km/h. Zupełnie współczesne osiągi.

To prawda, że z przodu nie wygląda rewelacyjnie – ot, typowo dla swoich czasów. Te obłości i wyłupiaste światła mieli wtedy wszyscy – Alfa, Ferrari, Maserati czy nawet Porsche. Ale spójrzcie na jego tyłek – z tej perspektywy wygląda jak połączenie przepotężnego amerykana z finezyjną włoszczyzną. Rewelacja!

Ten ścięty tył. Te skrzela zamiast tylnych bocznych szybek. Te suwane boczne okienka. To wybrzuszenie na drzwiach prawdopodobnie kryjące zawiasy. Te tonące w nadkolach koła. No i ta unikalność. Osiem sztuk. Nawet Andy Warhol więcej razy powielił swoje arcydzieła…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Ten wpis jest inspirowany lekturą “The Illustrated Encyclopedia of Extraordinary Automobiles” autorstwa Gilesa Chapmana. Tą książkę swego czasu przesłał mi goscinny, mój czytelnik i komentator.




Wpis opublikowany dnia 29.08.2010
Kategoria: [Na poboczu] | Tagi: , , ,
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 2

  1. Paweł Krefta ( August 29th, 2010 21:24 )

    To chyba wiem na jaka ksiazke bede polowac w najblizszym czasie : -)

  2. Tony Lease ( September 28th, 2010 15:36 )

    This is an absolutely gorgeous car – easily one of my favourites!



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!









Polecam: Części do aut amerykańskich