(m186) Citroen 2CV

Pierwotnie miał mieć premierę na paryskich targach motoryzacyjnych w 1940 roku, ale niespecjalnie się to udało. Coś tam inżynierom wypadło, chyba II Wojna Światowa. Francuzi tak bardzo wierzyli w swoją siłę i możliwość zwycięstwa, że zniszczono 249 z 250 prototypów, by technologia (lub może “technologia”, z uwagi na jakość tego auta) nie wpadła w ręce III Rzeszy. Gdzie zbunkrowano ten jeden pozostały prototyp – nie wiem. Pytałem Bogusława Wołoszańskiego, ale zamiast krótko i rzeczowo odpowiedzieć na moje pytanie, roztoczył przede mną jakże piękny i barwny obraz NKWD pod dowództwem Ławrientija Berii.
Tak czy owak, w końcu wojna się skończyła i w 1948 roku Citroen 2CV miał swoją premierę. Tłum oszalał. A inżynierowie uśmiechali się pod nosem. Oni wiedzieli, po co powstał ten samochód. To do nich zwrócił się ówczesny szef Citroena Pierre Boulanger słowami: “Zaprojektujcie mi samochód zdolny wozić dwoje ludzi i 50 kilo ziemniaków z prędkością 60 km/h, zużywając przy tym 3 litry paliwa na każde 100 km. Niech będzie obrzydliwie ekonomiczny.”
Dwie ciekawostki – w tym aucie po raz pierwszy Citroen zastosował 4-biegową skrzynię w standardzie, oraz mimo bardzo miękkiego zawieszenia, zdecydowano się standardowo montować specjalnie przygotowane dla tego auta opony Micheline Pilot Low-Pressure, by jeszcze lepiej połykać nierówności.

Citroen 2CV to nietypowe auto – przynajmniej w moim mniemaniu. Każdy tego typu klasyk coś w sobie ma. Czasami bardzo niewiele, ale zawsze cokolwiek. W zasadzie każdego mógłbym mieć. Tak dla frajdy – by sobie nim czasami do MarcPolu lub na zlot pojechać. Lecz do Citroena 2CV nigdy w życiu bym nie wsiadł. Nigdy. Nie wiem jaka jest prawda, ale zapewne wiele się nie pomylę – ten samochód bezpieczeństwo bierne ma na gorszym poziomie niż skuter. W zderzeniu z parkometrem większe szanse miałbym, gdybym jechał na trójkołowym rowerku peczkolaka z wywroteczką z tyłu. Uważam, że gdzieś jest granica szaleństwa. Jazda Citroenem 2CV jest daleko poza nią. Za stary już na to jestem…
- – - – - – - – - – - – - – - – - – - – -
Ten wpis jest inspirowany lekturą “The Illustrated Encyclopedia of Extraordinary Automobiles” autorstwa Gilesa Chapmana. Książkę tą swego czasu przesłał mi goscinny, mój czytelnik i komentator.
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

Pewien żandarm i pewna zakonnica..pamiętacie? Taki 2CV był znakomitym driftowozem i crossoverem – no i nikt nigdy nie ucierpiał. Więc z tym bezpieczeństwem to jednak…
Dobrze, że jeszcze można czasami minąć takie interesujące auta.
Kiedyś w ATM czytałem, iż pewnego czas była nawet produkowana wersja z napędem 4×4. Tyle tylko, że samochód nie miał wału napędowego, a po prostu dwa silniki. Nigdy nie słyszałem, by inny producent wpadał na taki pomysł.
na jednym forum prawie motoryzacyjnym gdzie się czasem udzielam jest młody chłopak który przez ostatni rok remontował sobie własnymi siłami takiego 2CV i wyszło mu to naprawdę nieźle, lakier biała perła itd :) jak gdzieś znajdę fotki to podeśle