#190 Studzienka twoja mać!

Tyle się mówi o mizerii polskiej myśli technicznej. Ciągle się narzeka i utyskuje na brak światłych inżynierów w naszym kraju. Jednak nie jest tak źle – mamy wielu, naprawdę wielu geniuszy. A co ciekawe – wszystkich ich zatrudnia Zarząd Dróg Miejskich.
Wielkim trzeba być umysłem (i nieodgadnionym), by stworzyć wszelkie absurdy, z którymi się na co dzień borykamy w drodze do pracy. Nawet nie chce mi się pisać o braku zielonej fali na drodze prostej po horyzont, o braku zielonej strzałki na skrzyżowaniu w szczerym polu, o rozpoczynaniu remontów z dniem 1 września, o budowaniu za niskich tuneli. Nie chce mi się o tym dziś pisać.
Ale z przyjemnością napiszę o studzienkach. To ostatnio jest mój konik – nie potrafię 100 metrów ujechać, by jakiejś nie wypatrzyć. A nawet gdybym o wypatrywaniu zapomniał – dosadnie i szybko o sobie przypomną – łomotem, stukiem, walnięciem. Bo ich się nie da ominąć. Po prostu jest to fizycznie niemożliwe. Taki niepokonany, nieodgadniony i mistyczny zarazem wzór ich ułożenia musiał stworzyć geniusz. Ktoś, kogo płat czołowy jest pofałdowany bardziej niż ludzik Michelin. Ktoś, kto w mózgu ma liczbę synaps dążącą do nieskończoności. Ale drugiej, bo pierwsza już dawno została osiągnięta.

Szerokość pasa jezdni wynosi coś koło 3 metrów (Pi razy oko, bo może mieć 2,5 gdzieś na wsi a także 3,75 na autostradzie). Szerokość auta to coś poniżej 2 metrów – przyjmijmy 180 cm dla łatwego rachunku. Szerokość średniej opony to (uwzględniając jej ugięcie wynikające z notorycznego niedopompowania – bo komu chce się brudzić ręce przy kompresorze) to jakieś 22 cm. A zatem, by jadącego prosto samochodu nie narażać na ciągłe łupanie podwoziem, wystarczy zapewnić mu 44-centymetrowe pasy równego asfaltu. 44 centymetry! Naprawdę tak trudno wygospodarować 44 równe centymetry z szerokiego na 300 cm pasa jezdni?!
Najwidoczniej jest to niemożliwe.
Studzienka (taka okrągła) ma średnicę 60 cm. Pomiędzy niedopompowanymi oponami pojazdu mamy 136 cm luzu. Jakby nie patrzeć, dwie studzienki na luzach się tu upchnie na szerokość – i już można brać je między koła. Po lewej od sflaczałej opony do linii białych pasów rozdzielających jezdnie mamy 60 centymetrów – no studzienka jak w mordę strzelił. Po prawej – pomiędzy oponą a krawężnikiem – kolejne 60 centymetrów. A te studzienki odpływowe, te prostokątne – to one są jeszcze mniejsze…
Do czego prowadzi ten skomplikowany wywód matematyczny? Ano to wniosku, iż na uśrednionym pasie jezdni jest wystarczająco dużo miejsca, by tak wmontować studzienkę, by po niej NIE jeździć. Ja to wiem i Wy to wiecie, ale nasi geniusze z ZDM niekoniecznie.

Ale to nie wszystko. Nie tylko ich umiejscowienie mnie zastanawia. Czemu nie są wyrównane z asfaltem? Czy ich ułożenie kilka centymetrów ponad bądź poniżej poziomu drogi regulują jakieś przepisy?
Niedawno zrobiłem przednie zawieszenie w Nissanie – mam nowe sprężyny i stabilizatory. Jest świetnie – cichutko, sprężyście i bezpiecznie. I jak to w przypadku każdej nowe rzeczy bywa – jakiekolwiek jej męczenie strasznie boli. Pamiętacie pierwszą rysę na karoserii? Pierwszy upadek telefonu na chodnik? Albo jak Wam w podstawówce deptali (“O, nie deptane!”) nowe Sofixy? Bolało, prawda?
Mnie teraz boli każdy wjazd na studzienkę. Nie dość, że nie można ich ominąć, to jeszcze nigdy w życiu nie widziałem żadnej ułożonej na równi z jezdnią. To chyba niemożliwe. Pomiędzy pokrywą studzienki a asfaltem jak nic musi istnieć jakieś nieznane oddziaływanie – magnetyczne, kanalizacyjne, jak zwał tak zwał. Nie ma siły, by leżały na równi. Jak bardzo geniusze z ZDM by nie kombinowali, nie da się. Po prostu się nie da.

Ponoć nieznany z imienia i nazwiska rosyjski miliarder (a nawet pierdyliarder, bo dorobienie się miliarda na ruskiej ropie i gazie to biznes zajmujący góra miesiąc) ufundował nagrodę 10 mln Euro dla tego, kto pierwszy rozwikła problem tego tajemniczego oddziaływania. Ponoć mityczne “cząsteczki X” mają w tym swój udział! Sam Stephen W. Hawking twierdz, że cały CERN powstał po to, by ten problem rozwiązać. Podziemny akcelerator LHC nie jest niczym innym jak długaśnym tunelem pełnym studzienek – międzynarodowy zespół inżynierów układa je tam na zylion możliwości – liczą na to, że w końcu któraś ułoży się na równi z podłożem – a wtedy przypadek ten przebadają, opiszą i wdrożą w życie na naszych drogach. Jak wiemy – nie tylko z prasy, wystarczy przejechać się po mieście – na razie żadnych sukcesów nie zanotowali.
Niech szlag weźmie te studzienki! Niech je piekło pochłonie!
Naprawdę tak trudno kłaść je pomiędzy kołami lub tuż przy krawężniku?!
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

Też się ciągle nad tym zastanawiam. W Niemczech nie zaobserwowałem aż takich problemów ze studzienkami. To chyba coś z czym w PL jeszcze przez długi czas nie damy sobie rady.
Ta, a na 500m drogi potrafi ich być… 7?
ręce opadają, a w kieszeni nóż się sam otwiera
Ale wy ignoranci jesteście. Studzienki są tak ułożone, by podróżujący do pracy Agent Tomek z ich stuku-puku mógł odczytać kolejny szyfrogram z centrali.
W Zgierzu k. Lodzi na nowo zrobionej ulicy po tym jak polozyli wodociag, lub kanalizacje tak chcieli pokazac, ze ludzie nie wala do slawojek, ze przed kazdym domem jest studzienka…a ze domy gesto postawione…no i jakis cudak nie potrafil ulozyc ich inaczej niz tam gdzie powinny jechac prawe kola, wiec albo szyfrogramy dla agenta T. ciagle nadajesz, albo jedziesz jakbys dopiero co z wojewodztwa Londynskiego powrocil.
Byłem wróciłem wczoraj z Chorwacji. Też o studzienkach dużo tam myślałem. Tam nie ma studzienek takich okrągłych, bo i wioska za mała na kanalizację. Są te prostokątne, no i nie takie płaskie jak u nas, a z brzuszkiem, coby patyki i liście zalegały na jej krańcu w celu łatwego usunięcia i niedopuszczenia do wpadnięcia do środka i, nie daj Boże, zatkania onej. To by była tragedia, a my w tym pięknym kraju doskonale wiemy dlaczego – jak ktoś nie pamięta to niech czeka do następnego deszczu.
Otóż owe studzienki otoczone są rowkiem o ok. 5cm głębokości ciągnącym się wzdłuż całej drogi. Takim łagodnym zagłębieniem. Wręcz koleiną. Sam rowek jest nieprzyjemny do jazdy, a studzienka równie nieprzyjemna do najechania, agresywnie godzi w zawieszenie… chyba :) Jest na środku pasa, między kołami, więc nie sposób w nią wjechać… Nie to co w Polsce, nuda i brak adrenaliny ;)
Witam wszystkich.
Mi sie wydaje, że są to takie zakamuflowane spowalniacze. No bo jadę sobie normalnie, myślę o czymśtam a tu nagle „łup łup”. Natychmiast zapominam o czym myślałem, zaczynam nerwowo ruszać kierownicą, zerkać w lusterka (kombinować z której strony brać następną). Dostrzegam kolejną i już wiem że przy próbie jej ominięcia albo przyładuje w krawężnik albo w najlepszym razie nieźle wystraszę jadącego pasem obok. Nie mam szans więc pasuje, zwalniam. Jej pokrywa może przeciez być akurat w drodze na skup złomu.
Blogo! Powaliłeś mnie na kolana :) Piękny i jakże prawdziwy wpis!!! Aż chce się zostawić Mikrunie w domu i rowerem pojechać do pracy… chociaż, nie! Na zewnątrz 6 st.C (czyt. sześć(!) stopni Celsjusza) a do pracy 17 km – no i jeszcze trzeba wrócić. Eh, i znowu przeguby do wymiany po zimie.
Jakby miasto miało płacić za każdą usterkę spowodowaną tragicznie zamontowaną studzienkę kanalizacyjną, to by szybko zrobiło z tym porządek.
Niby cywilizowany kraj, a jednak…
“Ja to wiem i Wy to wiecie, ale nasi geniusze z ZDM niekoniecznie.”
Dlaczego uważasz, że to wina ZDM-u? Przecież te studzienki są częścią instalacji znajdujących się pod ziemią. Integralną częścią sieci kanalizacyjnych, ciepłowniczych, wodociągowych, gazowych i telekomunikacyjnych, które nie należą do ZMU a często nawet nie są własnością miasta/gminy.
@Max: Szczerze mówiąc, nie bardzo mnie interesuje, czyją własnością są kanały ściekowe i pokrywy od nich. To ZDM (albo ich kontrahenci wyłonieni w przetargach) je montują. Nie wierzę, że nie można na równie z asfaltem, no nie wierzę.
Jeśli studzienka należy do wodociągów i wodociągi postanowią sobie, że czas na remont, to kopią dołek i wymieniają rury. Na koniec mają obowiązek odtworzenia nawierzchni do stanu sprzed rozpoczęcia remontu, ale że wodociągi niespecjalnie przejmują się stanem dróg – ja na ich miejscu też bym zrobił to jak najszybciej i jak najtaniej – to efekty są jakie są.
@Max: Masz rację, ale źle ułożone studzienki na starych, pofałdowanych i połatanych drogach aż tak bardzo nie wkurzają jak te wystające 3cm nad równy jak stół asfalt nowiutkich szos za unijne pieniądze. Tu chyba tylko ZDM jest winien.
[...] W Polsce nie miałby szans. Już po 300 metrach trafiłby na studzienkę i szlifa by zaliczył. Opublikowany: 24.09.2010 Kategoria: [Na poboczu] Tagi: ścigacz, [...]
Ja sądzę, że woki dobrze kombinuje.
Obstawiam, że wystające/zapadające się studzienki, razem z dziurkami, dziurami, kraterami, koleinami poprzecznymi, wzdłużnymi, 10 cmtrowymi progami niszczącymi zawieszenie, brakiem zielonej fali, setkami fotoradarów w miejscach gdzie można zebrać kasę, a nie w miejscach gdzie jest niebezpiecznie, irracjonalnymi ograniczeniami prędkości, a także remontami które zaczynają się w czasie wzmożonego ruchu i trwają niedorzecznie długo, to wszystko jest częścią większego planu mającego na celu, a jakże by inaczej, poprawę Naszego bezpieczeństwa na drodze. Zapewne rząd zlecił badania i wyszło, że największym niebezpieczeństwem jest brak koncentracji wśród kierowców, a cóż lepiej zwróci naszą uwagę, jak huk powstały przy wpadnięciu kołem w krater o średnicy 20cm, czy też ostre hamowanie całej kolumny samochodów, bo policja akurat ustawiła się na długiej, gdzie drogowcy zapomnieli po remoncie usunąć znak ograniczenia prędkości do 50km/h?
No to małe co nieco ode mnie, czyli studzienki na początku mojej ulicy: http://img219.imageshack.us/img219/9946/studzienki.jpg fot. z 2007r, od lutego 2008 jest już asfalt.
Ładne, prawda? Tak dużo ich, tak równo są postawione… ciekawe jak za kilka/-naście lat będzie to wyglądało, bo po mojej ulicy mają jeździć ciężarówki ze strefy przemysłowej. Pewnie będzie można łapać towar z nich wyskakujący ;)